poniedziałek, 9 marca 2020

24


   
   Dochodziła ósma. Nie wyspał się zbytnio. Położył się przecież późno, a do tego i tak nie potrafił zasnąć. Kręcił się nerwowo na łóżku bojąc się, że gdy wstanie już jej tu nie będzie. Gdy w końcu zasnął, na dworze już świtało.
   Przeciągnął się i wyszedł na korytarz. Drzwi jej pokoju były otwarte. Zerknął do środka , mając nadzieję, że go nie zauważy. W środku było jednak pusto. Jego serce przyspieszyło.  Nagle z dołu usłyszał brzęk szkła. Odetchnął z ulgą i zbiegł po schodach. Stanął w drzwiach kuchni . Z uśmiechem na ustach, przyglądał się dziewczynie, zbierającej kawałki kubka z podłogi. Chyba wyczuła jego obecność, bo uniosła głowę.
-Nie chciałam Cię obudzić. Przepraszam- wyprostowała się i wyjąkała wystraszona.
-Nie obudziłaś- uśmiechnął się. W kuchni rozchodził się zapach świeżo zrobionej kawy i naleśników. Codziennie mógł się tak budzić. I  nie chodziło tutaj o śniadanie. Nie spuszczał z niej wzroku. Nawet w rozciągniętej koszulce i spranych jeansach , wyglądała rewelacyjnie.
-Zrobiłam śniadanie. Tylko ten  kubek, przepraszam....
-To tylko kubek - przerwał jej i zamiótł podłogę. Dziewczyna jakby odetchnęła z ulgą. Usiedli razem przy stole - wcześnie wstałaś.
-Jakoś nie mogłam spać- nerwowo mieszała łyżeczką w kubku kawy. Wzrok miała wbity w blat stolika. Jakby bała się na niego spojrzeć. On za to ciągle się w nią wpatrywał.
 Jedli w milczeniu, a raczej on jadł. Ona bardziej bawiła się widelcem, rozgrzebując naleśnika na swoim talerzu.
-Pozmywam- podniosła się szybko, gdy skończył. Pokręcił głową, zabierając z jej rąk talerze. Odskoczyła do tyłu gdy mimochodem dotknął jej dłoni. I popędziła do swojego pokoju.



-Mogę ?- Tina uniosła głowę, gdy usłyszała jego głos. Freitag stał w drzwiach pokoju, niepewny czy może wejść dalej.
-Przecież to Twój dom- chciała się zaśmiać , ale chyba nie za bardzo jej to wyszło.
-To nie znaczy, że mogę tutaj wchodzić jak do siebie. No chyba, że chcesz?- mrugnął do niej, siadając na łóżku. Prychnęła. Ale powstrzymała się od komentarza. Zamiast tego, odezwała się cicho.
-Serio mogę tu zostać?
-Przecież już mówiłem.
- Dlaczego? Okradłam Twoją siostrę,  a wcześniej Ciebie. A Ty pozwalasz mi u  siebie zostać. 
-Smakowały mi Twoje naleśniki- zaśmiał się. Co innego miał jej powiedzieć? Sam nie miał pojęcia dlaczego jej to zaproponował. 
 Też w końcu się zaśmiała. W jej oczach przez moment pojawiły się wesołe iskierki. Zniknęły jednak równie szybko jak się pojawiły.
-Dziękuję.
-Masz jakieś plany na dzisiaj ? - nie spuszczał z niej wzroku. Nie potrafił przestać na nią patrzeć. 
-Plany ? -zaśmiała się smutno - żadnych. Moje życie jest ostatnio trochę..... Zresztą  nieważne. 
-Może odwiedzimy Twojego brata? Chętnie bym się z nim zobaczył.
-Dominika ?- zająknęła się. W jej oczach znów pojawiły się łzy.
- Chyba możesz go odwiedzać?
-Mogę. To znaczy chyba, nie wiem- schowała twarz w dłoniach.
-Wszystko w porządku?- przysunął się do niej. 
-Nie byłam jeszcze u niego. Bałam się,  że nie dam rady. Że nie uda mi się go nigdy zabrać do siebie. Więc nie chciałam go odwiedzać. Nie chciałam robić mu nadziei. Może to głupie. Ale wolałam żeby zapomniał,  że ma siostrę.
-Zapomniał,  że ma siostrę ? - powtórzył za nią - przecież on Cię kocha. Tylko Ty mu zostałaś. Jesteś dla niego wszystkim. 
-Wszystkim ? -zaśmiała się smutno- jestem nikim. Nie mogę mu niczego zapewnić. Niczego dać. Czasem wydaje mi się , że będzie mu lepiej beze mnie.
-Nawet tak nie myśl. Jestem pewny ,  że on cholernie za Tobą tęskni. On Cię potrzebuje.
-Naprawdę tak myślisz?- uniosła głowę,  wpatrując się w niego.
-Naprawdę- znów się do niej przysunął. Nie chciał wykorzystywać sytuacji. Ale nie potrafił się powstrzymać. A może jednak chciał? Ujął jej twarz w dłonie. Dziewczyna nawet nie drgnęła. Uznał to za pozwolenie. 
  Złączył ich usta w pocałunku. Nie miał pojęcia ,  że tak bardzo za nią tęsknił. Całował ją zachłannie, tak bardzo spragniony jej bliskości. 
Tina nagle się opamiętała. Odepchnęła go , wpatrując się w niego ze złością. 
-Wiec jednak- wysyczała przez zaciśnięte zęby- byłam pewna , że nic nie jest za darmo.
Podniosła się gwałtownie,  szukając swoich rzeczy. Chwyciła plecak do rąk i doskoczyła do drzwi. 
-Przepraszam.To nie tak - dopadł do niej , zanim dotknęła klamki.
-A jak ? Zabrałeś mnie tutaj bo skończył się sezon? I dostęp do naiwnych dziewczyn? Naprawdę myślałeś , że jestem taka głupia i się nie zorientuje?
- Nie. Po prostu....- przerwał. Co miał jej powiedzieć? Że nie mógł się powstrzymać? Że tęsknił za nią? Przecież i tak by mu nie uwierzyła. 
- No co? Próbujesz szybko wymyślić jakaś bajeczkę?
-Przysięgam,  że już się do Ciebie nie zbliżę. Tylko zostań. Proszę.
 Zmrużyła oczy. Nie musiał prosić. Chciała tu zostać. Z nim. Chciała żeby ją całował. Chciała być blisko niego. Ale on nie mógł się o tym dowiedzieć. Nie chciała znowu się zawieść. Nie chciała kolejny raz komuś zaufać. A później cierpieć. 
Udała zrezygnowaną i rzuciła plecak w kąt pokoju. Freitag odetchnął z nieukrywaną ulgą.
-Ale trzymasz ręce przy sobie - burknęła , siadając łóżku. 
-Tak długo dopóki sama nie będziesz chciała- mrugnął do niej. Zgromiła go  wzrokiem. Usiadł w bezpiecznej odległości- to jak ? Pojedziemy do Twojego brata ?
Zagryzła wargi. Wahała się. Po chwili jednak pokiwała głową ze słabym uśmiechem.




    Po kilkunastu minutach jazdy, Richard zatrzymał samochód przed dwupiętrowym budynkiem. Otoczonym dużym ogrodem.
- Nie bój się. Wszystko będzie dobrze - uśmiechnął się do dziewczyny. Chcąc dodać jej otuchy. Oddychała głęboko. Była blada jak ściana i miał wrażenie,  że zaraz zemdleje - chodź. 
Wysiadł z samochodu i otworzył jej drzwi. Wysiadła i niepewnie zrobiła kilka kroków w kierunku budynku. 
   Zatrzymała się gwałtownie. Gdy w drzwiach domu  stanęła uśmiechnięta kobieta. Martina mimowolnie chwyciła go za rękę. Uścisnął jej dłoń. I znów się uśmiechnął .
-Przestań się tak spinać- szepnął jej do ucha i pociągnął w stronę domu. Koło kobiety nagle pojawił się Dominik. Jego wzrok najpierw zatrzymał się na nim, później na siostrze. Na twarzy chłopca momentalnie pojawił się szeroki uśmiech. Zbiegł po schodach i rzucił się dziewczynie na szyję. Po chwili jednak, odsunął się i założył ręce na piersi. Zmrużył oczy wpatrując się w nich ze złością.
-Nie spieszyłaś się zbytnio- prychnął siedmiolatek.
-Przepraszam ja...- Tina przerwała, wbiła w wzrok w ziemię. Nie mając pojęcia co powiedzieć.
-To trochę moja wina- odezwał się , mierzwiąc mu włosy- obiecałem , że przywiozę tu Twoją siostrę. Ale ciągle mi coś wypadało. Wiesz kolejne zawody , później treningi i ciągle brakowało mi czasu.
-Mogła wpaść tutaj sama- chłopiec ciągle był wściekły.
-No niby tak, ale akurat remontuję dom. Wszędzie pełno robotników, mnie nie ma to Tina musiała się wszystkim zająć - kolejne kłamstwo dość gładko przeszło mu przez usta.
-Jesteście razem i do tego mieszkacie ze sobą? - chłopiec otworzył szeroko oczy wpatrując się to w niego , to w swoją siostrę.
-Tak jakoś wyszło- zaśmiał się .
-Masz szczęście , że to coś ważnego - Dominik w końcu się roześmiał . A Tina odetchnęła z nieukrywaną ulgą- chodźcie. Bo chyba dzisiaj macie trochę więcej czasu?
-Jasne młody- Freitag chwycił go za rękę, a drugą przyciągnął do siebie dziewczynę. Poczuł jak się szarpnęła. Niezrażony, jeszcze mocniej ją do siebie przytulił. Zamierzał dobrze wykorzystać tą sytuację. Nachylił się nad nią i szepnął jej do ucha- w końcu jesteśmy razem.


    Już dawno nie czuła się tak beztrosko. Od kilku godzin siedzieli w ogrodzie, śmiejąc się i żartując. Dominik promieniał  ze szczęścia, ona zresztą czuła się tak samo. I nie była to tylko zasługa tego, że znów była z bratem.  Freitag co chwilę przytulał ją do siebie. Raz za razem całując w policzek. A ona nie potrafiła zaprotestować. Potrzebowała tego. Potrzebowała jego bliskości. Mimo tego, że zdawała sobie sprawę z tego, że to tylko udawane. Przy Dominiku.
  Mogłaby tak siedzieć jeszcze kolejne godziny. Choć na dworze zaczęło się robić coraz chłodniej. I widziała , że Dominik zaczyna trząść się z zimna.
-Chyba musimy się zbierać- dobiegł ją głos Richarda i jednoczesny jęk brata.
-Już? - chłopiec wlepił w nich błagalny wzrok.
-Ktoś się chyba o Ciebie niepokoi- brunet wskazał ręką na okno, z którego zerkała na nich opiekunka małego.
-Ale wpadniecie znowu?
-Obiecujemy - Tina podniosła się równie niechętnie i przytuliła do siebie brata.
-Będziesz się nią opiekował?- chłopiec stanął na przeciwko Freitaga i nie spuszczał z niego wzroku. A ona czuła jak płonie jej twarz.
-Obiecuję - Richard zaśmiał się , całując ją w czoło. Chłopiec uspokojony zapewnieniem skoczka, popędził radośnie w stronę domu. Tina ukradkiem otarła łzy , gdy Dominik zniknął za drzwiami i skierowała swoje kroki w stronę auta. Freitag dogonił ją po kilku krokach i splótł ich palce ze sobą. Prychnęła i chciała wyswobodzić rękę , ale nie pozwolił jej na to . Jeszcze mocniej ją do siebie przyciągnął i bez słowa wpił się w jej usta.

-Co to miało być? - jęknęła, gdy w końcu ją od siebie odsunął. Czuła jak płoną jej policzki. Nie miała pojęcia czy była bardziej zła , że ją pocałował. Czy, że już przerwał. Brunet zachichotał i otworzył jej drzwi.
-Przecież teraz musimy udawać- wyszczerzył się do niej, niezmiernie z siebie zadowolony.
-Nie jak jesteśmy sami- warknęła.
-Założę się, że Twój brat stoi przy oknie i nie spuszcza z nas wzroku- wsiadł do samochodu i znów ją pocałował. Krótko i zachłannie. 
-Przestań! Nie możesz tak ... To nie jest...- plątała się. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Z jednej strony chciała żeby ją całował. Z drugiej wiedziała,  że to tylko na pokaz. On dobrze się bawił. A ona zwyczajnie bała się , że znów będzie cierpieć- co Ci w ogóle strzeliło do głowy? Remont ? Wspólne mieszkanie? 
- Przecież mieszkamy razem...
-Od wczoraj- prychnęła- i to na chwilę. A Ty wymyślasz jakieś niestworzone historie.
-A co niby  miałem powiedzieć? 
-Dobra. Przepraszam. Po prostu nie lubię go okłamywać. Źle się z tym czuję.
-To wcale nie musi być kłamstwem- znów się nad nią pochylił. Wstrzymała oddech. Nie potrafiła oderwać od niego wzroku. 
Koło samochodu przeszła grupka dzieciaków śmiejąc się. To ją otrzeźwiło. Przecież on chciał ją kolejny raz przelecieć. Nic więcej. Odsunęła się gwałtownie.
- Jestem zmęczona.  Możesz już jechać? - Freitag westchnął. Ale posłusznie odpalił silnik i wyjechał na ulice.

  Wyskoczyła pod domem z samochodu nawet na niego nie patrząc. Słyszała,  że ja woła ale nawet się nie odwróciła i popędziła w kierunku domu Jonasa.
 Zdyszana stanęła pod drzwiami i nacisnęła dzwonek. 
-Gdzie się podziewałaś do cholery? Szukam Cię od wczorajszego wieczora - chłopak zaczął na nią wrzeszczeć jak tylko otworzył drzwi.
- Przepraszam. Po prostu....Wyskoczymy na jakieś  piwo ? - szybko zmieniła temat, uśmiechając się. Jonas prychnął,  ale bez słowa zabrał bluzę i podreptał za nią. 

  Od wczorajszego wieczora szalał z niepokoju. Gdy nie zastał jej w garażu. Przeszedł wszystkie kluby w okolicy , ale nigdzie jej nie było. Kręcił się do rana w pobliżu jej domu mając nadzieję, że gdzieś na nią wpadnie. Bał się , że w końcu wpadła i ktoś zrobił jej coś  złego.
  Gdy zobaczył ją w drzwiach strach przerodził się w złość. Która minęła równie szybko jak się pojawiła ,  jak tylko przekonał się,  że nic jej nie jest.
-Gdzie byłaś?- ponowił pytanie , podsuwając jej pod nos kufel piwa w ich ulubionym barze-myślałem że coś Ci się stało. Nie możesz tak po prostu znikać.
-Naprawdę nie chciałam żebyś się martwił. Obiecuję że już nie zniknę bez słowa - nie wiadomo czemu zgrabnie zataiła miejsce swojego pobytu.
-Ale...
-Byłam dzisiaj u Dominika- szybko zmieniła temat- nie masz pojęcia jaki był szczęśliwy gdy mnie zobaczył.
-Nareszcie. Serio balem się, że o nim zapomniałaś.
-Chyba zwariowałeś. Jak mogłabym zapomnieć o bracie - zaśmiała się.
-Ostatnio tak się zachowywałaś.
-Wiem, trochę nawaliłam. Ale teraz się poprawię . Obiecuję. Będę go odwiedzać regularnie. I zrobię wszystko żeby Dominik z powrotem zamieszkał ze mną. 
-Musisz znaleźć normalną pracę Tina. Musisz skończyć z nocnymi wyjściami.  Jak wpadniesz to nigdy go nie odzyskasz.
-Wiem. Dlatego odpuszczam. A gdybyś słyszał ze gdzieś szukają kogoś do pracy. Jakiejkolwiek. Daj znać.
-Jasne Tina. Nawet nie wiesz jak się cieszę- uśmiechnął się do niej. Odwzajemniła uśmiech. Wiedziała , że Jonas ma rację. Musiała w końcu wziąć się w garść. Niestety miała wrażenie, że wcale nie będzie łatwo.

 

    Dodaję rozdział w koszmarnym nastroju ;( Dziś miałam wracać z Oslo , a oni zamknęli skocznie dla kibiców. No to postanowiłam pocieszyć się na kontynentalnym w Zako w ten weekend. Byłam pewna , że będzie tam Richard. No ale przecież nie może być tak dobrze :( Właśnie odwołali zawody :(



    

niedziela, 23 lutego 2020

23


 
   Od ich ostatniego spotkania minęły dwa miesiące, od tej bezsensownej kłótni. I słów których , od razu pożałował.
   Kompletnie się jej nie spodziewał pod tą galerią handlową. Tak naprawdę od dawna , nawet o niej nie myślał. Po kilkunastu dniach od zawodów w Oberstdorfie , prawie o niej zapomniał. Dopiero dzisiaj Karl sprawił, że Tina znów pojawiła się w jego głowie . A teraz nagle wpadł na nią na tym parkingu. Jeszcze w momencie jak okradła jego siostrę.
  Teraz zerkał na nią z boku. Jak wściekła, siedziała w jego aucie.  Wpatrując się w boczną szybę samochodu.


   -Chyba żartujesz?- odezwała się do niego po raz pierwszy odkąd weszła do auta. Gdy zatrzymał się pod swoim domem i otworzył jej drzwi. Zaśmiał się i pokręcił przecząco głową. Naburmuszyła się, ale bez słowa podreptała za nim.
    Przepuścił ją w drzwiach i dokładnie je zamknął, chowając klucz do kieszeni. Prychnęła, gdy popchnął ją lekko w kierunku salonu. Usiadła na brzegu kanapy wbijając wzrok w podłogę.
-Oddaj najpierw ten telefon- widział, że chciała zaprotestować. Zrezygnowała jednak z tego i wyciągnęła go z kieszeni podając mu do ręki. Odsunęła się gwałtownie, gdy dotknęła jego dłoni.
-Od razu wiedziałeś , że go mam?- odezwała się cicho, pokiwał tylko głową- dlaczego więc nie pozwoliłeś wezwać policji?
-Zamówię coś do jedzenia- wyszedł do kuchni , całkowicie ignorując jej pytanie. Zaklął cicho. To znów się działo. Znów w jej towarzystwie miał to dziwne uczucie, którego do końca nie potrafił sprecyzować. I nie, nie chodziło tu tylko o seks. Chodź nie mógł zaprzeczyć, że odkąd znów ją zobaczył, myślał o tym żeby wylądować z nią w łóżku.

  Westchnął i zamówił jedzenie. Powoli przygotował kawę w ekspresie. I rozlał do dwóch kubków. Jak najbardziej starał się opóźnić swój powrót do pokoju. Nie miał pojęcia jak z nią rozmawiać. O czym. Jak zachowywać się w jej towarzystwie. Zastanawiał się co mu strzeliło do głowy, że przywiózł ją do domu. Wiedział jednak, że nie mógł inaczej. Jeszcze po tej rozmowie z Karlem. Chciał jej jakoś pomóc.
 Do tego  musiał mieć ją przy sobie. W jakiś sposób potrzebował jej towarzystwa. Jej uśmiechu, którego dziś brakowało na jej twarzy. Jej spojrzenia niebieskich oczu, które dziś było tak przerażająco puste. Potrzebował jej całej.
  -Weź się w garść- prychnął pod nosem. Zabrał kawę i udał się do pokoju. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech gdy na nią spojrzał. A jego serce nagle zalała fala ciepła. Dziewczyna zwyczajnie zasnęła  na jego kanapie. Postawił cicho kubki na stole. I rozglądnął się za czymś do przykrycia. Gdy nic nie znalazł, szybkim krokiem przeszedł do sypialni i zabrał kołdrę.
 Okrył ją delikatnie, poruszyła się nieznacznie. Ale nie obudziła się. 
 Uśmiechnął się i zajął miejsce w fotelu na przeciwko.
 Chwycił do rąk telefon i próbował skupić się na przeglądanych mediach społecznościowych. Nie potrafił jednak. Ciągle zerkał w jej stronę. Uśmiechając się do siebie. Czuł się dziwnie szczęśliwy. Tylko dlatego , że była tak blisko. Że miał ją ją na wyciągnięcie ręki. 
  Jednak czuł też niepokój.  Martwił się o nią. Dziewczyna nadal kradła. Mógł przypuszczać, że nawet częściej niż wcześniej. Wzdrygnął się na samą myśl o tym, że mogła ten telefon zwinąć komuś innemu. Albo, że mógł przyjechać do tej cholernej galerii chwilę później. Co wtedy by się z nią stało. Kto by jej pomógł?
 Zaklął cicho gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Dziewczyna jednak nie poruszyła się. Wstał szybko i poszedł otworzyć. Wcisnął dostawcy pieniądze do ręki i nie czekając na resztę, zamknął drzwi. Położył jedzenie w kuchni i na powrót zajął miejsce w fotelu. 



   -Wyspałaś się?  - Freitag uśmiechnął się , gdy zauważył że Tina przeciąga się leniwie. I siada na kanapie.
-Dlaczego pozwoliłeś mi tu zasnąć ? - szepnęła,  lekko zawstydzona. 
-A niby dlaczego miałbym tego nie robić? - zaśmiał się i wstał- pewno jesteś głodna? Wszystko już dawno wystygło , ale zaraz to ogarnę. 
- Nie zawracaj sobie mną głowy, będę się zbierać- prychnęła. Założyła buty i popędziła w kierunku drzwi.
- Nie wygłupiaj się- chwycił ją za rękę  na co od razu odskoczyła jak opatrzona . Podniósł ręce do góry i zaśmiał się- rozumiem. Mam trzymać ręce przy sobie. Ale i tak Cię nie wypuszczę, dopóki nie zjesz.
-A jak zacznę wrzeszczeć? 
-Spróbuj- odwrócił się i zostawił ją samą. Martina szarpnęła za klamkę. Zamknięte. Przewróciła oczami i zrezygnowana podreptała za nim. 
-Jednak postanowiłaś zostać?- mrugnął do niej .
- Nie mam ochoty się z Tobą kłócić- rzuciła , usiadła przy stole ciągle się w niego wpatrując. 
Zaśmiał się, niezmiernie zadowolony z tego faktu. 
  

 -Teraz mogę już iść?- Tina odsunęła od siebie pusty talerz. I wstała od stołu.
- Zwariowałaś? Jest środek nocy- włożył wszystko do zmywarki i całkowicie ją ignorując poszedł do salonu. 
Dziewczyna zaklęła pod nosem. Co on sobie do cholery myślał. Nie zamierzała tutaj siedzieć. Do tego z nim. 
- Możesz mnie wypuścić?- zapytała idąc za nim, próbując zachować jeszcze spokój. 
-A co zaczniesz wrzeszczeć?- znów się zaśmiał. Jakby cała ta sytuacja niezmiernie go bawiła. Jej nie było do śmiechu. Wkurzał ją. Ogromnie.  Nie to było jednak najgorsze. Najgorsze było to , że równocześnie cholernie mocno ją pociągał. A wspomnienia wracały do niej że zdwojoną siłą. Wzbudzając w niej jednocześnie złość i pożądanie.

 - To naprawdę przestaje być zabawne - prychnęła po kolejnych kilkunastu minutach. Siedziała na skraju kanapy. W jak najdalszej odległości od niego. Bojąc się już nawet na niego patrzeć. Nerwowo zaciskała palce , wpatrując się w podłogę.
-Gdzie teraz mieszkasz ? - zapytał. Jakby w ogóle nie słyszał, co powiedziała. Uniosła słabo głowę,  gdy poczuła,  jak siada obok niej. 
- Nie Twoja sprawa- Richard westchnął, po jej słowach. Łatwo nie będzie. Nie miał zamiaru jednak odpuszczać. Już nie. 
-Posłuchaj....
- Nie. To Ty posłuchaj- przerwała mu wściekła- nie mam ochoty z Tobą rozmawiać. Nie chcę mieć z Wami nic wspólnego. Kiedy Wy to zrozumiecie? Kiedy w końcu odczepicie się ode mnie? Dając mi żyć w spokoju. Czy to naprawdę takie trudne? 
- Naprawdę chciałbym Ci jakoś pomóc. 
- Serio? - parsknęła - czego oczekujesz w zamian ? Mojej dostępności na każde zawołanie? Seksu na telefon ? 
-Wnioskuję po dzisiejszym,  że telefonu nie masz. Więc to odpada - zmrużył oczy, przyglądając jej się. Dziewczyna zgrzytnęła zębami. Była coraz bardziej wściekła. Jemu chciało się  zwyczajnie śmiać. 
-Jesteś... Nawet nie zaprzeczysz- warknęła.
-Powiedz mi po co ? Ty i tak wiesz swoje. 
-Bo tak jest.
-A gdyby jednak tak nie było? Gdybym tak zwyczajnie chciał Ci pomóc?- przysunął się bliżej niej. Błąd. Dziewczyna momentalnie wbiła się w róg kanapy.
-Dlaczego?
-Lubię Twojego brata. Fajny z niego dzieciak - na wspomnienie Dominika , po policzkach dziewczyny spłynęły łzy. Chciał ją przytulić. Nie poruszył się jednak. Otarła twarz wierzchem dłoni. 
-W garażu-szepnęła nagle. Nie do końca rozumiał o co jej chodzi- pytałeś gdzie mieszkam. Mieszkam w garażu. 
Spojrzał na nią z przerażeniem. Nie, ona nie mówiła poważnie. Przecież nie mogła mieszkać w garażu. To było nieodpowiedzialne i głupie.
-Powiedz, że żartujesz? Przecież to niemożliwe, że żyjesz z bratem w garażu. 
-Sama. Dominika zabrali do jakiejś rodziny zastępczej.
  Przyjrzał jej się uważnie. Nie wyglądała na kogoś kto ma ochotę na żarty. Po jej policzkach znów spływały łzy. Gdy tylko wspomniała o bracie.
-Idziemy - bez zastanowienia pociągnął ją za rękę. Spojrzała na niego lekko przestraszona. Ale bez słowa ubrała kurtkę i buty. Ciągle trzymając ją za rękę, przemierzali ciemne ulice Oberstdorfu.

  Nie musiała pokazywać mu drogi. Doskonale wiedział gdzie ma iść. W ciągu ostatnich tygodni, wielokrotnie mijał jej dom. Nie mając pojęcia, że ona tam jest. Zresztą nawet o niej nie pomyślał. Zaklął w myślach, że tak szybko wtedy odpuścił. Że tak szybko zapomniał. 
 Puścił jej dłoń , żeby otworzyła kłódkę na drzwiach. 
-Włączysz latarkę w telefonie? Nie mam prądu - odezwała się cicho.

   To był jakiś obłęd. Jakim cudem dziewczyna, wytrzymała tutaj tak długo. Wsunął się za nią do środka. Światło latarki słabo oświetliło pomieszczenie. W garażu czuć było nieprzyjemny chłód.   Wzdrygnął się na samą myśl o tym jak było tutaj zimno , gdy na dworze panowały jeszcze ujemne temperatury. 
-Zabierz swoje rzeczy - rzucił przez zaciśnięte zęby . Dziewczyna o dziwo, bez słowa sprzeciwu. Zaczęła upychać swoje ciuchy w plecaku.

  Był wściekły na siebie. To przez niego mieszkała w takich warunkach. Przecież mógł pomóc jej już wtedy. W lutym. To nie. Najpierw wypierał się , że zaczyna mu na niej zależeć. A potem obraził się jak dzieciak. Bo wyszła z Philippem. 
- Co teraz? Zaprowadzisz mnie na policję? Do opieki ? Gdzie ? - odezwała się cicho. Spojrzał na nią skołowany.  Stała przed nim z plecakiem i reklamówką w ręce. W których zmieściła całe swoje życie. W drugiej ręce ściskała małe drewniane pudełko.
-Pozamykaj tu - prychnął , nadal zły na siebie. I zabrał wszystko z jej rąk.

   W ciszy wrócili do jego domu. On ciągle zarzucał sobie jakim był idiota.  Ona myślała gdzie ją odwiezie. 
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie- odezwała się cicho , ciągle stojąc przy drzwiach.
-Pytanie ? - nie miał pojęcia, że jakieś zadała. 
-Policja czy opieka ?
-O czym Ty w ogóle mówisz?- rzucił. Chyba zbyt oschle. Bo dziewczyna nagle skuliła się .
- No zwinęłam ten telefon. Wcześniej tą kasę - Tina była zrezygnowana. Nie miała siły się kłócić. Uciekać. Chyba było jej wszystko jedno. Zawaliła.
     Pokręcił głową. Co jeszcze głupiego wpadnie jej do głowy. Pociągnął ją za rękę w kierunku schodów. Otworzył drzwi pokoju i wpuścił ją do środka.
- Luksusów tutaj nie ma. Pokój stał nieużywany. Ale jest zdecydowanie cieplej niż w garażu.
-Ale , że co? Po co mi to mówisz? Odwieź mnie w końcu tam gdzie chcesz. I skończmy tą szopkę- prychnęła. Zaczynała się coraz mocniej denerwować. Chciała mieć to już za sobą.
-Naprawdę myślisz, że chcę Cię gdzieś odwieź? Serio?
-No , a niby po co kazałeś mi zabrać wszystkie rzeczy?
-Bo nie możesz mieszkać w garażu. To niebezpieczne. Naprawdę nie wpadłaś na to? - znów chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą- tu jest łazienka, druga jest na dole. Kuchnie już widziałaś. Ja śpię tutaj. Gdybyś miała ochotę pogadać. Potem dam Ci drugi komplet kluczy.
-Żartujesz? - otworzyła szeroko oczy i wpatrywała się w niego z niedowierzaniem- naprawdę sądzisz, że zostanę tu z Tobą?
-Miejsca jest dosyć- prychnął. Sam nie do końca wiedział dlaczego to zrobił. Wiedział jednak, że nie mógł pozwolić na to, by dalej mieszkała w tym cholernym garażu.
-Nie mogę tu zostać. I nawet nie chcę- warknęła. Gdy zniknęła wizja policji, odzyskała odwagę- mówiłam Ci już , nie chcę mieć z Wami nic wspólnego. Nie chcę być nic winna , żadnemu z Was.
-Nie jesteś. Niczego od Ciebie nie chcę- irytowała go. Ale równocześnie pociągała.
-Zapewne - zaśmiała się kpiąco- już widzę jak myślisz tylko o tym żeby znów mnie przelecieć.
-Przypominam Ci, że ostatnio to Ty chciałaś wejść mi do łóżka- uśmiechnął się bezczelnie, robiąc krok w jej kierunku. Jej twarz zabarwiła się na czerwono. A w oczach pojawiły się błyskawice.
-Nie zostanę tutaj- wysyczała przez zaciśnięte zęby. Odskakując do tyłu.
-Dobra. Przepraszam- chyba przegiął. Jeśli chce jej pomóc, musi nad sobą panować. Zero zbliżania się do niej. Nie mógł nawet o tym myśleć. Tylko jak miał to zrobić do cholery. Jeśli w jej towarzystwie tylko to chodziło mu po głowie- zostajesz tutaj. Przynajmniej na jakiś czas, potem pomyślimy co dalej.
-Czego oczekujesz w zamian?- zmrużyła oczy, wpatrując się w niego ze złością.
-Mówiłem już niczego. Nie musimy nawet ze sobą rozmawiać, jeśli nie masz na to ochoty. A teraz wybacz, ale pójdę się położyć. Nie wszyscy przespali całe popołudnie i połowę nocy- odwrócił się na pięcie i zniknął jej z oczu.

 Tina została sama na środku korytarza , nie mając pojęcia co o tym wszystkim myśleć.Zaklęła pod nosem i pomaszerowała do pokoju. Który rzekoma miał być teraz jej. Usiadła na łóżku. Po chwili usłyszała jego kroki na korytarzu i szum wody w łazience. Westchnęła. Jak on sobie to wyobrażał? Że co, zamieszkają sobie razem? Jak?  Nie znała go. A on jej. Oprócz tamtej nocy tak naprawdę nic ich nie łączyło. Byli dla siebie obcymi ludźmi. To nie miało prawa się udać.
    Nie mogła jednak zaprzeczyć, że zostanie tutaj kusiło ją. Przez jakiś czas mogła mieć chociaż namiastkę domu. Swój własny kąt. Wygodne łóżko, jedzenie i co najważniejsze , było ciepło. Tylko za jaką cenę? Nie uwierzyła mu, że niczego od niej nie oczekuje. Była pewna, że miało to swoją cenę.


 

     

sobota, 1 lutego 2020

22


   Nie miała pojęcia jak długo spała, chyba jednak niezbyt długo. Bo wciąż czuła alkohol krążący w jej żyłach. Ubrała bluzę i popędziła w kierunku domu Jonasa. Szybko się wykąpała i starannie wyszczotkowała zęby.
 Wyszła z łazienki, gdy chłopak akurat kończył przygotowywać kawę. Usiadła na brzegu kanapy i zerknęła na zegar, wiszący na ścianie. Nie było jeszcze dwunastej. Ziewnęła. Zrobiła kilka  łyków kawy , starając się rozbudzić. Nie pomagało.
 -Wyglądasz jakbyś w ogóle nie spała. Zrobię Ci może coś do jedzenia- chłopak zaśmiał się i skierował swoje kroki w kierunku kuchni.
-Zostaw. Zjem później- znów ziewnęła. Dopiła kawę i podniosła się- wrócę do siebie. Chyba faktycznie muszę się  jeszcze przespać. A potem muszę coś załatwić. Wpadnę do Ciebie  wieczorem.
Wybiegła najszybciej jak potrafiła, żeby tylko jej nie zapytał. Co tak pilnego ma do załatwienia. Wiedziała, że byłby wściekły. I wszystkimi możliwymi sposobami próbował jej wybić z głowy zdobycie telefonu.


  Dochodziło południe. A Karl nie potrafił wyrzucić ze swojej głowy Martiny . Ciągle powracał myślami do porannego spotkania z dziewczyną. Zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze zrobił pomagając jej kupić ten alkohol. Przecież dobrze wiedział, że nie kupowała go dla ojca, który tamtej nocy zginął w pożarze. Zdawał sobie sprawę z tego, że był dla niej. A ona nie była pełnoletnia.
  Zaklął pod nosem, wstając od stołu. Jego młodsza siostra, leniwie uniosła głowę z nad telefonu. Wpatrując się w niego z zainteresowaniem.
-A Ty gdzie?
-Muszę coś załatwić- prychnął tylko wciągając na siebie bluzę .
  Szybkim krokiem , pokonał kilka przecznic. Dzielących jego dom , od domu kumpla. Stanął pod drzwiami i nacisnął dzwonek.
  Odpowiedziała mu cisza. Rozglądnął się w okół siebie. Samochód stał na podjeździe, więc Richard powinien być w środku. Jeszcze raz nacisnął dzwonek. Nerwowo przestępując z nogi na nogę.


  Otworzył oczy, klnąc pod nosem. Komuś serio zebrało się na odwiedziny o tej godzinie? Był pewny, że za drzwiami stała jego młodsza siostra. Niech stoi, on na pewno przez najbliższe godziny nie zamierzał wychodzić z łóżka. Dzwonek rozbrzmiał ponownie. Zaklął i naciągnął na głowę kołdrę.
-Ktoś chyba usilnie próbuje się z Tobą zobaczyć- dopiero słysząc jej głos, przypomniał sobie ostatnie godziny. Alkohol. Impreza w klubie.  Przypadkowa dziewczyna. Usiadł gwałtownie, wpatrując się w dziewczynę w swoim łóżku. Jeszcze tego mu brakowało.
-Całkowicie wypadło mi z głowy , że umówiłem się z siostrą- jęknął.  Miał nadzieję , że to wystarczy. I jego towarzyszka szybko sobie pójdzie. Nie miał ochoty na wspólne śniadanie, ani nic więcej. To był tylko seks. I oby ta lalunia zdawała sobie z tego sprawę.
-Z siostrą? - blondynka zmrużyła oczy wpatrując się w niego. Kiwnął głową, zaciskając zęby.
-Taa obiecałem jej pomóc- nie miał ochoty się jej tłumaczyć. Tak naprawdę nie miał pojęcia, co ona tu jeszcze robi do cholery. Podniósł się i wciągnął na siebie spodnie- pójdę otworzyć. A Ty jakoś się ogarnij. Trafisz do drzwi?
  Nie czekał na odpowiedź i  nawet na nią nie spojrzał. Mógł sobie wyobrazić jej minę, po jego słowach. Ale nie miał najmniej ochoty na kontynuowanie znajomości . Więc, po jaką cholerę miał udawać, że będzie z tego coś więcej. Zbiegł po schodach, zakładając koszulkę. Otworzył , zaskoczony wpatrując się w kumpla.
-Ciebie się nie spodziewałem- zaśmiał się , wpuszczając Karla do środka. W sumie widok kumpla ucieszył go bardziej niż widok młodszej siostry. Znów by mu się oberwało za imprezowanie i kolejną panienkę w sypialni. Weszli do kuchni .  Gdy dobiegło ich trzaśnięcie drzwi. Odetchnął z ulgą. Karl spojrzał na niego z zaciekawieniem.
-Nie zawracaj sobie tym głowy- prychnął pod nosem i zajął się przygotowaniem kawy- gadaj lepiej co Cię sprowadza.
-Pamiętasz jeszcze Martinę?- dobiegł go głos kumpla. Odwrócił się gwałtownie. Zmarszczył brwi, wpatrując się w Karla- nie gadaj , że o niej zapomniałeś?
-Coś tam pamiętam- burknął pod nosem i znów odwrócił się w stronę ekspresu. Martina, mimowolnie uśmiechnął się do siebie. Nie zapomniał jej. Przez pierwsze dni nawet dość często o niej myślał. Karl, jednak nie musiał o tym wiedzieć. Wystarczyło mu, że Sev już wtedy zauważył jego zbyt duże zainteresowanie dziewczyną.
-Coś tam?- warknął Karl- to pamiętasz czy nie?
-A coś Ty taki nerwowy?- zaśmiał się lekko, rozlewając kawę do kubków. Zajął miejsce na przeciwko kumpla.
-Spotkałem ją dzisiaj- Karl przerwał, nie spuszczając z niego wzroku. Udał , że mieszanie kawy bardziej go interesuje.
-I przyszedłeś tu po to, żeby mi to powiedzieć?
-Właściwie nie mam pojęcia czemu przyszedłem do Ciebie. Chyba powinienem wybrać Philippa.
Freitag zaklął w myślach i zacisnął nerwowo szczękę, na samą myśl o młodszym skoczku. Jeszcze tego brakowało, żeby Karl poszedł do tego gówniarza. Nie miał pojęcia czemu wkurzała go ta perspektywa. Karl parsknął śmiechem na widok jego miny.
-Może jednak Ty byłeś dobrym wyborem. Chyba pamiętasz ją bardziej niż chcesz.
-Dobra co z nią?- rzucił zirytowany.
-W sumie to nie wiem- Karl streścił mu przebieg porannego spotkania, Richard nie spuszczał z niego wzroku chłonąc każde słowo- próbowała udawać, że wszystko jest ok. Ale nie opuszcza mnie wrażenie, że ona sobie nie radzi.
-Ale to chyba nie nasza sprawa Karl- prychnął, choć słowa kumpla zasiały niepokój w jego głowie. Przecież została sama z Dominikiem. Nastolatka opiekująca się siedmiolatkiem. Bez pieniędzy i dachu nad głową.
-Nie zachowuj się jak dupek Richi- chciał się odezwać, ale Karl nie dopuścił go do głosu-  Spałeś z nią. Sama wykrzyczała mi to w twarz.
-Serio mam się przejmować każdą z którą spałem?
-Ona nie jest dla Ciebie każdą. I dobrze o tym wiesz. Nie mam pojęcia czemu tak cholernie boisz się do tego przyznać- Karl odsunął krzesło ze złością i podniósł się - przemyśl to. Bo to naprawdę fajna dziewczyna. Tylko bez naszej pomocy, może wpakować się w jakieś bagno. O ile już tego nie zrobiła.



   Wpadła do garażu. I zdecydowała, że chyba jednak coś zje. Przygotowała sobie śniadanie. I z butelką wina w ręce usiadła na kanapie. Przeżuwała wolno, raz za razem popijając winem. Musiała dodać sobie odwagi. Nigdy jeszcze nie ukradła nikomu telefonu. Ale chyba nie mogło to być trudniejsze od zwinięcia komuś portfela.
 W końcu odłożyła opróżnioną do połowy butelkę i wyszła na zewnątrz. Przekręciła klucz w kłódce , naciągnęła kaptur i udała się w kierunku galerii handlowej.
   Sobotnie popołudnie sprawiło , że  po pasażu kręciło się sporo osób. Co powinno ułatwić jej zadanie. Stanęła przy wystawie jednego ze sklepów i z zainteresowaniem wpatrywała się w przechodzące osoby.
-Długo mam na Ciebie jeszcze czekać? Masz pięć minut żeby w końcu się tutaj pojawić- prychnęła do telefonu młoda szatynka , stając koło niej. Martina zmrużyła oczy przyglądając się jej z zainteresowaniem. Kogoś jej przypominała. Nie miała czasu dłużej się jednak nad tym zastanawiać. Jej uwagę przykuł telefon , który dziewczyna niedbale wsunęła do tylnej kieszeni spodni.
 Nie zastanawiała się długo, a wypity wcześniej alkohol dodał jej odwagi i całkowicie pozbawił myślenia. Zrobiła dwa kroki i niby przypadkiem wpadła na szatynkę. Dziewczyna prychnęła ze złością. A ona już wsuwała do kieszeni bluzy, jej telefon.
-Przepraszam- rzuciła przez ramię i szybko skierowała się w stronę wyjścia.       Uśmiechnęła się drwiąco. Było łatwiej niż myślała. Wybiegła na zewnątrz i parsknęła śmiechem.
-Stój- znieruchomiała gdy usłyszała jej głos. Szarpnęła się , ale ta mocno ściskała jej nadgarstek.
-Odpieprz się- warknęła, ciągle się szarpiąc.
-Telefon. Oddaj mi telefon- dziewczyna była wściekła. Z jej oczu sypały się błyskawice.
-Jaki kurwa telefon?- nawet się nie zająknęła. Wciąż patrzyła dziewczynie prosto w oczy. Nagle kątem oka dojrzała jakiegoś ochroniarza. Jej serce przyspieszyło. Musiała się stąd zwijać. Niestety szatynka wciąż mocno ściskała jej rękę. Na około nich zaczęli zbierać się jacyś ludzie, co nie polepszało jej sytuacji. Facet z ochrony był coraz bliżej. Martina zacisnęła rękę w pięść. Jeśli ta cholerna wariatka zaraz jej nie puści po prostu jej przywali.
-Masz mnie za idiotkę? Oddaj mi ten telefon , albo zadzwonię po gliny- dziewczyna była coraz bardziej wściekła.A ona mimowolnie parsknęła śmiechem. Ciekawe z czego zadzwoni?
-Co tu się dzieje?- poważny ton ochroniarza sprawił, że przestała się śmiać.
-Ta cholerna złodziejka ukradła mi telefon- uścisk nagle zelżał. A jej w końcu udało się wyrwać rękę. Odwróciła się z prędkością światła , wpadając wprost w czyjeś ramiona.
-Nie tak szybko- znała ten głos. Jej serce nagle przestało bić. Przestała oddychać. I miała wrażenie , że zaraz zemdleje. 
 Jeszcze jego tutaj brakowało. Przez dwa miesiące nie spotkała , żadnego z nich.  Nagle w ciągu dwóch dni , wpadła już na trójkę. A w najgorszym, z możliwych momentów właśnie na niego. Spuściła niżej głowę.Kaptur zasłaniał jej prawie całą twarz.  Freitag chyba nadal nie miał pojęcia kto przed nim stoi.
-Drzesz się tak , że słychać Cię na drugim końcu parkingu- zaśmiał się zwracając  do kogoś innego. Wszystko wskazywało na to, że do tej furiatki od telefonu. Nagle ją olśniło. Już wiedziała, skąd ją zna. Była siostrą tego dupka.
-Bo ta tutaj ukradła mi telefon- warknęła znowu tamta.
-I o telefon robisz takie zamieszanie?- Freitag znów się zaśmiał.
-W dupie mam ten telefon. Ale wkurza mnie, że jakaś gówniara..
-Odpieprz się w końcu. Nic Ci nie wzięłam - przerwała jej ze złością. Uniosła głowę. Freitag w końcu zobaczył jej twarz. Wpatrywał się w nią szeroko otwartymi oczami. A na jego ustach pojawił się uśmiech.
-Chcesz zgłosić kradzież i wezwać policję?- odezwał się nagle ochroniarz. Zbiegowisko było coraz większe. Pojawienie się Freitaga tylko je spotęgowało.
-Tak - warknęła szatynka.
-Nie- w tym samym momencie odezwał się Richard. Wzbudzając prychnięcie u siostry.
-Co się wpieprzasz? Nie Ciebie okradła.
-Jestem pewny, że wsadziłaś go gdzieś do torebki i nie potrafisz go znaleźć w tym bajzlu który w niej panuje- zaśmiał się,  jeszcze mocniej wkurzając siostrę- przepraszam za kłopot. Naprawdę nic się nie dzieje.
Z uśmiechem na ustach, zwrócił się do ochroniarza. Po czym ten szybko się oddalił. Martina też zrobiła dwa kroki w tył. Miała nadzieję, że zajęci kłótnią miedzy sobą . Dają jej spokój.
-My mamy do pogadania  Tina- chwycił ją za ramię  ciągnąc w swoim kierunku.
-Znasz ją? - szatynka z niedowierzaniem wpatrywała się w brata.
-Znam, nawet dosyć dobrze- chłopak zaśmiał się, nie puszczając Tiny.
-Dosyć dobrze? - prychnęła -  serio, upadłeś aż tak nisko, że zadajesz się z kimś takim?
-Odpieprz się ode mnie w końcu- Tina wyrwała się Freitagowi, doskakując do dziewczyny.
-Idziemy- Richard parsknął śmiechem , patrząc na minę swojej młodszej siostry i na powrót przyciągnął do siebie Tinę. Zapobiegając zbliżającej się katastrofie.
-Nigdzie z Tobą nie idę- Tina zmrużyła oczy wpatrując się w niego z wściekłością.
-Miałeś mi pomóc z prezentem do Christiana, a Ty jak zwykle wolisz zniknąć z pierwszą lepszą - prychnęła szatynka.
-Kolejny raz jej nie przytrzymam - wysyczał przez zaciśnięte zęby - a z prezentem poradzisz sobie lepiej ode mnie.
Odwrócił się , ciągnąc za sobą Martinę. A ona jak zwykle w jego towarzystwie. Mimo początkowego sprzeciwu. Teraz bez słowa dała mu się zaprowadzić do samochodu.



Ostatnio znów mam opóźnienia. I tutaj i u Was. Ale niedawno wróciłam z Zako. Poza tym moja wena ostatnio szwankuje , chyba tak samo jak forma tego na zdjęciu 😉
Mam nadzieję,  że on ogarnie się równie szybko jak ja ( A najlepiej jeszcze szybciej bo , aż mnie boli serducho jak patrzę na jego skoki 😭)

piątek, 10 stycznia 2020

21



  -Coś Ty taki milczący? - po prawie godzinie jazdy. Luca zaparkował samochód na niewielkim lotnisku w Memmingen.
-Moja matka ma jakieś problemy- prychnął, wyciągając walizkę.
-Nie gadaj, że robiła Ci jakieś jazdy o ten wypad?- Luca parsknął śmiechem. Kierując się w stronę hali lotniska.
-Zwariowałeś? Ona po prostu przyczepiła się ....- przerwał i  zaczął gorączkowo przeszukiwać kieszenie. Przecież miał zadzwonić do Tiny. Jego telefonu nigdzie jednak nie było - Kurwa.
   Luca spojrzał na niego zdziwiony , a on nadal przetrzepywał kieszenie bluzy , jakby chciał w nich znaleźć jakieś ukryte miejsca. Znów zaklął głośno. Musiał mu wylecieć, gdy wybiegał z domu.
-No co jest?
-Telefon. Wyleciał mi telefon- warknął.
-Przecież możesz skorzystać z mojego, jak tak bardzo chcesz się zameldować mamusi- zachichotał Luca, na co Philipp zgromił go wzrokiem.
-Miałem dać znać  Tinie , że nie będzie mnie kilka dni. Nie znam jej numeru na pamięć- warknął wściekły sam na siebie. Przecież , jak się nie odezwie. Dziewczyna jeszcze pomyśli, że zależało mu tylko na jednym.
-Tinie? Czy Ty znowu? - Luca parsknął śmiechem- Serio? Ty i Tina?
-Tak wyszło- też w końcu się zaśmiał. Na samą myśl o ostatnich godzinach, od razu powrócił mu dobry humor- nie chciałem jej rano budzić. Dlatego miałem potem zadzwonić. Jakoś w nocy nie miałem czasu powiedzieć jej o tym wyjeździe.
-Wytłumaczysz się jak wrócisz. A teraz chodź i opowiadaj- Luca pociągnął go za ramię, śmiejąc się- serio spędziłeś z nią ostatnią noc?



  Obudziła się,  bo  było jej cholernie zimno. W sumie nie powinna się dziwić. Nie miała nic na sobie. Przykryta była tylko kołdrą. Była sama. Philipp musiał już pewno iść do siebie. Na wspomnienia chłopaka mimo wszystko uśmiechnęła się. Może nie powinna kolejny raz popełniać tego samego błędu. Zrobiła to jednak. I o dziwo nie żałowała. Chyba nawet cieszyła się z tego. Philippowi chyba serio na niej zależało. Może powinna dać im jednak szansę. Może akurat im się uda. Może z czasem i jej zacznie zależeć. A nawet go pokocha. 
  Znów się uśmiechnęła . Przekręciła się i ręka wymacała telefon. Musiała do niego zadzwonić . Teraz , natychmiast. Powiedzieć mu , że tym razem na pewno nie zniknie. Wybrała jego numer i ciągle się uśmiechając czekała aż odbierze.
-Słucham- zmarszczyła nos, słysząc po drugiej stronie kobiecy głos. Zerknęła szybko na wyświetlacz czy  wybrała dobry numer. 
- Dzień dobry - wybąkała gdy upewniła się , że to na pewno  numer chłopaka - Z tej strony Tina. Czy  mogłabym rozmawiać z Philippem?
-Witaj Martino - głos po drugiej stronie nie brzmiał przyjaźnie. Dziewczyna już zaczynała żałować, że zadzwoniła- Philipp nie może teraz rozmawiać. 
- Czy może mu pani przekazać że dzwoniłam? Muszę powiedzieć mu coś naprawdę ważnego. 
-Chyba nie wyraziłam się zbyt jasno Martino. Philipp nie ma ochoty z Tobą rozmawiać. 
-Ale...
- Nie dzwoń do niego więcej - sygnał przerwanego połączenia wiercił jej dziurę w głowie. 
  Usiadła gwałtownie. Nie ma ochoty? Jak to ? Przecież nic nie zrobiła. Zacisnęła usta  starając się nie rozpłakać. Dlaczego ? Co się stało? Przecież nie mogło mu chodzić o to co powiedziała. Potem wszystko było idealnie. Kochali się ze sobą.  Ona naprawdę czuła, że jemu zależy. Okazywał to każdym pocałunkiem. Każdym dotykiem. Jakim cudem tak się pomyliła? Jak on potrafił tak dobrze udawać? Wzdrygnęła się. Otarła twarz wierzchem dłoni. Nie będzie płakać.
  Rozglądnęła się w poszukiwaniu swoich ciuchów. Nagle jej wzrok zatrzymał się na poduszce. Pieniądze. Chwyciła je do ręki. Dwieście euro. Więc  tyle była warta.
-Dupek. Skończony dupek- warknęła. Chwyciła do rąk telefon i rzuciła nim o drzwi garażu - Pieprz się Raimund. Ty i cała reszta.
 
 

       Nadal wściekła, ubrała się i skierowała w stronę drzwi. Jęknęła , gdy schyliła się po telefon. Uklękła i zaczęła zbierać to co z niego zostało.
-Lepiej się dziś czujesz?- głos Jonasa zabrzmiał tuż przy jej uchu. A ona spojrzała na niego oczami pełnymi łez.
-Da się coś z tym zrobić?- odezwała się łamiącym głosem, wciskając mu do ręki to co kiedyś było jej telefonem.
-Wolę nie pytać, co tu się działo- pokręcił tylko głową i pomógł jej wstać-  zjedz coś , a ja zobaczę co z tego będzie.
 Tina dopiero teraz zauważyła reklamówkę w jego rękach. Usiedli razem. Chłopak podał jej kanapki i termos z kawą. A sam zajął się jej telefonem.  Uśmiechnęła się smutno. Tylko jemu na niej zależało. Tylko on się o nią martwił. I tylko na niego mogła liczyć.


 - Ja naprawdę nigdy niczego nie brałam. I nie zamierzam Jonas. Przysięgam- przełknęła ostatni kęs i popiła kawą.
-Dajmy temu spokój Tina.
-To dla mnie ważne, żebyś mi uwierzył.
-Chcę Ci wierzyć. Tylko skąd to się tutaj wzięło?
-Pamiętasz tego gościa, który przychodził do mojego ojca? Tego Chrisa, który..
-Który aż ślinił się na Twój widok? - warknął wściekły.
-Był tutaj. Dwa razy. Ostatnio nie byłam w najlepszej formie. I dał mi to. Powiedział, że to lepsze niż alkohol.
-Chyba mu nie wierzysz?
-Nie jestem głupia Jonas. Może naiwna, ale nie głupia. Powiedziałam Ci zresztą , że nie jestem ćpunką. Nie wezmę tego świństwa.Już nawet nie wiem, gdzie to jest.
-Naiwna? Może czasem- zaśmiał się w końcu. Jakby nareszcie uspokojony jej zapewnieniami.
-Był tutaj Philipp- przekrzywiła głowę i przyjrzała mu się uważnie - jakoś nie jesteś zdziwiony.
-Przepraszam. Zadzwoniłem wczoraj do niego. Martwiłem się o Ciebie. Miałem nadzieję, że on jakoś do Ciebie dotrze.
-Dotarł. Aż za bardzo. I nawet zapłacił- warknęła.
-Zapłacił?- chłopak zmarszczył brwi niczego nie rozumiejąc.
-Nieważne Jonas. Zrobisz coś z tym telefonem?
-Przykro mi Tina. Ale chyba nic z tego nie będzie.
-Jeszcze tego mi brakowało- warknęła wściekła- tak jakbym mało miała problemów.



    Na  dworze zaczęło już wschodzić słońce gdy wracała do domu. Dziś zabalowała dłużej niż zazwyczaj. Nie miała pojęcia co ją podkusiło żeby się wrócić gdy Jonas odstawił ją pod dom po czwartej. Ale w sumie opłacało jej się. 
  Gdy sama wróciła do klubu , od razu znalazła towarzystwo dwójki przyjezdnych chłopaków. Ich zainteresowanie nią było tak duże  , że całkowicie nie zwrócili uwagi na to jak opróżniła im kieszenie. Zaśmiała się na samą myśl o tym jakie będą mieć miny gdy się zorientują. 


  Alkohol ciągle przyjemnie krążył w jej żyłach,  gdy weszła do sklepu kupić coś na śniadanie.  Dziś mogła sobie na to pozwolić. W kieszeni ściskała prawie pięćset euro. 
Załadowała do koszyka trochę jedzenia i zatrzymała się przy półce z alkoholem. Zmarszczyła nos i chwyciła do rąk dwie butelki wina i kilka puszek piwa. 
 Należało jej się.  Poza tym znów musiała zapomnieć. O tym , że przez chwilę znów była naiwna . Że chciała mu zaufać. A on ją okłamał. Chciał tylko się z nią przespać. Prychnęła pod nosem. Dołożyła jeszcze butelkę wódki. I udała się w kierunku kasy. 
- Chyba nie jesteś jeszcze pełnoletnia- kasjerka spojrzała na nią mrużąc oczy i odkładając na bok mocniejszy alkohol. 
- Jestem - warknęła i udała , ze szuka w kieszeniach dokumentów - musiałam zostawić dowód w domu.
-Przykro mi. Wódki nie mogę Ci sprzedać.
-Niech pani da spokój. To dla ojca - kłamstwo bez problemu przeszło jej przez usta - prosił jeszcze o papierosy.
 Martina zmrużyła oczy ze złością,  gdy kobieta nieubłaganie pokręciła głową.
-Ona jest ze mną. Daj spokój Anne - odwróciła głowę słysząc czyjś głos. Wysoki chłopak mrugnął do niej z uśmiechem. Poznała go od razu. Był jednym z tych skaczących dupków. 
-Niech Ci będzie Karl - kasjerka zaśmiała się. Robiąc maślane oczy do chłopaka. Na co Tina prawie wybuchnęła śmiechem.  Skasowała resztę zakupów , włącznie z papierosami  i wódką. Martina rzuciła  na ladę pieniądze. I szybko wybiegła ze sklepu. 
-A jakieś dziękuję?- chłopak dogonił ją po paru metrach zrównując z nią krok.
-Dziękuję. Ale poradziłabym sobie i bez Ciebie- prychnęła . Nawet na niego nie patrząc.
- Nie wątpię -zaśmiał się. Zabierając jej torbę - Daj , pomogę Ci. 
Pokręciła głową ze złością. Ale się uczepił. Kolejny dupek. 
-Radzisz sobie jakoś ? - przerwał ciszę po kilku minutach marszu.
-Jak widać - nie miała najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Chciała iść do siebie i położyć się spać. A nie mogła tego zrobić. Jeszcze tego brakowało żeby kolejny z nich dowiedział się gdzie mieszka. 
- Jakbyś czegoś potrzebowała ....
- Serio się nudzicie bez tych skoków- przerwała mu - niczego od Was nie chcę. Kiedy to do Was wszystkich dojdzie?
- Nie wściekaj się tak. Myślałem, że...
-Że co ? Że też przelecisz naiwną panienkę? Że upadłam aż tak nisko, że będę się z Tobą pieprzyć za kilka euro ?- wrzasnęła. Jakieś starsze małżeństwo spacerujące z psem wpatrywało się w nich z zainteresowaniem. Chłopak za to wpatrywał się w nią szeroko otwartymi oczami , kompletnie nie wiedząc co powiedzieć.
-No co tak patrzysz ? Myślisz że nie wiem o co Ci chodzi? Przelecisz mnie od razu jak Freitag, czy poudajesz najpierw dobrego przyjaciela jak...
-Uspokój się Martina - chłopak chwycił ją za ramię, w końcu odzyskując głos - odbiło Ci czy jak ? Nie mam zamiaru się do Ciebie dobierać. Jestem z kimś. I może to dziwne dla Ciebie. Ale kocham ją i nigdy jej nie zdradzę.
Teraz to ona nie wiedziała co powiedzieć. Otworzyła usta i zamknęła je ponownie. Czuła jak się czerwieni. Zrobiła z siebie zupełną idiotkę.
- Nie mam pojęcia co Richi i jak sądzę Philipp kombinowali. I co Cię tam z nimi łączyło. I serio nie interesuje mnie to. Pomyślałem po prostu , że możesz potrzebować pomocy. Bo wiem , że znalazłaś się w nieciekawej sytuacji.
-Przepraszam , po prostu....- przerwała . Może był miły, ale był jednym z nich. A ona nie chciała mieć nic wspólnego z żadnym z nich . Już nigdy- dzięki za pomoc. Serio niczego od Ciebie, od Was nie chcę. Nie obraź się. Ale dajcie mi wszyscy święty spokój.
Zabrała zakupy i najszybciej , jak tylko mogła oddaliła się w kierunku domu. Musiała się chwilę przespać. By później móc zająć się zdobyciem jakiegoś telefonu.








poniedziałek, 23 grudnia 2019

20

 
    Siedział w domu i wgapiał się w ekran laptopa szukając jakiegoś krótkiego wyjazdu. Niedawno skończył się sezon. Do tego udało mu się załatwić  wszystkie zaliczenie w szkole. I teraz cierpiał na nadmiar wolnego czasu, dlatego postanowili z Lucą wybrać się gdzieś na kilka dni. Przeskakiwał ze strony na stronę, nie potrafiąc się zdecydować. Teneryfa, Sycylia , albo Toskania? Przyciągnął się, znów przełączając stronę . Może jednak Cypr? Uśmiechnął się pod nosem , widząc jutrzejszą datę wylotu. Szybko zrobił rezerwację i zadzwonił do przyjaciela przekazać mu szczegóły. Umówili się, że Luca podjedzie po niego o szóstej .
   Odłożył telefon, gdy rozbrzmiał jego dzwonek. Był pewny , że to Luca. Zaśmiał się i na powrót wziął go do ręki.
Zmarszczył brwi wpatrując się w wyświetlacz. 
- A ten czego chce  -prychnął pod nosem , odrzucając połączenie.
  Zatrzasnął laptopa. Gdy telefon zabrzmiał ponownie. Zignorował go. Wyciągnął walizkę i zaczął się pakować. Powoli układał wszystko w środku. Kompletnie nie myśląc co robi. Wyjazd zszedł na drugi plan. Nie potrafił się na tym skupić. 
Włożył do walizki ostatnią rzecz i zamknął ją. Gdy jego telefon znów się rozdzwonił.
-Czego chcesz ?  - warknął, w końcu odbierając. 
-Ona Cię potrzebuje - te trzy słowa mu wystarczyły. Wspomnienia sprzed dwóch miesięcy nagle do niego wróciły. 
-A pomyślałeś, że nie chcę mieć z nią nic wspólnego?
-Ona całkowicie się pogubiła. Potrzebuje pomocy. A ja nie potrafię do niej trafić.
-Jonas daj mi spokój- prychnął coraz bardziej zirytowany. Nie mógł jednak pozbyć się uczucia niepokoju. Tina miała kłopoty. Jego mała Tinka. 
-Przestań się zgrywać Philipp.  Dobrze wiem że Ci na niej zależy. Uciekła i okradła Cię wtedy. Ale nadal jest dla Ciebie ważna. 
- Nie dzwoń do mnie więcej- warknął . Już miał się wyłączyć. Gdy dobiegł go jeszcze głos Jonasa. 
-Mieszka  w  swoim garażu.
  Zacisnął usta w wąską kreskę. W garażu. Była tak blisko. Przez cały ten czas. Kilka razy , gdy już minęła mu pierwsza złość, był pod jej domem. Wpatrywał się w jej okna. Ale nie dostrzegł nigdy niczego , co mogłoby mu sugerować że tam jest. 
  Potem starał się skupić na treningach i zawodach. Żeby o niej zapomnieć. I gdy już myślał , że prawie mu się udało. Zadzwonił ten pieprzony telefon. Zaklął i założył buty. Po chwili już przemierzał ciemne uliczki Oberstdorfu.


  Stanął niepewny pod jej domem. Czy to naprawdę możliwe , że za chwilę znów ją zobaczy? Że naprawdę jest tam w środku? Westchnął i powoli podszedł do drzwi garażu. Uchylił je po cichu i wsunął się do środka. Zamknął je i dokładnie zasunął zasuwkę.  Rozglądnął się po  pomieszczeniu. Kilka świeczek słabo oświetlało wnętrze. Z prawej strony jakieś stare szafki. Na których walały się pojemniki po jedzeniu. Zrobił kilka kroków do przodu. Pod tylną ścianą stała kanapa, na podłodze przy niej kilka butelek po winie. Dziewczyna spała zwinięta w kłębek, cała zakryta kołdrą. Usiadł przy niej, delikatnie odsunął jej kosmyki włosów z twarzy i pogładził ją po policzku. Momentalnie otworzyła oczy.
-Nie chciałem Cię obudzić Tinka- szepnął.
-Philipp? Co Ty tutaj robisz?- dziewczyna usiadła gwałtownie. Patrzała na niego ze zdziwieniem i lekkim przerażeniem. Ubrana w króciutką sukienkę. Trzęsła się z zimna, gdy odsunęła kołdrę.
-Martwiłem się - odezwał się cicho. Nie spuszczając z niej wzroku. Dziewczyna przygryzła wargi. Podciągnęła nogi pod brodę i objęła je rękami. Uśmiechnął się do niej słabo i na powrót ją okrył.
-Nic mi nie jest jak widzisz. Możesz się już zbierać- prychnęła. Jej wzrok był jakiś pusty i pozbawiony wyrazu.
-Dlaczego wtedy uciekłaś? Dlaczego..
-Dlaczego Cię okradłam?- przerwała mu i zaśmiała się kpiąco- bo chciałam żebyś dał mi spokój. Żebyś mnie znienawidził. I żebyś się w końcu odpieprzył.
-Ale..
-I chyba mi się udało, co?- przerwała mu kolejny raz. Wzięła do rąk wino i pociągnęła kilka łyków. Po cholerę on tutaj przyszedł? Wspomnienia zaczęły do niej wracać. Powodując, że znów chciało jej się płakać. Znowu się napiła. Niech on sobie już idzie. Niech da jej święty spokój. Przecież już o nich zapomniała. Już nie tęskniła. Już przestało ją boleć.
-Tina, porozmawiajmy-  chwycił jej ręce. Chciała wyrwać dłonie ale przytrzymywał je mocno.
-O czym ? No powiedz mi o czym Ty chcesz ze mną rozmawiać? Bo ja naprawdę nie mam Ci nic do powiedzenia - rzuciła oschle. Miała nadzieję , że sobie stąd pójdzie. Że zostawi ją samą.
-O Tobie, o nas...
-O nas? Jakich nas Philipp?- przerywanie mu było chyba dzisiaj jej ulubionym zajęciem- przespałam się z Tobą. Raz. To chyba nie zobowiązuje mnie do bycia z Tobą aż do śmierci. Nie zapominaj przecież , że z Twoim kumplem też spałam. I jak mam być szczera, powinieneś się jeszcze sporo od niego nauczyć.
  Wiedziała, że to go zaboli. Ale tak bardzo chciała, żeby sobie stąd poszedł. Żeby dał jej spokój. Żeby nie mieszał w jej życiu. Bo to tak strasznie bolało. Chłopak zacisnął ręce w pięści. Ze świstem wypuścił powietrze. Podniósł się gwałtownie.
- Jesteś... - przerwał. Pokręcił głową i odwrócił się do wyjścia. A ona zamiast odetchnąć z ulgą, że sobie idzie. Bo przecież właśnie o to jej chodziło. Rozpłakała się. Skuliła się, a szloch wstrząsnął jej ciałem .
   Nawet się nie zastanawiał. Już po sekundzie , trzymał ją w swoim uścisku. I kołysał jak małe dziecko.
-Przepraszam- wychlipała- ja wcale tak nie myślę. Przepraszam. Ja po prostu chciałam żebyś sobie poszedł. Żebyś mnie znienawidził i zostawił mnie samą.
-Nie potrafię Cię nienawidzić Tinka- no bo nie potrafił, choćby nie wiem co się działo. Mógł się na nią wściekać i obrażać. Ale nie potrafił jej nienawidzić.
-Naprawdę?- podniosła wzrok. Patrzyła na niego oczami pełnymi łez, a jemu pękało serce.
-Naprawdę- starł łzy z jej policzków. Zaśmiała się cicho. Po chwili jednak spoważniała. Odsunęła się od niego. I zza kanapy, wyciągnęła małe drewniane pudełeczko. Zmarszczył czoło wpatrując się w pieniądze w środku. Martina wyciągnęła kilka banknotów. I wsunęła mu do ręki.
-Sto sześćdziesiąt euro. Tyle wtedy zabrałam- odezwała się cicho.
-Schowaj to - prychnął zirytowany- nie wracajmy do tego. Jakby ta noc nigdy się nie wydarzyła.
-Cała noc?- przekrzywiła głowę, wpatrując się w niego- naprawdę chciałbyś żeby to wszystko nigdy nie miało miejsca?
-Nie,  Tinka. Nie cała - szepnął.
-Więc schowaj to. Proszę- na powrót wcisnęła mu pieniądze. Pokręcił zrezygnowany głową i wsunął je do kieszeni spodni.
-Jesteś głodna? Zamówię jakąś pizzę albo może wyjdziemy gdzieś razem?
-To chyba nie najlepszy pomysł. Poza tym jadłam już dzisiaj.
-Jadłaś już dzisiaj? Za pewne raz. I mam niby uwierzyć, że to Ci wystarcza?- spojrzał na nią ze śmiechem.
-Naprawdę nie jestem głodna. Ale gdybyś miał ochotę mógłbyś ze mną posiedzieć- odezwała się cicho- oczywiście jeśli nie chcesz to ja zrozumiem, ale może...
-Jasne , że chcę Tinka- przerwał jej. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję i z całej siły się w niego wtuliła.
-Cały czas tutaj byłaś?- odsunął ją trochę  od siebie, rozsiadając się wygodniej. 
-Mhm . Od momentu jak wtedy zwiałam. 
-Wiesz, że to niezbyt bezpieczne? 
-Daj spokój.  Nic mi tutaj nie grozi. Wszyscy okoliczni pijacy znali mojego ojca. Co mogą mi zrobić?
-Mam nadzieję,  że się nie mylisz.
-Powiedz lepiej co u Ciebie? Sezon się skończył,  masz trochę wolnego ?
-Dwa , trzy tygodnie. Nie mamy go za wiele. Potem wracamy do treningów. Siłownia,  skocznia i tak na okrągło. Nudy- zaśmiał się.
-Kochasz te nudy. I wydaje mi się , że już za tym tęsknisz.
-Za Tobą też tęskniłem Martina - spojrzał jej głęboko w oczy. Aż się zaczerwieniła.
-Wydawało Ci się -bąknęła zawstydzona. 
-Tęskniłem. Nawet nie wiesz jak bardzo. Za rozmowami z Tobą. Za Twoimi pocałunkami . I za tym co wydarzyło się między nami ostatniej nocy.
-Philipp ja....
-Dajmy sobie szansę Tina- przerwał jej szybko- nie mówię , że mamy być ze sobą do końca życia. Ale spróbujmy przynajmniej. Pozwól mi się Tobą zająć. Chciałbym być z Tobą. I Ci pomóc. Jako przyjaciel. I jako ktoś więcej. Zależy mi na Tobie Tina.
  Nie miała pojęcia co jej odbiło. Usiadła okrakiem na jego kolanach. I najzwyczajniej w świecie zaczęła go całować. Jęknął, całkowicie zaskoczony jej ruchem. Ale od razu oddał pocałunek.
- Za tym tęskniłeś? - odsunęła się od niego na sekundę. Aby już za moment na powrót zacząć go całować. Nie zastanawiał się ani chwili. Wsunął ręce pod jej sukienkę i pociągnął do góry. Zachichotała zawstydzona , znów się odsuwając.
-Jesteś piękna- szepnął , nie potrafiąc oderwać od niej wzroku. Gdy tak siedziała na nim w samej bieliźnie. 
-I trochę mi zimno . Więc może coś z tym zrobisz ?- przygryzła wargę,  całkowicie wyłączając racjonalne myślenie.


   Tej nocy to on obudził się pierwszy. Z szerokim uśmiechem , odsunął od siebie śpiącą dziewczynę i wstał z kanapy. 
  Jęknął gdy sprawdził , godzinę na wyświetlaczu telefonu. Za godzinę miał podjechać po niego Luca.
Szybko się ubrał. I oświetlając pomieszczenie latarką , spróbował znaleźć jakąś kartkę i długopis. Zaklął gdy nie dostrzegł niczego , na czym mógłby jej napisać,  kilka słów.  Nie chciał jej budzić. Dlatego postanowił później do niej zadzwonić.
   Wyciągnął z kieszeni pieniądze które mu wczoraj oddała. Z portfela wygrzebał jeszcze czterdzieści euro. Zaklął cicho, że nie odwiedził wczoraj bankomatu. Położył  je na poduszce przy jej głowie. Jemu nie były potrzebne. A jej pomogę przeżyć te kilka dni gdy go nie będzie.  Bo jak wróci. Zajmie się nią. I nawet nie pozwoli jej protestować. Jeszcze raz spojrzał na śpiącą dziewczynę i  wyszedł z garażu. 

  Wszedł po cichu do domu, nie chcąc nikogo obudzić. Nie udało mu się. Gdy tylko przekroczył próg swojego pokoju, jego matka stanęła w drzwiach.
-Wiem, że jesteś dorosły. Ale mógłbyś nas informować gdy znikasz na całą noc- spojrzała na niego z wyrzutem. Siadając na łóżku.
-Przepraszam . Koleżanka miała kłopoty i musiałem szybko wyjść.
-Selina?- w sumie o kim innym mogła pomyśleć jego mama. Była jedyną dziewczyną z którą się trzymał.
-Nie Selina, mamo- przełknął ślinę siadając przy niej- Martina. Pamiętasz ją , prawda?
-Tina? Ta Tina?- kobieta zmarszczyła czoło, a to nie wróżyło niczego dobrego. Pokiwał tylko głową , szykując się na zbliżające się kazanie- zdajesz sobie sprawę , że to nie jest towarzystwo dla Ciebie?
-No co Ty, mamo- prychnął oburzony- przecież znasz ją. Zawsze ją lubiłaś.
-Lubiłam Philipp. Małą dziewczynkę z którą się przyjaźniłeś. Minęło wiele lat. Ona się zmieniła.
-To ta sama Tina, mamo.
-Daj spokój . Myślisz, że nie wiem co ludzie o niej gadają? Szlaja się nocami po klubach z przypadkowo poznanymi mężczyznami . Do tego sporo pije. Zupełnie jak jej ojciec. Podobno to ona sama podpaliła swój...
-Przestań- przerwał jej ze złością podnosząc głos. Zupełnie nie przejmował się tym, że obudzi resztę domowników- jak możesz w ogóle myśleć w ten sposób? Znałaś ją. Myślałem , że jesteś mądrzejsza. Że nie wierzysz w okoliczne plotki.
-Uspokój się Philipp. Widziałam ją ostatnio. Rozumiem, że zawróciła Ci w głowie. Bo naprawdę ładna z niej dziewczyna. Ale nie możesz ...
 Ten cały bezsensowny wywód przerwał dzwonek jego telefonu. Odetchnął z ulgą , gdy na wyświetlaczu pojawiło się imię jego przyjaciela. Nie miał ochoty dłużej z nią dyskutować. Odebrał szybko, rzucając do słuchawki,  że zaraz będzie. Wsunął niedbale telefon do kieszeni bluzy. I chwycił do rąk walizkę.
-Luca czeka na mnie na dole- warknął tylko - nie będzie mnie kilka dni.
-Wyjeżdżacie? - spojrzała na niego podejrzliwie.
-Tak, skończył się sezon. Jakbyś nie zauważyła. Mam chyba prawo do kilku dni wakacji. I tak jadę tylko z Lucą. Żebyś nie musiała się martwić, że ktoś sprowadzi mnie na złą drogę- prychnął zbiegając ze schodów.
-Philipp! -  dlaczego ona nie mogła po prostu odpuścić. Dopadła do niego zanim wyszedł przed dom- po prostu się martwię.
-Nie musisz mamo. Jestem dorosły. Wyluzuj czasem- wrzucił walizkę do bagażnika. I z ulgą zajął miejsce pasażera, trzaskając drzwiami.



Obiecałam skakajca to jest ;) Przy okazji chciałam Wam wszystkim życzyć Wesołych Świąt 🎄🎄🎄

czwartek, 12 grudnia 2019

19



    Mijały tygodnie, na dworze w końcu zaczęło się robić cieplej. Noce nie były już tak przeraźliwie zimne , a śnieg leżał już tylko wysoko w  górach. Dni stały się dłuższe, a na drzewach zaczęły pojawiać się pierwsze zielone liście.  Jednak najważniejsze było to , że kilkanaście dni  temu nareszcie zakończył się sezon. I ekipy skoczków przynajmniej przez jakiś czas nie będą pojawiać się w miasteczku.

    Tina przeciągnęła się leniwie i zsunęła nogi z kanapy. Brzęk przewróconej butelki po winie rozniósł  się po pomieszczeniu. Zaklęła głośno i podniosła ją. Sprawdziła czy zostało jeszcze coś w środku. I gdy okazało się , że jest pusta odłożyła ją na bok koło kilku innych. Rozglądnęła się w okół siebie.
-Chyba przydałoby się tu trochę posprzątać- jęknęła. Ale na tym się skończyło. Nie miała na to ochoty. I nie chciało jej się. Zresztą i po co. Nikt oprócz Jonasa, tu nie przychodził. A jej w sumie ten bałagan, aż tak bardzo nie przeszkadzał.

   Sprawdziła godzinę na wyświetlaczu telefonu. Niedawno minęła szesnasta. Miała niecałą godzinę, żeby zdążyć się wykąpać u Jonasa. Później jego rodzice wrócą z pracy. Wiedziała , że nie będą mieli nic przeciwko. Ale ciągle było jej jakoś niezręcznie. Dlatego  wolała pojawiać się gdy ich nie ma.
  Naciągnęła na głowę kaptur i wyszła na ulicę. Zawsze lubiła wiosnę. Uwielbiała gdy na dworze, zaczynało się robić cieplej.  Niestety przez to też coraz więcej osób plątało się po ulicach Oberstdorfu.
   Jej najbliżsi sąsiedzi  doskonale wiedzieli, że mieszka w garażu. Że to tam się ukryła przed opieką społeczną. Przed policją. Przed wszystkimi. Nikt nie szukał jej nigdy w tak oczywistym miejscu. A Ci którzy wiedzieli, siedzieli cicho. Wiedząc co przeszła . Często znajdowała przy drzwiach paczki z jedzeniem i ubraniami. Czasem ktoś zostawił parę euro. Zawsze skrzętnie chowała je do pudełka za kanapą. Razem z resztą pieniędzy , które udało jej się zdobyć w ostatnich tygodniach.
   Bo wychodziła każdej nocy. Z Jonasem. Lub sama. Już się nie bała. Przestała. Chyba tamtej lutowej nocy , gdy zginął jej ojciec. A jej zabrali Dominika.
   Kradła w klubach, na ulicy, w autobusach , sklepach. Kradła gdzie tylko się dało. Dochodząc w tym co robi do perfekcji. I tylko Jonas ostrzegał , że ta pewność siebie kiedyś ją zgubi.




      Miała dosyć. Była zmęczona i śpiąca.  Po całej nocy bolały ją nogi. A wypity alkohol też robił swoje. Kręciło jej się w głowie. Jak prawie co rano ostatnio. Ale pijąc z nimi. Było jej później łatwiej. Nie targały nią aż tak straszne wyrzuty sumienia. Przynajmniej dopóki alkohol krążył w jej żyłach. Bo wyrzuty sumienia, to było jedyne co jeszcze odczuwała.
   Dziś była sama. Jonas nie mógł się wyrwać. Jego rodzice , już i tak zaczęli mieć pretensje , o conocne eskapady. Ona też mu obiecała, że nie pójdzie. Ale przecież nie mogła odpuścić. Musiała iść. Musiała zdobyć pieniądze.
     Ziewnęła. Zaczynało świtać. Jeszcze tylko kilka przecznic i będzie w domu.

   Nie słyszała kroków za sobą. Ale też nie zwracała na to uwagi. Z ledwością trafiła do dziurki i przekręciła klucz w kłódce. Weszła do środka. Już miała się zamknąć gdy ktoś szarpnął drzwi od zewnątrz. Wystraszyła się. Na moment jej oddech przyspieszył. Ale tylko na moment.
-Mogę wejść ? - z ust nieproszonego gościa, usłyszała pytania. Wzruszyła obojętnie ramionami. I skierowała swoje kroki w stronę kanapy. Usiadła, podciągając nogi , pod brodę. Jej sukienka , niebezpiecznie podwinęła się do góry. Mężczyzna od razu to zauważył. Nie spuszczał z niej wzroku. Tak jak ostatnio,  lustrował ją całą. Wtedy się go bała. Dziś , o dziwo już nie. Dziś nie czuła już niczego. Strachu, tęsknoty, nienawiści. Niczego. Miała wrażenie , że pozbyła się wszystkich uczuć. Że nie jest zdolna odczuwać czegokolwiek.
-Więc ludzie gadali prawdę. To tu się ukryłaś po śmierci ojca.
-Nie ukryłam się. Nie mogłam się przecież ukryć w tak oczywistym miejscu- burknęła- jestem u siebie. To przecież ciągle mój dom.
-Chyba masz rację -zaśmiał się. Zajął miejsce przy niej. Blisko. Zbyt blisko. Powinna się odsunąć. Kiedyś by się odsunęła.
-A śledziłeś mnie bo?
-Nie śledziłem . Szedłem do pracy. A tu taka niespodzianka.
Ziewnęła.  Nudziła ją ta rozmowa. Chciała się położyć. Chyba to zauważył.
-Śpiąca?
-Tak jakby -znów ziewnęła ostentacyjnie.
-Nie powinnaś mieszkać tu sama. Robi się ciepło. Różni ludzie zaczną się kręcić po nocy- dotknął jej twarzy. Po chwili przesunął rękę na jej plecy. Kiedyś wstałaby z wrzaskiem. Teraz nawet nie drgnęła.
-Nie boję się - parsknęła śmiechem.
-Odważna jesteś. Śliczna i odważna - jego ręką przysunęła się na jej udo. Uniosła głowę i spojrzała na niego. Nie odezwała się jednak. Nagle się podniósł. Wolnym krokiem przeszedł do drzwi garażu - zamknij drzwi młoda. 
  Też się podniosła. Choć w głowie tak bardzo jej wirowało. Zatoczyła się wpadając na niego. Zaśmiał się . Przytrzymując ją w pasie. 
-Pozwolisz , że znów Cię odwiedzę ? Wolę mieć pewność , że córce Erica nic nie grozi. 
Pokiwała głową. Było jej wszystko jedno. 



  Pojawił się znowu po kilku dniach. Martina akurat wróciła od Jonasa. I miała jeszcze sporo czasu do wyjścia. Dlatego bez słowa wpuściła go do środka. 
-Pomyślałem że jesteś głodna- uśmiechnął się i wręczył jej pojemnik z jakimś chińskim żarciem- lubisz chińszczyznę ?
-Może być - wzruszyła obojętnie ramionami, ale oczy aż jej się zaświeciły na widok ciepłego jedzenia. 
-Mam też coś do tego - uniósł w górę reklamówkę w której zabrzęczało szkło. Po chwili wyciągnął ze  środka dwie butelki wina.
-Wybacz ale kieliszków tutaj nie mam - prychnęła.
-Nie szkodzi - mężczyzna zaśmiał się i otworzył od razu obie. Podając jej jedną. Zmrużyła oczy, wpatrując się w niego z wahaniem - nie lubisz wina ?
-Nie wiem. W sumie jest mi obojętne - zabrała z jego rąk butelkę i pociągnęła spory łyk. Alkohol przyjemnie rozszedł się po jej wnętrzu. 
  Siedzieli przez chwilę w ciszy. Mężczyzna nie spuszczał z niej wzroku . Jadła zachłannie. Raz za razem popijając winem.
-Sporo pijesz -odezwał się w końcu ze  śmiechem.
-Nie muszę wtedy za dużo myśleć- odłożyła pusty pojemnik na podłogę i oparła się o ścianę. Prawie kończyła swoje wino. On zrobił dopiero kilka łyków. Usiadł blisko niej. Jego ręką od razu zawędrowała na jej udo. Przesuwał ją wolno w górę i w dół. Nie  reagowała. Ze spokojem opróżniła swoją butelkę do końca. 
-Nie lubisz myśleć ?
-Nie lubię bo to boli - drgnęła. Na moment w jej oczach pojawiły się łzy. 
-Chyba mam na to lepszy sposób- zabrał rękę.  Szukał czegoś w kieszeni. Po chwili na jego otwartej dłoni dojrzała małą foliową  torebkę.
-Zabieraj to -warknęła. Nie była ćpunką. Co to, to nie.
-Może kiedyś Ci się jednak przyda - położył paczuszkę na kanapie i się podniósł- możesz wypić też moje. 
Włożył jej butelkę do rąk i wyszedł z garażu. 


  I tak po kilku minutach zastał ją Jonas.  Z butelką wina w ręce i foliową torebką pełną białego proszku przy jej nodze.
-Co Ty odpieprzasz Martina ?! - w jego oczach szalały błyskawice - dragi  serio ? Tak nisko upadłaś?
-Powaliło Cię ? - warknęła - nigdy nie brałam i nigdy nie będę brać. 
-Jasne. Kiedyś nie piłaś też tyle -zakpił.
-Daj spokój. Wypiłam trochę wina -zachichotała. 
-Trochę dziś. Trochę wczoraj i jutro też będzie trochę ? Nie zauważyłaś że pijesz codziennie ?
-A myślisz że bez tego potrafiłabym robić to wszystko ? Myślisz że to takie proste ? Lizać się z tymi obleśnymi typami i dawać im się obmacywać ?
-Wiem , że...
-Nie wiesz. Nic nie wiesz Jonas. To ja muszę znosić to codziennie. To ja zasypiam widząc ich twarze. Czując ich ręce. Ale muszę to robić. Muszę dla Dominika.
-Właśnie dla Dominika. Nie byłaś u niego ani razu. Ani razu Tina - dosadnie podkreślił ostatnie słowa- czasami się zastanawiam czy Ty serio robisz to wszystko dla niego.
-Wyjdź Jonas- wycedziła przez zaciśnięte zęby - wyjdź i daj mi święty spokój.
Chłopak zmrużył oczy ze złością. Nie chciał żeby tak to zabrzmiało. I nie chciał się z nią kłócić. Ale dziewczyna zmieniła się . Nie była już Tiną którą znał.
-Przepraszam. Nie powinienem...
-Masz rację nie powinieneś- warknęła.
-To jak zbieramy się?- uśmiechnął się do niej. Chciał załagodzić sytuację.
-Chcę dziś odpocząć Jonas. Zostaw mnie samą - przymknęła oczy i przestała zwracać na niego uwagę.





Rozdział bez moich skakajców ;) Musiałam Wam dać trochę od nich odpocząć ;) Ja od nich odpoczywać nie mogę i właśnie jestem w drodze  do miejsca, które zdobyło szczególne miejsce w moim serduszku :) Dosłownie miłość od pierwszego wejrzenia, prawie jak do Richarda :) Także jak zawsze proszę, o trzymanie kciuków ( Wy już wiecie za kogo) no i za pogodę. W moich cudownym Klingenthal. A ja obiecuję, że już następnym rozdziale powróci jeden z chłopaków :)

   

niedziela, 1 grudnia 2019

18


 
  Smród spalonych rzeczy był nie do wytrzymania. Ale musiała wejść dalej. Musiała dostać się na górę. Miała nadzieję, że ocalały jakieś jej rzeczy.
 Delikatnie postawiła nogę na pierwszym stopniu schodów. Niepewna czy dość mocno nadpalona konstrukcja wytrzyma jej ciężar. Gdy upewniła się , że chyba tak jest. Weszła powoli na górę.
   Piętro wyglądało dużo lepiej, niż parter budynku. Na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech. Na widok  prawie nietkniętych  rzeczy.
 Przemknęło jej przez myśl , że gdyby nie ten okropny odór mogłaby tu nawet zostać. Potrząsnęła głową. I szybko wrzuciła kilka swoich ubrań, do plecaka.

   Zeszła na dół i ostatni raz omiotła spojrzeniem swój dom. Otarła łzy zbierające jej się kolejny raz w kącikach oczu. I wyszła na zewnątrz. Jej wzrok nagle zatrzymał się na uchylonych drzwiach garażu.   Dopadła do nich i weszła do środka. Był w stanie nienaruszonym. Ogień nie zdążył się do niego dostać. A swąd spalenizny też był tu o wiele mniejszy.

   Od dawna nie mieli samochodu. A garaż służył im za składowisko starych rzeczy. Zrobiła kilka kroków, rozglądając się po zagraconym pomieszczeniu. Zatrzymała spojrzenie na starej kanapie w kącie. I nagle ją olśniło. Przecież mogła tutaj na razie pomieszkać. Nie tylko mogła. Ona musiała. Nie miała innej możliwości. A ta w sumie nie była taka zła.
 Rzuciła plecak w kąt. I usiadła na brzegu kanapy.  Na dworze zaczynało świtać. Było jej coraz zimniej. Objęła się ramionami. Próbując się rozgrzać. Niestety nie pomogło. Wstała i na powrót włączyła latarkę w telefonie.  Równocześnie rozglądając się za czymkolwiek do przykrycia. Na szafce w kącie, leżał jakiś koc.  Uśmiechnęła się  . Nie miała ochoty kolejny raz, po ciemku wchodzić do swojego pokoju. Tym postanowiła zająć się rano. Jeśli chciała tu zostać. Musiała tam iść ponownie. Sprawdzić , czy coś nadaje się do użytku.



  Otworzyła oczy, trzęsąc się z zimna.  Temperatura na dworze spadła sporo poniżej zera. I w całym pomieszczeniu dało się czuć przenikliwy chłód. Mocniej otuliła się kocem. Niestety niewiele to pomogło. Zaklęła pod nosem, przeciągając się. Spojrzała na wyświetlacz telefonu. Poziom naładowania baterii  niebezpiecznie zbliżał się do zera. Wymacała w plecaku ładowarkę. Znów przeklęła, zdając sobie sprawę, że w całym domu został odcięty prąd.  Musiała iść do Jonasa. I nie chodziło tylko o telefon. Potrzebowała prysznica. Gorącego.
  Wiedziała, że jego rodzice za chwilę wyjdą do pracy. Nie chcąc siedzieć bezczynnie. Opróżniła plecak i uchyliła słabo drzwi garażu. Gdy nie zobaczyła nikogo w pobliżu, przemknęła do drzwi domu.
   Weszła na górę, ładując do plecaka kolejne ciuchy. Z ledwością dopięła zamek i zarzuciła go na ramię. Chwyciła kołdrę i koc. I ostrożnie zeszła na dół.  Szybko rzuciła wszystko na kanapę w garażu. Ze sobą zabrała tylko czyste ciuchy . I pobiegła w kierunku domu Jonasa.




     Obudziło go walenie do drzwi. Ledwo przytomny otworzył oczy i poczłapał w ich kierunku.
-Wiem , że fajnie Wam się śpi , ale za godzinę mamy trening- Luca szczerzył się do niego głupkowato w progu - mogę wejść, czy zobaczę coś czego nie powinienem ?
Philipp dopiero teraz przypomniał sobie o Tinie. Na jego twarzy na wspomnienie ostatniej nocy pojawił się szeroki uśmiech.
-Poczekaj - rzucił i odwrócił się w kierunku łóżka, nie będąc pewnym czy Martina zdążyła się ubrać. Zamarł w pół kroku wpatrując się w puste miejsce . Nie było jej. Otworzył drzwi łazienki. W środku było jednak ciemno i pusto.
-Mogę? Nie będę stał w drzwiach swojego pokoju jak idiota - Luca parsknął śmiechem i wsunął się do środka.
-Nie ma jej . Widziałeś ją gdzieś ?
-Taaaaa. W nocy jak wychodziła z Tobą - Luca rozglądnął się po wnętrzu , jego wzrok zatrzymał się na białej kartce papieru. Na której nakreślone było kilka słów- " Przepraszam. Zapomnij. I nie szukaj mnie." To chyba do Ciebie.
-Kurwa- chłopak zaklął , przerażonym wzrokiem wpatrując się w jej równe pismo- kurwa.
-Pokłóciliście się? Zrobiłeś coś nie tak?
-Zwariowałeś? Było.... ja pierdzielę. Muszę ją znaleźć. Ona sobie nie poradzi.
-Ona chyba nie chce żebyś jej szukał - Luca jeszcze raz podsunął mu pod nos kartkę papieru.
-Ona sama nie wie czego chce. Ma mętlik w głowie, po tym wszystkim co działo się ostatnio.
-To jej decyzja Philipp. Podjęła ją sama. Nikt jej do tego nie zmuszał. Uszanuj to.
-Ale..
-Daj jej trochę czasu. Nie wiem co się wydarzyło między Wami. Choć chyba mogę przypuszczać. Dlatego daj jej sobie to wszystko spokojnie poukładać. Może ona potrzebuje pomyśleć trochę w samotności?
-Boję się , że coś jej się stanie. Bez dachu nad głową i pieniędzy- jego wzrok mimowolnie zatrzymał się na portfelu, leżącym na szafce. Był pewien, że nie było go tam jak kładli się spać.
-To duża dziewczynka. Potrafi o siebie zadbać.
  Philipp już go nie słuchał. W szoku wpatrywał się w zawartość portfela. A tak właściwie w pustkę w nim. Okradła go. Kurwa, przecież mogła poprosić . Dałby jej te pieniądze. Nawet oferował jej to wcześniej. Nie musiała kraść. A jednak to zrobiła. Nie miał pojęcia co o tym myśleć.
-Zapewne potrafi- wycedził przez zaciśnięte zęby i rzucił portfelem w kąt pokoju.



-Co Ty tutaj robisz?- chłopak patrzył na nią półprzytomnym wzrokiem, gdy w końcu zdołała go obudzić waląc w drzwi przez dłuższą chwilę.
-Twoje powitania są ostatnio urocze, serio - uśmiechnęła się krzywo. Wyminęła go i weszła do kuchni - zrobisz mi kawę? A ja szybko wezmę prysznic.
   Nie czekając na odpowiedź , zatrzasnęła się w łazience. Stanęła pod strumieniem gorącej wody, próbując się rozgrzać. Gdy stwierdziła, że jest jej już wystarczająco ciepło. Zakręciła wodę i mocno wytarła całe ciało ręcznikiem. Ubrała się szybko. Pociągnęła nosem. Trochę zalatywało spalenizną. Ale przynajmniej było czyste. Będzie musiała poprosić chłopaka o pranie w najbliższym czasie.

-Dowiem się w końcu co Ty tutaj robisz?- Jonas stanął nad nią, gdy usadowiła się już wygodnie na kanapie i szczelnie owinęła  kocem.
-Uciekłam. Okradłam go i uciekłam- szepnęła.
-Kogo? Freitaga? Wiem, że leci na Ciebie  ale  w końcu się wścieknie.
-Gorzej Jonas- wbiła wzrok w podłogę - Philippa. Zabrałam wszystko co miał i po prostu spieprzyłam stamtąd.
-Odbiło Ci? Nie przepadam za gościem. Ale sporo Ci pomógł. I chyba na to nie zasłużył.
-Wiem, zachowałam się okropnie. Ja .... po prostu chciałam żeby mnie znienawidził. I wydawało mi się, że to najlepszy pomysł.
-Co teraz Tina? Twoja miejscówka w hotelu jest już chyba spalona. Co zamierzasz?
  Dziewczyna przełknęła ślinę. Wiedziała , że gdy mu powie to się wścieknie. Ale chyba nie miała wyjścia. Jonas musiał wiedzieć. Potrzebowała go.
-Tylko się nie drzyj- zaczęła niepewnie- garaż jest w dobrym stanie.
-Garaż? Czy Ty siebie słyszysz? - wrzasnął - zamarzniesz tam.
-Nie ma tak źle. Naprawdę.
-To niebezpieczne Tina. Nie wiadomo jakie menele będą się tam kręcić po nocy.
-Będę się zamykać. Od środka jest zasuwka. I  załatwię jakąś kłódkę. Nic mi nie będzie .
-Nie podoba mi się to Tina.
-Daj spokój. Tylko potrzebuję Twojej pomocy. Moje ciuchy trochę śmierdzą. Przyda im się pranie, Do tego nie ma prądu i ciepłej wody- pociągnęła nosem i uśmiechnęła się.
-Zastanawiam się czy będę potrafił Ci kiedyś odmówić- prychnął i zajął miejsce przy niej.


  W ciszy gapili się w telewizor, przeskakując pomiędzy kanałami. Nagle chłopak odezwał się cicho.
-Rozmawiałem z mamą. Podobno jutro jest pogrzeb.
Tina zacisnęła ręce w pięści.  Nie interesowało ją to . Nie chciała tam iść. Nienawidziła go. Cieszyła się, że zginął. Ale był jej ojcem. Dawno temu kochała go. Gdy żyła jeszcze mama, był jej ukochanym tatusiem. Przełknęła łzy. Nie potrafiła wydusić słowa.
-Jeśli będziesz chciała pójdę tam z Tobą , Tina - przytulił ją do siebie. Już nie powstrzymywała  łez. Swobodnie spływały jej po policzkach.





  Kolejnego ranka, gdy tylko zamknęły się drzwi za jego rodzicami. Nastawił wodę w czajniku i zaczął robić kanapki.
 Tak jak się spodziewał już po dosłownie kilku minutach , rozległo się pukanie do drzwi. Dziewczyna od razu zniknęła w łazience. A już po chwili słyszał szum pralki i lejącej się wody.
  -Musisz jeszcze o czymś wiedzieć Tina- usiadł przy niej  , gdy ta wprost pochłaniała przygotowane przez niego jedzenie.
-Tak?- przerwała na chwilę i uniosła głowę.
-Tylko się nie wściekaj- zaczął niepewnie, nie do końca wiedząc jak jej to powiedzieć- ludzie gadają, że to Ty.
-Co?- nie zaskoczyła. Nie miała pojęcia o czym mówił.
-Że tak bardzo go nienawidziłaś , że podłożyłaś ogień.
-Że co?- wrzasnęła. Podniosła się gwałtownie , rozlewając kawę- przecież wiesz , że to nie ja. Że nigdy bym tego nie zrobiła. Przecież tam był Domi. A nawet gdyby go nie było. Kurwa to jednak był mój ojciec . Nigdy bym nie zrobiła czegoś takiego.
-Ja to wiem Tina- położył jej ręce na ramionach i posadził z powrotem- ale ludzie gadają. Muszą o czymś gadać. Wiesz jak to jest.
-Ale jak w ogóle mogło komuś wpaść coś tak strasznego do głowy?-jęknęła.
-Nie wiem Tina. Policja  dojdzie do tego jak było. A ludzie pogadają i przestaną.
  Pokiwała wolno głową. Wstała i włożyła do zlewu pusty talerz. Wytarła rozlaną kawę. Z nieobecnym wyrazem twarzy wyjęła pranie i rozwiesiła je na suszarce.
-Pójdziesz ze mną na ten cmentarz ?-odezwała się nagle cicho. Chłopak tylko pokiwał głową. I w ciszy wyszli z mieszkania.



     Już z oddali widziała małą grupkę ludzi i księdza w tylnej części cmentarza. Zatrzymała się gwałtownie kilkanaście metrów od nich . Niezdolna iść dalej. Jonas chwycił jej dłoń, próbując dodać jej otuchy. Nie pomagało. Łzy mimowolnie spłynęły po jej policzkach. Pociągnęła nosem. I odezwała się cicho.
-Nienawidziłam go. Wiele razy życzyłam mu śmierci. Nawet kilka godzin przed tym pieprzonym pożarem. Więc dlaczego to i tak boli Jonas?
-Był Twoim ojcem Tina. To zupełnie normalne- przytulił ją do siebie. Stali tak w ciszy przez dłuższą chwilę. Dopóki grupa ludzi przed nimi nie zaczęła się zbierać do wyjścia.  Ktoś na nią spojrzał. Widziała jak szepczą między sobą. Pokazując ją sobie palcami. Westchnęła cicho. Miała wszystkiego dosyć.  Omiotła wzrokiem wszystkich zgromadzonych, szukając Dominika. Gdy nigdzie go nie ujrzała. Pociągnęła Jonasa z powrotem w stronę wyjścia.