niedziela, 19 kwietnia 2020

27



    Nie miała pojęcia kiedy minęły jej następne dni w domu bruneta. Prawie codziennie po śniadaniu chłopak odwoził ją do Dominika. Czasem zostawał z nią. Ale częściej po prostu podwoził ją pod obecny dom jej brata i odbierał po kilku godzinach.
    Ich rozmowa sprzed kilkunastu dni wiele zmieniła między nimi. Przestali się ze sobą kłócić. Ale miała też wrażenie , że coraz mniej ze sobą rozmawiają. Że wyrosła między nimi jakaś dziwna bariera. Freitag traktował ją z sympatią , ale z dystansem. Był jakiś spięty w jej towarzystwie. Jakby wstydził się tego, że wtedy przez ten krótki moment dał jej się poznać z jakiejś innej strony. Której nawet on sam chyba nie znał.
  Sama nie miała pojęcia czy jej się to podobało, czy bardziej przeszkadzało. Czasem łapała się na tym , że chyba jednak to drugie. Bo przecież on ciągle jej się podobał. Ciągle pociągał ją tak samo jak wcześniej. I mimo tego, że wcześniej tak mocno broniła się przed bliższym kontaktem z nim. Teraz zwyczajnie jej tego brakowało.

   
  Uśmiechnęła się , słysząc dzwonek do drzwi. Wiedziała, że to Karl ze swoją młodszą siostrą. Przychodzili tutaj od kilku dni wieczorami. Polubiła ich. On wydawał jej się najnormalniejszy, z całego tego dziwnego skocznego świata. Jego siostra była od niej młodsza jakieś dwa lata. Ale się dogadywały. Dziewczyna nie zadzierała nosa, jak jej koleżanki ze szkoły. I Tina była nawet wdzięczna Karlowi, że poznał je ze sobą. Od dawna nie miała żadnej koleżanki. Trzymała się tylko z Jonasem. I czasem zwyczajnie brakowało jej takich zwykłych babskich ploteczek.


-Wchodźcie. Richard bierze prysznic- zaprosiła ich do środka, ciągle się uśmiechając.
-Ogarnij jakieś picie a my będziemy w ogrodzie- zarządziła Lucie i zanim Karl zdążył zaprotestować. Dziewczyna pociągnęła Tinę  za rękę w kierunku wyjścia na ogród.
-Dziękuję - odezwała się Tina, zajmując miejsce na huśtawce  pod drzewem.
-Za co? - młodsza dziewczyna rzuciła jej niezrozumiałe spojrzenie. Siadając przy niej.
-Tak ogólnie. Że przychodzisz tutaj z bratem. Gadasz ze mną. Choć pewno wolałabyś spotkać się teraz z koleżankami. I w ogóle nie dajesz mi odczuć, że jestem gorsza od Ciebie.
-A jesteś? Bo nie zauważyłam- Lucie zmierzyła ją od góry do dołu.
-Chyba tak. Wszyscy zawsze twierdzili, że jestem. Nie mam markowych ciuchów i kasy. Do tego ostatnio zostałam podpalaczką. I jeszcze prowadzę się z kim popadnie.
-Dziwni Ci wszyscy wiesz? Nie sądzę żebyś była jakaś inna, gorsza. Niezbyt interesują mnie Twoje ciuchy. I to co o Tobie mówią.  Poza tym przychodzę tutaj bo Cię lubię. A nie dlatego, że Karl mi każe.
-Naprawdę?
-Wiesz , że większość moich koleżanek leci na mojego brata i jego kumpli? Czasem mam wrażenie, że wszystkie. Że przyłażą do mnie tylko po to , żeby sprawdzić czy nie ma ich akurat u nas w domu -Tina parsknęła śmiechem po jej słowach.
-Przepraszam, ale to...
-Żenujące ? - Lucie weszła jej w słowa, śmiejąc się.
-Karl ma chyba dziewczynę? - Tina coś tam pamiętała z ich dawnej rozmowy.
-Myślisz,  że którejś  to przeszkadza?
-A jemu?- odpowiedziała pytaniem , bo akurat on wydawał jej się inny niż ta cała banda.
-Nie wiem. Nie spowiada mi się z tego co robi na wyjazdach. Wiesz, jestem tylko młodszą siostrą. Ale mam nadzieję , że nie robi nic głupiego. Franzi na to nie zasługuje. Jego dziewczyna- wyjaśniła, widząc pytające spojrzenie Tiny.
-No tak.
-Są już ze sobą kilka lat i to naprawdę coś poważnego. Więc oby on tego nie spieprzył.
-Nie no Karl chyba taki nie jest. Nie znam go zbyt dobrze. Ale on nie jest chyba taki jak ...
-Jak na przykład Richard ?- Lucie wbiła w nią wzrok , gdy przerwała w pół zdania. A ona nagle się zaczerwieniła.
-No choćby -bąknęła nie unosząc głowy. 
-Podoba Ci się.  Ale się boisz - Lucie raczej stwierdziła niż spytała. Tina wzruszyła ramionami i rozglądnęła się w około.
-A oni gdzie się zgubili? -prychnęła zmieniając temat.
-Też mu się podobasz. Wiem to, bo Karl opowiadał Franzi o dylematach Freitaga- parsknęła śmiechem piętnastolatka.
Tina czuła jak czerwieni się jeszcze mocniej. O ile mocniej było jeszcze możliwe. 
-Co mówił? - wyjąkała. 
-Raimund Ci tego nie wybaczy Richi - Tina uniosła gwałtownie głowę słysząc obcy głos. Zaklęła głośno , widząc Stephana , Constantina i Andreasa.  Jeszcze ich tutaj brakowało. 
-Mogłeś uprzedzić,  że masz gości- Wellinger  zaśmiał się zajmując miejsce z jej drugiej strony.
       Tina zdusiła kolejne przekleństwo.  Odszukała wzrokiem Karla, który właśnie nadszedł z napojami, szukając u niego jakiejś pomocy. Chłopak posłał jej tylko słaby uśmiech. Podniosła się , podchodząc do niego. Wzięła do rąk colę dla Lucie. Przez moment się zawahała co zabrać dla siebie. 
Szybko jednak doszła do wniosku  , że nie da rady znosić tego towarzystwa bez alkoholu. 
Usiadła z powrotem, z butelką piwa w ręce . Richard stał z boku. Wpatrując się w nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy . Upiła kilka łyków. 
 Rozluźnij się, może nie będzie tak źle, przemknęło jej przez głowę, może źle ich oceniam. Może są tacy jak Karl. Znów uniosła butelkę do ust. 
 - Jak się trzymasz po tym wszystkim ? - spróbowała się uśmiechnąć,  słysząc pytanie Andreasa. Chyba jej się udało bo chłopak,  odwzajemnił uśmiech.  
-Teraz jest już ok - znów się uśmiechnęła. Szybko opróżniła butelkę. Chłopak od razu wręczył jej kolejną. Powoli się rozluźniała. Z każdym kolejnym łykiem. Zapominała o swojej niechęci do niego. Do nich. Mijały minuty , a ona coraz lepiej się czuła w ich towarzystwie.

 

   Andreas śmiał się, opowiadając im jakieś historie z zakończonego sezonu.  Obie z Lucie raz za razem parskały śmiechem.
- Tak właściwie co Ty tutaj robisz ? -  pytanie Stephana zawisło w powietrzu. Tina nagle zamarła. Przestała się śmiać. Spojrzała na Richarda. Też się nie śmiał. Nie wiedziała czy z powodu pytania kumpla, czy z jakiegoś innego. Siedział koło Karla, wściekłym wzrokiem wpatrując się w Andreasa. 
- Tina tutaj mieszka -wycedził przez zaciśnięte zęby. W ogrodzie nagle zapadła cisza. Tina czuła jak wzrok trójki przybyłych skupia się na niej. Spuściła głowę i przymknęła oczy. Nienawidziła być w centrum zainteresowania. Nigdy. I to nie zmieniało się nawet po alkoholu. Poczuła jak Lucie wstaje. Chciała chwycić ją za rękę. Nie zdążyła. Miejsce dziewczyny było już zajęte. Uniosła  wzrok, czując jak ktoś ją obejmuje . Nie ktoś. Richard. Oblała się rumieńcem. 
-Mieszka z Tobą ? - Andreas zaśmiał się. Pociągnęła kolejny łyk z butelki. I aż się zakrztusiła słysząc kolejną odpowiedź bruneta.
- Jesteśmy razem - przyciągnął ją do siebie. Chciała coś powiedzieć. Zaprotestować. Nie zdążyła.  Chłopak zamknął jej usta pocałunkiem.  Czuła jak wiruje jej w głowie. I nie było to spowodowane alkoholem. 
  Nagle przestał. Nie odsunął się jednak. Ciągle tkwiła w jego uścisku. Wszyscy ciągle na nią patrzyli. Znów czuła , że płoną jej policzki. Lucie pierwsza przerwała ciszę. 
- Chyba zapomniałeś wcześniej powiadomić o tym Martinę.
- Lucie!!!- Karl zgromił ją wzrokiem.
- No co ? Wydaje się być zaskoczona - dziewczyna parsknęła śmiechem - nie tylko zresztą ona.
-To jesteście razem czy nie?  - Andreas odzyskał głos.
-A co jesteś zainteresowany?- brunet zmrużył oczy ze złością. 
-Może - chłopak zaśmiał się. Tina czuła awanturę wiszącą w powietrzu. Musiała to przerwać. Z Richardem policzy się później.
-Jesteśmy- odezwała się pewnie. Brunet jeszcze mocniej ją do siebie przyciągnął. Powodując u niej kolejny zawrót głowy. 
  
 
  Odłożyła na bok pustą butelkę. Andreas podał jej kolejną . Powodując kolejne wściekłe  spojrzenie bruneta. Tina pokręciła przecząco głowa. Nie chciała więcej pić. Nie dzisiaj. Dwa piwa zdecydowanie jej wystarczyły. Chciała rozmówić się z Freitagiem na trzeźwo. Choć z tym i tak mógł być problem. 
  To był ich ostatni wolny weekend. Przed rozpoczynającymi się treningami . Wiec to , że ona będzie trzeźwa , nie znaczyło , ze i on będzie. 
 Westchnęła , patrząc jak kolejne puste butelki lądują na ziemi. Wstała , przy widocznym niezadowoleniu Freitaga. I usiadła przy Lucie, w kącie ogrodu.
-Zostaniecie z Karlem na noc ?  - zaśmiała się.
- Nie wolałabyś dziś być sama z Richardem ? Chyba powinniście sobie co nieco wyjaśnić.
-Serio myślisz , że rozmowa z którymkolwiek z nich  dzisiaj będzie miała sens? -przewróciła oczami, nie łudziła się,  że Freitag będzie wyjątkiem.
- Czeka nas długa noc - młodsza dziewczyna zachichotała i pociągnęła ją za rękę- chodź pomogę Ci przygotować jakieś spanie dla tej bandy idiotów . Bo raczej żaden z nich stąd nie wyjdzie. 
Tina jęknęła na sama myśl o tym. Ale Lucie miała rację.  Wypuszczenie któregoś stąd mogło zwiastować tylko kłopoty. 


-Wiesz , że wrócił i przeszukuje Oberstdorf ?- odwróciła się gwałtownie,  gdy zrozumiała , że Constantin mówi do niej.  Od razu wiedziała , że chodzi o Philippa. I miała to w dupie. Chłopak kompletnie ją nie interesował , po tym co zrobił.
-Nie interesuje mnie to - rzuciła szybko widząc grymas złości na twarzy bruneta.
-Zawróciłaś mu nieźle w głowie. Podobno Luca przez cały wyjazd słuchał tylko o Tobie.
Freitag wstał gwałtownie i zacisnął ręce w pięści. Chwiejnym krokiem podszedł do młodszego kumpla. 
-Czego nie zrozumiałeś? Wyraźnie powiedziała,  że jej to nie interesuje - warknął.
-Wyluzuj . Tina nie jest Twoją własnością - Consti z kpiącym uśmiechem stanął na przeciwko niego - powinna chyba o tym wiedzieć .  W końcu nie tak mało ich łączyło.
 Martina jęknęła gdy brunet rzucił się na młodszego skoczka.  Przyjemny wieczór zamienił się w kompletną katastrofę. A głupia przepychanka już po chwili  zamieniła się w zwyczajną bójkę.    
  Nagle wszystko w około niej zniknęło. Stała jak sparaliżowana.  Nie widziała przed sobą skoczków. Wspomnienia wróciły.  Widziała tylko ojca okładającego ją pięściami.
-Karl! Karl ! Rusz się do cholery - krzyk Lucie słyszała jakby z oddali. 
Dziewczyna szarpnęła ją za rękę. Nie zareagowała. Nie potrafiła się ruszyć. Trzęsła się , a  łzy całymi strumieniami spływały jej po twarzy.
Lucie szarpnęła ją kolejny raz. Poskutkowało. Wytarła twarz rękawem. 
-Dość- wrzasnęła stając pomiędzy nimi. Freitag zmierzył ją wściekłym  spojrzeniem - kompletnie Ci odbiło ? Wam obu ? Co jest kurwa ?
-Przepraszam -stęknął Constantin. 
-A Ty , co ? Zapomniałeś języka w gębie czy jak ? -warknęła na Freitaga.
-Sorry młody- burknął w końcu niechętnie.
-Do środka . Wszyscy - Lucie stanęła koło nich. Objęła ją ramieniem. Cała piątka posłusznie podreptała za nimi. Wszyscy nagle jakby wytrzeźwieli.

-Dziękuję  Lucie - szepnęła, gdy znalazły się w kuchni -Myślisz , że można zostawić ich na chwilę samych ?
-Mam nadzieję. Kawa chyba dobrze im zrobi- prychnęła , nastawiając ekspres -Wystraszyłaś mnie.. Myślałam , że coś Ci się stało. Przez moment nie było z Tobą kontaktu.
-Przepraszam. Po prostu przez moment znów wszystko do mnie wróciło. Mój ojciec. To jak okładał mnie pięściami. Jak.....- przerwała . Czuła czyjąś obecność za plecami. Odwróciła się gwałtownie. 
- Przepraszam Tina. To było głupie. Nie wiem co we mnie wstąpiło- była na niego wściekła. Nadal. Ale jak tak stał przed nią, jedyne na co miała ochotę to przytulić się. Kątem oka widziała ,że Lucie zostawiła ich samych.
-Constantina przeproś. Myślisz , że sorry młody wystarczy ?- burknęła i zajęła się rozlewaniem kawy.
-Karl powiedział że płakałaś. Nie chciałem żebyś....
-Karl powiedział - przerwała mu - bo Ty nawet nie zauważyłeś. Bo myślisz, że masz prawo... No właśnie o czym myślisz? Bo z dnia na dzień rozumiem mniej . Nie chcesz ze mną być , ale na sama myśl że mogłabym być z Philippem skręca Cię. Więc czego tak właściwie chcesz Freitag?
Nie odezwał się. Trafiła w samo sedno. Sam do końca nie wiedział czego chce. Lubił ją. Chciał ją mieć tylko dla siebie. Ale nie chciał się angażować. Nie chciał być przywiązany do tej jednej. Ale nie mógł znieść myśli że mogłaby być z innym.
- Twoje milczenie mi wystarczy - warknęła. Ułożyła kubki na tacy i poszła do salonu.



wtorek, 14 kwietnia 2020

26

 
 
   Kolejne godziny przeleżała wpatrując się w ściany.  Nie miała pojęcia kiedy zasnęła. Obudziła się, gdy na dworze było już jasno. 
 I znów była głodna. Prychnęła pod nosem. I wyszła na korytarz. Z łazienki dobiegał ją szum wody. Wiec poranna toaleta musiała poczekać. 
  Nastawiła wodę w czajniku. I czekając aż się zagotuje pochłonęła pełną miskę płatków.  
Z kubkiem kawy w ręce usiadła na krześle,  podciągając nogi pod brodę. 
 Richard wszedł do kuchni nawet na nią nie patrząc. Przewróciła oczami. Jak tak to ma wyglądać. To ona odpada. Miała dosyć. Po  jaką cholerę ją tutaj zabrał? Zerwała się i popędziła do góry.

   
    Ze złością zaczęła wrzucać swoje rzeczy do plecaka. Nie miała ochoty spędzić tu ani minuty dłużej. 
  Pociągnęła nosem. Łzy mimowolnie płynęły jej z oczu.  Nie panowała nad tym. Co jeszcze mocniej ja wkurzało. 
-Przepraszam  - drgnęła słysząc jego głos. Chwycił ją za ramiona i odwrócił do siebie. Wbiła wzrok w podłogę. Nie chciała na niego patrzeć. Nie chciała żeby zauważył łzy na jej twarzy. Co raczej było niemożliwe. 
-Zostaw mnie samą- szarpnęła się. Ale trzymał ją mocno. Coraz bardziej ja do siebie przyciągając.
-Nie wygłupiaj się Tina - odezwał się cicho. Był przerażony jak zobaczył,  że się pakuje. Nie chciał nawet myśleć o tym , że mogłaby sobie iść. Wkurzyła go . Ale przecież nie chciał,  żeby sobie poszła. Mieszkała u niego dopiero chwilę. Ale już wiedział , że bez niej nie będzie tak samo - wkurzyłem się. Ale nie chcę żebyś się wyprowadzała.
-Nie chcesz? Przecież traktujesz mnie jak powietrze. Jakby w ogóle mnie tutaj nie było. Jakbyś nie mógł znieść mojego towarzystwa.
-To nie tak Tina. Po prostu...- przerwał. Znów nie wiedział co ma powiedzieć.
- No to jak ? -warknęła.
Chyba nie miał wyjścia.  Musiał jej powiedzieć. Musiał przyznać się do tego , że był zazdrosny. Ale przyznanie się do tego świadczyłoby też o przyznaniu się do czegoś innego. Westchnął głęboko i nadal milczał.
-Dlaczego? -uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy - Dlaczego tak naprawdę zabrałeś mnie do siebie i chcesz mi pomóc?
-Bo...- znów przerwał. Dlaczego nie potrafił z nią porozmawiać? Może dlatego, że sam nie miał pojęcia co czuł i co się z nim działo - nie wiem Martina. Nie mam pojęcia dlaczego. Wiem tylko ,że tego chcę. Że muszę Ci pomóc. Że chcę Ci pomóc. Chcę żebyś tu była. 
-Chcesz żebym tu była?
-Lubię Cię. Nawet bardzo.Nie wiem czemu,  bo wkurzasz mnie czasem  okropnie- zaśmiał się trochę zakłopotany. Powiedział to. W końcu przyznał się do tego  przed nią. A co chyba najważniejsze,  przed samym sobą- Ale Cię lubię. Lubię twoje towarzystwo. Lubię jak jesteś blisko mnie. No i lubię twoje naleśniki. 
  Teraz ona się zaśmiała. Otarła twarz. I pociągnęła go w stronę  łózka. Usiadła,  krzyżując nogi , a on zajął miejsce przy niej.
-Lubisz? I nie mówisz tego bo...
-Nie - przerwał jej, doskonale wiedząc co chce powiedzieć- nie ukrywam , że chodzi mi to po głowie. Ale nie mówię tego dlatego.
-Przynajmniej jesteś szczery - znów się zaśmiała. Uwielbiał jej śmiech. Szkoda , że śmiała się tak rzadko. 
-Staram się. Tylko jak sama już wiesz nie zawsze mi wychodzi.
-Też przepraszam- szepnęła - za to w nocy. Po prostu nie chcę kolejny raz trafić do Twojego łóżka.
-Wiem. Nie jestem Philipem- warknął. Znów był zazdrosny. Znów się wkurzył. Na samą myśl o młodszym kumplu. I nie potrafił tego ukryć.
-Nie. To nie tak. Raimund to dupek.  I nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
-Więc ?- nie nadążał za nią. Kompletnie jej nie rozumiał.
-Co więc? Czego nie rozumiesz?- zaśmiała się nerwowo- nie potrafię tak jak Ty. Przespać się z kimś i zapomnieć. Udawać, że nic się nie stało. Dla mnie to za trudne. Boję się, że...
  Przerwała. Zagryzła wargi i spuściła głowę. Nie spuszczał z niej wzroku. Czekając aż zacznie mówić dalej. 
-Boję się, że dla mnie będzie to znaczyć co innego niż dla Ciebie.
-Boisz się, że się zakochasz?
-Że się zakocham?- zamyśliła się na moment - to chyba za wielkie słowo. A może nie? Może jednak tak jest. Boję się, że zacznie mi na Tobie zależeć. Że przywiążę się do Ciebie za bardzo. A to chyba właśnie prowadzi do zakochania, prawda?
-Nie wiem. Chyba- zaśmiał się - Nigdy na nikim mi jeszcze nie zależało.
-No właśnie - prychnęła- dla Ciebie jestem tylko kolejną. Jedną z wielu.
-Naprawdę myślisz, że gdybyś była tylko jedną z wielu. Zaproponowałbym Ci wspólne mieszkanie? Że martwiłbym się o Ciebie i Twojego brata?
-Nie wiem. Nie mam pojęcia. Nie znam Cię.
-Jak spotkaliśmy się pierwszy raz , chyba tak było. Chciałem się z Tobą przespać i tyle. A potem...- przerwał, wystraszony tym co chciał powiedzieć.
-Co potem?- ponagliła go. Zmrużyła oczy, wpatrując się w niego intensywnie. Nie potrafił wytrzymać jej spojrzenia.
-Nie wiem Tina. Nie chcę Cię okłamywać. Wymyślać czegoś. Wiem jedynie, że nie jesteś dla mnie jak te inne dziewczyny.
-Czego tak naprawdę ode mnie chcesz Richard?  Co chodzi Ci po głowie?
-Oprócz seksu?- przewróciła oczami po jego słowach. Czy on myślał o czymś innym. Przez chwilę w jej głowie zatliła się nadzieja. A on znów wyjeżdża z seksem. Już chciała coś powiedzieć. Ale zaczął mówić dalej- Mówiłem już. Lubię Cię. Bardzo. Ale nie chcę Ci obiecywać nie wiadomo czego.
-Rozumiem. Chyba- odezwała się cicho.
-To dobrze, że przynajmniej Ty rozumiesz. Bo ja sam do końca nie wiem o co mi chodzi- zakłopotany przeczesał włosy palcami. Tina zaśmiała się nerwowo. Krępowała ją ta rozmowa. Ale i cieszyła równocześnie. Miała wrażenie, że przez te kilka minut poznała inną stronę bruneta. Stronę której on chyba sam nie znał. Albo bardzo mocno ją ukrywał.
-Zrobię jakiś obiad- podniosła się po kilku minutach ciszy między nimi. Spojrzał na nią, zaskoczony tą całkowitą zmianą tematu.
-Ja zrobię. A Ty rozpakuj się ponownie - brunet wstał i szybko opuścił pomieszczenie. Zostawiając ją samą . Z natłokiem myśli kłębiących się w jej głowie.




   Byli na Cyprze dopiero kilka dni , ale już miał dosyć. Tęsknił za Martiną. I zamartwiał się czy z nią na pewno jest wszystko w porządku. Nie miał jak się z nią skontaktować. I doprowadzało go to do szału. Przeklinał się za własną głupotę. Że nie zauważył momentu w którym wypadł mu ten cholerny telefon.
  Luca na wszelkie sposoby starał się czymś go zajmować, ale Philipp widział , że przyjaciel ma już go zwyczajnie dosyć.
-Możesz choć przez moment o niej nie myśleć?- kumpel spojrzał na niego z wyrzutem. Gdy skrzywił się na jego kolejny pomysł spędzenia wolnego czasu.
-Sorry , ale naprawdę nie mam na nic ochoty.
-Zachowujesz się jak dzieciak. Odnoszę wrażenie, że jestem na wakacjach z rozkapryszonym przedszkolakiem. A nie ze swoim kumplem. To nie, tamto nie. Serio nie mam pojęcia jak wytrzymam z Tobą tutaj do końca.
-Czy to moja wina , że się o nią martwię?
-Tina jest dorosła. I potrafi o siebie doskonale zadbać. Sądzę , że nawet lepiej niż Ty i ja. Dała sobie radę w tym garażu przez dwa miesiące. Da sobie radę jeszcze przez parę dni. Tym bardziej ,że zostawiłeś jej pieniądze. Wyluzuj w końcu.
-Może jednak spróbuję jeszcze raz zadzwonić do matki?
- Po co? Już dzwoniłeś. I nic to nie dało - Luca przewrócił oczami. Powoli zaczynał tracić cierpliwość. Philipp westchnął. W sumie kumpel miał rację. Kilka razy już dzwonił do domu, prosząc by mama przeszukała jego telefon i podała mu numer Tiny. Ale ta najpierw tłumaczyła się, że nie ma czasu bo spieszy się do pracy. Później nie potrafiła sobie poradzić z odblokowaniem jego iPhona. A w końcu telefon się rozładował. A ładowarka tkwiła przecież w jego walizce.
 Philipp miał nieodparte wrażenie, że jego matka za wszelką cenę nie chciała aby kontaktował się z Tiną. Nie wiedząc czemu wierzyła w te brednie o których mówili ludzie. Było to dla niego niepojęte. Przecież znała ją. Lubiła. Jakim cudem tak łatwo , uwierzyła w plotki. Zaklął cicho. Luca miał rację.  Dzwonienie do niej nie miało sensu. Musiał zwyczajnie poczekać,  aż wrócą do domu. Musiał wierzyć , że nic się Tinie nie stanie.  Że będzie w garażu cała i zdrowa. I co najważniejsze,  że będzie tam na niego czekać. 



    Dzięki świętom coś tam udało mi się napisać i prawie wszystko nadrobiłam u Was :) Gdzie jeszcze nie doszłam, postaram się dojść jutro :) 

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

25

   


   Chodził w kółko po pokoju, ciągle zerkając w okno. Gdzie ona była, do cholery? Minęło już kilka godzin , odkąd wrócili od młodego. A jej ciągle nie było. 
   W końcu ją dojrzał przy końcu ulicy. I z westchnieniem ulgi zbiegł na dół. Otworzyć jej drzwi. 
-Nareszcie - prychnął , gdy stanęła w drzwiach.
-Co stęskniłeś się? -parsknęła śmiechem, ściągając buty. Zmarszczył nos.  Poczuł wyraźną woń alkoholu.
-Piłaś? 
-Nie jestem dzieckiem. Wyluzuj trochę.
-Pełnoletnia tez nie jesteś- prychnął.
-Nie przeszkadzało Ci to jednak gdy ze mną spałeś- zachichotała i zrobiła krok w jego kierunku - i wydaje mi się , że nie miałbyś  problemu żeby zrobić to kolejny raz.
Jęknął gdy wsunęła ręce pod jego koszulkę. I momentalnie wpił się w jej usta.
-A nie mówiłam - odskoczyła od niego ze śmiechem. I wbiegła po schodach na górę.  Zaklął pod nosem. Przeklęta gówniara. Co go w ogóle podkusiło, żeby zaproponować jej to wspólne mieszkanie.

 Westchnął ciężko i wspiął się za nią po schodach. Bez pukania wpadł do jej pokoju. Leżała na łóżku. Płacząc w poduszkę. Nie nadążał za jej zmianą nastroju. 
-Mogę? - nie czekając na jej odpowiedź usiadł przy niej.
-Pewno teraz myślisz,  po jaką cholerę wziąłeś  taka wariatkę pod swój dach? - zaśmiała się smutno, siadając. Wytarła twarz ręką, patrząc gdzieś w okno.
-Po prostu się martwię. Serio- odezwał się całkiem szczerze. Prawie jej nie znał. Spędzili ze sobą kilka przyjemnych godzin. Ale nic poza tym. Tak naprawdę była dla niego obcą osobą. Ale naprawdę się o nią martwił.
-Nie musisz się wysilać. Bo i tak nic Ci z tego nie wyjdzie - burknęła. Spojrzał na nią pytająco,  nie do końca rozumiejąc o co jej chodzi - nie dam Ci się zaciągnąć kolejny raz do łóżka. Więc nie musisz udawać, że tak bardzo się mną przejmujesz.
-Chyba już to sobie wyjaśniliśmy -warknął. 
-Pozwól , że będę Ci o tym przypominać.
-Nie musisz . Nigdy nie sypiam dwa razy z ta samą. I nie rób sobie nadziei . Ty nie będziesz wyjątkiem.
-Wolałabym kolejny raz przespać się z z tym dupkiem Philippem niż z Tobą- wysyczała przez zaciśnięte zęby. Freitag zacisnął pięści ze złością. Zmierzył ją nienawistnym spojrzeniem. I wyszedł z pokoju głośno trzaskając drzwiami.
  Zbiegł po schodach. Wyciągnął piwo z lodówki i pociągnął spory łyk. Spała z nim. Spała z tym gówniarzem. Wyraźnie powiedziała kolejny raz. Zacisnął palce na butelce. Był wściekły. I cholernie zazdrosny. Choć tak naprawdę nie powinien. Co go do cholery obchodziło, z kim sypiała.  Mogła to robić z kim chce. To nie była jego sprawa. On też sypiał z innymi.
   Tylko , dlaczego świadomość tego, że Philipp z nią był doprowadzała go do białej gorączki. Ten dupek nie miał prawa. Nie miał prawa jej całować, dotykać.
 Zaklął pod nosem. Co się z nim działo? Czemu był o nią zazdrosny? Przecież ona była jedną z wielu. A może nie była? Coraz częściej zaczynał o tym myśleć. Coraz częściej łapał się na tym, że na samą myśl o niej, czuł coś innego, niż tylko pożądanie. Martwił się o nią. Lubił jej towarzystwo. I ją lubił. Chyba zbyt mocno, jak na jedną z wielu.  Przerażała go ta myśl. Sam nie wiedział, czy tego chce. I czy jest na to gotowy. 


   Obudziły ją promienie słońca wpadające do pokoju.  Przeciągnęła się zerkając na zegarek przy łóżku. Dochodziła jedenasta. Zaklęła.  Nie miała pojęcia,  że jest tak późno. To wszystko dlatego , że nie potrafiła wczoraj zasnąć. Ciągle rozpamiętując słowa tego idioty. Które niestety zabolały ja bardziej niż powinny. Zresztą ona też powiedziała coś czego nie powinna. Kompletnie tak nie myśląc.
  Podniosła się i poczłapała w kierunku łazienki. Szybko się rozebrala i weszła pod strumień gorącej wody. Próbując się rozluźnić.  
  Nie chciała schodzić na dół i na niego patrzeć. Nie wiedziała jak się zachować. I nie miała pojęcia jak on się zachowa.
  Po kilkunastu minutach w końcu wyszła z pod prysznica. Ubrała się i wyszczotkowała zęby. Rozczesała mokre  włosy i nacisnęła klamkę. Już dłużej nie mogła tu siedzieć.
   Zbiegła po schodach i weszła do kuchni. Odetchnęła z ulgą,  że go  w niej nie ma. 
Zrobiła sobie kawę i z kubkiem w ręce wróciła do pokoju. 

  Wzdrygnęła się,  gdy po kilkunastu minutach usłyszała trzask drzwi wejściowych. A później jego kroki na schodach. 
  Słyszała jak przechodzi korytarzem.  Ale nawet do niej nie zajrzał. Zaklęła ze złości. Choć może to i lepiej. 
  Zaczęła się robić głodna, od wczorajszego poranka nie miała nic w ustach. Najpierw zasiedzieli się u Dominika,  później ona uciekła do Jonasa. A po ich wieczornej kłótni,  jakoś nie miała ochoty na jedzenie. 
  Zeskoczyła z łóżka i uchyliła drzwi. Z pokoju bruneta dochodził dźwięk telewizora. Zeszła do kuchni.  Wyciągnęła z lodówki jogurt i chwyciła jabłko leżące na stoliku. 
   Drgnęła słysząc za sobą  kroki. Odwróciła się gwałtownie w tym kierunku. Chciała coś powiedzieć. Ale Freitag kompletnie ją zignorował. Przeszedł obok niej,  jakby była powietrzem. Zagryzła wargi i popędziła na górę.
-Dupek- warknęła trzaskając drzwiami - zachowuje się jak urażona księżniczka.


   Kolejny dzień mijał właściwie tak samo. Freitag kompletnie ją ignorował.  Przechodził koło niej jakby jej nie było. Jakby była powietrzem. 
 Nerwowo kręciła się po pokoju. Zerkając na wolne przesuwające się wskazówki zegara. Na dworze zaczął zapadać zmrok. Miała dosyć. Jedyne o czym myślała, to żeby się napić. Musiała stad wyjść. 
  Ubrała sukienkę i starannie się pomalowała. Zbiegła szybko po schodach, licząc że na niego nie wpadnie.
 Nie udało się. Stanął w drzwiach kuchni. Gdy zakładała kurtkę. Odwróciła głowę żeby na niego nie patrzeć. On , o dziwo nie potrafił oderwać od niej oczu. Czuła jego wzrok, prześlizgujący się po jej ciele. 
-Wychodzisz ? - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Był wściekły. Ona nawet się nie odwróciła. Nie miała zamiaru mu  się spowiadać. Nie czuła takiej potrzeby. Wyszła szybko, trzaskając drzwiami. 


-Miałaś odpuścić- Jonas patrzył na nią z wyrzutem. Gdy stanęła w drzwiach jego domu. 
-Chce tylko wyjść na piwo. Nic więcej- uśmiechnęła się. Wiedziała że jej nie odmówi.
-I dlatego tak się ubrałaś? 
-Gdyby jednak  trafiła się okazja , szkoda byłoby nie skorzystać- zaśmiała się. Chwyciła go za rękę, wyciągając z domu.

 Nie musiała długo czekać. Już po kilkudziesięciu minutach w lokalnym klubie, kręciło się przy niej kilku facetów. Prychnęła pod nosem. Każdy był taki sam. Każdemu chodziło tylko o jedno. Wystarczyło trochę pokręcić tyłkiem w zbyt krótkiej sukience. I każdy się nabierał. 
   Kątem oka zobaczyła znajomą twarz. Przy stoliku w kącie siedział Chris. Nie spuszczał z niej wzroku. Uśmiechnęła się do niego. Już po chwili stał przy niej. Wkładając do rąk drinka. Zaklęła w myślach. Nie o to chodziło. Musiała go spławić . 
-Jestem z kimś dzisiaj- odezwała się przekrzykując głośną muzykę . Wskazała głową na Jonasa, siedzącego kawałek dalej.
- Nie szkodzi. Chciałem tylko postawić Ci drinka- szepnął, nachylając się nad nią. Poczuła jego usta na swojej szyi. Jego ręka niby mimochodem znalazła się na jej tyłku. Odsunęła się. Próbując się zaśmiać.
-Dziękuję - przechyliła szklankę, wypijając wszystko za jednym razem.
-Mówiłem Ci już, że jesteś ...
-Mówiłeś- znów się zaśmiała, przerywając mu. A on znów się do niej przysunął. Był zbyt blisko. Czuła jego oddech na swoim policzku. Drażnił ją. Czuła jego dłoń wsuwającą się pod jej sukienkę. Zacisnęła ręce w pięści, kolejny raz się odsuwając- naprawdę muszę już iść.
-Do następnego razu --cmoknął ją w policzek odchodząc.

  Odetchnęła z ulgą. Przecisnęła  się pomiędzy tańczącymi ludźmi i usiadła przy Jonasie. Odechciało jej się tańczyć. Zdobycie jakichś pieniędzy już też ją nie interesowało. Nie chciała dłużej siedzieć w klubie . Mając świadomość tego , ze cały ten Chris tu jest. I zapewne nadal nie spuszcza z niej wzroku.
-Chyba będę się zbierać - dopiła piwo stojące przy stoliku i podniosła się. W głowie przyjemnie jej szumiało. 
-Wystraszył Cię? -Jonas spojrzał na nią gdy znaleźli się na zewnątrz.
- Nie boje się go. Już nie. Ale jest w nim coś , co do końca mi nie pasuje.
- Chodź. Odprowadzę Cię.
- Nie mieszkam już w garażu Jonas. Przynajmniej na razie - nie planowała mu mówić. Ale nie lubiła mieć przed nim tajemnic.
-Nie?- uniósł brwi pytająco.
-Freitag zabrał mnie do siebie.
-Żartujesz?!Ten Freitag?
-A znasz innego ? - streściła mu szybko jej wizytę w galerii. 
-Jak mogłaś tak ryzykować ? Co Ci w ogóle strzeliło do głowy ? A gdyby on się tam nie zjawił? Pomyślałaś o tym ? Co wtedy by się z tobą stało?
-Ale się zjawił. Rycerz na białym koniu -warknęła - zabrał mnie do siebie . A ja może mam być na każde jego skinienie.
-Wydaje mi się , że aż tak bardzo by Ci to nie przeszkadzało- chłopak parsknął śmiechem , doprowadzając ją do jeszcze większej złości.



   Dopiero pod domem zorientowała się, że przecież Freitag nadal nie dał jej kluczy. Było już sporo po północy.
W oknie na górze paliło się światło. Zaklęła głośno na samą myśl o tym , że będzie musiała się z nim zobaczyć. 
  Pożegnała się z Jonasem i nacisnęła dzwonek. Po dłuższej chwili, drzwi otworzyły się. Uniosła dumnie  głowę i weszła do środka. Spojrzenie bruneta paliło ją żywym ogniem. Chciała coś powiedzieć. Dopiec mu. Nie potrafiła jednak wydusić słowa. Zsunęła buty i odwiesiła kurtkę. 
  Freitag nadal stał w tym samym miejscu.  Nie potrafiła odgadnąć wyrazu jego twarzy. 
Spuściła głowę, czując jak się czerwieni pod jego spojrzeniem. Chciała go wyminąć.  Gdy chwycił ją za rękę. Odwróciła się gwałtownie. Bez zastanowienia oplotła jego szyję rękami .
Już po chwili poczuła jego usta na swoich. 
-Doprowadzasz mnie do szału , wiesz o tym ?- wyszeptał między kolejnymi pocałunkami.
Nie odpowiedziała. Nie zdążyła.  Bo znów zaczął ja całować. Nie przerywając,  weszli po schodach. Czuła jego ręce przesuwające się po całym jej ciele. Jęknęła.  Musiała to przerwać. Choć tak bardzo tego nie chciała. Tak bardzo pragnęła czuć go przy sobie. Z trudem wyswobodziła się z jego objąć. 
-Wyjdź stąd - odezwała się cicho. Spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem. Nie do końca zdając sobie sprawę z tego co do niego mówi. 
-Wyjdź stąd do cholery i zostaw mnie samą- podniosła głos. Chyba nawet zbyt mocno. Zmrużył oczy ze złością. 
- No tak zapomniałem. Nie jestem tym dupkiem Raimundem- warknął. Odwrócił się na pięcie i trzasnął drzwiami. Tina zacisnęła zęby, walcząc z nadchodzącymi łzami.



Niestety , ja w tym dziwnym czasie pracuję. Do tego mam wrażenie,  że więcej niż wcześniej. Nie mam na nic czasu. I siły. Co odbija sie tutaj i pod Waszymi blogami.  Staram się być na bieżąco , ale nie zawsze mi wychodzi więc wybaczcie. Pozdrawiam Was cieplutko i trzymajcie się zdrowo 😊


  


poniedziałek, 9 marca 2020

24


   
   Dochodziła ósma. Nie wyspał się zbytnio. Położył się przecież późno, a do tego i tak nie potrafił zasnąć. Kręcił się nerwowo na łóżku bojąc się, że gdy wstanie już jej tu nie będzie. Gdy w końcu zasnął, na dworze już świtało.
   Przeciągnął się i wyszedł na korytarz. Drzwi jej pokoju były otwarte. Zerknął do środka , mając nadzieję, że go nie zauważy. W środku było jednak pusto. Jego serce przyspieszyło.  Nagle z dołu usłyszał brzęk szkła. Odetchnął z ulgą i zbiegł po schodach. Stanął w drzwiach kuchni . Z uśmiechem na ustach, przyglądał się dziewczynie, zbierającej kawałki kubka z podłogi. Chyba wyczuła jego obecność, bo uniosła głowę.
-Nie chciałam Cię obudzić. Przepraszam- wyprostowała się i wyjąkała wystraszona.
-Nie obudziłaś- uśmiechnął się. W kuchni rozchodził się zapach świeżo zrobionej kawy i naleśników. Codziennie mógł się tak budzić. I  nie chodziło tutaj o śniadanie. Nie spuszczał z niej wzroku. Nawet w rozciągniętej koszulce i spranych jeansach , wyglądała rewelacyjnie.
-Zrobiłam śniadanie. Tylko ten  kubek, przepraszam....
-To tylko kubek - przerwał jej i zamiótł podłogę. Dziewczyna jakby odetchnęła z ulgą. Usiedli razem przy stole - wcześnie wstałaś.
-Jakoś nie mogłam spać- nerwowo mieszała łyżeczką w kubku kawy. Wzrok miała wbity w blat stolika. Jakby bała się na niego spojrzeć. On za to ciągle się w nią wpatrywał.
 Jedli w milczeniu, a raczej on jadł. Ona bardziej bawiła się widelcem, rozgrzebując naleśnika na swoim talerzu.
-Pozmywam- podniosła się szybko, gdy skończył. Pokręcił głową, zabierając z jej rąk talerze. Odskoczyła do tyłu gdy mimochodem dotknął jej dłoni. I popędziła do swojego pokoju.



-Mogę ?- Tina uniosła głowę, gdy usłyszała jego głos. Freitag stał w drzwiach pokoju, niepewny czy może wejść dalej.
-Przecież to Twój dom- chciała się zaśmiać , ale chyba nie za bardzo jej to wyszło.
-To nie znaczy, że mogę tutaj wchodzić jak do siebie. No chyba, że chcesz?- mrugnął do niej, siadając na łóżku. Prychnęła. Ale powstrzymała się od komentarza. Zamiast tego, odezwała się cicho.
-Serio mogę tu zostać?
-Przecież już mówiłem.
- Dlaczego? Okradłam Twoją siostrę,  a wcześniej Ciebie. A Ty pozwalasz mi u  siebie zostać. 
-Smakowały mi Twoje naleśniki- zaśmiał się. Co innego miał jej powiedzieć? Sam nie miał pojęcia dlaczego jej to zaproponował. 
 Też w końcu się zaśmiała. W jej oczach przez moment pojawiły się wesołe iskierki. Zniknęły jednak równie szybko jak się pojawiły.
-Dziękuję.
-Masz jakieś plany na dzisiaj ? - nie spuszczał z niej wzroku. Nie potrafił przestać na nią patrzeć. 
-Plany ? -zaśmiała się smutno - żadnych. Moje życie jest ostatnio trochę..... Zresztą  nieważne. 
-Może odwiedzimy Twojego brata? Chętnie bym się z nim zobaczył.
-Dominika ?- zająknęła się. W jej oczach znów pojawiły się łzy.
- Chyba możesz go odwiedzać?
-Mogę. To znaczy chyba, nie wiem- schowała twarz w dłoniach.
-Wszystko w porządku?- przysunął się do niej. 
-Nie byłam jeszcze u niego. Bałam się,  że nie dam rady. Że nie uda mi się go nigdy zabrać do siebie. Więc nie chciałam go odwiedzać. Nie chciałam robić mu nadziei. Może to głupie. Ale wolałam żeby zapomniał,  że ma siostrę.
-Zapomniał,  że ma siostrę ? - powtórzył za nią - przecież on Cię kocha. Tylko Ty mu zostałaś. Jesteś dla niego wszystkim. 
-Wszystkim ? -zaśmiała się smutno- jestem nikim. Nie mogę mu niczego zapewnić. Niczego dać. Czasem wydaje mi się , że będzie mu lepiej beze mnie.
-Nawet tak nie myśl. Jestem pewny ,  że on cholernie za Tobą tęskni. On Cię potrzebuje.
-Naprawdę tak myślisz?- uniosła głowę,  wpatrując się w niego.
-Naprawdę- znów się do niej przysunął. Nie chciał wykorzystywać sytuacji. Ale nie potrafił się powstrzymać. A może jednak chciał? Ujął jej twarz w dłonie. Dziewczyna nawet nie drgnęła. Uznał to za pozwolenie. 
  Złączył ich usta w pocałunku. Nie miał pojęcia ,  że tak bardzo za nią tęsknił. Całował ją zachłannie, tak bardzo spragniony jej bliskości. 
Tina nagle się opamiętała. Odepchnęła go , wpatrując się w niego ze złością. 
-Wiec jednak- wysyczała przez zaciśnięte zęby- byłam pewna , że nic nie jest za darmo.
Podniosła się gwałtownie,  szukając swoich rzeczy. Chwyciła plecak do rąk i doskoczyła do drzwi. 
-Przepraszam.To nie tak - dopadł do niej , zanim dotknęła klamki.
-A jak ? Zabrałeś mnie tutaj bo skończył się sezon? I dostęp do naiwnych dziewczyn? Naprawdę myślałeś , że jestem taka głupia i się nie zorientuje?
- Nie. Po prostu....- przerwał. Co miał jej powiedzieć? Że nie mógł się powstrzymać? Że tęsknił za nią? Przecież i tak by mu nie uwierzyła. 
- No co? Próbujesz szybko wymyślić jakaś bajeczkę?
-Przysięgam,  że już się do Ciebie nie zbliżę. Tylko zostań. Proszę.
 Zmrużyła oczy. Nie musiał prosić. Chciała tu zostać. Z nim. Chciała żeby ją całował. Chciała być blisko niego. Ale on nie mógł się o tym dowiedzieć. Nie chciała znowu się zawieść. Nie chciała kolejny raz komuś zaufać. A później cierpieć. 
Udała zrezygnowaną i rzuciła plecak w kąt pokoju. Freitag odetchnął z nieukrywaną ulgą.
-Ale trzymasz ręce przy sobie - burknęła , siadając łóżku. 
-Tak długo dopóki sama nie będziesz chciała- mrugnął do niej. Zgromiła go  wzrokiem. Usiadł w bezpiecznej odległości- to jak ? Pojedziemy do Twojego brata ?
Zagryzła wargi. Wahała się. Po chwili jednak pokiwała głową ze słabym uśmiechem.




    Po kilkunastu minutach jazdy, Richard zatrzymał samochód przed dwupiętrowym budynkiem. Otoczonym dużym ogrodem.
- Nie bój się. Wszystko będzie dobrze - uśmiechnął się do dziewczyny. Chcąc dodać jej otuchy. Oddychała głęboko. Była blada jak ściana i miał wrażenie,  że zaraz zemdleje - chodź. 
Wysiadł z samochodu i otworzył jej drzwi. Wysiadła i niepewnie zrobiła kilka kroków w kierunku budynku. 
   Zatrzymała się gwałtownie. Gdy w drzwiach domu  stanęła uśmiechnięta kobieta. Martina mimowolnie chwyciła go za rękę. Uścisnął jej dłoń. I znów się uśmiechnął .
-Przestań się tak spinać- szepnął jej do ucha i pociągnął w stronę domu. Koło kobiety nagle pojawił się Dominik. Jego wzrok najpierw zatrzymał się na nim, później na siostrze. Na twarzy chłopca momentalnie pojawił się szeroki uśmiech. Zbiegł po schodach i rzucił się dziewczynie na szyję. Po chwili jednak, odsunął się i założył ręce na piersi. Zmrużył oczy wpatrując się w nich ze złością.
-Nie spieszyłaś się zbytnio- prychnął siedmiolatek.
-Przepraszam ja...- Tina przerwała, wbiła w wzrok w ziemię. Nie mając pojęcia co powiedzieć.
-To trochę moja wina- odezwał się , mierzwiąc mu włosy- obiecałem , że przywiozę tu Twoją siostrę. Ale ciągle mi coś wypadało. Wiesz kolejne zawody , później treningi i ciągle brakowało mi czasu.
-Mogła wpaść tutaj sama- chłopiec ciągle był wściekły.
-No niby tak, ale akurat remontuję dom. Wszędzie pełno robotników, mnie nie ma to Tina musiała się wszystkim zająć - kolejne kłamstwo dość gładko przeszło mu przez usta.
-Jesteście razem i do tego mieszkacie ze sobą? - chłopiec otworzył szeroko oczy wpatrując się to w niego , to w swoją siostrę.
-Tak jakoś wyszło- zaśmiał się .
-Masz szczęście , że to coś ważnego - Dominik w końcu się roześmiał . A Tina odetchnęła z nieukrywaną ulgą- chodźcie. Bo chyba dzisiaj macie trochę więcej czasu?
-Jasne młody- Freitag chwycił go za rękę, a drugą przyciągnął do siebie dziewczynę. Poczuł jak się szarpnęła. Niezrażony, jeszcze mocniej ją do siebie przytulił. Zamierzał dobrze wykorzystać tą sytuację. Nachylił się nad nią i szepnął jej do ucha- w końcu jesteśmy razem.


    Już dawno nie czuła się tak beztrosko. Od kilku godzin siedzieli w ogrodzie, śmiejąc się i żartując. Dominik promieniał  ze szczęścia, ona zresztą czuła się tak samo. I nie była to tylko zasługa tego, że znów była z bratem.  Freitag co chwilę przytulał ją do siebie. Raz za razem całując w policzek. A ona nie potrafiła zaprotestować. Potrzebowała tego. Potrzebowała jego bliskości. Mimo tego, że zdawała sobie sprawę z tego, że to tylko udawane. Przy Dominiku.
  Mogłaby tak siedzieć jeszcze kolejne godziny. Choć na dworze zaczęło się robić coraz chłodniej. I widziała , że Dominik zaczyna trząść się z zimna.
-Chyba musimy się zbierać- dobiegł ją głos Richarda i jednoczesny jęk brata.
-Już? - chłopiec wlepił w nich błagalny wzrok.
-Ktoś się chyba o Ciebie niepokoi- brunet wskazał ręką na okno, z którego zerkała na nich opiekunka małego.
-Ale wpadniecie znowu?
-Obiecujemy - Tina podniosła się równie niechętnie i przytuliła do siebie brata.
-Będziesz się nią opiekował?- chłopiec stanął na przeciwko Freitaga i nie spuszczał z niego wzroku. A ona czuła jak płonie jej twarz.
-Obiecuję - Richard zaśmiał się , całując ją w czoło. Chłopiec uspokojony zapewnieniem skoczka, popędził radośnie w stronę domu. Tina ukradkiem otarła łzy , gdy Dominik zniknął za drzwiami i skierowała swoje kroki w stronę auta. Freitag dogonił ją po kilku krokach i splótł ich palce ze sobą. Prychnęła i chciała wyswobodzić rękę , ale nie pozwolił jej na to . Jeszcze mocniej ją do siebie przyciągnął i bez słowa wpił się w jej usta.

-Co to miało być? - jęknęła, gdy w końcu ją od siebie odsunął. Czuła jak płoną jej policzki. Nie miała pojęcia czy była bardziej zła , że ją pocałował. Czy, że już przerwał. Brunet zachichotał i otworzył jej drzwi.
-Przecież teraz musimy udawać- wyszczerzył się do niej, niezmiernie z siebie zadowolony.
-Nie jak jesteśmy sami- warknęła.
-Założę się, że Twój brat stoi przy oknie i nie spuszcza z nas wzroku- wsiadł do samochodu i znów ją pocałował. Krótko i zachłannie. 
-Przestań! Nie możesz tak ... To nie jest...- plątała się. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Z jednej strony chciała żeby ją całował. Z drugiej wiedziała,  że to tylko na pokaz. On dobrze się bawił. A ona zwyczajnie bała się , że znów będzie cierpieć- co Ci w ogóle strzeliło do głowy? Remont ? Wspólne mieszkanie? 
- Przecież mieszkamy razem...
-Od wczoraj- prychnęła- i to na chwilę. A Ty wymyślasz jakieś niestworzone historie.
-A co niby  miałem powiedzieć? 
-Dobra. Przepraszam. Po prostu nie lubię go okłamywać. Źle się z tym czuję.
-To wcale nie musi być kłamstwem- znów się nad nią pochylił. Wstrzymała oddech. Nie potrafiła oderwać od niego wzroku. 
Koło samochodu przeszła grupka dzieciaków śmiejąc się. To ją otrzeźwiło. Przecież on chciał ją kolejny raz przelecieć. Nic więcej. Odsunęła się gwałtownie.
- Jestem zmęczona.  Możesz już jechać? - Freitag westchnął. Ale posłusznie odpalił silnik i wyjechał na ulice.

  Wyskoczyła pod domem z samochodu nawet na niego nie patrząc. Słyszała,  że ja woła ale nawet się nie odwróciła i popędziła w kierunku domu Jonasa.
 Zdyszana stanęła pod drzwiami i nacisnęła dzwonek. 
-Gdzie się podziewałaś do cholery? Szukam Cię od wczorajszego wieczora - chłopak zaczął na nią wrzeszczeć jak tylko otworzył drzwi.
- Przepraszam. Po prostu....Wyskoczymy na jakieś  piwo ? - szybko zmieniła temat, uśmiechając się. Jonas prychnął,  ale bez słowa zabrał bluzę i podreptał za nią. 

  Od wczorajszego wieczora szalał z niepokoju. Gdy nie zastał jej w garażu. Przeszedł wszystkie kluby w okolicy , ale nigdzie jej nie było. Kręcił się do rana w pobliżu jej domu mając nadzieję, że gdzieś na nią wpadnie. Bał się , że w końcu wpadła i ktoś zrobił jej coś  złego.
  Gdy zobaczył ją w drzwiach strach przerodził się w złość. Która minęła równie szybko jak się pojawiła ,  jak tylko przekonał się,  że nic jej nie jest.
-Gdzie byłaś?- ponowił pytanie , podsuwając jej pod nos kufel piwa w ich ulubionym barze-myślałem że coś Ci się stało. Nie możesz tak po prostu znikać.
-Naprawdę nie chciałam żebyś się martwił. Obiecuję że już nie zniknę bez słowa - nie wiadomo czemu zgrabnie zataiła miejsce swojego pobytu.
-Ale...
-Byłam dzisiaj u Dominika- szybko zmieniła temat- nie masz pojęcia jaki był szczęśliwy gdy mnie zobaczył.
-Nareszcie. Serio balem się, że o nim zapomniałaś.
-Chyba zwariowałeś. Jak mogłabym zapomnieć o bracie - zaśmiała się.
-Ostatnio tak się zachowywałaś.
-Wiem, trochę nawaliłam. Ale teraz się poprawię . Obiecuję. Będę go odwiedzać regularnie. I zrobię wszystko żeby Dominik z powrotem zamieszkał ze mną. 
-Musisz znaleźć normalną pracę Tina. Musisz skończyć z nocnymi wyjściami.  Jak wpadniesz to nigdy go nie odzyskasz.
-Wiem. Dlatego odpuszczam. A gdybyś słyszał ze gdzieś szukają kogoś do pracy. Jakiejkolwiek. Daj znać.
-Jasne Tina. Nawet nie wiesz jak się cieszę- uśmiechnął się do niej. Odwzajemniła uśmiech. Wiedziała , że Jonas ma rację. Musiała w końcu wziąć się w garść. Niestety miała wrażenie, że wcale nie będzie łatwo.

 

    Dodaję rozdział w koszmarnym nastroju ;( Dziś miałam wracać z Oslo , a oni zamknęli skocznie dla kibiców. No to postanowiłam pocieszyć się na kontynentalnym w Zako w ten weekend. Byłam pewna , że będzie tam Richard. No ale przecież nie może być tak dobrze :( Właśnie odwołali zawody :(



    

niedziela, 23 lutego 2020

23


 
   Od ich ostatniego spotkania minęły dwa miesiące, od tej bezsensownej kłótni. I słów których , od razu pożałował.
   Kompletnie się jej nie spodziewał pod tą galerią handlową. Tak naprawdę od dawna , nawet o niej nie myślał. Po kilkunastu dniach od zawodów w Oberstdorfie , prawie o niej zapomniał. Dopiero dzisiaj Karl sprawił, że Tina znów pojawiła się w jego głowie . A teraz nagle wpadł na nią na tym parkingu. Jeszcze w momencie jak okradła jego siostrę.
  Teraz zerkał na nią z boku. Jak wściekła, siedziała w jego aucie.  Wpatrując się w boczną szybę samochodu.


   -Chyba żartujesz?- odezwała się do niego po raz pierwszy odkąd weszła do auta. Gdy zatrzymał się pod swoim domem i otworzył jej drzwi. Zaśmiał się i pokręcił przecząco głową. Naburmuszyła się, ale bez słowa podreptała za nim.
    Przepuścił ją w drzwiach i dokładnie je zamknął, chowając klucz do kieszeni. Prychnęła, gdy popchnął ją lekko w kierunku salonu. Usiadła na brzegu kanapy wbijając wzrok w podłogę.
-Oddaj najpierw ten telefon- widział, że chciała zaprotestować. Zrezygnowała jednak z tego i wyciągnęła go z kieszeni podając mu do ręki. Odsunęła się gwałtownie, gdy dotknęła jego dłoni.
-Od razu wiedziałeś , że go mam?- odezwała się cicho, pokiwał tylko głową- dlaczego więc nie pozwoliłeś wezwać policji?
-Zamówię coś do jedzenia- wyszedł do kuchni , całkowicie ignorując jej pytanie. Zaklął cicho. To znów się działo. Znów w jej towarzystwie miał to dziwne uczucie, którego do końca nie potrafił sprecyzować. I nie, nie chodziło tu tylko o seks. Chodź nie mógł zaprzeczyć, że odkąd znów ją zobaczył, myślał o tym żeby wylądować z nią w łóżku.

  Westchnął i zamówił jedzenie. Powoli przygotował kawę w ekspresie. I rozlał do dwóch kubków. Jak najbardziej starał się opóźnić swój powrót do pokoju. Nie miał pojęcia jak z nią rozmawiać. O czym. Jak zachowywać się w jej towarzystwie. Zastanawiał się co mu strzeliło do głowy, że przywiózł ją do domu. Wiedział jednak, że nie mógł inaczej. Jeszcze po tej rozmowie z Karlem. Chciał jej jakoś pomóc.
 Do tego  musiał mieć ją przy sobie. W jakiś sposób potrzebował jej towarzystwa. Jej uśmiechu, którego dziś brakowało na jej twarzy. Jej spojrzenia niebieskich oczu, które dziś było tak przerażająco puste. Potrzebował jej całej.
  -Weź się w garść- prychnął pod nosem. Zabrał kawę i udał się do pokoju. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech gdy na nią spojrzał. A jego serce nagle zalała fala ciepła. Dziewczyna zwyczajnie zasnęła  na jego kanapie. Postawił cicho kubki na stole. I rozglądnął się za czymś do przykrycia. Gdy nic nie znalazł, szybkim krokiem przeszedł do sypialni i zabrał kołdrę.
 Okrył ją delikatnie, poruszyła się nieznacznie. Ale nie obudziła się. 
 Uśmiechnął się i zajął miejsce w fotelu na przeciwko.
 Chwycił do rąk telefon i próbował skupić się na przeglądanych mediach społecznościowych. Nie potrafił jednak. Ciągle zerkał w jej stronę. Uśmiechając się do siebie. Czuł się dziwnie szczęśliwy. Tylko dlatego , że była tak blisko. Że miał ją ją na wyciągnięcie ręki. 
  Jednak czuł też niepokój.  Martwił się o nią. Dziewczyna nadal kradła. Mógł przypuszczać, że nawet częściej niż wcześniej. Wzdrygnął się na samą myśl o tym, że mogła ten telefon zwinąć komuś innemu. Albo, że mógł przyjechać do tej cholernej galerii chwilę później. Co wtedy by się z nią stało. Kto by jej pomógł?
 Zaklął cicho gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Dziewczyna jednak nie poruszyła się. Wstał szybko i poszedł otworzyć. Wcisnął dostawcy pieniądze do ręki i nie czekając na resztę, zamknął drzwi. Położył jedzenie w kuchni i na powrót zajął miejsce w fotelu. 



   -Wyspałaś się?  - Freitag uśmiechnął się , gdy zauważył że Tina przeciąga się leniwie. I siada na kanapie.
-Dlaczego pozwoliłeś mi tu zasnąć ? - szepnęła,  lekko zawstydzona. 
-A niby dlaczego miałbym tego nie robić? - zaśmiał się i wstał- pewno jesteś głodna? Wszystko już dawno wystygło , ale zaraz to ogarnę. 
- Nie zawracaj sobie mną głowy, będę się zbierać- prychnęła. Założyła buty i popędziła w kierunku drzwi.
- Nie wygłupiaj się- chwycił ją za rękę  na co od razu odskoczyła jak opatrzona . Podniósł ręce do góry i zaśmiał się- rozumiem. Mam trzymać ręce przy sobie. Ale i tak Cię nie wypuszczę, dopóki nie zjesz.
-A jak zacznę wrzeszczeć? 
-Spróbuj- odwrócił się i zostawił ją samą. Martina szarpnęła za klamkę. Zamknięte. Przewróciła oczami i zrezygnowana podreptała za nim. 
-Jednak postanowiłaś zostać?- mrugnął do niej .
- Nie mam ochoty się z Tobą kłócić- rzuciła , usiadła przy stole ciągle się w niego wpatrując. 
Zaśmiał się, niezmiernie zadowolony z tego faktu. 
  

 -Teraz mogę już iść?- Tina odsunęła od siebie pusty talerz. I wstała od stołu.
- Zwariowałaś? Jest środek nocy- włożył wszystko do zmywarki i całkowicie ją ignorując poszedł do salonu. 
Dziewczyna zaklęła pod nosem. Co on sobie do cholery myślał. Nie zamierzała tutaj siedzieć. Do tego z nim. 
- Możesz mnie wypuścić?- zapytała idąc za nim, próbując zachować jeszcze spokój. 
-A co zaczniesz wrzeszczeć?- znów się zaśmiał. Jakby cała ta sytuacja niezmiernie go bawiła. Jej nie było do śmiechu. Wkurzał ją. Ogromnie.  Nie to było jednak najgorsze. Najgorsze było to , że równocześnie cholernie mocno ją pociągał. A wspomnienia wracały do niej że zdwojoną siłą. Wzbudzając w niej jednocześnie złość i pożądanie.

 - To naprawdę przestaje być zabawne - prychnęła po kolejnych kilkunastu minutach. Siedziała na skraju kanapy. W jak najdalszej odległości od niego. Bojąc się już nawet na niego patrzeć. Nerwowo zaciskała palce , wpatrując się w podłogę.
-Gdzie teraz mieszkasz ? - zapytał. Jakby w ogóle nie słyszał, co powiedziała. Uniosła słabo głowę,  gdy poczuła,  jak siada obok niej. 
- Nie Twoja sprawa- Richard westchnął, po jej słowach. Łatwo nie będzie. Nie miał zamiaru jednak odpuszczać. Już nie. 
-Posłuchaj....
- Nie. To Ty posłuchaj- przerwała mu wściekła- nie mam ochoty z Tobą rozmawiać. Nie chcę mieć z Wami nic wspólnego. Kiedy Wy to zrozumiecie? Kiedy w końcu odczepicie się ode mnie? Dając mi żyć w spokoju. Czy to naprawdę takie trudne? 
- Naprawdę chciałbym Ci jakoś pomóc. 
- Serio? - parsknęła - czego oczekujesz w zamian ? Mojej dostępności na każde zawołanie? Seksu na telefon ? 
-Wnioskuję po dzisiejszym,  że telefonu nie masz. Więc to odpada - zmrużył oczy, przyglądając jej się. Dziewczyna zgrzytnęła zębami. Była coraz bardziej wściekła. Jemu chciało się  zwyczajnie śmiać. 
-Jesteś... Nawet nie zaprzeczysz- warknęła.
-Powiedz mi po co ? Ty i tak wiesz swoje. 
-Bo tak jest.
-A gdyby jednak tak nie było? Gdybym tak zwyczajnie chciał Ci pomóc?- przysunął się bliżej niej. Błąd. Dziewczyna momentalnie wbiła się w róg kanapy.
-Dlaczego?
-Lubię Twojego brata. Fajny z niego dzieciak - na wspomnienie Dominika , po policzkach dziewczyny spłynęły łzy. Chciał ją przytulić. Nie poruszył się jednak. Otarła twarz wierzchem dłoni. 
-W garażu-szepnęła nagle. Nie do końca rozumiał o co jej chodzi- pytałeś gdzie mieszkam. Mieszkam w garażu. 
Spojrzał na nią z przerażeniem. Nie, ona nie mówiła poważnie. Przecież nie mogła mieszkać w garażu. To było nieodpowiedzialne i głupie.
-Powiedz, że żartujesz? Przecież to niemożliwe, że żyjesz z bratem w garażu. 
-Sama. Dominika zabrali do jakiejś rodziny zastępczej.
  Przyjrzał jej się uważnie. Nie wyglądała na kogoś kto ma ochotę na żarty. Po jej policzkach znów spływały łzy. Gdy tylko wspomniała o bracie.
-Idziemy - bez zastanowienia pociągnął ją za rękę. Spojrzała na niego lekko przestraszona. Ale bez słowa ubrała kurtkę i buty. Ciągle trzymając ją za rękę, przemierzali ciemne ulice Oberstdorfu.

  Nie musiała pokazywać mu drogi. Doskonale wiedział gdzie ma iść. W ciągu ostatnich tygodni, wielokrotnie mijał jej dom. Nie mając pojęcia, że ona tam jest. Zresztą nawet o niej nie pomyślał. Zaklął w myślach, że tak szybko wtedy odpuścił. Że tak szybko zapomniał. 
 Puścił jej dłoń , żeby otworzyła kłódkę na drzwiach. 
-Włączysz latarkę w telefonie? Nie mam prądu - odezwała się cicho.

   To był jakiś obłęd. Jakim cudem dziewczyna, wytrzymała tutaj tak długo. Wsunął się za nią do środka. Światło latarki słabo oświetliło pomieszczenie. W garażu czuć było nieprzyjemny chłód.   Wzdrygnął się na samą myśl o tym jak było tutaj zimno , gdy na dworze panowały jeszcze ujemne temperatury. 
-Zabierz swoje rzeczy - rzucił przez zaciśnięte zęby . Dziewczyna o dziwo, bez słowa sprzeciwu. Zaczęła upychać swoje ciuchy w plecaku.

  Był wściekły na siebie. To przez niego mieszkała w takich warunkach. Przecież mógł pomóc jej już wtedy. W lutym. To nie. Najpierw wypierał się , że zaczyna mu na niej zależeć. A potem obraził się jak dzieciak. Bo wyszła z Philippem. 
- Co teraz? Zaprowadzisz mnie na policję? Do opieki ? Gdzie ? - odezwała się cicho. Spojrzał na nią skołowany.  Stała przed nim z plecakiem i reklamówką w ręce. W których zmieściła całe swoje życie. W drugiej ręce ściskała małe drewniane pudełko.
-Pozamykaj tu - prychnął , nadal zły na siebie. I zabrał wszystko z jej rąk.

   W ciszy wrócili do jego domu. On ciągle zarzucał sobie jakim był idiota.  Ona myślała gdzie ją odwiezie. 
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie- odezwała się cicho , ciągle stojąc przy drzwiach.
-Pytanie ? - nie miał pojęcia, że jakieś zadała. 
-Policja czy opieka ?
-O czym Ty w ogóle mówisz?- rzucił. Chyba zbyt oschle. Bo dziewczyna nagle skuliła się .
- No zwinęłam ten telefon. Wcześniej tą kasę - Tina była zrezygnowana. Nie miała siły się kłócić. Uciekać. Chyba było jej wszystko jedno. Zawaliła.
     Pokręcił głową. Co jeszcze głupiego wpadnie jej do głowy. Pociągnął ją za rękę w kierunku schodów. Otworzył drzwi pokoju i wpuścił ją do środka.
- Luksusów tutaj nie ma. Pokój stał nieużywany. Ale jest zdecydowanie cieplej niż w garażu.
-Ale , że co? Po co mi to mówisz? Odwieź mnie w końcu tam gdzie chcesz. I skończmy tą szopkę- prychnęła. Zaczynała się coraz mocniej denerwować. Chciała mieć to już za sobą.
-Naprawdę myślisz, że chcę Cię gdzieś odwieź? Serio?
-No , a niby po co kazałeś mi zabrać wszystkie rzeczy?
-Bo nie możesz mieszkać w garażu. To niebezpieczne. Naprawdę nie wpadłaś na to? - znów chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą- tu jest łazienka, druga jest na dole. Kuchnie już widziałaś. Ja śpię tutaj. Gdybyś miała ochotę pogadać. Potem dam Ci drugi komplet kluczy.
-Żartujesz? - otworzyła szeroko oczy i wpatrywała się w niego z niedowierzaniem- naprawdę sądzisz, że zostanę tu z Tobą?
-Miejsca jest dosyć- prychnął. Sam nie do końca wiedział dlaczego to zrobił. Wiedział jednak, że nie mógł pozwolić na to, by dalej mieszkała w tym cholernym garażu.
-Nie mogę tu zostać. I nawet nie chcę- warknęła. Gdy zniknęła wizja policji, odzyskała odwagę- mówiłam Ci już , nie chcę mieć z Wami nic wspólnego. Nie chcę być nic winna , żadnemu z Was.
-Nie jesteś. Niczego od Ciebie nie chcę- irytowała go. Ale równocześnie pociągała.
-Zapewne - zaśmiała się kpiąco- już widzę jak myślisz tylko o tym żeby znów mnie przelecieć.
-Przypominam Ci, że ostatnio to Ty chciałaś wejść mi do łóżka- uśmiechnął się bezczelnie, robiąc krok w jej kierunku. Jej twarz zabarwiła się na czerwono. A w oczach pojawiły się błyskawice.
-Nie zostanę tutaj- wysyczała przez zaciśnięte zęby. Odskakując do tyłu.
-Dobra. Przepraszam- chyba przegiął. Jeśli chce jej pomóc, musi nad sobą panować. Zero zbliżania się do niej. Nie mógł nawet o tym myśleć. Tylko jak miał to zrobić do cholery. Jeśli w jej towarzystwie tylko to chodziło mu po głowie- zostajesz tutaj. Przynajmniej na jakiś czas, potem pomyślimy co dalej.
-Czego oczekujesz w zamian?- zmrużyła oczy, wpatrując się w niego ze złością.
-Mówiłem już niczego. Nie musimy nawet ze sobą rozmawiać, jeśli nie masz na to ochoty. A teraz wybacz, ale pójdę się położyć. Nie wszyscy przespali całe popołudnie i połowę nocy- odwrócił się na pięcie i zniknął jej z oczu.

 Tina została sama na środku korytarza , nie mając pojęcia co o tym wszystkim myśleć.Zaklęła pod nosem i pomaszerowała do pokoju. Który rzekoma miał być teraz jej. Usiadła na łóżku. Po chwili usłyszała jego kroki na korytarzu i szum wody w łazience. Westchnęła. Jak on sobie to wyobrażał? Że co, zamieszkają sobie razem? Jak?  Nie znała go. A on jej. Oprócz tamtej nocy tak naprawdę nic ich nie łączyło. Byli dla siebie obcymi ludźmi. To nie miało prawa się udać.
    Nie mogła jednak zaprzeczyć, że zostanie tutaj kusiło ją. Przez jakiś czas mogła mieć chociaż namiastkę domu. Swój własny kąt. Wygodne łóżko, jedzenie i co najważniejsze , było ciepło. Tylko za jaką cenę? Nie uwierzyła mu, że niczego od niej nie oczekuje. Była pewna, że miało to swoją cenę.


 

     

sobota, 1 lutego 2020

22


   Nie miała pojęcia jak długo spała, chyba jednak niezbyt długo. Bo wciąż czuła alkohol krążący w jej żyłach. Ubrała bluzę i popędziła w kierunku domu Jonasa. Szybko się wykąpała i starannie wyszczotkowała zęby.
 Wyszła z łazienki, gdy chłopak akurat kończył przygotowywać kawę. Usiadła na brzegu kanapy i zerknęła na zegar, wiszący na ścianie. Nie było jeszcze dwunastej. Ziewnęła. Zrobiła kilka  łyków kawy , starając się rozbudzić. Nie pomagało.
 -Wyglądasz jakbyś w ogóle nie spała. Zrobię Ci może coś do jedzenia- chłopak zaśmiał się i skierował swoje kroki w kierunku kuchni.
-Zostaw. Zjem później- znów ziewnęła. Dopiła kawę i podniosła się- wrócę do siebie. Chyba faktycznie muszę się  jeszcze przespać. A potem muszę coś załatwić. Wpadnę do Ciebie  wieczorem.
Wybiegła najszybciej jak potrafiła, żeby tylko jej nie zapytał. Co tak pilnego ma do załatwienia. Wiedziała, że byłby wściekły. I wszystkimi możliwymi sposobami próbował jej wybić z głowy zdobycie telefonu.


  Dochodziło południe. A Karl nie potrafił wyrzucić ze swojej głowy Martiny . Ciągle powracał myślami do porannego spotkania z dziewczyną. Zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze zrobił pomagając jej kupić ten alkohol. Przecież dobrze wiedział, że nie kupowała go dla ojca, który tamtej nocy zginął w pożarze. Zdawał sobie sprawę z tego, że był dla niej. A ona nie była pełnoletnia.
  Zaklął pod nosem, wstając od stołu. Jego młodsza siostra, leniwie uniosła głowę z nad telefonu. Wpatrując się w niego z zainteresowaniem.
-A Ty gdzie?
-Muszę coś załatwić- prychnął tylko wciągając na siebie bluzę .
  Szybkim krokiem , pokonał kilka przecznic. Dzielących jego dom , od domu kumpla. Stanął pod drzwiami i nacisnął dzwonek.
  Odpowiedziała mu cisza. Rozglądnął się w okół siebie. Samochód stał na podjeździe, więc Richard powinien być w środku. Jeszcze raz nacisnął dzwonek. Nerwowo przestępując z nogi na nogę.


  Otworzył oczy, klnąc pod nosem. Komuś serio zebrało się na odwiedziny o tej godzinie? Był pewny, że za drzwiami stała jego młodsza siostra. Niech stoi, on na pewno przez najbliższe godziny nie zamierzał wychodzić z łóżka. Dzwonek rozbrzmiał ponownie. Zaklął i naciągnął na głowę kołdrę.
-Ktoś chyba usilnie próbuje się z Tobą zobaczyć- dopiero słysząc jej głos, przypomniał sobie ostatnie godziny. Alkohol. Impreza w klubie.  Przypadkowa dziewczyna. Usiadł gwałtownie, wpatrując się w dziewczynę w swoim łóżku. Jeszcze tego mu brakowało.
-Całkowicie wypadło mi z głowy , że umówiłem się z siostrą- jęknął.  Miał nadzieję , że to wystarczy. I jego towarzyszka szybko sobie pójdzie. Nie miał ochoty na wspólne śniadanie, ani nic więcej. To był tylko seks. I oby ta lalunia zdawała sobie z tego sprawę.
-Z siostrą? - blondynka zmrużyła oczy wpatrując się w niego. Kiwnął głową, zaciskając zęby.
-Taa obiecałem jej pomóc- nie miał ochoty się jej tłumaczyć. Tak naprawdę nie miał pojęcia, co ona tu jeszcze robi do cholery. Podniósł się i wciągnął na siebie spodnie- pójdę otworzyć. A Ty jakoś się ogarnij. Trafisz do drzwi?
  Nie czekał na odpowiedź i  nawet na nią nie spojrzał. Mógł sobie wyobrazić jej minę, po jego słowach. Ale nie miał najmniej ochoty na kontynuowanie znajomości . Więc, po jaką cholerę miał udawać, że będzie z tego coś więcej. Zbiegł po schodach, zakładając koszulkę. Otworzył , zaskoczony wpatrując się w kumpla.
-Ciebie się nie spodziewałem- zaśmiał się , wpuszczając Karla do środka. W sumie widok kumpla ucieszył go bardziej niż widok młodszej siostry. Znów by mu się oberwało za imprezowanie i kolejną panienkę w sypialni. Weszli do kuchni .  Gdy dobiegło ich trzaśnięcie drzwi. Odetchnął z ulgą. Karl spojrzał na niego z zaciekawieniem.
-Nie zawracaj sobie tym głowy- prychnął pod nosem i zajął się przygotowaniem kawy- gadaj lepiej co Cię sprowadza.
-Pamiętasz jeszcze Martinę?- dobiegł go głos kumpla. Odwrócił się gwałtownie. Zmarszczył brwi, wpatrując się w Karla- nie gadaj , że o niej zapomniałeś?
-Coś tam pamiętam- burknął pod nosem i znów odwrócił się w stronę ekspresu. Martina, mimowolnie uśmiechnął się do siebie. Nie zapomniał jej. Przez pierwsze dni nawet dość często o niej myślał. Karl, jednak nie musiał o tym wiedzieć. Wystarczyło mu, że Sev już wtedy zauważył jego zbyt duże zainteresowanie dziewczyną.
-Coś tam?- warknął Karl- to pamiętasz czy nie?
-A coś Ty taki nerwowy?- zaśmiał się lekko, rozlewając kawę do kubków. Zajął miejsce na przeciwko kumpla.
-Spotkałem ją dzisiaj- Karl przerwał, nie spuszczając z niego wzroku. Udał , że mieszanie kawy bardziej go interesuje.
-I przyszedłeś tu po to, żeby mi to powiedzieć?
-Właściwie nie mam pojęcia czemu przyszedłem do Ciebie. Chyba powinienem wybrać Philippa.
Freitag zaklął w myślach i zacisnął nerwowo szczękę, na samą myśl o młodszym skoczku. Jeszcze tego brakowało, żeby Karl poszedł do tego gówniarza. Nie miał pojęcia czemu wkurzała go ta perspektywa. Karl parsknął śmiechem na widok jego miny.
-Może jednak Ty byłeś dobrym wyborem. Chyba pamiętasz ją bardziej niż chcesz.
-Dobra co z nią?- rzucił zirytowany.
-W sumie to nie wiem- Karl streścił mu przebieg porannego spotkania, Richard nie spuszczał z niego wzroku chłonąc każde słowo- próbowała udawać, że wszystko jest ok. Ale nie opuszcza mnie wrażenie, że ona sobie nie radzi.
-Ale to chyba nie nasza sprawa Karl- prychnął, choć słowa kumpla zasiały niepokój w jego głowie. Przecież została sama z Dominikiem. Nastolatka opiekująca się siedmiolatkiem. Bez pieniędzy i dachu nad głową.
-Nie zachowuj się jak dupek Richi- chciał się odezwać, ale Karl nie dopuścił go do głosu-  Spałeś z nią. Sama wykrzyczała mi to w twarz.
-Serio mam się przejmować każdą z którą spałem?
-Ona nie jest dla Ciebie każdą. I dobrze o tym wiesz. Nie mam pojęcia czemu tak cholernie boisz się do tego przyznać- Karl odsunął krzesło ze złością i podniósł się - przemyśl to. Bo to naprawdę fajna dziewczyna. Tylko bez naszej pomocy, może wpakować się w jakieś bagno. O ile już tego nie zrobiła.



   Wpadła do garażu. I zdecydowała, że chyba jednak coś zje. Przygotowała sobie śniadanie. I z butelką wina w ręce usiadła na kanapie. Przeżuwała wolno, raz za razem popijając winem. Musiała dodać sobie odwagi. Nigdy jeszcze nie ukradła nikomu telefonu. Ale chyba nie mogło to być trudniejsze od zwinięcia komuś portfela.
 W końcu odłożyła opróżnioną do połowy butelkę i wyszła na zewnątrz. Przekręciła klucz w kłódce , naciągnęła kaptur i udała się w kierunku galerii handlowej.
   Sobotnie popołudnie sprawiło , że  po pasażu kręciło się sporo osób. Co powinno ułatwić jej zadanie. Stanęła przy wystawie jednego ze sklepów i z zainteresowaniem wpatrywała się w przechodzące osoby.
-Długo mam na Ciebie jeszcze czekać? Masz pięć minut żeby w końcu się tutaj pojawić- prychnęła do telefonu młoda szatynka , stając koło niej. Martina zmrużyła oczy przyglądając się jej z zainteresowaniem. Kogoś jej przypominała. Nie miała czasu dłużej się jednak nad tym zastanawiać. Jej uwagę przykuł telefon , który dziewczyna niedbale wsunęła do tylnej kieszeni spodni.
 Nie zastanawiała się długo, a wypity wcześniej alkohol dodał jej odwagi i całkowicie pozbawił myślenia. Zrobiła dwa kroki i niby przypadkiem wpadła na szatynkę. Dziewczyna prychnęła ze złością. A ona już wsuwała do kieszeni bluzy, jej telefon.
-Przepraszam- rzuciła przez ramię i szybko skierowała się w stronę wyjścia.       Uśmiechnęła się drwiąco. Było łatwiej niż myślała. Wybiegła na zewnątrz i parsknęła śmiechem.
-Stój- znieruchomiała gdy usłyszała jej głos. Szarpnęła się , ale ta mocno ściskała jej nadgarstek.
-Odpieprz się- warknęła, ciągle się szarpiąc.
-Telefon. Oddaj mi telefon- dziewczyna była wściekła. Z jej oczu sypały się błyskawice.
-Jaki kurwa telefon?- nawet się nie zająknęła. Wciąż patrzyła dziewczynie prosto w oczy. Nagle kątem oka dojrzała jakiegoś ochroniarza. Jej serce przyspieszyło. Musiała się stąd zwijać. Niestety szatynka wciąż mocno ściskała jej rękę. Na około nich zaczęli zbierać się jacyś ludzie, co nie polepszało jej sytuacji. Facet z ochrony był coraz bliżej. Martina zacisnęła rękę w pięść. Jeśli ta cholerna wariatka zaraz jej nie puści po prostu jej przywali.
-Masz mnie za idiotkę? Oddaj mi ten telefon , albo zadzwonię po gliny- dziewczyna była coraz bardziej wściekła.A ona mimowolnie parsknęła śmiechem. Ciekawe z czego zadzwoni?
-Co tu się dzieje?- poważny ton ochroniarza sprawił, że przestała się śmiać.
-Ta cholerna złodziejka ukradła mi telefon- uścisk nagle zelżał. A jej w końcu udało się wyrwać rękę. Odwróciła się z prędkością światła , wpadając wprost w czyjeś ramiona.
-Nie tak szybko- znała ten głos. Jej serce nagle przestało bić. Przestała oddychać. I miała wrażenie , że zaraz zemdleje. 
 Jeszcze jego tutaj brakowało. Przez dwa miesiące nie spotkała , żadnego z nich.  Nagle w ciągu dwóch dni , wpadła już na trójkę. A w najgorszym, z możliwych momentów właśnie na niego. Spuściła niżej głowę.Kaptur zasłaniał jej prawie całą twarz.  Freitag chyba nadal nie miał pojęcia kto przed nim stoi.
-Drzesz się tak , że słychać Cię na drugim końcu parkingu- zaśmiał się zwracając  do kogoś innego. Wszystko wskazywało na to, że do tej furiatki od telefonu. Nagle ją olśniło. Już wiedziała, skąd ją zna. Była siostrą tego dupka.
-Bo ta tutaj ukradła mi telefon- warknęła znowu tamta.
-I o telefon robisz takie zamieszanie?- Freitag znów się zaśmiał.
-W dupie mam ten telefon. Ale wkurza mnie, że jakaś gówniara..
-Odpieprz się w końcu. Nic Ci nie wzięłam - przerwała jej ze złością. Uniosła głowę. Freitag w końcu zobaczył jej twarz. Wpatrywał się w nią szeroko otwartymi oczami. A na jego ustach pojawił się uśmiech.
-Chcesz zgłosić kradzież i wezwać policję?- odezwał się nagle ochroniarz. Zbiegowisko było coraz większe. Pojawienie się Freitaga tylko je spotęgowało.
-Tak - warknęła szatynka.
-Nie- w tym samym momencie odezwał się Richard. Wzbudzając prychnięcie u siostry.
-Co się wpieprzasz? Nie Ciebie okradła.
-Jestem pewny, że wsadziłaś go gdzieś do torebki i nie potrafisz go znaleźć w tym bajzlu który w niej panuje- zaśmiał się,  jeszcze mocniej wkurzając siostrę- przepraszam za kłopot. Naprawdę nic się nie dzieje.
Z uśmiechem na ustach, zwrócił się do ochroniarza. Po czym ten szybko się oddalił. Martina też zrobiła dwa kroki w tył. Miała nadzieję, że zajęci kłótnią miedzy sobą . Dają jej spokój.
-My mamy do pogadania  Tina- chwycił ją za ramię  ciągnąc w swoim kierunku.
-Znasz ją? - szatynka z niedowierzaniem wpatrywała się w brata.
-Znam, nawet dosyć dobrze- chłopak zaśmiał się, nie puszczając Tiny.
-Dosyć dobrze? - prychnęła -  serio, upadłeś aż tak nisko, że zadajesz się z kimś takim?
-Odpieprz się ode mnie w końcu- Tina wyrwała się Freitagowi, doskakując do dziewczyny.
-Idziemy- Richard parsknął śmiechem , patrząc na minę swojej młodszej siostry i na powrót przyciągnął do siebie Tinę. Zapobiegając zbliżającej się katastrofie.
-Nigdzie z Tobą nie idę- Tina zmrużyła oczy wpatrując się w niego z wściekłością.
-Miałeś mi pomóc z prezentem do Christiana, a Ty jak zwykle wolisz zniknąć z pierwszą lepszą - prychnęła szatynka.
-Kolejny raz jej nie przytrzymam - wysyczał przez zaciśnięte zęby - a z prezentem poradzisz sobie lepiej ode mnie.
Odwrócił się , ciągnąc za sobą Martinę. A ona jak zwykle w jego towarzystwie. Mimo początkowego sprzeciwu. Teraz bez słowa dała mu się zaprowadzić do samochodu.



Ostatnio znów mam opóźnienia. I tutaj i u Was. Ale niedawno wróciłam z Zako. Poza tym moja wena ostatnio szwankuje , chyba tak samo jak forma tego na zdjęciu 😉
Mam nadzieję,  że on ogarnie się równie szybko jak ja ( A najlepiej jeszcze szybciej bo , aż mnie boli serducho jak patrzę na jego skoki 😭)

piątek, 10 stycznia 2020

21



  -Coś Ty taki milczący? - po prawie godzinie jazdy. Luca zaparkował samochód na niewielkim lotnisku w Memmingen.
-Moja matka ma jakieś problemy- prychnął, wyciągając walizkę.
-Nie gadaj, że robiła Ci jakieś jazdy o ten wypad?- Luca parsknął śmiechem. Kierując się w stronę hali lotniska.
-Zwariowałeś? Ona po prostu przyczepiła się ....- przerwał i  zaczął gorączkowo przeszukiwać kieszenie. Przecież miał zadzwonić do Tiny. Jego telefonu nigdzie jednak nie było - Kurwa.
   Luca spojrzał na niego zdziwiony , a on nadal przetrzepywał kieszenie bluzy , jakby chciał w nich znaleźć jakieś ukryte miejsca. Znów zaklął głośno. Musiał mu wylecieć, gdy wybiegał z domu.
-No co jest?
-Telefon. Wyleciał mi telefon- warknął.
-Przecież możesz skorzystać z mojego, jak tak bardzo chcesz się zameldować mamusi- zachichotał Luca, na co Philipp zgromił go wzrokiem.
-Miałem dać znać  Tinie , że nie będzie mnie kilka dni. Nie znam jej numeru na pamięć- warknął wściekły sam na siebie. Przecież , jak się nie odezwie. Dziewczyna jeszcze pomyśli, że zależało mu tylko na jednym.
-Tinie? Czy Ty znowu? - Luca parsknął śmiechem- Serio? Ty i Tina?
-Tak wyszło- też w końcu się zaśmiał. Na samą myśl o ostatnich godzinach, od razu powrócił mu dobry humor- nie chciałem jej rano budzić. Dlatego miałem potem zadzwonić. Jakoś w nocy nie miałem czasu powiedzieć jej o tym wyjeździe.
-Wytłumaczysz się jak wrócisz. A teraz chodź i opowiadaj- Luca pociągnął go za ramię, śmiejąc się- serio spędziłeś z nią ostatnią noc?



  Obudziła się,  bo  było jej cholernie zimno. W sumie nie powinna się dziwić. Nie miała nic na sobie. Przykryta była tylko kołdrą. Była sama. Philipp musiał już pewno iść do siebie. Na wspomnienia chłopaka mimo wszystko uśmiechnęła się. Może nie powinna kolejny raz popełniać tego samego błędu. Zrobiła to jednak. I o dziwo nie żałowała. Chyba nawet cieszyła się z tego. Philippowi chyba serio na niej zależało. Może powinna dać im jednak szansę. Może akurat im się uda. Może z czasem i jej zacznie zależeć. A nawet go pokocha. 
  Znów się uśmiechnęła . Przekręciła się i ręka wymacała telefon. Musiała do niego zadzwonić . Teraz , natychmiast. Powiedzieć mu , że tym razem na pewno nie zniknie. Wybrała jego numer i ciągle się uśmiechając czekała aż odbierze.
-Słucham- zmarszczyła nos, słysząc po drugiej stronie kobiecy głos. Zerknęła szybko na wyświetlacz czy  wybrała dobry numer. 
- Dzień dobry - wybąkała gdy upewniła się , że to na pewno  numer chłopaka - Z tej strony Tina. Czy  mogłabym rozmawiać z Philippem?
-Witaj Martino - głos po drugiej stronie nie brzmiał przyjaźnie. Dziewczyna już zaczynała żałować, że zadzwoniła- Philipp nie może teraz rozmawiać. 
- Czy może mu pani przekazać że dzwoniłam? Muszę powiedzieć mu coś naprawdę ważnego. 
-Chyba nie wyraziłam się zbyt jasno Martino. Philipp nie ma ochoty z Tobą rozmawiać. 
-Ale...
- Nie dzwoń do niego więcej - sygnał przerwanego połączenia wiercił jej dziurę w głowie. 
  Usiadła gwałtownie. Nie ma ochoty? Jak to ? Przecież nic nie zrobiła. Zacisnęła usta  starając się nie rozpłakać. Dlaczego ? Co się stało? Przecież nie mogło mu chodzić o to co powiedziała. Potem wszystko było idealnie. Kochali się ze sobą.  Ona naprawdę czuła, że jemu zależy. Okazywał to każdym pocałunkiem. Każdym dotykiem. Jakim cudem tak się pomyliła? Jak on potrafił tak dobrze udawać? Wzdrygnęła się. Otarła twarz wierzchem dłoni. Nie będzie płakać.
  Rozglądnęła się w poszukiwaniu swoich ciuchów. Nagle jej wzrok zatrzymał się na poduszce. Pieniądze. Chwyciła je do ręki. Dwieście euro. Więc  tyle była warta.
-Dupek. Skończony dupek- warknęła. Chwyciła do rąk telefon i rzuciła nim o drzwi garażu - Pieprz się Raimund. Ty i cała reszta.
 
 

       Nadal wściekła, ubrała się i skierowała w stronę drzwi. Jęknęła , gdy schyliła się po telefon. Uklękła i zaczęła zbierać to co z niego zostało.
-Lepiej się dziś czujesz?- głos Jonasa zabrzmiał tuż przy jej uchu. A ona spojrzała na niego oczami pełnymi łez.
-Da się coś z tym zrobić?- odezwała się łamiącym głosem, wciskając mu do ręki to co kiedyś było jej telefonem.
-Wolę nie pytać, co tu się działo- pokręcił tylko głową i pomógł jej wstać-  zjedz coś , a ja zobaczę co z tego będzie.
 Tina dopiero teraz zauważyła reklamówkę w jego rękach. Usiedli razem. Chłopak podał jej kanapki i termos z kawą. A sam zajął się jej telefonem.  Uśmiechnęła się smutno. Tylko jemu na niej zależało. Tylko on się o nią martwił. I tylko na niego mogła liczyć.


 - Ja naprawdę nigdy niczego nie brałam. I nie zamierzam Jonas. Przysięgam- przełknęła ostatni kęs i popiła kawą.
-Dajmy temu spokój Tina.
-To dla mnie ważne, żebyś mi uwierzył.
-Chcę Ci wierzyć. Tylko skąd to się tutaj wzięło?
-Pamiętasz tego gościa, który przychodził do mojego ojca? Tego Chrisa, który..
-Który aż ślinił się na Twój widok? - warknął wściekły.
-Był tutaj. Dwa razy. Ostatnio nie byłam w najlepszej formie. I dał mi to. Powiedział, że to lepsze niż alkohol.
-Chyba mu nie wierzysz?
-Nie jestem głupia Jonas. Może naiwna, ale nie głupia. Powiedziałam Ci zresztą , że nie jestem ćpunką. Nie wezmę tego świństwa.Już nawet nie wiem, gdzie to jest.
-Naiwna? Może czasem- zaśmiał się w końcu. Jakby nareszcie uspokojony jej zapewnieniami.
-Był tutaj Philipp- przekrzywiła głowę i przyjrzała mu się uważnie - jakoś nie jesteś zdziwiony.
-Przepraszam. Zadzwoniłem wczoraj do niego. Martwiłem się o Ciebie. Miałem nadzieję, że on jakoś do Ciebie dotrze.
-Dotarł. Aż za bardzo. I nawet zapłacił- warknęła.
-Zapłacił?- chłopak zmarszczył brwi niczego nie rozumiejąc.
-Nieważne Jonas. Zrobisz coś z tym telefonem?
-Przykro mi Tina. Ale chyba nic z tego nie będzie.
-Jeszcze tego mi brakowało- warknęła wściekła- tak jakbym mało miała problemów.



    Na  dworze zaczęło już wschodzić słońce gdy wracała do domu. Dziś zabalowała dłużej niż zazwyczaj. Nie miała pojęcia co ją podkusiło żeby się wrócić gdy Jonas odstawił ją pod dom po czwartej. Ale w sumie opłacało jej się. 
  Gdy sama wróciła do klubu , od razu znalazła towarzystwo dwójki przyjezdnych chłopaków. Ich zainteresowanie nią było tak duże  , że całkowicie nie zwrócili uwagi na to jak opróżniła im kieszenie. Zaśmiała się na samą myśl o tym jakie będą mieć miny gdy się zorientują. 


  Alkohol ciągle przyjemnie krążył w jej żyłach,  gdy weszła do sklepu kupić coś na śniadanie.  Dziś mogła sobie na to pozwolić. W kieszeni ściskała prawie pięćset euro. 
Załadowała do koszyka trochę jedzenia i zatrzymała się przy półce z alkoholem. Zmarszczyła nos i chwyciła do rąk dwie butelki wina i kilka puszek piwa. 
 Należało jej się.  Poza tym znów musiała zapomnieć. O tym , że przez chwilę znów była naiwna . Że chciała mu zaufać. A on ją okłamał. Chciał tylko się z nią przespać. Prychnęła pod nosem. Dołożyła jeszcze butelkę wódki. I udała się w kierunku kasy. 
- Chyba nie jesteś jeszcze pełnoletnia- kasjerka spojrzała na nią mrużąc oczy i odkładając na bok mocniejszy alkohol. 
- Jestem - warknęła i udała , ze szuka w kieszeniach dokumentów - musiałam zostawić dowód w domu.
-Przykro mi. Wódki nie mogę Ci sprzedać.
-Niech pani da spokój. To dla ojca - kłamstwo bez problemu przeszło jej przez usta - prosił jeszcze o papierosy.
 Martina zmrużyła oczy ze złością,  gdy kobieta nieubłaganie pokręciła głową.
-Ona jest ze mną. Daj spokój Anne - odwróciła głowę słysząc czyjś głos. Wysoki chłopak mrugnął do niej z uśmiechem. Poznała go od razu. Był jednym z tych skaczących dupków. 
-Niech Ci będzie Karl - kasjerka zaśmiała się. Robiąc maślane oczy do chłopaka. Na co Tina prawie wybuchnęła śmiechem.  Skasowała resztę zakupów , włącznie z papierosami  i wódką. Martina rzuciła  na ladę pieniądze. I szybko wybiegła ze sklepu. 
-A jakieś dziękuję?- chłopak dogonił ją po paru metrach zrównując z nią krok.
-Dziękuję. Ale poradziłabym sobie i bez Ciebie- prychnęła . Nawet na niego nie patrząc.
- Nie wątpię -zaśmiał się. Zabierając jej torbę - Daj , pomogę Ci. 
Pokręciła głową ze złością. Ale się uczepił. Kolejny dupek. 
-Radzisz sobie jakoś ? - przerwał ciszę po kilku minutach marszu.
-Jak widać - nie miała najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Chciała iść do siebie i położyć się spać. A nie mogła tego zrobić. Jeszcze tego brakowało żeby kolejny z nich dowiedział się gdzie mieszka. 
- Jakbyś czegoś potrzebowała ....
- Serio się nudzicie bez tych skoków- przerwała mu - niczego od Was nie chcę. Kiedy to do Was wszystkich dojdzie?
- Nie wściekaj się tak. Myślałem, że...
-Że co ? Że też przelecisz naiwną panienkę? Że upadłam aż tak nisko, że będę się z Tobą pieprzyć za kilka euro ?- wrzasnęła. Jakieś starsze małżeństwo spacerujące z psem wpatrywało się w nich z zainteresowaniem. Chłopak za to wpatrywał się w nią szeroko otwartymi oczami , kompletnie nie wiedząc co powiedzieć.
-No co tak patrzysz ? Myślisz że nie wiem o co Ci chodzi? Przelecisz mnie od razu jak Freitag, czy poudajesz najpierw dobrego przyjaciela jak...
-Uspokój się Martina - chłopak chwycił ją za ramię, w końcu odzyskując głos - odbiło Ci czy jak ? Nie mam zamiaru się do Ciebie dobierać. Jestem z kimś. I może to dziwne dla Ciebie. Ale kocham ją i nigdy jej nie zdradzę.
Teraz to ona nie wiedziała co powiedzieć. Otworzyła usta i zamknęła je ponownie. Czuła jak się czerwieni. Zrobiła z siebie zupełną idiotkę.
- Nie mam pojęcia co Richi i jak sądzę Philipp kombinowali. I co Cię tam z nimi łączyło. I serio nie interesuje mnie to. Pomyślałem po prostu , że możesz potrzebować pomocy. Bo wiem , że znalazłaś się w nieciekawej sytuacji.
-Przepraszam , po prostu....- przerwała . Może był miły, ale był jednym z nich. A ona nie chciała mieć nic wspólnego z żadnym z nich . Już nigdy- dzięki za pomoc. Serio niczego od Ciebie, od Was nie chcę. Nie obraź się. Ale dajcie mi wszyscy święty spokój.
Zabrała zakupy i najszybciej , jak tylko mogła oddaliła się w kierunku domu. Musiała się chwilę przespać. By później móc zająć się zdobyciem jakiegoś telefonu.