poniedziałek, 28 października 2019

15



  Richard zatrzymał się w pół kroku wpatrując się w dziewczynę znikającą za drzwiami z Philippem. Prychnął pod nosem i zrezygnowany wrócił do stolika. Nie zamierzał za nią biec. Choć na początku ta myśl przeszła mu przez głowę.
  Wszystko wskazywało na to, że dziewczyna była z jego młodszym kumplem. Mimo , że on temu zaprzeczał. A ona to z nim się przespała.
 Ale najwidoczniej ona też potraktowała ich wspólną noc. Jak nic nie znacząca przygodę. Albo chodziło jej tylko o tą pieprzoną kasę.
  W sumie nie miał zamiaru dłużej zawracać sobie tym głowy. Mimo, że gdzieś tam w głębi czuł, że robi źle. Odpuszczając ją sobie. Mimo, że czuł się zazdrosny. Na samą myśl o tym, że Tina jest teraz z Philippem.
-Mówiłem, że sprzątnie Ci ją z przed nosa- szepnął Sev pochylając się nad nim.
-Daj spokój. I tak mi nie zależało.
-Odniosłem całkiem inne wrażenie , jeszcze kilka godzin temu.
-Nie będę za nią biegał. Przecież nie jest jedyna - prychnął. I na potwierdzenie swoich słów, z powrotem zajął się blondynką .



-Co to miało być? - Philipp w końcu odzyskał głos, wchodząc z dziewczyną do windy.
-No jak to co ?- zaśmiała się sztucznie. Wbijając wzrok w podłogę.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Bo chciałam. I wydawało mi się że Ty też- prychnęła.
   Wyszła na korytarz i szybkim krokiem, podeszła do pokoju chłopaka. Nacisnęła klamkę. Szybkim wzrokiem omiotła pomieszczenie. Gdy dojrzała swoją kurtkę. Złapała ją i z powrotem wyszła na zewnątrz - będę uciekać.
-Tina!- podniósł głos i złapał ją za ramię.
-Daj spokój Philipp. Dziękuję za wszystko. Mam nadzieję , że jeszcze kiedyś się spotkamy- wyrwała mu się . I dopadła do windy.
- Nie wygłupiaj się . Jest środek nocy. Zostań do rana. Potem pomyślimy co dalej. 
Tina  przewróciła oczami. Ale propozycja chłopaka kusiła  ją jak diabli. 
-Miałeś mnie nie namawiać. 
- Nie namawiam. Po prostu nie chcę żebyś się gdzieś plątała po nocy- chwycił jej rękę i z powrotem wciągnął do pokoju - a poza tym, nadal nie dostałem odpowiedzi, dlaczego to zrobiłaś ?
- Mówiłam już. Bo chciałam. Ty chyba też ?- przysunęła się bliżej chłopaka. I nie spuszczała z niego wzroku. Philipp spuścił wzrok , nie potrafiąc wytrzymać jej spojrzenia. 
-Chciałaś żeby był zazdrosny - warknął cicho, urażony.
-Zazdrosny ?- parsknęła - przecież oboje dobrze wiemy, że nic go nie obchodzę. 
- Może miałaś nadzieję , że to go ....- nie pozwoliła mu dokończyć. Wspięła się na palce i kolejny już raz dzisiejszej nocy wpiła się w jego usta.
 Chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie , ciągle pogłębiając pocałunek. Dziewczyna po chwili wyswobodziła się z jego objęć. I odsunęła  do tyłu.
-I co ? Nadal myślisz , że chciałam wzbudzić zazdrość u Freitaga? - odezwała się cicho. Zawstydzona tym co przed chwilą zrobiła. Ale czuła ,że musiała to zrobić, że musiała pocałować go kolejny raz, żeby nie czuł się urażony. Żeby go nie straciła.
-Powiem szczerze , że sam już nie wiem co myśleć Tina.
-To nie myśl. Nie warto- usiadła na łóżku , wpatrując się pustym wzrokiem w ścianę. Znów zachciało jej się płakać.
-Ty też już nie myśl Tinka- chłopak od razu przy niej usiadł.
-Ja muszę Philipp. Nie mam wyjścia. Muszę ....
-Musisz tu zostać, choćby kilka dni- przerwał jej ze złością- musisz dojść do siebie. Razem coś wymyślimy.
-To nie jest dobry pomysł- prychnęła. Jednak nie była już tak mocno pewna swoich słów. Bo niby chciała zniknąć z ich życia, odciąć się od niego, Freitaga i całej tej reszty. Ale nie miała dokąd pójść. Nie miała pieniędzy , ani domu.  Nie miała też zwyczajnie siły. Po wydarzeniach z ostatnich godzin. Potrzebowała zwyczajnie odpocząć. Choć przez chwilę, nie martwić się o kolejne godziny. O to co zje i gdzie będzie spać. Philipp patrzył na nią w wyczekiwaniu. Uśmiechnęła się słabo - a ten Twój kumpel?
-Luca? Nim się nie przejmuj- twarz chłopaka , rozjaśnił uśmiech. Podniósł się i z szafy wygrzebał kilka rzeczy- a teraz pod prysznic i do łóżka.
-Ale tylko dwa, trzy dni- jęknęła i posłusznie pomaszerowała w stronę łazienki.



  Obudziła się słysząc jakieś głosy na korytarzu. Wyswobodziła się z objęć Philippa i usiadła na łóżku. Łóżko obok było puste. Zrobiło jej się głupio , że przez nią chłopak , śpi gdzieś indziej.
  Głosy gdzieś za drzwiami nie milkły. Czyjś śmiech był nie do wytrzymania. Spojrzała na wyświetlacz telefonu. Dochodziła trzecia nad ranem. Zaklęła pod nosem i zrobiła kilka kroków w stronę drzwi. Uchyliła je i wyszła na korytarz. Odwróciła głowę w kierunku tego cholernego chichotu. Widok Freitaga i blondynki z klubu całkowicie ją rozbudził.  Bezwładnie puściła przytrzymywane ręką drzwi. Ich trzask na moment uciszył sprawców jej pobudki.
  Brunet odwrócił się w jej stronę, mierząc ją od góry do dołu. Na jego ustach błąkał się ironiczny uśmiech. Towarzysząca mu dziewczyna , szepnęła mu coś na ucho i znów wybuchnęła śmiechem. Martina zacisnęła ze złością pięści. Chciała się odwrócić i zniknąć w pokoju. Niestety , znów tak jak na dole nie potrafiła tego zrobić. Nie potrafiła się poruszyć. Nie potrafiła nawet odwrócić głowy. Wciąż wpatrywała się w bruneta i tą cholerną dziewczynę, czując łzy złości cisnące jej się do oczu.
 -Powinnaś chyba coś na siebie włożyć - drgnęła , słysząc koło siebie czyjś głos. Wysoki facet którego widziała już kilkukrotnie z Feitagiem , stał przy niej patrząc to na nią , to na rozbawioną dwójkę kilka metrów dalej. Martina dopiero teraz zorientowała się, że stoi przed nimi w samej koszulce swojego przyjaciela.
-A Ty mógłbyś nauczyć swojego kumpla  obsługi zegarka. Jest trzecia nad ranem, ludzie chcą spać- prychnęła ze złością.
-Przepraszam za niego. Obiecuję, że to już się nie powtórzy -  posłał w jej stronę uśmiech , wyminął ją i zbliżył się do tamtych- koleżanka już się zbiera, a Ty do pokoju.
Martina mimowolnie parsknęła śmiechem. Nadal nie potrafiąc zebrać się do odwrotu.
-Wyluzuj Sev - Freitag zaśmiał się, nie spuszczając z Martiny wzroku. Zrobił kilka kroków w jej stronę.  Dziewczyna która mu towarzyszyła, już kompletnie go nie interesowała. Tina drgnęła, gdy dotknął jej dłoni. I gwałtownie odskoczyła do tyłu.
-Nie dotykaj mnie- warknęła bojąc się, że jedno jego słowo, jedno dotknięcie jego dłoni sprawi , że znów zapomni o całym świecie.
-Boisz się, że Philipp nas zobaczy?- warknął zaciskając nerwowo szczękę.
-Nie powinno Cię to interesować.
-I nie interesuje. To kompletnie nie moja sprawa z kim się...
-Dosyć Richi.  Zamknij się , bo powiesz o jedno słowo za dużo- Sev stanął między nimi , ciągnąc bruneta za ramię- i za kilka godzin znów tego pożałujesz.
-Masz rację to nie Twoja sprawa- wycedziła przez zaciśnięte zęby, błagając siebie w myślach żeby się nie rozpłakać.
-Co Ty tu robisz Tina?- całą tą ich bezsensowną wymianę zdań, przerwało pojawienie się Philippa w drzwiach pokoju.
-Chyba szuka wrażeń, których Ty  zapewnić jej nie potrafisz- zaśmiał się Freitag. I tylko błyskawiczna reakcja Severina uchroniła go przed pięścią młodszego chłopaka.
-Powariowaliście oboje? Naprawdę potrzebne Wam kłopoty? - nie czekając na odpowiedź , wepchnął Freitaga do pokoju. I zatrzasnął za nim drzwi . A sam odwrócił się do Tiny- jeszcze raz przepraszam . Nie mam pojęcia co w niego wstąpiło od pewnego czasu. 
-On zawsze był dupkiem Sev- warknął Philipp. 
-Uspokój się młody. Bo naprawdę oboje wpakujecie się w kłopoty- rzucił i zniknął w pokoju. 



- Po jaką cholerę się wtrąciłeś Sev ? - Freitag warknął do kumpla. Gdy ten tylko pojawił się w drzwiach. 
- Serio chciałeś się z nim bić na korytarzu o jakąś małolatę ? Naprawdę chciałeś w środku nocy obudzić Wernera żeby zobaczył Cię w tym stanie ? 
- W jakim stanie ? - prychnął urażony. 
-Przeginasz ostatnio i dobrze o tym wiesz. Ogarnij się bo kolejnego ostrzeżenia nie dostaniesz. Werner wywali Cię z kadry bez mrugnięcia okiem . 
- Już to słyszałem . I niepotrzebne mi Twoje umoralniające gadki. Nie mam już piętnastu lat.
- Serio? - Sev zaśmiał się kpiąco- bo zachowujesz się jak dzieciak spuszczony ze smyczy. 
-Daj spokój- Freitag walnął się ze złością na łóżko. Przed oczami pojawił mu się obraz dziewczyny w samej koszulce. Zaklął głośno,  na samą myśl o tym co teraz robi z tym gówniarzem - dlaczego w ogóle kazałeś tej pannie spływać? Popieprzyło Cię czy jak ?
-Bo po pierwsze nie miałem ochoty kolejnej nocy błąkać się po hotelu. A po drugie takim zachowaniem nie przyciągniesz do siebie tej małej. 
-Ta mała jak ją nazywasz.  Kompletnie mnie nie interesuje. A do tego teraz zapewne pieprzy się już z tym gnojkiem. 
-A Ty kompletnie nie jesteś o to zazdrosny- Sev wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Zgasił światło,  kończąc temat. I zostawił go z tysiącem myśli w głowie , na temat tego co dzieje się w pokoju obok .


-Przytulisz mnie ?- Tina położyła się na łóżku,  resztką sil powstrzymując łzy. Chłopak bez słowa zajął miejsce przy niej i zamknął w swoim uścisku. Dziewczyna od razu przylgnęła do niego całym ciałem. Philipp ze  świstem wciągnął powietrze. Próbował myśleć tylko o tym, że to jego przyjaciółka z dzieciństwa. Przyjaciółka która potrzebuje pomocy. 
Nie potrafił jednak wyrzucić że swojej głowy ich pocałunku.  Sytuacji nie poprawiał fakt, że leżała przy nim w samej koszulce. Przesunął rękę na jej plecy. Nie miała nawet stanika. 
Przygryzł wargi. Nie pomogło.  Jego dłoń mimowolnie zsunęła się niżej. 
  Uniosła głowę gdy to poczuła. Nie potrafił odgadnąć jej spojrzenia. 
-Przepraszam Tina. Chyba lepiej będzie jak zajmę łóżko Luci dopóki go nie ma - jęknął , odsuwając się.
-Nie zostawiaj mnie samej Philipp. Potrzebuję Cię- dziewczyna kurczowo zacisnęła palce na jego koszulce.
-Będę tuż obok Tina- szepnął. Ale nawet nie drgnął. Tak naprawdę nie miał najmniejszej ochoty się ruszyć. Miał ochotę na coś innego. Ale nie mógł tego zrobić. Nie jej. Nie mógł wykorzystać tego, że Freitag ją zranił, a ona potrzebowała jego bliskości. Jeszcze raz zagryzł wargi, skupiając swoje myśli na czymś innym. Oddychał głęboko, próbując się uspokoić.
-Dziękuję.  Za to , że jesteś. Że starasz mi się pomóc. Za wszystko Philipp.
-Postaraj się przespać - szepnął tylko, nakrywając ją kołdrą.



  Od kilkunastu minut przyglądał się jej twarzy jak śpi. Sam prawie nie zmrużył oka wiercąc się na łóżku kilka godzin. Miał nadzieję, że Luca będzie dziś nocował w pokoju. Może przy nim , nie będzie myślał w kółko o jednym. Bo nie miał pojęcia jak długo jeszcze to wytrzyma.  Nie miał pojęcia co się z nim działo. Ale jej bliskość doprowadzała go do szału.
-Już nie śpisz?- zaczerwienił się gdy usłyszał jej głos. Przełknął ślinę i uśmiechnął się.
-Nie chciałem Cię obudzić.
Zaśmiała się. Jej śmiech zabrzmiał jednak jakoś smutno , wprost przerażająco.
-Zejdziesz ze mną na śniadanie?- podniósł się szybko, nie potrafiąc już dłużej wytrzymać jej bliskości.
-Nie chcę wpakować Cię w kłopoty, przecież...
-W nocy doszedłem do wniosku , że takie ukrywanie Cię nie ma sensu. Po co ryzykować, gdy mogę Ci tutaj po prostu wynająć pokój.
-Popieprzyło Cię?!- podniosła głos i spojrzała na niego z wyrzutem.
-Dwa, trzy dni . A potem sama zdecydujesz co dalej. Na razie jednak musisz dojść do siebie- zniknął za drzwiami łazienki, dokładnie w momencie gdy wylądowała na nich poduszka.


-Pójdziesz ze mną do domu?- spytała cicho , gdy oboje wyszli na korytarz. W czasie gdy brała prysznic, chłopak załatwił wszystkie formalności i oficjalnie była już hotelowym gościem.
-Odbiło Ci? Po jaką cholerę chcesz tam iść?- skoczek popukał się w czoło, dając jej do zrozumienia , że nie ma co na niego liczyć w tej kwestii.
-A myślisz jak długo mogę chodzić w tych samych ciuchach?- warknęła- przecież nic tutaj nie mam.
-I sądzisz , że tam coś nadaje się do użytku?
-Nie wiem. Dlatego muszę to sprawdzić. Z Tobą lub bez Ciebie.
-Serio? Nie możemy zwyczajnie podejść do sklepu i kupić potrzebnych rzeczy?
-Nie, nie możemy. Zwyczajnie mnie na to nie stać - prychnęła coraz mocniej zirytowana. Wchodząc do hotelowej restauracji.
-Tina, po prostu pójdziemy do sklepu. Weźmiesz co Ci jest potrzebne , a ja za to zapłacę. To nie jest dla mnie problem.
-A nie pomyślałeś , że dla mnie jest?- zatrzymała się gwałtownie, patrząc na niego z wściekłością- wystarczy, że płacisz już za ten pieprzony hotel.
Rozglądnęła się z niepokojem, gdy doszło do niej , że prawie wrzeszczy. Zawstydziła się i słabo uśmiechnęła się do chłopaka.
-Przepraszam Philipp. Nie chciałam być niemiła. Ja po prostu nie chcę , żebyś wydawał na mnie pieniądze. Wystarczająco dużo dla mnie robisz. Dlatego proszę , pójdź tam ze mną. Nie wejdę do środka, jeśli będzie to niebezpieczne. Obiecuję - wspięła się na palce i pocałowała go w policzek. I była już pewna , że jej nie odmówi.
 





sobota, 19 października 2019

14



  -Nie chcę Cię poganiać. Ale od godziny wpatrujesz się w ten talerz. A z niego nic nie znika- Philipp szturchnął ją w ramię. Wyrywając z otępienia.
-Już kończę- westchnęła. I zamieszała widelcem po talerzu, nadal pełnym jedzenia.
-Kończysz?- prychnął lekko zirytowany- Ty nawet nie zaczęłaś.
-Możemy już iść?- odezwała się z nadzieją w głosie. Podniosła głowę. I spojrzała na chłopaka błagalnym wzrokiem.
-Tina!!!- podniósł głos. Po chwili jednak ściszył go i dodał już spokojniej- przecież nic nie zjadłaś.
-Nie mam teraz apetytu. Zjem później. Obiecuję- spróbowała się uśmiechnąć. Miała jednak wrażenie, że jej twarz wykrzywił jakiś dziwny grymas. Który na pewno nie był uśmiechem.
-Dopilnuję tego. Możesz być pewna - Philipp wstał i podał jej rękę. Tina chwyciła jego dłoń i podniosła się od stolika. Rozglądnęła się po restauracji. Która już zdążyła opustoszeć. Poczuła ukłucie zawodu, że Freitag już opuścił pomieszczenie. Otrząsnęła się jednak szybko. Zdając sobie sprawę z tego, że teraz jeszcze bardziej niż wcześniej. Nie ma prawa o nim myśleć. Szarpnęła się , gdy Philipp pociągnął ją w kierunku windy.
-Mówiłam już , że nie zamierzam zostać w hotelu- prychnęła.
-A czy ja Ci każę tu zostawać? - chłopak zaśmiał się i wepchnął ją do środka- posiedzisz dzisiaj trochę u mnie. Musisz odpocząć. I w końcu coś zjeść. Nic więcej. Nie zamierzam Cię tutaj trzymać na siłę. Nie bój się.
 Nie miała siły protestować. I chyba nawet jej się nie chciało. Perspektywa spędzenia następnych godzin w jego towarzystwie. Podobała jej się . Bez słowa więc podążyła za nim do pokoju.  Zatrzymała się jednak gwałtownie wpatrując się w jakiegoś chłopaka w środku. Widziała go już wcześniej. Siedział tutaj z Philippem rano gdy spała.
-Jestem Luca. A Ty zapewne jesteś Martina ?- chłopak podszedł do niej  z uśmiechem. Chciała odwzajemnić uśmiech. Zbyt dużo jednak z tego nie wyszło. Pokiwała głową, wchodząc niepewnie dalej. Usiadła na brzegu łóżka. Wpatrując się w podłogę.
-Lepiej będzie jak sobie pójdę- poderwała się nagle . Dopadła do drzwi zanim Philipp zdążył zareagować. Otwarła je i wyszła na korytarz. Ze swojej prawej strony nagle zauważyła Freitaga.  Przez chwilę miała wrażenie, że traci grunt pod nogami. Odetchnęła gdy zdała sobie sprawę z tego, że jej nie zauważył. Odwróciła się gwałtownie i z powrotem wpadła do pokoju.
-Mogę jednak chwilę zostać?- wydukała, znów siadając na łóżku. Philipp parsknął śmiechem. Siadając przy niej.
-Może trochę się prześpisz? Miałaś ciężki dzień- przytulił ją do siebie. Oparła głowę na jego ramieniu. Znów czuła łzy zbierające się jej  pod powiekami. Nie chciała się znów rozpłakać. Ale nie miała siły ich powstrzymywać. Szloch wstrząsnął jej ciałem. Nie potrafiła poradzić sobie ze swoim bólem i bezradnością. Z brakiem Dominika. Nawet ze śmiercią znienawidzonego ojca. Philipp mocniej przyciągnął ją do siebie. Łkała cicho wtulona w jego ramiona. Aż w końcu zasnęła. Całkowicie wykończona.



 -Co dalej? Co zamierzasz? - szepnął Luca. Gdy dziewczyna w końcu zasnęła. Philipp odsunął ją od siebie powoli i położył na łóżku. Poruszyła się nieznacznie. Zwijając się w kłębek. Ale nie obudziła się.
-Nie mam pojęcia- chłopak podniósł się i zajął miejsce koło kumpla - chciałem , żeby tu została dopóki trenujemy na miejscu.
-Wiesz , że to ryzykowne?
-Wiem. Ona i tak nie chce. Więc nie mogę jej tutaj trzymać wbrew jej woli. Wkurza mnie to , że nie potrafię jej pomóc- warknął wściekły sam na siebie - nie wiem co mam robić. Z jednej strony wydaje mi się, że najlepszym wyjściem dla nie byłby jednak ten dom dziecka. To tylko kilka miesięcy. Jakoś dałaby radę . Z drugiej, mnie samego przeraża ta perspektywa.
-Ale ona nie ma tak naprawdę innego wyjścia. Wiesz o tym?
-Wiem. Ale przecież nie zmuszę jej do tego- prychnął.
-Wiem, że wkurzy Cię to co powiem. Ale może jednak powinieneś porozmawiać z Richa...
-Po cholerę? - Philipp przerwał mu ze złością.
-Nie wiem. Może on coś wymyśli? Może zależy mu na niej?
-Daj spokój- Philipp zaśmiał się kpiąco - Freitagowi miałoby niby na kimś zależeć ? Ty sam nie wierzysz w to co mówisz.
-Może warto byłoby jednak spróbować?
-Nie będę z nim rozmawiał o Tinie - wycedził przez zaciśnięte zęby. I podniósł się z łóżka. Kończąc temat.




  W pokoju panował półmrok.  Tina otworzyła oczy , gwałtownie siadając na łóżku. Zamrugała kilka razy  , próbując przyzwyczaić oczy do ciemności. Z łóżka obok dobiegło ją pochrapywanie Luci. Na fotelu obok zauważyła Philippa. Spuściła nogi i założyła buty. Wstała i zrobiła kilka kroków w kierunku drzwi.
-Uciekasz ?- zatrzymała się w pół kroku, słysząc cichy głos Philippa. Zaklęła cicho i odwróciła się.
-Po prostu wychodzę- prychnęła. Ale wróciła się i usiadła na przeciw niego.
-Jasne - zaśmiał się kpiąco. Wstał , sprawdzając godzinę na wyświetlaczu telefonu- zanim Cię stąd wypuszczę . Zejdziemy coś zjeść.
Tina przewróciła oczami. Już chciała zaprotestować. Wykręcić się . Powiedzieć , że nie jest głodna. Ze zdziwieniem poczuła jednak , że jest.
-O tej godzinie?
-Hotelowa restauracja jest pewno zamknięta. Ale w klubie zapewne mają jakieś frytki i inne śmieci- zaśmiał się . Wyciągając ją na korytarz.



  Richard odetchnął z ulgą gdy zamknęły się drzwi za Severinem. Nie miał dziś najmniejszej ochoty schodzić do klubu. I był mu niezmiernie wdzięczny , że nawet go do tego nie namawiał.
 Położył się na łóżku. Z kolejnym już drinkiem w ręce. Bezmyślnie gapiąc się w ekran telewizora.  Po godzinie bezsensownego przerzucania kanałów. Odłożył pustą szklankę na nocny stolik. I przymknął oczy, nakrywając się kołdrą.
  Z niespokojnej drzemki wyrwał go irytujący  dzwonek telefonu. Zerknął na ekran. I bez zastanowienia odrzucił połączenie. Widząc na wyświetlaczu imię Wellingera.
  Prychnął coraz mocniej rozdrażniony. Gdy dźwięk powtórzył się kolejny raz. Pośpiesznie wyłączył telefon. Próbując zasnąć kolejny raz.

    Niestety. Sen chyba dzisiaj nie był mu pisany. Bo po kilku minutach rozległo się uporczywe walenie do drzwi. I nim zdążył zareagować , Wellinger stał już na przeciwko niego. Szczerząc się głupkowato.
-Jak nie odbieram, to chyba logiczne że nie mam ochoty z Tobą rozmawiać- warknął , siadając na łóżku.
-Daj spokój chyba nie jesteś wściekły za to przy obiedzie - Andreas nie wzruszony zajął miejsce na fotelu.
-Nie . Po prostu ...- Freitag przerwał. Wellinger był chyba ostatnią osobą , której chciałby się tłumaczyć. Ze swojego dziwnego stanu.
-To dlaczego nie ma Cię jeszcze z nami na dole? - kumpel zmrużył oczy . Rozglądając się z uwagą po pokoju. Jego wzrok zatrzymał się na  pustej butelce - odkąd to uwielbiasz samotne picie w pokoju hotelowym?
-Andreas naprawdę nie mam dzisiaj....
-A może ta mała zabroniła Ci z nami wychodzić?- Wellinger z trudem powstrzymywał śmiech.
-A co ja mam z nią wspólnego?- Richard usilnie starał się nad sobą panować.
-Nie wiem. Ty mi powiedz. W końcu to Ty zawsze pierwszy leciałeś do klubu. A tu nagle, pojawia się ta mała. A Ty grzeczniutko zamykasz się w pokoju - kumpel parsknął śmiechem.
-Ogarnij się Wellinger. Chyba nie sądzisz , że dałbym jakiejś małolacie sobą rządzić?
-Tak to wygląda - kumpel parsknął rozbawiony.
-Więc udowodnię Ci ,  że tak nie jest- Freitag podniósł się z łóżka. Kierując się w stronę łazienki. Aby się ogarnąć. Po kilku minutach oboje wchodzili już do hotelowego klubu.



   Zajęła miejsce w najciemniejszym kącie hotelowej dyskoteki. Wzrok miała wbity w podłogę. Nerwowo stukała palcami w blat stolika. Czekając na Philippa. Składającego zamówienie przy barze. Minęła doba odkąd była tu ostatnio. Odkąd wykrzyczała Philippowi, że chciałaby śmierci swojego ojca. Skrzywiła się . Minęło dopiero kilkanaście godzin. A jej słowa wykrzyczane w złości stały się faktem. Nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać. Targały nią sprzeczne uczucia.
 Uniosła lekko głowę. Gdy chłopak podsunął jej pod nos talerz frytek i hamburgera. Bardziej zainteresował ją jednak kufel piwa. Wyciągnęła rękę. Philipp był jednak szybszy.
-Najpierw zjedz- usiadł przy niej ze śmiechem. Prychnęła. Ale posłusznie zajęła się frytkami na swoim talerzu. Gdy zjadła połowę, chłopak podsunął jej piwo. Upiła kilka łyków. Równocześnie odsuwając od siebie talerz.
-Wystarczy - jęknęła. Opierając się wygodnie. Znów chwyciła do rąk piwo. W końcu rozglądnęła się dookoła.
-Powinnaś jeszcze...- Philipp nagle przerwał. Widząc jak grymas bólu wykrzywił twarz dziewczyny. Zmrużyła oczy ze złością. Jej palce zacisnęły się na kuflu. Podążył za jej wzrokiem. Ciekawy, co tak nagle wyprowadziło, ją z równowagi. Zacisnął szczękę , widząc w co,  albo raczej w kogo się wpatruje. Kilkanaście metrów dalej. Siedzieli jego starsi kumple w towarzystwie kilku dziewczyn. Dla niego normalny widok. Do którego przez tyle czasu zdążył się już przyzwyczaić.
   Prychnął pod nosem, przypominając sobie słowa przyjaciela. Kilka godzin temu. Żeby porozmawiał o Tinie z Freitagiem.  Jak dobrze, że tego nie zrobił. Tylko by się ośmieszył. Starszy kumpel już chyba nawet nie pamiętał. O istnieniu kogoś takiego jak Tina. Całkowicie oddając się pocałunkom. Jakiejś nowo poznanej blondynki.


  Tina czuła jak robi jej się niedobrze. Jak zjedzone przed chwilą frytki podchodzą jej do gardła. Jak żołądek skręca jej się w supeł. Jak ogarnia ją coraz większa złość.  Zacisnęła mocniej palce na kuflu piwa. Miała wrażenie , że szkło zaraz pęknie pod naporem jej palców. Upiła trochę. I z trzaskiem odłożyła kufel na stoliku. Ciągle wpatrywała się w stolik kilkanaście metrów dalej. Nie potrafiła przestać patrzeć w tamtym kierunku. Mimo, że tak bardzo nie chciała tego oglądać. Mimo , że widok z każdą sekundą coraz bardziej wyprowadzał ją z równowagi.

  Podniosła się gwałtownie. Jej nogi automatycznie skierowały się w tamtym kierunku. Philipp zerwał się od stolika i zrównał z nią krok. Chwycił jej dłoń. Na co nawet nie zwróciła uwagi.
  Nagle się zatrzymała , dosłownie kilka metrów od stolika niemieckiej kadry. Freitag znienacka  oderwał się od ust blondynki i spojrzał na nią. Ich spojrzenia skrzyżowały się na krótki moment. Z głośników zaczęła płynąć jakaś wolna piosenka. Tina odwróciła się w stronę Philippa, oplatając jego szyję rękami. Chłopak spojrzał na nią zaskoczony. Ale mimowolnie chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie.

  Tina czuła na sobie wzrok Freitaga. Który momentalnie przestał się interesować dziewczyną u swojego boku.  Skupiając całą swoją uwagę na scenie rozgrywającej się przed jego oczami. Znów czuł tą cholerną zazdrość odbierającą mu racjonalne myślenie. Zazdrość której nie powinien czuć. Której nie chciał czuć. A która z sekundy na sekundę robiła się coraz większa.
  Freitag zacisnął ręce w pięści . Wiedząc co za chwilę się wydarzy. Nie pomylił się. Choć błagał w myślach żeby tak było. Dziewczyna uniosła głowę, wpijając się w usta jego młodszego kumpla. Całowała go , tak jak jeszcze kilka godzin temu całowała jego. Zazdrość zamieniła się w złość.
 Blondynka z którą jeszcze przed chwilą, tak chętnie się całował, położyła rękę na jego ramieniu.  Strzepnął jej dłoń i podniósł się gwałtownie.


   Martina całkowicie nie panowała nad sobą. Nie kontrolowała tego co robi. I nie myślała o konsekwencjach. Widok chłopaka któremu w nocy oddała się bez reszty. Całującego inną, wstrząsnął nią . Mimo tego, że przecież Freitag niczego jej nie obiecywał. Że mogła się tego spodziewać od samego początku tej znajomości. Ale mimo tego, że to wszystko wiedziała. Widok Freitaga z inną bolał ją. Powodował tak nieznośny ból , że w jednej chwili przestała myśleć i działać racjonalnie.
 Zaczęła tańczyć z Philippem, chcąc zrobić na złość brunetowi. Chciała żeby był zazdrosny. Choć i tak była pewna, że nie będzie. Dlatego zupełnie bezsensu było to co robiła.
 Uniosła słabo głowę, wpatrując się Philipowi prosto w oczy. Zobaczyła w nich czułość i troskę. O nią. Patrzył na nią jakoś tak inaczej niż zwykle. Nie myśląc wiele złączyła ich usta w pocałunku. Chłopak jęknął zupełnie zaskoczony. Ale oddał pocałunek. Jeszcze mocniej ją do siebie przyciągając.
 Odsunęła się od niego równie gwałtownie. Jak gdyby wyczuła zbliżającego się Freitaga.
-Chodźmy stąd - pociągnęła ciągle zaskoczonego Philippa za rękę. Kątek oka widziała bruneta , dosłownie parę kroków od nich. Przyspieszyła. Chciała jak najszybciej stąd zniknąć. Z klubu, z hotelu. Z życia ich wszystkich.


Nie mam pojęcia czy ktoś tu jeszcze jest. Czy ktoś jeszcze czeka na kolejny rozdział. Ale postanowiłam go dodać. 
I chyba muszę się wytłumaczyć ze swojej nieobecności , zarówno tutaj jak i u Was. 
W maju w obudwu oczach stwierdzono u mnie zmiany jaskrowe , a że z jednym już wcześniej miałam problemy ( odwarstwienie siatkówki , pięć zabiegów itd) wystraszyłam się. Prawie całkowicie odstawiłam laptopa , nie chcąc nadwyrężać oczu. 
Ale jakoś tak ciągle mnie ciągnie do skończenia tej historii. Dlatego pomalutku postanowiłam wrocić. I chciałabym doprowadzić do końca to co zaczęłam.  Ale już na pewno nie w takim tempie jak wcześniej. I do Was też oczywiście postaram się zaglądać. 





środa, 3 kwietnia 2019

13



  -Muszę się zbierać Domi - Martina podniosła się niechętnie. Przy jęku Dominika. I zaskoczonym spojrzeniu dwójki przyjaciół.
-Już? - w oczach małego zaszkliły się łzy.
-Zaraz ktoś po Ciebie przyjedzie. I lepiej będzie jak już stąd pójdę- zaśmiała się. Czując jak nieznośny ból rozrywa ją od środka.
-Ale...- chłopiec już nie powstrzymywał łez , całymi strumieniami spływały mu po twarzy. Sprawiając , że pękało jej serce.
-Odwiedzę Cię jak to tylko będzie możliwe. Obiecuję- przytuliła się do niego. Jego ręce zacisnęły się na jej szyi. Z żalem oderwała go od siebie. Zwracając się do Jonasa- zostaniesz z nim?
-Tak, jasne- spojrzał na nią niczego nie rozumiejąc.
 Martina posłała w jego stronę uśmiech. Pocałowała brata w czoło. I wyszła na korytarz. Zanosząc się płaczem.

-Zaczekaj. Co Ty wyprawiasz? - Philipp dopadł do niej gdy wybiegała już przed szpital- gdzie się wybierasz? Przecież ktoś miał po Ciebie przyjechać.
-Zwariowałeś?- prychnęła, ocierając łzy.
-Mówiłaś, że...
-Naprawdę myślałeś, że dam się zamknąć w jakimś domu dziecka? - przerwała mu.
-Ale ...
-A Ty ? Dałbyś się zamknąć na moim miejscu?- przerwała mu kolejny raz ze złością.
-Nie wiem Tinka. Nie jestem na Twoim miejscu. Nie mam pojęcia co bym zrobił.
-No właśnie. Nie jesteś na moim miejscu- wycedziła przez zaciśnięte zęby.
-Przepraszam - rzucił cicho, przytulając ją do siebie- więc? Co zamierzasz?
-Nie wiem. Ale na pewno, nie dam się gdzieś zamknąć. Muszę zdobyć jakieś pieniądze. Mieszkanie.
-Odbiło Ci Martina? Masz siedemnaście lat. Jak chcesz zdobyć pieniądze? Mieszkanie?
-A myślisz jak to robiłam do tej pory?-warknęła.
-O czym mówisz?
-O niczym- prychnęła. Wciskając ręce do kieszeni jeansów. Coś zaszeleściło pod jej palcami. Wyciągnęła rękę wpatrując się szeroko otwartymi oczami w znajdujące się na niej pieniądze. Ponad dwieście euro. Przez chwilę nie potrafiła sobie przypomnieć skąd je ma.
-Freitag - ugryzła się w język . Gdy zorientowała się , że powiedziała to na głos. Philipp przyglądał się jej mrużąc oczy.
-Czy Ty? Czy on?- na jego twarzy malował się szok i niedowierzanie.
-Nie. Nie sypiam z Freitagiem za pieniądze- warknęła - bo o to chciałeś zapytać. Prawda?
-Przepraszam Tinka. Po prostu...
-Myślał, że chcę go okraść. Wściekł się. Wcisnął mi je do kieszeni. A ja całkiem o tym zapomniałam- szepnęła , trochę zawstydzona swoim wybuchem.
-Jak coś tak idiotycznego mogło wpaść mu do głowy? Jezu , co za dupek- chłopak  aż się zagotował ze złości. Martina spuściła głowę i przełknęła ślinę.
-Okradłam go wcześniej dwa razy. To właśnie po to przychodziłam do hotelu Philipp.
-Co zrobiłaś?!
-Okradłam go dwa razy. Tak jak wielu innych facetów wcześniej- uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy- I zrobiłabym to jeszcze raz. Gdybym musiała.
-Ale..
-Właśnie taka teraz jestem. I co nadal chcesz mnie nazywać swoją przyjaciółką?- zatrzymała się gwałtownie przed hotelem. W ogóle nie zauważyła , że zmierzają w tym kierunku.
-Na razie chcę Cię zabrać na obiad. A później przedyskutujemy sprawę naszej przyjaźni- posłał w jej stronę delikatny uśmiech. Chcąc dodać jej otuchy. Pociągnął ją za rękę wprowadzając do hotelu. Bo sama nie miała zamiaru się ruszyć.
-Nie jestem głodna. A Ty nie musisz udawać, że nadal chcesz się ze mną zadawać- prychnęła, gdy wprost siłą wepchnął ją do hotelowej restauracji. Rozejrzała się lekko spanikowana, po prawie pełnej o tej godzinie sali. Zacisnęła szczękę, widząc Freitaga z resztą niemieckiej kadry.
-A Ty nie musisz ciągle udawać, że z wszystkim sama dasz sobie radę- objął ją w pasie i zaprowadził do stolika najbardziej oddalonego od swoich kumpli. Za co była mu niezmiernie wdzięczna. Usiadła zrezygnowana. Wbiła wzrok w stolik , czekając na zamówione przez chłopaka potrawy.


-Powiesz mi dlaczego to zrobiłaś?- chłopak odezwał się nagle , przerywając ciszę pomiędzy nimi.
-Potrzebowałam pieniędzy - Tina nawet nie uniosła głowy.
-Na co? Bo nie uwierzę, że na ciuchy lub jakiś kosmetyk.
-Na jedzenie dla Dominika- na samo wspomnienie brata, znów poczuła łzy zbierające jej się pod powiekami.
-Dlaczego do mnie nie przyszłaś?- dziewczyna mimo wszystko parsknęła śmiechem po jego słowach. On sam zaraz zorientował się jak to zabrzmiało.
-Nawet by mi to do głowy nie wpadło. Miałam stanąć w Twoich drzwiach po kilku latach i powiedzieć. Daj mi parę euro bo nie mam co jeść?
-Wiem, bez sensu - jęknął - nie mogę sobie darować, że nigdy do Ciebie nie podszedłem. Że nigdy nie spróbowałem nawet odnowić naszego kontaktu.
-Daj spokój.
-Co teraz Tina? Już nawet nie pytam o pieniądze. Ale gdzie będziesz mieszkać?
-Może uda mi się zatrzymać na parę dni u Jonasa. On też nie ma lekko. Ale z trzy, cztery dni jego rodzice jakoś mnie zniosą. A potem może wrócę do domu. Coś tam z niego zostało, przecież.
-Odbiło Ci?
-Żartowałam- uśmiechnęła się. Widział jednak , że chciała go tylko uspokoić. Że nie miała nastroju do żartów.
-Kadra A wylatuje w czwartek do Finlandii. My z chłopakami odpuszczamy najbliższe zawody w Stanach. A kolejne są u nas.
-No i?- spojrzała na niego, nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi. Niezbyt interesował ją kalendarz zawodów w skokach narciarskich.
-Jeśli wytrzymasz trzy dni w jednym miejscu z nim - kiwnął głową w stronę Freitaga - to masz miejscówkę na kolejne dwa tygodnie.
-Co?!
-Będę z kadrą B trenował tutaj. Jakoś dam radę Cię tutaj ukrywać.
-Zwariowałeś? Przecież gdy ktoś się zorientuje, wpakujesz się w niezłe kłopoty- ściszyła głos. Bo kelner właśnie podał im zamówione danie.
-I co mogą mi zrobić?
-To bezsensu Philipp. Nie możesz dla mnie aż tak ryzykować- pokręciła głową . Pomysł przyjaciela był absurdalny. Niemożliwe było, żeby nikt się nie zorientował , że ukrywa ją w pokoju. Przecież zajmował go razem z jakimś kumplem.
-I tak nic mi nie zrobią. Nie musisz się martwić- uśmiechnął się do niej delikatnie. Ona jednak była nieugięta. Nie miała zamiaru się godzić.
-Nie nalegaj. I tak nie zmienię zdania- chwyciła do rąk widelec. Próbując przemóc się do zjedzenia czegokolwiek. Czuła jednak jak wszystko podchodzi jej do gardła od samego patrzenia na jedzenie.
-To może zatrzymasz się u moich rodziców? Znają Cię przecież i lubią.
-Lubili Philipp. Kilka lat temu.
-Na pewno nic się nie zmieniło.
-Philipp nie jestem już małym dzieciakiem którego znali. Tylko całkiem obcą nastolatką- prychnęła i odłożyła widelec na stolik- nie stawiaj ich w takiej sytuacji.
-Może masz trochę racji.  A teraz zjedz przynajmniej trochę- chłopak ponownie włożył jej do rąk widelec. Potrząsnęła głową. Nie była w stanie. Philipp nie spuszczał z niej jednak wzroku, czekając aż zacznie jeść.


 Richard uniósł nieznacznie głowę, widząc ją z Philippem. Oboje przeszli obok ich stolika, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Dziewczyna szła z pochyloną nisko głową. Ale dostrzegł jej opuchnięte od płaczu oczy. Nie było w niej nic tej uśmiechniętej i radosnej osoby. Która jeszcze kilka godzin temu wzbudziła w nim tyle sprzecznych uczuć naraz.
-To jak to w końcu jest? Zaliczyłeś ją czy jednak nie?- zaśmiał się Wellinger podążając za jego spojrzeniem.
-To nie jest Twoja sprawa- warknął tylko, nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
-Nie moja? Ostatnio miałem inne wrażenie- uśmiech nie schodził z twarzy Andreasowi. Richard zacisnął nerwowo pięści. Ignorując słowa kumpla.
-Daj spokój Andreas - Sev odezwał się spokojnym głosem. Chcąc opanować wiszącą  w powietrzu kłótnię.
-Dziewczyna wczoraj ochoczo z Tobą wyszła . Więc mogę sądzić , że  w końcu się z nią przespałeś- Wellinger udał , że nie słyszy Severina. Dalej ciągnąc tą bezsensowną wymianę zdań.
-Nie przespałem się z nią. Ani wcześniej, ani wczoraj. Kłamałem.  Wystarczy ?- warknął Freitag podnosząc się gwałtownie. Zasunął krzesło ze złością. I wyszedł z hotelowej restauracji.


  Wszedł wściekły do pokoju. Huk zatrzaskiwanych drzwi, rozniósł się chyba po całym hotelu. Usiadł na łóżku myśląc co robić. Miał ochotę wrócić i z nią porozmawiać. Przeprosić za swoje nieprzemyślane słowa. Wypowiedziane w nocy, w złości. Za swoje zachowanie w stosunku co do niej.
  Chciał też  dowiedzieć się , co jej się stało. I czy jest w jakikolwiek sposób w stanie jej pomóc. Był jednak pewny , że dziewczyna, nie będzie miała najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Westchnął ciężko.  Rezygnując z ponownego zejścia na dół.
-Gadaj co się dzieje-  podniósł głowę zaskoczony  , słysząc nad sobą głos Severina. Nie zauważył nawet powrotu przyjaciela do pokoju.
-Nic- prychnął. Podniósł się i szybkim krokiem podszedł do hotelowego barku.
- Chyba nie zamierzasz teraz pić?- Sev spojrzał na niego zrezygnowanym wzrokiem. Freitag wzruszył ramionami. I odkręcił pierwszą z brzegu butelkę. Wlewając jej zawartość do szklanki. Pociągnął spory łyk i usiadł z powrotem na łóżku.

-Dobra, chcesz czy nie. Będę tutaj tak długo. Dopóki mi nie powiesz co jest grane. Bo jest. I przestań się wykręcać. Nie znamy się od wczoraj , więc daruj sobie te głodne kawałki  , że nic się nie dzieje - Sev przysunął sobie krzesło. I zajął miejsce na przeciwko niego.
-Nic się nie dzieje- wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Jak chcesz. Ja mam czas- Sev zaśmiał się, nie spuszczając z niego wzroku. Freitag prychnął zrezygnowany.
-Kiedy ja sam nie wiem co się dzieje- westchnął . Opróżnił szklankę i odstawił ją na podłogę- wszystko się nagle popieprzyło.
-Co z tą małą? Poważnie z nią nie spałeś?
-Z Tiną? - Richard poczuł dziwne mrowienie na wspomnienie dziewczyny. I ostatniej nocy spędzonej w jej towarzystwie. Przełknął ślinę i popatrzył na przyjaciela - Nie spałem.
-Ale Cię kręci? Bardziej niż inne? I coś między Wami jest?
-Właśnie chyba nic nie ma. Już nie ma. Spieprzyłem i tyle.
-Raczej nie chodzi o te historie które nam o niej opowiedziałeś. Bo mimo wszystko, ona dosyć chętnie wczoraj z Tobą wyszła. Więc? Co nawywijałeś później?- Sev zmierzył go uważnym spojrzeniem. Freitag czuł się jak dzieciak , na dywaniku u dyrektora w szkole.
-Ona zrobiła coś głupiego. Ja zbyt szybko ją oceniłem. Chyba trochę przegiąłem - przerwał na moment- nie trochę. Cholernie przegiąłem. Powiedziałem kilka słów za dużo.
-Zależy Ci na niej - Sev nie spytał. Stwierdził po prostu , zauważył to przed czym on sam ciągle się bronił. Nawet teraz.
-A tam od razu zależy. Głupio mi , że tak jak ją potraktowałem. Poza tym  polubiłem tą małą i jej brata. To tyle.
-Znasz nawet jej brata?- na ustach Severina błąkał się coraz większy uśmiech.
-Spotkałem ich kiedyś razem. Jezu , skończ się czepiać.
-A Ty skończ się wypierać- Sev parsknął śmiechem. Po chwili jednak uspokoił się i spojrzał na kumpla poważnie - może przeproś ją. Wydaje mi się , że jej też zależy. Przynajmniej wczoraj sprawiała takie wrażenie.
-Tak myślisz? - Freitag nie potrafił opanować entuzjazmu po słowach przyjaciela. Na co ten znów się zaśmiał.
-Nie potrafiła się od Ciebie odkleić. Zresztą Ty od niej też. Więc przestań się użalać nad sobą. I złaź na dół. Zanim Philipp naprawdę sprzątnie Ci ją z przed nosa.
-To chyba nie takie proste.
-Co nie jest proste? Wypowiedzenia krótkiego słowa przepraszam?
- W nocy chyba coś się stało. Młody przyszedł tu po nią z tym jej kumplem.
-To pogadaj najpierw z nim. Dowiedz się o co chodzi - Freitag prychnął po słowach przyjaciela. Jakby to było prostsze. Jego stosunki z Philippem, odkąd poznał Tinę. Znacznie się pogorszyły. Nigdy nie były jakieś super. I przyjaźnią by tego nie nazwał. Bo chłopak był jednak od niego sporo młodszy. Ale Philipp od dawna trzymał się z jego siostrą. Więc czasem rozmawiali ze sobą. Poza treningami i zawodami. Chłopak często przesiadywał u niego w domu. Gdy Selina trenowała w Oberstdorfie . Teraz jednak oboje patrzeli na siebie ze złością i schodzili sobie z drogi.  Nie chcąc przebywać ani chwili w swoim towarzystwie.








wtorek, 19 marca 2019

12



 
-Zabierzcie ją stąd - ten sam głos, który nie pozwolił jej wejść do środka. Zwrócił się do kogoś za nią. Znów się szarpnęła. Uścisk jednak nie zelżał.
-Uspokój się Tinka - cichy głos Philippa, rozległ się tuż przy jej uchu. Jego ręce pociągnęły ją do tyłu. Nie miała siły dłużej się szarpać. Pozwoliła mu odciągnąć się na bok.
-Dominik. Gdzie jest Dominik?- odezwała się ledwo słyszalnym szeptem. Z jej oczu nieprzerwanie spływały łzy. Trzęsła się z zimna. Philipp nakrył ją kurtką, zabraną z pokoju.
-W szpitalu. Moja mama jest z nim. Jest przerażony. Ma złamaną rękę i jest trochę poobijany. Ale poza tym nic mu nie jest - odezwał się Jonas. Tina poczuła jak olbrzymi kamień spada jej z serca.
-Złamaną rękę?
-Wyskoczyłem z nim przez okno. Nie miałem innego wyjścia. Na dole  był ogień. Nie chciałem czekać na straż.
-Ty?- nic nie rozumiała. Skąd się tam wziął Jonas?
-Poszedłem do domu, gdy zostawiłem Was samych. Zagadałem się z mamą. I gdy wróciłem Ciebie już nie było. Spotkałem kumpla i plątaliśmy się po ulicach. Gdy zobaczyłem ogień.
-Dziękuję, że tutaj byłeś Jonas- znów zaczęła płakać. Czuła ogarniające ją wyrzuty sumienia. Jej brat potrzebował pomocy, a ona zabawiała się w tym czasie z Freitagiem. Mimo, że przeczuwała, że coś się stało.
-Tina... - Jonas przerwał nagle. Nie patrząc jej w oczy.
-Muszę do niego iść . Zaprowadźcie mnie - musiała go zobaczyć. Musiała na własne oczy przekonać się, że nic mu nie jest.
-Poczekaj - coś w głosie Philippa ją zaniepokoiło. Znów poczuła strach , ściskający jej serce. Nagle , przypomniała sobie o ojcu. Spanikowała. Nienawidziła go. Wiele razy  życzyła mu śmierci ,  ale..
-Co z tatą? - szarpnęła Jonasa za kurtkę.
-Przepraszam Tina. Ale nie miałem więcej czasu. Nie zdążyłem Tina - coś ścisnęło ją za gardło. Poczuła bezgraniczny strach, że zostali sami. Czuła jak ziemia osuwa jej się z pod nóg. A przed oczami robi się ciemno.



    Otworzyła oczy, tępym wzrokiem patrząc przed siebie. Była w pokoju hotelowym. Takim samym jak ten w którym spędziła dzisiejszą noc z Freitagiem. Nie był to jednak, pokój Richarda. Podniosła głowę, słysząc obok siebie czyjeś głosy .
  Przy jej łóżku siedział Philipp. Cicho rozmawiając z jakimś chłopakiem. Odwrócił się w jej stronę, gdy zdał sobie sprawę z tego, że się ocknęła. Wpatrywał się w nią zatroskanym wzrokiem. Nagle wszystko sobie przypomniała. I z jej gardła wydobył się cichy krzyk.
  Philipp od razu znalazł się przy niej. Zamykając w swoim uścisku. Gładził ją po plecach czekając cierpliwie aż się uspokoi.
-Gdzie Jonas?- odezwała się nagle cicho. Nie przestając płakać. Chłopak towarzyszący jej przyjacielowi. Szybko opuścił pokój.
-Pojechał do szpitala. Jego mama musiała iść do pracy - pokiwała tylko apatycznie głową, nawet się nie odzywając .
- Przykro mi Tinka. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz - szepnął. Nie miał pojęcia co więcej może jej powiedzieć. Wkurzała go jego własna bezradność. Nie potrafił jej pomóc. Nie mógł zrobić niczego, żeby choć trochę jej ulżyć.
-Chcesz wiedzieć co czuję?- odezwała się tak cicho , że ledwo ją słyszał. Uniosła głowę, patrząc mu w oczy - strach bo zostaliśmy sami. Ale jednocześnie ulgę, bo już nikt nie będzie okładał mnie pięściami. I ta cholerne ulga sprawia , że czuję do siebie odrazę.
-To normalne Tinka....
-Normalne? - przerwała mu podnosząc głos- normalne jest , że w jakiś sposób cieszę się bo zginął mój ojciec? To jest wstrętne. Obrzydliwe. Ale ja nie potrafię inaczej. Nie potrafię, rozumiesz?

  Jej ramionami znów wstrząsnął szloch. Nagle poczuła ogarniający ją coraz większy  strach. Doszło do niej co tak naprawdę oznacza śmierć ich ojca. Zostali sami. A ona był niepełnoletnia. Zerwała się z łóżka.
-Muszę  iść po Dominika. Muszę go stamtąd zabrać. Zanim oni mi go zabiorą.
-Gdzie ? Gdzie go zabierzesz Tina? - zatrzymała się gwałtownie. Philipp miał rację. Nie miała dokąd go zabrać. Nie miała niczego. Domu, pieniędzy. Niczego. Nie miała niczego i nikogo. Osunęła się po ścianie na podłogę. Płacząc i krzycząc równocześnie.


   Od dwóch godzin chodził w kółko po pokoju. Nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca. Od momentu gdy zamknęły się za nią drzwi. Wciąż zadawał sobie pytanie co takiego się stało. Ani Philipp, ani ten drugi nie chcieli nic mu powiedzieć. Tylko od razu popędzili za nią.

   Nie potrafiąc dłużej wytrzymać. Wyszedł z pomieszczenia  trzaskając drzwiami. I skierował się w stronę pokoju młodszego skoczka. Mając nadzieję , że będzie w środku. Zapukał i nie czekając na zaproszenie wszedł do środka. W momencie gdy dziewczyna osuwała się na podłogę. Dopadł do niej sekundę wcześniej niż Philipp. Gdy spojrzała na niego. Poczuł jej strach. I jej cierpienie.

  Nadal nie wiedział co się stało. Ale czuł , że to coś okropnego. Coś , w czym ani on. Ani Philipp , Nie będą mogli jej pomóc.
-To moja wina- odezwała się nagle. Słyszał w jej głosie nieznośny ból. Podniosła się z podłogi. Nie spuszczając z niego wzroku. Wzroku, w którym widział nienawiść. Nienawiść do wszystkich w okół  - nic by się nie stało. Gdybym nie poszła z Tobą na górę. Gdybym nie była taka głupia.
-To nie jest niczyja wina. A już na pewno nie Twoja Tinka - Richard z lekką zazdrością spojrzał na Philippa, gdy dziewczyna bez słowa dała mu się zaprowadzić na łóżko.
-Pójdziesz ze mną do niego? Proszę- zwróciła się do młodszego chłopaka. Kompletnie nie zwracając na niego uwagi.
-Dam znać tylko trenerowi, że nie będzie mnie na treningu- chłopak pocałował ją w czoło, wzbudzając w nim kolejne ukłucie zazdrości i wyszedł z pokoju. Zostawiając ich samych. Freitag niepewnie usiadł przy niej na łóżku. Podniosła na niego wzrok . Choć i tak miał wrażenie, że nie zwraca na niego żadnej uwagi.
-Mogę Ci jakoś pomóc?- nadal nie wiedział co się stało. Czuł jednak , że chce jej pomóc. Chce być teraz blisko niej.
-Ty mi?- prychnęła.
-Widzę , że coś się stało. Dlatego...
-Odczep się ode mnie- przerwała mu - to najlepsze co możesz zrobić.
-Ale....
-Dopiąłeś swego.Przespałeś się ze mną. Możesz pochwalić się kolegom.  Jest tak jak miało być od początku. A co do pieniędzy. Ukradłam Ci je. Nie miałam innego wyjścia. I nie żałuję. Zrobiłabym to jeszcze raz.  Więc jeśli chcesz. Wezwij policję. Już mi nie zależy- zakończyła, patrząc mu dumnie w oczy.
  Chciał coś powiedzieć. Coś zrobić. Najlepiej wziąć ją w ramiona. I sprawić żeby zniknęły wszystkie jej problemy. Nie zrobił jednak tego. Wystraszył się. Tych wszystkich uczuć , które nagle nim zawładnęły.
-Przecież to nie chodzi o policję i te marne parę euro.
-Marne parę euro? - warknęła. Spojrzał na nią zdziwiony- no tak. Wielki Richard Freitag. Dla Ciebie to tylko parę euro. A dla nas to było....
  Przerwała. Zeskoczyła z łóżka. I założyła buty. Nie do końca rozumiał jej wybuch. Położył jej rękę na ramieniu, zanim ubrała kurtkę. Spojrzała na niego z taką pogardą. Że od razu ją zabrał. Wyszła na korytarz. Nie pozostało mu nic innego jak podążyć za nią.
-Poczekaj- ostatni raz spróbował ją zatrzymać.
-Pieprz się Freitag. I daj mi święty spokój- wysyczała przez zaciśnięte zęby, chwytając za rękę Philippa. Który właśnie do nich doszedł.


  Z niepokojem przekroczyła próg szpitalnej sali. Buzia Dominika od razu rozpromieniła się na jej widok. Coś ścisnęło ją za serce. Usilnie starała się walczyć z nadchodzącymi łzami. Uśmiechnęła się w jego stronę. I zajęła miejsce na jego łóżku. Jonas podniósł się i wyszedł na korytarz , zostawiając ich samych.
-Przepraszam , że mnie nie było- przytuliła go, uważając na jego rękę.
-Bałem się. Ale Jonas po mnie przyszedł- odezwał się cicho.
-Gdybym tylko wiedziała...
-Nie przejmuj się. Wiem , że musiałaś wyjść- przerwał jej. Wyrzuty sumienia nie dawały jej jednak spokoju. Ona zabawiała się Freitagiem, gdy jej brat.... Zacisnęła ręce w pięści.
-Powinnam być z Tobą.
-Teraz już będziesz. Teraz gdy go nie ma, będziemy już tylko razem. I wszystko będzie dobrze- wyszeptał. Tina ukryła twarz w dłoniach. Jak miała mu powiedzieć , że tak nie będzie - powiedz coś Tina. Będziemy razem, prawda? Tylko ja i Ty.
  Uniosła głowę. Chłopczyk patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Jego broda zaczęła niebezpiecznie drżeć. Przełknęła ślinę.
-Domi...- przerwała i odetchnęła głęboko- wiesz , że nie jestem jeszcze pełnoletnia . I to wszystko nie jest takie proste.
-Ale to Ty zajmujesz się mną od dawna.
-Wiem. I nadal chcę to robić. Ale nikt mi na to teraz nie pozwoli- po policzkach chłopca zaczęły spływać łzy. Tina sama zaczęła szybko mrugać oczami. Byleby się tylko nie rozpłakać. Przyciągnęła go do siebie. A on od razu wtulił się w jej ramiona.


  Przez głowę przelatywały jej tysiące myśli. Miała ochotę zabrać go ze szpitala. Uciec daleko stąd. Tak żeby nikt nigdy ich nie znalazł. Wiedziała jednak , że to nierozsądne. I nie może tego zrobić. Bez pieniędzy i dachu nad głową .  Sama , poradziłaby sobie bez problemu. Ale z Dominikiem nie miała szans. Nie mogła , aż tak ryzykować. Musiała być odpowiedzialna. Musiała przede wszystkim myśleć o nim.
-Co teraz Tina?- chłopiec odsunął się od niej. Wbijając w nią wystraszone spojrzenie.
-Nie wiem, Domi. Naprawdę nie wiem- jęknęła. Raczej nie możliwe było. Żeby im obu udało się trafić do jakiejś rodziny. Wiedziała jednak, że Domi ma szansę. Był jeszcze dzieckiem. I na pewno szybko znajdzie się dla niego jakaś rodzina zastępcza. Ona nie mogła na to liczyć.
-Ale nie zostawisz mnie, prawda?- usta chłopca, znów wykrzywiły się w podkówkę. Chwyciła go za ręce i spojrzała mu prosto w oczy.
-Tylko na chwilę Domi. Na parę miesięcy, aż nie skończę osiemnastu lat. Później będziemy już razem.
-Nie!
-Trafisz na pewno do jakiejś fajnej rodziny. Gdzie będą inne dzieciaki w Twoim wieku. A czas szybko minie- starała się by jej głos brzmiał przekonująco.
-Możesz być tam ze mną- prychnął obrażony.
-Jestem już prawie dorosła...
-Właśnie . Jesteś prawie dorosła. Dlatego możesz się mną zająć- złapał ją za słowo.
-Prawie Domi. Dlatego musimy jeszcze trochę wytrzymać.
-Ale ja nie chcę!
-Zrozum, że tak będzie najlepiej. Obiecuję, że w końcu znowu będziemy razem. A Ty obiecaj mi, że będziesz dzielny - uśmiechnęła się do niego. Chcąc dodać mu otuchy.
-Obiecuję - szepnął w końcu. Znów się do niej przytulając. Przełknęła łzy. Nie mogąc pozwolić sobie na płacz, w jego obecności. Odetchnęła z ulgą, gdy w drzwiach pokoju pojawił się Jonas z Philippem. Mały rozpromienił się lekko, na widok tego drugiego.
-Posiedzicie z nim? Pójdę porozmawiać z lekarzem- podniosła się ciężko. Kierując się w stronę drzwi.
-A Richi, Tina? - dobiegł ją nagle cichy głos brata - może on nam pomoże.
-Nie Domi. On teraz nie ma czasu- szepnęła tylko. I najszybciej jak potrafiła wyszła z pokoju.


 Oparła się ścianę, głęboko oddychając. Schowała twarz w dłoniach, a jej ramionami wstrząsnął szloch. Była bezsilna. Nie miała pojęcia co robić. Nie wiedziała co ich czeka. I jak będą wyglądały kolejne dni. Westchnęła. I otarła twarz wierzchem dłoni. Musiała się ogarnąć.

 Rozglądnęła się w poszukiwaniu pokoju lekarzy. I od razu skierowała się w tamtym kierunku. Zapukała słabo i weszła do środka.  Przedstawiła się i zajęła miejsce na brzegu krzesła. W oczekiwaniu wpatrując się w jasnowłosą lekarkę po drugiej stronie biurka.
-Przykro mi z powodu Waszego ojca- Tina z obojętnością pokiwała głową na słowa kobiety. Interesował ją tylko Domi. Nic więcej - Twój brat miał dużo szczęścia. Gdyby nie Twój kolega mogłoby się to skończyć o wiele gorzej. Tak naprawdę Dominik już dzisiaj może stąd wyjść.
-Dzisiaj?- jęknęła. Z jednej strony ucieszyła się. Z drugiej wiedziała co to oznacza. To były tak naprawdę ich ostatnie chwile razem.
-Tak. Z tego co wiem, nie macie żadnej rodziny -  Martina bezwolnie pokiwała głową- dlatego skontaktowałam się już z odpowiednim ośrodkiem. W którym będziesz mogła zamieszkać. Za niedługo ktoś powinien się tutaj zjawić.
-A Domi?- mimo, że spodziewała się tego. Ze złością zacisnęła ręce w pięści.
-Pójdzie do rodziny zastępczej. Nie musisz się martwić. To naprawdę w porządku ludzie. Mają już u siebie dwójkę dzieciaków.
-Nie martwię, tylko...- Martina przerwała. Sama nie wiedząc co powiedzieć. Bo wiedziała, że nie ma innego wyjścia, niż to.
-Wiem, że jesteś bardzo zżyta z bratem. Rozmawiałam trochę z mamą Twojego przyjaciela. Wiem, że nie mieliście łatwo. Uwierz mi, że to najlepsze rozwiązanie. Ty za niecały rok będziesz pełnoletnia. I wtedy możesz starać się o opiekę nad nim. Tylko oboje musicie wytrzymać. Musicie dać radę.
-Wiem- pokiwała głową przełykając łzy- mogę z nim jeszcze chwilę posiedzieć?
-Jasne. I później też będziesz mogła go odwiedzać. Nikt Ci tego nie zabroni- Martina uśmiechnęła się słabo. I szybkim krokiem wróciła do pokoju brata.



wtorek, 5 marca 2019

11

 

  Richard wyszedł z łazienki nie przestając się uśmiechać. Miał wrażenie , że nigdy wcześniej nie był  szczęśliwszy . Że właśnie w jakiś sposób zmienia się jego życie. I to za sprawą jakiejś dziewczyny.  Czego jeszcze kilka godzin temu zupełnie się nie spodziewał. I ciągle jeszcze próbował się przed tym bronić.

      Jedno spojrzenie w kierunku Tiny sprawiło jednak , że uśmiech zniknął mu z twarzy. Stanął  jak wryty  spoglądając to na nią, to na swój portfel leżący u jej stóp. Niedowierzanie w jego oczach, szybko zamieniło się w złość i pogardę. Więc jednak. Nie mylił się wcześniej. Cholerna mała złodziejka. A on przez moment dał jej się omotać.

-To nie jest tak jak myślisz- wydukała zaciskając nerwowo palce. Widziała, że jej nie wierzy. Ona sama by sobie nie uwierzyła na jego miejscu.
-A jak kurwa?- chłopak zacisnął nerwowo szczękę , robiąc krok w jej kierunku. Odsunęła się mimowolnie do tyłu.
-Strąciłam go , gdy brałam wino. Chciałam wszystko pozbierać, gdy...- przerwała. Jej tłumaczenia i tak było bez sensu. Nie wierzył jej. Wyminęła go i chwyciła do rąk kurtkę.
-Wybierasz się gdzieś?- chwycił ją za rękę, przyciągając do siebie.
-Puść- szarpnęła się, próbując się wyrwać. Czuła coraz większy strach.
-Ile?- zacisnęła oczy, walcząc ze łzami, gdy usłyszała pytanie - no ile jestem Ci winny za tę noc?
Nie odpowiedziała. Zamrugała szybko próbując pozbyć się łez. Nie pomogło . Same zaczęły spływać po jej twarzy.
-Pytam ile? Bo chyba nie ogarniam Twojego cennika - puścił ją, podnosząc pieniądze. Chciała uciec , ale stała jak sparaliżowana nie potrafiąc się ruszyć. Wcisnął jej do kieszeni jeansów wszystkie pozbierane pieniądze - wystarczy? Bo raz bierzesz sobie za noc kilka setek, a raz marne dwadzieścia euro. Dziś w końcu pieprzyłaś się ze mną. Więc nie jestem pewny czy wystarczy.
-Ty nie rozumiesz...
-A może dałem Ci za dużo? Sprawdź, bo może starczy na jeszcze jeden numerek?- przerwał jej , gwałtownie ją do siebie przyciągając. Znów się szarpnęła . Nie zareagował. Popchnął ją w kierunku łóżka.
-Posłuchaj mnie, proszę - dziewczyna była przerażona. Wyrwała się i skuliła w jego kącie. Podciągając  nogi pod brodę - daj mi się przynajmniej wytłumaczyć.
-Co Ty chcesz mi tłumaczyć? Próbowałaś mnie kolejny raz okraść. A ja przez moment  myślałem , że się pomyliłem. Że ostatnio źle policzyłem pieniądze. Ale jednak nie . Ty zwyczajnie mi je ukradłaś. Przepraszam. Ty nie kradniesz .Ty po prostu sama zabierasz sobie zapłatę - zaśmiał się kpiąco.

   Martina spuściła głowę. Tak naprawdę nie miała pojęcia co powiedzieć. Wiedziała , że w końcu wpadnie. Od zawsze w jakiś sposób zdawała sobie z tego sprawę. Za każdym razem ryzykowała. Bo po prostu nie miała innego wyjścia. Tylko dlaczego wpadła akurat dzisiaj. Przy nim. Dzisiaj, gdy nie miała zamiaru zabrać ani centa. Łzy nieprzerwanie spływały jej po twarzy. Przysunął się do niej i zmusił żeby na niego spojrzała.
-Jakoś nie słyszę Twoich tłumaczeń- warknął - może Ty dopiero myślisz, jaką bajeczkę mi sprzedać? A może próbujesz mnie zmiękczyć swoimi łzami?
-Nie. Po prostu.. - przerwała na moment.Przełknęła ślinę i odezwała się cicho ponownie  - nic co powiem i tak Cię nie przekona.
-Spróbuj- słyszała kpinę w jego głosie. Nie było w nim nic z chłopaka, z którym kochała się chwilę temu. Któremu była gotowa oddać wszystko. I dla którego była gotowa poświęcić wszystko. Gdy pokręciła przecząco głową, tylko się zaśmiał. Chwytając do rąk telefon  - to co? Może glinom się  szybciej wytłumaczysz?
   Dziewczyna gwałtownie zbladła. Wpadła w panikę. Czuła, że wszystko wali jej się na głowę.  Jak robi jej się gorąco. I nie może oddychać. Miała wrażenie, że zaraz zemdleje.
-Błagam. Zrobię wszystko- wyszeptała . Nie mogła na to pozwolić. Nie mogła dać się zamknąć. Co wtedy stałoby się z Dominikiem? Nie miał nikogo oprócz niej. Była dla niego wszystkim.  Tak samo jak on dla niej.
-Wszystko?- zaśmiał się ironicznie. Pokiwała głową. Była gotowa zrobić wszystko. Wszystko czego zażąda.


 Richard tak naprawdę sam nie wiedział, dlaczego aż tak bardzo się wkurzył. Przecież gdzieś tam podświadomie, jeszcze kilka godzin temu przeczuwał , że to ona. Może nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli. Ale kołatała mu się po głowie. Bo była to jedyna możliwość. I jedyne wytłumaczenie jego znikających pieniędzy. Których ubytkiem i tak zbytnio się nie przejmował. Bo nawet nie uznał ich braku. Dla niego to było tylko parę euro.

  Dlatego do końca nie rozumiał czemu, aż tak się wściekł. Przez myśl przeszła mu myśl, że przychodziła z nim do pokoju. Tylko dlatego żeby go okraść. A nie dlatego , że jej się podobał. Jak myślał na początku. I , że tak naprawdę to ona w jakiś sposób wykorzystała jego. A nie on ją. Ucierpiała jego męska duma. I chyba to właśnie doprowadzało go do szału.
 Bo poczuł się wykorzystany i rozczarowany. Rozczarowany , bo przez jakąś krótką chwilę. Miał uczucie, że ona jest inna. Niż te wszystkie dziewczyny, które zaliczał bez problemu po każdych zawodach. Że chciałby jeszcze kiedyś to powtórzyć. Że chciałby jeszcze ją spotkać.

  Złość na nią, a może i na siebie. Zupełnie nim zawładnęła. Przestał logicznie myśleć. I nie zwracał uwagi na to, że każdym kolejnym słowem ją krzywdzi.


 Patrzył na nią . Skuloną w kącie jego łóżka. I zastanawiał się co ma z nią zrobić. Gdy chwycił telefon. Żeby zadzwonić na policję. Dziewczyna wpadła w panikę. Spoglądał na nią nie wzruszony, gdy błagała go, żeby tego nie robił.
 Zaśmiał się ironicznie, nie spuszczając z niej wzroku. Ciekawe na ile jej słowa, że zrobi wszystko. Były prawdziwe. Zresztą co ona mogła mu zaoferować. Jedyną rzecz na której mu zależało. Już dostał. Przespał się z nią  bez problemu. Mimo, że wcześniej udawała niedostępną.

  Chwycił ją za nadgarstki i przyciągnął do siebie.  Brutalnie wpił się w jej usta. Tina  szarpnęła się nieznacznie. Gdy nie zareagował , poddała się jego pocałunkom.  Przywierając do niego całym ciałem. Czuł jak mocno bije jej serce. Złość zaczęła się mieszać z rosnącym pożądaniem.  Odsunął ją od siebie. Próbując nad sobą zapanować. Nie chciał kolejny raz wylądować z nią w łóżku. Choć nie. On niczego bardziej w tym momencie nie pragnął. Ale nie mógł do tego dopuścić.

  Dziewczyna nagle uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. W jej niebieskich oczach dostrzegł taki strach, że coś ukłuło go w sercu.
-Dlaczego to zrobiłaś ?- w jednej chwili reszta złości gdzieś uleciała. Ustępując miejsca temu dziwnemu uczuciu.  Którego znów nie potrafił nazwać. Nie potrafił, albo i nie chciał.
-I tak mi nie uwierzysz- odezwała się ledwo słyszalnym szeptem- przecież Ty już , mnie oceniłeś. Już z góry założyłeś kim jestem. I dlaczego zabrałam te pieniądze.
-Spróbuj to zmienić. Spraw żebym zmienił zdanie Tina- szepnął.  Znów chwycił ją za ręce. Wzdrygnęła się. Ale nie zabrała swoich dłoni.
-Ja musiałam. Nie miałam innego wyjścia- spuściła głowę. On nie spuszczał z niej wzroku. Coś w jej głosie sprawiało, że zaczynał jej wierzyć. Wierzyć, że musiała to zrobić. Chciał się jednak dowiedzieć dlaczego. Co lub kto zmusiło ją do tego.
-Ale dlaczego?
  Martina nie zdążyła odpowiedzieć. Bo rozległo się uporczywe pukanie do drzwi. Freitag nie zareagował. Ale gdy pukanie przerodziło się w walenie. Zaklął i podniósł się niechętnie.
 Otworzył drzwi nerwowym ruchem.. Widok za nimi znów wywołał u niego atak złości.
-Jest u Ciebie Tina?- dziewczyna podniosła się z łóżka słysząc głos Philippa. Z jej ust wydobył się jęk, gdy ujrzała go w towarzystwie Jonasa.
 Przyszli tutaj bo coś się stało. Była tego pewna. Przypomniała sobie wyjące syreny. I poczuła panikę ogarniającą ją kolejny raz tego wieczora.

 Freitag niechętnie wpuścił ich do środka. Odwrócił się w stronę dziewczyny i zastygł w pół kroku.
Po jej przeraźliwie bladej twarzy nadal spływały łzy. Nie to jednak było najgorsze. Jeśli kilka minut temu myślał , że się boi. To teraz była wprost przerażona.
 Nie powinien jej tak potraktować. Przegiął , nie miał prawa w ten sposób się do niej odzywać.  Podszedł  do niej, chcąc chwycić ją  za ręce. Ona jednak nie zwróciła na niego żadnej uwagi. Wyminęła go i dopadła do Jonasa.
-Powiedz , że po prostu się o mnie martwiłeś - wyjąkała - błagam Jonas. Powiedz, że przyszedłeś tu tylko dlatego bo bałeś się, że wpakuje się w jakieś gówno.
  Chłopak zacisnął szczękę. Spojrzał błagalnym wzrokiem na Philippa. Ten jednak spuścił tylko głowę, wpatrując się tępym wzrokiem w podłogę.
-Tina...- Jonas przerwał. Chwycił ją za rękę i pociągnął w kierunku wyjścia. Odwrócił się jeszcze w stronę Philippa- zabierzesz jej rzeczy?
-Co jest Jonas? Przestańcie się tak zachowywać- przerażenie u dziewczyny zamieniło się w złość. Wyrwała mu się i popędziła w kierunku windy. Dopadła do niej , naciskając przycisk. Ze złością walnęła w jej drzwi , gdy nie przyjechała.
-Poczekaj ! - usłyszała za sobą głos Jonasa. Nie zareagowała. Skierowała się w kierunku schodów. I zbiegła na dół, przeskakując po dwa stopnie na raz.
  Wybiegła przed hotel. Syknęła gdy poczuła zimny wiatr na swoich nagich ramionach.  Nie zatrzymała się jednak. Najszybciej jak potrafiła, pobiegła w kierunku domu.


   Zatrzymała się gwałtownie, kilka metrów przed budynkiem. Poczuła swąd spalenizny. Uniosła głowę, z przerażeniem wpatrując się w widok rozciągający się przed jej oczami.
 Dopadła policyjnej taśmy, którą ogrodzony był jednopiętrowy dom. Jej dom.
-Nie możesz tutaj wejść- ktoś zagrodził jej drogę. Chwytając ją za ramię. Szarpnęła się . Przerażenie dodało jej sił. Popchnęła strażaka stojącego przed nią. Usłyszała przeraźliwy krzyk. Jej krzyk, wydobywający się z jej gardła. Poczuła czyjeś ręce zaciskające się na jej pasie. Ktoś uniósł ją do góry. Ktoś próbował odciągnąć ją do tyłu. Zaczęła wyrywać się i kopać. Musiała tam wejść. Tam był Domi. Jej Domi. Jej brat.






wtorek, 19 lutego 2019

10


 
   Richard zszedł do klubu z resztą drużyny. I jego wzrok od razu zaczął się przesuwać po osobach , siedzących przy stolikach. Uśmiechnął się lekko, gdy ujrzał ją w towarzystwie Philippa kilka metrów dalej.
   Zajął miejsce , przysłuchując się rozmowie kumpli. Co chwilę jednak zerkał w jej stronę.
 Co oczywiście nie umknęło uwadze Severina.
-Coś zadziwiająco często spoglądasz w tamtym kierunku - przyjaciel nachylił się nad nim, żeby nie usłyszała go reszta. Za co Richard był mu niezmiernie wdzięczny. Nie miał ochoty tłumaczyć się kumplom, że naprawdę nic do niej nie ma. I niepotrzebne mu były kolejne docinki.
-Wydaje Ci się- prychnął. Mimowolnie znów odwrócił głowę w stronę stolika. Zajmowanego przez dziewczynę i młodszego kumpla. Zacisnął nerwowo szczękę, gdy Philipp chwycił ją za rękę. I wyciągnął z klubu.
 Usłyszał ciche parsknięcie Severina. I zmierzył go nieprzyjemnym spojrzeniem.
-Ani słowa- warknął tylko, chwytając do rąk piwo. Pociągnął spory łyk. Starając się opanować złość. Nie zadziałało. Złość rosła z każdą kolejną minutą , w której nie było jej w klubie.



-Wrócili - drgnął gdy usłyszał szept Severina. Nie miał pojęcia ile minęło czasu. Kilka minut, godzina czy dwie.  Miał wrażenie , że cała wieczność. Cała wieczność w której  to Philipp był z nią . A nie on.
  Uniósł głowę i  poczuł jak ogarnia go niepohamowana zazdrość na widok dziewczyny wchodzącej do klubu z Philippem. Raz za razem wybuchała śmiechem, kompletnie nie zwracając na niego uwagi.  Nie do końca potrafił zrozumieć dlaczego jest zazdrosny. Przecież ona nie była dla niego nikim ważnym. Nikim z kim wiązałby jakąkolwiek przyszłość. Nie była nikim szczególnym. Właśnie, była dla niego nikim. Łatwą laską, którą postanowił przelecieć. Nikim więcej.

  Dlatego zazdrość już po chwili zaczęła przeradzać się w złość. Był zły na nią. Że świetnie się bawi z kimś innym. Na Philippa, bo gdzieś ją wyciągnął . Wiedząc , że to jemu zależy na spotkaniu z nią. Ale najbardziej złościł się tak naprawdę na siebie. O tą niezrozumiałą zazdrość. Która wprost odbierała mu racjonalne myślenie.

  To dlatego , tak właściwie zaczepił ją gdy szła zająć z Philippem stolik. Miał ochotę zagrać w otwarte karty. Wygarnąć jej , że wie o jej kradzieżach. Sprawdzić jak zareaguje na jego oskarżenia.
  Niestety, to ona wygarnęła jemu. Przy ogólnym rozbawieniu całego towarzystwa, ze śmiechem , prawie wykrzyczała mu w twarz, że nigdy z nią nie spał. Jeszcze zasugerowała mu, że niby marzy tylko o tym żeby się z nią przespać. Prychnął ze złością. Gdy wyminęła go  ciągle się śmiejąc.

   Rzucił mordercze spojrzenie w kierunku Wellingera i reszty. I bez zastanowienia ruszył za nią. Nie zamierzał jej tego darować. Nie dość, że to ona prawdopodobnie go okradła. To teraz miała jeszcze czelność go ośmieszyć.
-Stój- szarpnął ją za rękę, gdy już miała zająć miejsce. Dziewczyna odłożyła wino na stolik i odwróciła się powoli . Patrzyła  na niego z kpiącym uśmiechem. Czym jeszcze bardziej doprowadzała go do szału.
-Chcesz mi jeszcze coś powiedzieć?- zrobiła krok w jego stronę. Ciągle się uśmiechając.  Miał ochotę wykrzyczeć jej w twarz, że wie. Że jest zwykłą złodziejką. Zamiast tego zrobił coś innego. Kompletnie zaskakując i siebie i ją.

 Martina wystraszyła się , gdy Freitag chwycił ją za rękę. Alkohol jednak szybko zastąpił strach, kolejnym atakiem śmiechu. Uśmiechnęła się kpiąco, przygotowana na oskarżenia z jego strony. Była gotowa wyprzeć się wszystkiego. Nauczyła się już  kłamać , patrząc komuś prosto w oczy.

 Takiego obrotu sprawy jednak nie przewidziała. Spróbowała stłumić jęk, gdy chłopak ją do siebie przyciągnął. Nie chciała dać  mu tej satysfakcji. Niestety  zorientowała się, że jest na przegranej pozycji. Gdy tylko poczuła ręce skoczka zaciskające się na jej talii. I jego usta zachłannie wpijające się w jej. Mimowolnie oplotła jego szyję rękami, wplatając palce w jego włosy. Wszystko w około niej zniknęło. Nie słyszała głośnej muzyki. Nie widziała tłumu ludzi w około. Zapomniała nawet o Philippie, wpatrującym się w tę scenę z wściekłością.

   Nie zareagowała, gdy chłopak pociągnął ją w kierunku wyjścia. Bez oporów dała mu się wciągnąć do windy. A później do jego pokoju. Czuła się jak mała, bezbronna laleczka. Gotowa zrobić dla niego wszystko. Poświęcić wszystko. Dopiero co odzyskaną przyjaźń Philippa. Własną dumę i godność. Nawet brata.
 Wszystko inne przestało mieć znaczenie. Nic się nie liczyło. Nie zaprotestowała, gdy  popchnął ją na łóżko. Przyciskając swoim ciężarem. Czuła jego usta na swoich. Czuła jego dłonie  coraz śmielej błądzące po jej ciele. Jego palce odpinające guziki jej spodni. Jego ręce pozbywające ją kolejnych warstw ubrań.
   Przez moment przemknęło jej przez głowę, że to co robi jest złe. Że nie powinna. Że zawsze tak usilnie broniła się przed przekroczeniem tej jednej granicy. Kolejne pocałunki Freitaga, spowodowały jednak , że wszystkie dręczące ją wątpliwości gdzieś zniknęły.


  Richard spojrzał na dziewczynę w swoim łóżku, całkowicie ogarnięty pożądaniem. Dostrzegł w jej oczach jednak coś co mogło uchodzić za strach. Odsunął się od niej nieznacznie, próbując nad sobą zapanować.
-Jesteś pewna?- wychrypiał . Na co dziewczyna delikatnie pokiwała głową, przyciągając go do siebie.
-Tylko trochę się boję, ja ...- szepnęła, przerywając jednak lekko zawstydzona.
-Jesteś .. - przerwał, dokładnie jej się przyglądając. Jakby to , że jeszcze nigdy wcześniej tego nie robiła. Było wypisane na jej twarzy. Dziewczyna znów kiwnęła głową, delikatnie się rumieniąc. Freitag jęknął. Tego się nie spodziewał. Kompletnie go zaskoczyła. Pierwszy raz w życiu się zawahał. Ona była inna. Nie chciał jej skrzywdzić. Nie chciał zrobić niczego. Co sprawi , że dziewczyna będzie później cierpieć. Już chciał odpuścić. Przyjrzał jej się uważnie, patrzyła na niego błyszczącymi oczami, uśmiechając się delikatnie. Musiała zauważyć jego wahanie. Przygryzła wargę i przyciągnęła go do siebie. Oplotła go w pasie nogami, rozwiewając jego i tak słabe wątpliwości.
 Cicho jęknęła , gdy wszedł w nią najdelikatniej jak potrafił. I wbiła palce w jego łopatki. Poddając mu się całkowicie. A jej ciało przechodził  dreszcz z każdym jego kolejnym pchnięciem.




Oparł się na ręce spoglądając na jej twarz. Dziewczyna leżała przy nim, z przymkniętymi oczami i zaróżowionymi policzkami. Wzbudzając w nim jakieś nieznane mu dotąd pokłady czułości.  Delikatnie dotknął jej ust palcami, obrysowując ich kontur. Otworzyła oczy i odwróciła głowę w jego kierunku, uśmiechając się.
-I co? Tak to sobie wyobrażałeś? Faktycznie jestem niezła, czy się rozczarowałeś?- parsknął śmiechem, całkowicie zaskoczony jej bezpośredniością.
-Jak na pierwszy raz , poszło Ci całkiem nieźle- zaśmiał się. Zanim zdążyła go walnąć, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Jęknęła cicho i oddała pocałunek.
Uśmiechnęła się , odsuwając się od niego. Po chwili jednak spoważniała.
-Nie zapomnij wspomnieć o tym kumplom - prychnęła, powodując u niego wyrzuty sumienia.
-Przepraszam, to było przegięcie.
-Pójdę już- podniosła się, ignorując jego przeprosiny. Chwycił ją w pasie, kolejny raz do siebie przyciągając.
-Zostań jeszcze chwilę. Proszę  - Tina spojrzała na niego zaskoczona. On sam nie poznawał siebie. Poprosił jakąś dziewczynę , żeby została dłużej w jego pokoju. Nie miał pojęcia , dlaczego to zrobił . Ale nie chciał zostać sam. Nie, to w sumie nie było to. Przecież mógł zadzwonić do któregokolwiek z chłopaków. Mógł zejść do nich do klubu. To raczej chodziło o to, że nie chciał by ona stąd wyszła. Nie chciał żeby zniknęła za drzwiami pokoju. Jak wszystkie poprzednie dziewczyny.
-Muszę wracać do domu- szepnęła, ale nie poruszyła się.
-Twój brat znowu jest sam?- Martina skrzywiła się na jego słowa. Nagle przypomniała sobie po co właściwie przyszła dzisiaj do klubu. Zaklęła cicho. Intensywnie myśląc co robić.


 Gdzieś w oddali usłyszała syreny strażackie. Ogarnęło ją jakieś dziwne uczucie. Strach ścisnął jej serce. Coś się stało. Coś złego. Zacisnęła oczy, próbując pozbyć się uczucia niepokoju. Freitag jakby zauważył, że coś jest nie tak. Podniósł się i rozlał wino do kieliszków. Dziewczyna łapczywie wypiła prawie połowę. I odłożyła resztę na podłogę przy łóżku. Alkohol nie pomógł, dziwny strach nie chciał ustąpić, wycie syren powtórzyło się. Usiadła na łóżku, szukając swoich ubrań. Nie pozwolił jej jednak na to.
 Poczuła jego dłonie na swoich nagich ramionach. Usta przesuwające się od szyi wzdłuż kręgosłupa. Przymknęła oczy. Niepokój zaczął powoli ustępować. Nie słyszała już syren, nie myślała już o niczym innym tylko o tym by znów być blisko niego. Zadrżała gdy przesunął ręce na jej piersi. Odwróciła głowę w poszukiwaniu jego ust. I kolejny raz tej nocy, całkowicie przepadła w jego ramionach.


-Pójdę pod prysznic- Freitag  uśmiechnął się, obserwując z pod przymkniętych powiek. Jak dziewczyna podnosi się leniwie i idzie do łazienki. Po chwili dobiegł go szum lejącej się wody. I jedyne o czym myślał, to żeby do niej dołączyć.
 Opanował się jednak szybko, na samą myśl o czekającym go rano treningu. Może nie mieli zawodów. Ale Werner na pewno im nie odpuści i już z samego rana pogoni ich na siłownię . A później na skocznie. A on nie mógł kolejny raz mu podpaść.

  Przeciągnął się i opróżnił do końca kieliszek. Wstał powoli z łóżka , zbierając swoje rzeczy rozrzucone po podłodze. Podniósł portfel i rzucił go na szafkę. Zaśmiał się, na samą myśl o tym, że podejrzewał dziewczynę o kradzież. Ona nie byłaby do tego zdolna. Teraz był tego pewien. Musiał się zwyczajnie pomylić przy liczeniu pieniędzy. Wciągnął na siebie bokserki. I na powrót napełnił kieliszki winem.  Uśmiechnął się gdy wyszła z łazienki, owinięta samym ręcznikiem.
-Musisz już iść?- podał jej do rąk jeden z kieliszków. Błagając w myślach, żeby jeszcze z nim została.
-Sądzę , że to wino mogę jeszcze wypić- zaśmiała się spoglądając na zegarek.
Przyciągnął ją do siebie, składając na jej ustach krótki pocałunek.  I zniknął za drzwiami łazienki.


  Martina uśmiechnęła się do siebie, na samą myśl o ostatnich godzinach. Odłożyła na bok wino. I szybko się ubrała. Stanęła na przeciwko dużego lustra. I rozczesała palcami włosy. Chwyciła do rąk kieliszek , strącając na ziemię portfel chłopaka. Zaklęła cicho i schyliła się żeby pozbierać jego zawartość.
 Wsunęła na miejsce dokumenty i karty do bankomatów. Zmrużyła oczy wpatrując się w plik banknotów w swoich palcach. Znów zaklęła. Nie mogła tego zrobić. Musiała wymyślić coś innego. Wyrzuty sumienia nie dałyby jej chyba spokoju do końca życia. Gdyby teraz zabrała mu pieniądze.  Poza tym  to tak jakby wzięła sobie opłatę za seks.


 Wyprostowała się wciąż trzymając portfel i pieniądze w rękach. Trzask drzwi łazienki sprawił , że znów wszystko znalazło się na podłodze. Uniosła ze strachem głowę, wpatrując się w chłopaka. Zbladła widząc jego wściekłe spojrzenie. I szybko spuściła głowę. Chciała coś powiedzieć. Musiała coś powiedzieć. Przecież nie chciała nic ukraść. Nie dzisiaj. Musiała mu się wytłumaczyć. A on musiał jej uwierzyć.  Znów na niego spojrzała. I już była pewna , że jej nie uwierzy.


czwartek, 14 lutego 2019

9


 
  Z samego rana Martina skontaktowała się z Jonasem,  Prosząc o podstawowe zakupy dla Dominika, za dwadzieścia euro zabrane Freitagowi. Chłopakowi udało się je przemycić do jej pokoju. Gdy ich ojciec był jeszcze trzeźwy. I bez problemu wpuścił go na górę.

  Kolejne godziny dziewczyna praktycznie przespała, próbując dojść do siebie. I modląc się , żeby ojciec dał jej spokój. Wiedziała, że na wieczorne wyjście nie ma co liczyć. Bo zapewne skończyłoby się tak jak wczoraj. Dlatego dzisiaj wolała odpuścić. I dopiero jutro zająć się pieniędzmi. Wiedziała , że bez lekarstw i tak nie będzie dużo lepiej. Ale może nie zaśnie przynajmniej w ramionach jakiegoś skoczka, zupełnie bez sił.

 Zaczerwieniła się gwałtownie na samą myśl o ostatniej nocy. Jak w ogóle mogła dopuścić do tego, że zasnęła Freitagowi w pokoju. Najgorsze było to, że jej się to podobało. Pamiętała jaki spokój ją ogarnął gdy chłopak, przyciągnął ją do siebie w łóżku. Przez moment czuła się tak, jakby znalazła kolejną  osobą która się o nią martwi. I której na niej zależy.
 Zaśmiała się gorzko. Jak coś tak głupiego mogło wpaść jej do głowy. Jak mogła choć przez moment pomyśleć, że komuś takiemu jak Freitag na niej zależy. Wiedziała , że chłopak wykazuje nią zainteresowanie tylko dlatego, że ciągle ma na nią ochotę. I gdy tylko pozwoli mu przekroczyć tą granicę, którą sobie wyznaczyła. To zainteresowanie pryśnie jak bańka mydlana. Raniąc ją dogłębnie gdy, jeszcze raz dopuści do siebie te głupie myśli. Westchnęła ciężko i naciągnęła na głowę kołdrę. Kolejny raz zapadając w niespokojny sen.



  -Lepiej się czujesz ?- Jonas zmierzył dziewczynę troskliwym spojrzeniem . Gdy otworzyła mu drzwi  w niedzielny wieczór , gotowa do wyjścia. Zarówno jej ojciec , jak i Dominik już spali. Więc oboje nie musieli się nimi przejmować.
-Powiedzmy-  posłała w jego stronę uśmiech. Jeszcze raz przejrzała się w lustrze, nie do końca przekonana czy dobrze wygląda. Niebieskie  jeansy, kupione za pieniądze skoczka leżały na niej doskonale. A  bluzka, idealnie podkreślała jej szczupłą talię i pełne piersi . Przeczesała palcami włosy i pociągnęła usta błyszczykiem. Błysk w oczach Jonasa , gdy na nią patrzył. Ostatecznie ją przekonał. I w końcu wyszli na zewnątrz.

  Dziewczyna bez namowy przyjaciela , od razu skierowała się w stronę hotelu . W którym zatrzymali się zawodnicy. Wiedziała, że to ostatnie zawody w tym sezonie na ich skoczni. I zamierzała dobrze wykorzystać tą sytuację. Miała nadzieję na większe pieniądze. Żeby przynajmniej przez najbliższe tygodnie nie musieć się o nie martwić.

   Z delikatnym uśmiechem, zajęła miejsce i rozglądnęła się z zainteresowaniem. Z jednej strony liczyła na Freitaga. Cholernie mocno chciała go zobaczyć.  Z drugiej strony wiedziała, że  znów będzie miała problem z zabraniem mu pieniędzy. I byłoby lepiej, gdyby chłopak w ogóle nie pokazał się dzisiaj w klubie. Z ulgą pociągnęła spory łyk piwa, które postawił przed nią Jonas. Nawet nie zaprzątając sobie głowy tym skąd wziął pieniądze.


    Uniosła głowę znad kufla czując , że ktoś nad nią stoi. Ze zdziwieniem ujrzała Philippa. Wpatrującego się w nią , z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Chcesz mi znowu dopiec? Czy dziś masz lepszy dzień i zadajesz się z takimi jak ja?- odezwała się pierwsza. Ze złością mrużąc oczy.
-Pogadać chciałem- wydukał. Posyłając w jej stronę nieśmiały uśmiech.
-A czym sobie zasłużyłam na zainteresowanie kogoś takiego jak Ty? - nadal była na niego wściekła. I nie miała zamiaru mu odpuszczać.
-To ja Was zostawię na moment - Jonas podniósł się dosyć niechętnie. Przy morderczym spojrzeniu Tiny. I przy wyraźnej uldze malującej się na twarzy młodego skoczka. Który od razu zajął miejsce przy niej.
-Poniosło mnie ostatnio. Przepraszam. Jesteś dorosła i to nie moja sprawa z kim sypiasz- zaczął niepewnie.
-Masz rację nie Twoja - dziewczyna prychnęła. Coraz mocniej zirytowana.
-Ale postaraj się mnie zrozumieć . Głupio mi słuchać o tym jaka jesteś niezła w łóżku.  Więc trochę się wściekłem. Jeszcze raz przepraszam - Tina patrzyła na niego z otwartymi ustami.  Coraz mocniej się czerwieniąc.
-O czym Ty mówisz? - wydukała. Ona niezła w łóżku? Skąd coś takiego przyszło mu do głowy?
-Ciągle jesteś moją małą Tinką. A nagle słucham jak mój kumpel  opowiada o seksie z Tobą.  Wybacz, poczułem się trochę nieswojo.
- Co Ty pieprzysz Raimund?! Nie sypiam z Twoimi kumplami. Kurwa, z nikim jeszcze nie spałam  - warknęła wściekła. Oblewając się po chwili rumieńcem, gdy doszło do niej, że właśnie przyznała mu się do bycia dziewicą.
- Więc Ty i Freitag?- na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, jak gdyby co najmniej  wygrał kryształową kulę  .
- Co ja i Freitag? - prychnęła - przecież ja ledwo go znam. Czy Ty naprawdę myślałeś , że od razu dałam mu się zaciągnąć do łóżka?
  Philippowi nagle ulżyło. Wierzył jej. Była tak wściekła, że nie mogłaby udawać. Więc to Richard kłamał. Chłopak parsknął śmiechem. Jakaś dziewczyny mu odmówiła. I była to ona. Jego Tinka. Przyciągnął ją do siebie i ucałował w oba policzki. Dziewczyna prychnęła zaskoczona, ciągle patrząc na niego ze złością.
-Znowu Ci odbiło?
-Przepraszam. Już myślałem , że jesteś kolejną naiwną. A Ty...
-A ja,  mimo wszystko oparłam się nieodpartemu urokowi Twojego kumpla- warknęła. Znów się zaczerwieniła. Bo wcale tak nie było. Nie oparła mu się . Nie była w stanie. Nie przespała się z nim tylko dlatego,  że Jonas wtedy zadzwonił. Gdyby nie to , zapewne byłaby kolejną naiwną, do odhaczenia na liście skoczka.
-Przepraszam - powtórzył, nadal uśmiechając się szeroko.
-Freitag naprawdę opowiada, że ja i on...- przerwała zawstydzona.
-Taaa - prychnął chłopak - chwalił się już po TCS. Zresztą wczoraj też , gdy z nim rozmawiałem.
-Rozmawiałeś?- nie wiadomo czemu, wystraszył ją ten fakt. Choć przecież rozmowa , pomiędzy kumplami z drużyny. Była jak najbardziej normalna.
-Pytał o Ciebie. Chciał żebym Cię tu dzisiaj ściągnął. Pewno, nie dajesz mu spokoju - chłopak kolejny raz parsknął śmiechem, za chwilę jednak spoważniał - nie powinnaś mu pozwolić wygadywać takich rzeczy. Cała nasza kadra myśli....
-Gdybym miała się przejmować tym co o mnie mówią - przerwała mu. Przyzwyczaiła się do tego, że o niej gadali. Że wyśmiewali się z niej i jej brata. Nie było to dla niej niczym nowym - gorsze rzeczy o sobie słyszałam. I to w gronie osób które znam. Więc nie mam zamiaru, zawracać sobie głowy plotkami w Waszej kadrze.
-Ale...
-Odpuść Philipp. Nie ma to dla mnie znaczenia. A Ty nie powinieneś się wtrącać. Nie rób sobie problemów. To Twoi kumple, a ja jestem tylko....
-Ty jesteś moją przyjaciółką Martina - teraz on jej przerwał. Znów poczuła się jak szczęśliwa dziesięciolatka. Mająca go przy sobie. Nie była nią niestety.
-Byłam , Philipp. Minęło wiele lat. Zmieniłam się. I sądzę , że gdybyś wiedział jaka jestem teraz. Nie chciałbyś mieć ze mną wiele wspólnego.
-No jaka jesteś?- chwycił ją za ręce , nie spuszczając z niej wzroku. Ona jednak szybko spuściła głowę, nie potrafiąc wytrzymać jego spojrzenia.
-To nie ma znaczenia . Mam swoje życie , a Ty swoje - zabrała  ręce i nerwowo zacisnęła palce. Błagała w myślach, żeby już sobie poszedł. Żeby w końcu zostawił ją samą. Mimo, że tak bardzo lubiła z nim rozmawiać. Tak dobrze czuła się w jego towarzystwie.


  Rozglądnęła się nerwowo w poszukiwaniu Jonasa. Zamiast przyjaciela zauważyła jednak Freitaga, wpatrującego się w nią jakoś inaczej niż zwykle.  Przez myśl przeszło jej , że chłopak wie. Że się zorientował. I właśnie dlatego wypytywał o nią Philippa. Chwyciła do rąk piwo mając nadzieję, że alkohol pozwoli jej się uspokoić. Philipp podążył za jej spojrzeniem. Prychnął, gdy zauważył na kogo patrzy.
-Mam sobie iść?
-Nie!!!- prawie krzyknęła. Całkowicie zmieniając zdanie. Nie chciała tu zostać sama. Bała się. A Jonasa nadal nigdzie nie było.
-Co tak naprawdę jest między Wami? Wyglądasz , jakbyś się go bała. Coś Ci zrobił? - chłopak był wyraźnie zaniepokojony jej zachowaniem.
-To ja zrobiłam coś głupiego - odezwała się ledwo słyszalnym szeptem. Znów odwróciła głowę w kierunku Freitaga. Zajął stolik kilka metrów dalej, razem z kilkoma kumplami. Sprawiał wrażenie zajętego rozmową, co chwilę zerkał jednak w jej kierunku.


 Gdy po kilkunastu minutach Jonasa nadal nie było. Dziewczyna dopiła piwo i podniosła się od stolika.
-Będę się zbierać. Jonas gdzieś zniknął. A ja nie chcę Ci zabierać więcej czasu. Chyba nie przeszedłeś tutaj po to by zajmować się kumpelą z dzieciństwa- zaśmiała się. Choć tak naprawdę, wcale nie było jej do śmiechu. To miała być jej noc. Miała załatwić większą gotówkę A Jonas gdzieś się ulotnił.  Była wściekła na chłopaka. Zostawił ją samą. Choć miał jej pomóc.
-Nie wygłupiaj się. Naprawdę wolę Twoje towarzystwo. Oni czasem doprowadzają mnie do szału- parsknął. Sadzając ją z powrotem.
-Nie , naprawdę. Lepiej będzie jak już sobie pójdę.
-Nie ma jeszcze dziesiątej . Twój tata chyba nie każe Ci się stawiać w domu o tej godzinie- już w momencie gdy wypowiadał te słowa , żałował ich. Na twarzy dziewczyny od razu pojawił się grymas bólu i złości.
-On nawet nie wie , że tutaj jestem. Nie ma pojęcia , kiedy wychodzę i o której wracam. Nic go nie interesuje, poza kolejną puszką piwa lub butelką wódki - Philipp spoglądał na nią szeroko otwartymi oczami. Słyszał, że nie ma lekko. Ale nie miał pojęcia , że jest aż tak źle. Chciał coś powiedzieć , ale dziewczyna ciągnęła dalej - w dupie ma mnie i Dominika. Nie interesuje go czy mamy co jeść i w co się ubrać. Nie masz pojęcia jak bardzo go nienawidzę. Jak bardzo chciałabym, już nigdy więcej go nie oglądać. To on powinien umrzeć , nie mama.
-Przepraszam nie wiedziałem, że jest aż tak źle.
-To ja przepraszam - Martina była kompletnie zawstydzona swoim wybuchem. A Philippowi z minuty na minutę robiło się jej coraz bardziej szkoda. Dziewczyna spuściła głowę i usilnie walczyła z nadchodzącymi łzami.
-Chodź, przejdziemy się - chłopak wstał i pociągnął ją za sobą. Chwycił jej kurtkę i mimo jej oporu wyprowadził z klubu.
 Tina z ociąganiem poszła z nim na górę, żeby zabrał swoją kurtkę z pokoju. I już po kilku minutach wychodzili razem na zewnątrz.

  Po kilkunastu minutach spaceru, Doszła do wniosku , że wyjście z klubu było jej najlepszą decyzją w ostatnim czasie. A po godzinie zaśmiewała się do łez, popijając wino prosto z butelki. Na ich ulubionej huśtawce z dzieciństwa.
  Całkowicie zapominając o swoim ojcu, o wszystkich problemach. O Jonasie i o tym po co tak właściwie przyszła dzisiaj do klubu. Znów czuła się jak dziesięcioletnia dziewczynka, nie mająca żadnych problemów. I tylko wino w jej ręce mogło wskazywać na to , że nie jest już dzieckiem.

  Gdyby nie coraz mocniej padający śnieg, spędziliby w tym miejscu zapewne jeszcze kolejną godzinę, zupełnie nie przejmując się upływającym czasem.
  Philipp zszedł z huśtawki, ciągnąc ją za rękę. A ona ze śmiechem zeskoczyła ze swojej, tracąc równowagę. I już po chwili oboje tarzali się w śniegu niczym dwójka dzieciaków. Tina usilnie próbowała , zrzucić chłopaka z siebie. Równocześnie unikając kolejnej kulki miękkiego puchu na swojej twarzy. Dopiero atak jej nagłego kaszlu, przerwał ich beztroską zabawę.
-Wracamy- zarządził, podnosząc się . Podał jej  rękę, pomagając  wstać.  Tina  tylko skinęła głową.  Ze śmiechem  wytrzepując śnieg z wszystkich zakamarków swojej garderoby.


-Dziękuję. Nie wiem kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam - Tina  zrzuciła z szyi mokry szal. I rozpięła kurtkę.  Gdy  tylko przekroczyli próg hotelowej dyskoteki.
 Ze śmiechem  skierowała się z Philippem do baru. Próbując nie zwracać żadnej uwagi na Freitaga i resztę niemieckiej kadry, gdy koło nich przechodzili. 
-Czyżby młody Ci ją zwinął ?- doszedł ją głos jednego z zawodników. Na co tylko parsknęła, ledwo powstrzymując się od komentarza.
 Usiadła na wysokim krześle czekając na zamówienie  chłopaka. Który uparł się że po szaleństwie na śniegu.  Potrzebują oboje grzanego wina.

  
 Upiła kilka łyków, gdy barman podał jej w końcu wino  i poczuła jak alkohol przyjemnie rozgrzewa ją od środka. 
 Philipp chwycił ją za rękę i pociągnął w kierunku wolnego miejsca. Znajdującego się zaraz za stolikiem niemieckiej kadry. Poczuła szybsze bicie serca. Gdy Freitag podniósł się niespodziewanie i zagrodził im drogę. 
-Chyba jesteś mi coś winna - rzucił, mierząc nieprzyjemnym spojrzeniem Philippa.  Dziewczyna prychnęła.  Wypity alkohol dodał jej odwagi. Podniosła dumnie głowę i spojrzała mu w oczy.
-Mnie się wydaje , że to raczej Ty jesteś mi coś winny- podniosła głos, żeby usłyszeli ją też inni zawodnicy. Philipp parsknął śmiechem. Doskonale wiedząc co chce powiedzieć.
-Ja Tobie?- Freitag zaśmiał się, robiąc krok w jej kierunku. Tina wstrzymała oddech. Tracąc na moment całą pewność siebie. Philipp szturchnął ją lekko, dodając odwagi.  
- Wydaje mi się że jesteś mi winny  jakieś  wyjaśnienia. I Twoim kumplom też - ciągnęła, nie spuszczając z niego wzroku-  powiedz mi , bo chyba nie pamiętam. Kiedy ja do cholery z Tobą spałam? 
 Przy stoliku zapadła nagła cisza. Wellinger nagle wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Freitag stał przed nią . Chyba pierwszy raz, nie wiedząc co powiedzieć. 
-Mało tego. Podobno opowiadasz wszystkim , że jestem niezła.  Zastanawiam skąd o tym wiesz? -zaśmiała się kolejny raz  -  Już wiem. Ty po prostu ciągle marzysz o tym,  że lądujemy razem w łóżku. Wyobrażasz sobie seks ze mną. I tak bardzo Cię to kręci. Że pomału zaczynasz się gubić w tym co jest fikcją , a co rzeczywistością.
 Pociągnęła łyk wina i chwyciła Philippa za rękę. Zostawiając Freitaga samego , przy ogólnym rozbawieniu całego towarzystwa.