wtorek, 19 lutego 2019

10


 
   Richard zszedł do klubu z resztą drużyny. I jego wzrok od razu zaczął się przesuwać po osobach , siedzących przy stolikach. Uśmiechnął się lekko, gdy ujrzał ją w towarzystwie Philippa kilka metrów dalej.
   Zajął miejsce , przysłuchując się rozmowie kumpli. Co chwilę jednak zerkał w jej stronę.
 Co oczywiście nie umknęło uwadze Severina.
-Coś zadziwiająco często spoglądasz w tamtym kierunku - przyjaciel nachylił się nad nim, żeby nie usłyszała go reszta. Za co Richard był mu niezmiernie wdzięczny. Nie miał ochoty tłumaczyć się kumplom, że naprawdę nic do niej nie ma. I niepotrzebne mu były kolejne docinki.
-Wydaje Ci się- prychnął. Mimowolnie znów odwrócił głowę w stronę stolika. Zajmowanego przez dziewczynę i młodszego kumpla. Zacisnął nerwowo szczękę, gdy Philipp chwycił ją za rękę. I wyciągnął z klubu.
 Usłyszał ciche parsknięcie Severina. I zmierzył go nieprzyjemnym spojrzeniem.
-Ani słowa- warknął tylko, chwytając do rąk piwo. Pociągnął spory łyk. Starając się opanować złość. Nie zadziałało. Złość rosła z każdą kolejną minutą , w której nie było jej w klubie.



-Wrócili - drgnął gdy usłyszał szept Severina. Nie miał pojęcia ile minęło czasu. Kilka minut, godzina czy dwie.  Miał wrażenie , że cała wieczność. Cała wieczność w której  to Philipp był z nią . A nie on.
  Uniósł głowę i  poczuł jak ogarnia go niepohamowana zazdrość na widok dziewczyny wchodzącej do klubu z Philippem. Raz za razem wybuchała śmiechem, kompletnie nie zwracając na niego uwagi.  Nie do końca potrafił zrozumieć dlaczego jest zazdrosny. Przecież ona nie była dla niego nikim ważnym. Nikim z kim wiązałby jakąkolwiek przyszłość. Nie była nikim szczególnym. Właśnie, była dla niego nikim. Łatwą laską, którą postanowił przelecieć. Nikim więcej.

  Dlatego zazdrość już po chwili zaczęła przeradzać się w złość. Był zły na nią. Że świetnie się bawi z kimś innym. Na Philippa, bo gdzieś ją wyciągnął . Wiedząc , że to jemu zależy na spotkaniu z nią. Ale najbardziej złościł się tak naprawdę na siebie. O tą niezrozumiałą zazdrość. Która wprost odbierała mu racjonalne myślenie.

  To dlatego , tak właściwie zaczepił ją gdy szła zająć z Philippem stolik. Miał ochotę zagrać w otwarte karty. Wygarnąć jej , że wie o jej kradzieżach. Sprawdzić jak zareaguje na jego oskarżenia.
  Niestety, to ona wygarnęła jemu. Przy ogólnym rozbawieniu całego towarzystwa, ze śmiechem , prawie wykrzyczała mu w twarz, że nigdy z nią nie spał. Jeszcze zasugerowała mu, że niby marzy tylko o tym żeby się z nią przespać. Prychnął ze złością. Gdy wyminęła go  ciągle się śmiejąc.

   Rzucił mordercze spojrzenie w kierunku Wellingera i reszty. I bez zastanowienia ruszył za nią. Nie zamierzał jej tego darować. Nie dość, że to ona prawdopodobnie go okradła. To teraz miała jeszcze czelność go ośmieszyć.
-Stój- szarpnął ją za rękę, gdy już miała zająć miejsce. Dziewczyna odłożyła wino na stolik i odwróciła się powoli . Patrzyła  na niego z kpiącym uśmiechem. Czym jeszcze bardziej doprowadzała go do szału.
-Chcesz mi jeszcze coś powiedzieć?- zrobiła krok w jego stronę. Ciągle się uśmiechając.  Miał ochotę wykrzyczeć jej w twarz, że wie. Że jest zwykłą złodziejką. Zamiast tego zrobił coś innego. Kompletnie zaskakując i siebie i ją.

 Martina wystraszyła się , gdy Freitag chwycił ją za rękę. Alkohol jednak szybko zastąpił strach, kolejnym atakiem śmiechu. Uśmiechnęła się kpiąco, przygotowana na oskarżenia z jego strony. Była gotowa wyprzeć się wszystkiego. Nauczyła się już  kłamać , patrząc komuś prosto w oczy.

 Takiego obrotu sprawy jednak nie przewidziała. Spróbowała stłumić jęk, gdy chłopak ją do siebie przyciągnął. Nie chciała dać  mu tej satysfakcji. Niestety  zorientowała się, że jest na przegranej pozycji. Gdy tylko poczuła ręce skoczka zaciskające się na jej talii. I jego usta zachłannie wpijające się w jej. Mimowolnie oplotła jego szyję rękami, wplatając palce w jego włosy. Wszystko w około niej zniknęło. Nie słyszała głośnej muzyki. Nie widziała tłumu ludzi w około. Zapomniała nawet o Philippie, wpatrującym się w tę scenę z wściekłością.

   Nie zareagowała, gdy chłopak pociągnął ją w kierunku wyjścia. Bez oporów dała mu się wciągnąć do windy. A później do jego pokoju. Czuła się jak mała, bezbronna laleczka. Gotowa zrobić dla niego wszystko. Poświęcić wszystko. Dopiero co odzyskaną przyjaźń Philippa. Własną dumę i godność. Nawet brata.
 Wszystko inne przestało mieć znaczenie. Nic się nie liczyło. Nie zaprotestowała, gdy  popchnął ją na łóżko. Przyciskając swoim ciężarem. Czuła jego usta na swoich. Czuła jego dłonie  coraz śmielej błądzące po jej ciele. Jego palce odpinające guziki jej spodni. Jego ręce pozbywające ją kolejnych warstw ubrań.
   Przez moment przemknęło jej przez głowę, że to co robi jest złe. Że nie powinna. Że zawsze tak usilnie broniła się przed przekroczeniem tej jednej granicy. Kolejne pocałunki Freitaga, spowodowały jednak , że wszystkie dręczące ją wątpliwości gdzieś zniknęły.


  Richard spojrzał na dziewczynę w swoim łóżku, całkowicie ogarnięty pożądaniem. Dostrzegł w jej oczach jednak coś co mogło uchodzić za strach. Odsunął się od niej nieznacznie, próbując nad sobą zapanować.
-Jesteś pewna?- wychrypiał . Na co dziewczyna delikatnie pokiwała głową, przyciągając go do siebie.
-Tylko trochę się boję, ja ...- szepnęła, przerywając jednak lekko zawstydzona.
-Jesteś .. - przerwał, dokładnie jej się przyglądając. Jakby to , że jeszcze nigdy wcześniej tego nie robiła. Było wypisane na jej twarzy. Dziewczyna znów kiwnęła głową, delikatnie się rumieniąc. Freitag jęknął. Tego się nie spodziewał. Kompletnie go zaskoczyła. Pierwszy raz w życiu się zawahał. Ona była inna. Nie chciał jej skrzywdzić. Nie chciał zrobić niczego. Co sprawi , że dziewczyna będzie później cierpieć. Już chciał odpuścić. Przyjrzał jej się uważnie, patrzyła na niego błyszczącymi oczami, uśmiechając się delikatnie. Musiała zauważyć jego wahanie. Przygryzła wargę i przyciągnęła go do siebie. Oplotła go w pasie nogami, rozwiewając jego i tak słabe wątpliwości.
 Cicho jęknęła , gdy wszedł w nią najdelikatniej jak potrafił. I wbiła palce w jego łopatki. Poddając mu się całkowicie. A jej ciało przechodził  dreszcz z każdym jego kolejnym pchnięciem.




Oparł się na ręce spoglądając na jej twarz. Dziewczyna leżała przy nim, z przymkniętymi oczami i zaróżowionymi policzkami. Wzbudzając w nim jakieś nieznane mu dotąd pokłady czułości.  Delikatnie dotknął jej ust palcami, obrysowując ich kontur. Otworzyła oczy i odwróciła głowę w jego kierunku, uśmiechając się.
-I co? Tak to sobie wyobrażałeś? Faktycznie jestem niezła, czy się rozczarowałeś?- parsknął śmiechem, całkowicie zaskoczony jej bezpośredniością.
-Jak na pierwszy raz , poszło Ci całkiem nieźle- zaśmiał się. Zanim zdążyła go walnąć, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Jęknęła cicho i oddała pocałunek.
Uśmiechnęła się , odsuwając się od niego. Po chwili jednak spoważniała.
-Nie zapomnij wspomnieć o tym kumplom - prychnęła, powodując u niego wyrzuty sumienia.
-Przepraszam, to było przegięcie.
-Pójdę już- podniosła się, ignorując jego przeprosiny. Chwycił ją w pasie, kolejny raz do siebie przyciągając.
-Zostań jeszcze chwilę. Proszę  - Tina spojrzała na niego zaskoczona. On sam nie poznawał siebie. Poprosił jakąś dziewczynę , żeby została dłużej w jego pokoju. Nie miał pojęcia , dlaczego to zrobił . Ale nie chciał zostać sam. Nie, to w sumie nie było to. Przecież mógł zadzwonić do któregokolwiek z chłopaków. Mógł zejść do nich do klubu. To raczej chodziło o to, że nie chciał by ona stąd wyszła. Nie chciał żeby zniknęła za drzwiami pokoju. Jak wszystkie poprzednie dziewczyny.
-Muszę wracać do domu- szepnęła, ale nie poruszyła się.
-Twój brat znowu jest sam?- Martina skrzywiła się na jego słowa. Nagle przypomniała sobie po co właściwie przyszła dzisiaj do klubu. Zaklęła cicho. Intensywnie myśląc co robić.


 Gdzieś w oddali usłyszała syreny strażackie. Ogarnęło ją jakieś dziwne uczucie. Strach ścisnął jej serce. Coś się stało. Coś złego. Zacisnęła oczy, próbując pozbyć się uczucia niepokoju. Freitag jakby zauważył, że coś jest nie tak. Podniósł się i rozlał wino do kieliszków. Dziewczyna łapczywie wypiła prawie połowę. I odłożyła resztę na podłogę przy łóżku. Alkohol nie pomógł, dziwny strach nie chciał ustąpić, wycie syren powtórzyło się. Usiadła na łóżku, szukając swoich ubrań. Nie pozwolił jej jednak na to.
 Poczuła jego dłonie na swoich nagich ramionach. Usta przesuwające się od szyi wzdłuż kręgosłupa. Przymknęła oczy. Niepokój zaczął powoli ustępować. Nie słyszała już syren, nie myślała już o niczym innym tylko o tym by znów być blisko niego. Zadrżała gdy przesunął ręce na jej piersi. Odwróciła głowę w poszukiwaniu jego ust. I kolejny raz tej nocy, całkowicie przepadła w jego ramionach.


-Pójdę pod prysznic- Freitag  uśmiechnął się, obserwując z pod przymkniętych powiek. Jak dziewczyna podnosi się leniwie i idzie do łazienki. Po chwili dobiegł go szum lejącej się wody. I jedyne o czym myślał, to żeby do niej dołączyć.
 Opanował się jednak szybko, na samą myśl o czekającym go rano treningu. Może nie mieli zawodów. Ale Werner na pewno im nie odpuści i już z samego rana pogoni ich na siłownię . A później na skocznie. A on nie mógł kolejny raz mu podpaść.

  Przeciągnął się i opróżnił do końca kieliszek. Wstał powoli z łóżka , zbierając swoje rzeczy rozrzucone po podłodze. Podniósł portfel i rzucił go na szafkę. Zaśmiał się, na samą myśl o tym, że podejrzewał dziewczynę o kradzież. Ona nie byłaby do tego zdolna. Teraz był tego pewien. Musiał się zwyczajnie pomylić przy liczeniu pieniędzy. Wciągnął na siebie bokserki. I na powrót napełnił kieliszki winem.  Uśmiechnął się gdy wyszła z łazienki, owinięta samym ręcznikiem.
-Musisz już iść?- podał jej do rąk jeden z kieliszków. Błagając w myślach, żeby jeszcze z nim została.
-Sądzę , że to wino mogę jeszcze wypić- zaśmiała się spoglądając na zegarek.
Przyciągnął ją do siebie, składając na jej ustach krótki pocałunek.  I zniknął za drzwiami łazienki.


  Martina uśmiechnęła się do siebie, na samą myśl o ostatnich godzinach. Odłożyła na bok wino. I szybko się ubrała. Stanęła na przeciwko dużego lustra. I rozczesała palcami włosy. Chwyciła do rąk kieliszek , strącając na ziemię portfel chłopaka. Zaklęła cicho i schyliła się żeby pozbierać jego zawartość.
 Wsunęła na miejsce dokumenty i karty do bankomatów. Zmrużyła oczy wpatrując się w plik banknotów w swoich palcach. Znów zaklęła. Nie mogła tego zrobić. Musiała wymyślić coś innego. Wyrzuty sumienia nie dałyby jej chyba spokoju do końca życia. Gdyby teraz zabrała mu pieniądze.  Poza tym  to tak jakby wzięła sobie opłatę za seks.


 Wyprostowała się wciąż trzymając portfel i pieniądze w rękach. Trzask drzwi łazienki sprawił , że znów wszystko znalazło się na podłodze. Uniosła ze strachem głowę, wpatrując się w chłopaka. Zbladła widząc jego wściekłe spojrzenie. I szybko spuściła głowę. Chciała coś powiedzieć. Musiała coś powiedzieć. Przecież nie chciała nic ukraść. Nie dzisiaj. Musiała mu się wytłumaczyć. A on musiał jej uwierzyć.  Znów na niego spojrzała. I już była pewna , że jej nie uwierzy.


czwartek, 14 lutego 2019

9


 
  Z samego rana Martina skontaktowała się z Jonasem,  Prosząc o podstawowe zakupy dla Dominika, za dwadzieścia euro zabrane Freitagowi. Chłopakowi udało się je przemycić do jej pokoju. Gdy ich ojciec był jeszcze trzeźwy. I bez problemu wpuścił go na górę.

  Kolejne godziny dziewczyna praktycznie przespała, próbując dojść do siebie. I modląc się , żeby ojciec dał jej spokój. Wiedziała, że na wieczorne wyjście nie ma co liczyć. Bo zapewne skończyłoby się tak jak wczoraj. Dlatego dzisiaj wolała odpuścić. I dopiero jutro zająć się pieniędzmi. Wiedziała , że bez lekarstw i tak nie będzie dużo lepiej. Ale może nie zaśnie przynajmniej w ramionach jakiegoś skoczka, zupełnie bez sił.

 Zaczerwieniła się gwałtownie na samą myśl o ostatniej nocy. Jak w ogóle mogła dopuścić do tego, że zasnęła Freitagowi w pokoju. Najgorsze było to, że jej się to podobało. Pamiętała jaki spokój ją ogarnął gdy chłopak, przyciągnął ją do siebie w łóżku. Przez moment czuła się tak, jakby znalazła kolejną  osobą która się o nią martwi. I której na niej zależy.
 Zaśmiała się gorzko. Jak coś tak głupiego mogło wpaść jej do głowy. Jak mogła choć przez moment pomyśleć, że komuś takiemu jak Freitag na niej zależy. Wiedziała , że chłopak wykazuje nią zainteresowanie tylko dlatego, że ciągle ma na nią ochotę. I gdy tylko pozwoli mu przekroczyć tą granicę, którą sobie wyznaczyła. To zainteresowanie pryśnie jak bańka mydlana. Raniąc ją dogłębnie gdy, jeszcze raz dopuści do siebie te głupie myśli. Westchnęła ciężko i naciągnęła na głowę kołdrę. Kolejny raz zapadając w niespokojny sen.



  -Lepiej się czujesz ?- Jonas zmierzył dziewczynę troskliwym spojrzeniem . Gdy otworzyła mu drzwi  w niedzielny wieczór , gotowa do wyjścia. Zarówno jej ojciec , jak i Dominik już spali. Więc oboje nie musieli się nimi przejmować.
-Powiedzmy-  posłała w jego stronę uśmiech. Jeszcze raz przejrzała się w lustrze, nie do końca przekonana czy dobrze wygląda. Niebieskie  jeansy, kupione za pieniądze skoczka leżały na niej doskonale. A  bluzka, idealnie podkreślała jej szczupłą talię i pełne piersi . Przeczesała palcami włosy i pociągnęła usta błyszczykiem. Błysk w oczach Jonasa , gdy na nią patrzył. Ostatecznie ją przekonał. I w końcu wyszli na zewnątrz.

  Dziewczyna bez namowy przyjaciela , od razu skierowała się w stronę hotelu . W którym zatrzymali się zawodnicy. Wiedziała, że to ostatnie zawody w tym sezonie na ich skoczni. I zamierzała dobrze wykorzystać tą sytuację. Miała nadzieję na większe pieniądze. Żeby przynajmniej przez najbliższe tygodnie nie musieć się o nie martwić.

   Z delikatnym uśmiechem, zajęła miejsce i rozglądnęła się z zainteresowaniem. Z jednej strony liczyła na Freitaga. Cholernie mocno chciała go zobaczyć.  Z drugiej strony wiedziała, że  znów będzie miała problem z zabraniem mu pieniędzy. I byłoby lepiej, gdyby chłopak w ogóle nie pokazał się dzisiaj w klubie. Z ulgą pociągnęła spory łyk piwa, które postawił przed nią Jonas. Nawet nie zaprzątając sobie głowy tym skąd wziął pieniądze.


    Uniosła głowę znad kufla czując , że ktoś nad nią stoi. Ze zdziwieniem ujrzała Philippa. Wpatrującego się w nią , z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Chcesz mi znowu dopiec? Czy dziś masz lepszy dzień i zadajesz się z takimi jak ja?- odezwała się pierwsza. Ze złością mrużąc oczy.
-Pogadać chciałem- wydukał. Posyłając w jej stronę nieśmiały uśmiech.
-A czym sobie zasłużyłam na zainteresowanie kogoś takiego jak Ty? - nadal była na niego wściekła. I nie miała zamiaru mu odpuszczać.
-To ja Was zostawię na moment - Jonas podniósł się dosyć niechętnie. Przy morderczym spojrzeniu Tiny. I przy wyraźnej uldze malującej się na twarzy młodego skoczka. Który od razu zajął miejsce przy niej.
-Poniosło mnie ostatnio. Przepraszam. Jesteś dorosła i to nie moja sprawa z kim sypiasz- zaczął niepewnie.
-Masz rację nie Twoja - dziewczyna prychnęła. Coraz mocniej zirytowana.
-Ale postaraj się mnie zrozumieć . Głupio mi słuchać o tym jaka jesteś niezła w łóżku.  Więc trochę się wściekłem. Jeszcze raz przepraszam - Tina patrzyła na niego z otwartymi ustami.  Coraz mocniej się czerwieniąc.
-O czym Ty mówisz? - wydukała. Ona niezła w łóżku? Skąd coś takiego przyszło mu do głowy?
-Ciągle jesteś moją małą Tinką. A nagle słucham jak mój kumpel  opowiada o seksie z Tobą.  Wybacz, poczułem się trochę nieswojo.
- Co Ty pieprzysz Raimund?! Nie sypiam z Twoimi kumplami. Kurwa, z nikim jeszcze nie spałam  - warknęła wściekła. Oblewając się po chwili rumieńcem, gdy doszło do niej, że właśnie przyznała mu się do bycia dziewicą.
- Więc Ty i Freitag?- na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, jak gdyby co najmniej  wygrał kryształową kulę  .
- Co ja i Freitag? - prychnęła - przecież ja ledwo go znam. Czy Ty naprawdę myślałeś , że od razu dałam mu się zaciągnąć do łóżka?
  Philippowi nagle ulżyło. Wierzył jej. Była tak wściekła, że nie mogłaby udawać. Więc to Richard kłamał. Chłopak parsknął śmiechem. Jakaś dziewczyny mu odmówiła. I była to ona. Jego Tinka. Przyciągnął ją do siebie i ucałował w oba policzki. Dziewczyna prychnęła zaskoczona, ciągle patrząc na niego ze złością.
-Znowu Ci odbiło?
-Przepraszam. Już myślałem , że jesteś kolejną naiwną. A Ty...
-A ja,  mimo wszystko oparłam się nieodpartemu urokowi Twojego kumpla- warknęła. Znów się zaczerwieniła. Bo wcale tak nie było. Nie oparła mu się . Nie była w stanie. Nie przespała się z nim tylko dlatego,  że Jonas wtedy zadzwonił. Gdyby nie to , zapewne byłaby kolejną naiwną, do odhaczenia na liście skoczka.
-Przepraszam - powtórzył, nadal uśmiechając się szeroko.
-Freitag naprawdę opowiada, że ja i on...- przerwała zawstydzona.
-Taaa - prychnął chłopak - chwalił się już po TCS. Zresztą wczoraj też , gdy z nim rozmawiałem.
-Rozmawiałeś?- nie wiadomo czemu, wystraszył ją ten fakt. Choć przecież rozmowa , pomiędzy kumplami z drużyny. Była jak najbardziej normalna.
-Pytał o Ciebie. Chciał żebym Cię tu dzisiaj ściągnął. Pewno, nie dajesz mu spokoju - chłopak kolejny raz parsknął śmiechem, za chwilę jednak spoważniał - nie powinnaś mu pozwolić wygadywać takich rzeczy. Cała nasza kadra myśli....
-Gdybym miała się przejmować tym co o mnie mówią - przerwała mu. Przyzwyczaiła się do tego, że o niej gadali. Że wyśmiewali się z niej i jej brata. Nie było to dla niej niczym nowym - gorsze rzeczy o sobie słyszałam. I to w gronie osób które znam. Więc nie mam zamiaru, zawracać sobie głowy plotkami w Waszej kadrze.
-Ale...
-Odpuść Philipp. Nie ma to dla mnie znaczenia. A Ty nie powinieneś się wtrącać. Nie rób sobie problemów. To Twoi kumple, a ja jestem tylko....
-Ty jesteś moją przyjaciółką Martina - teraz on jej przerwał. Znów poczuła się jak szczęśliwa dziesięciolatka. Mająca go przy sobie. Nie była nią niestety.
-Byłam , Philipp. Minęło wiele lat. Zmieniłam się. I sądzę , że gdybyś wiedział jaka jestem teraz. Nie chciałbyś mieć ze mną wiele wspólnego.
-No jaka jesteś?- chwycił ją za ręce , nie spuszczając z niej wzroku. Ona jednak szybko spuściła głowę, nie potrafiąc wytrzymać jego spojrzenia.
-To nie ma znaczenia . Mam swoje życie , a Ty swoje - zabrała  ręce i nerwowo zacisnęła palce. Błagała w myślach, żeby już sobie poszedł. Żeby w końcu zostawił ją samą. Mimo, że tak bardzo lubiła z nim rozmawiać. Tak dobrze czuła się w jego towarzystwie.


  Rozglądnęła się nerwowo w poszukiwaniu Jonasa. Zamiast przyjaciela zauważyła jednak Freitaga, wpatrującego się w nią jakoś inaczej niż zwykle.  Przez myśl przeszło jej , że chłopak wie. Że się zorientował. I właśnie dlatego wypytywał o nią Philippa. Chwyciła do rąk piwo mając nadzieję, że alkohol pozwoli jej się uspokoić. Philipp podążył za jej spojrzeniem. Prychnął, gdy zauważył na kogo patrzy.
-Mam sobie iść?
-Nie!!!- prawie krzyknęła. Całkowicie zmieniając zdanie. Nie chciała tu zostać sama. Bała się. A Jonasa nadal nigdzie nie było.
-Co tak naprawdę jest między Wami? Wyglądasz , jakbyś się go bała. Coś Ci zrobił? - chłopak był wyraźnie zaniepokojony jej zachowaniem.
-To ja zrobiłam coś głupiego - odezwała się ledwo słyszalnym szeptem. Znów odwróciła głowę w kierunku Freitaga. Zajął stolik kilka metrów dalej, razem z kilkoma kumplami. Sprawiał wrażenie zajętego rozmową, co chwilę zerkał jednak w jej kierunku.


 Gdy po kilkunastu minutach Jonasa nadal nie było. Dziewczyna dopiła piwo i podniosła się od stolika.
-Będę się zbierać. Jonas gdzieś zniknął. A ja nie chcę Ci zabierać więcej czasu. Chyba nie przeszedłeś tutaj po to by zajmować się kumpelą z dzieciństwa- zaśmiała się. Choć tak naprawdę, wcale nie było jej do śmiechu. To miała być jej noc. Miała załatwić większą gotówkę A Jonas gdzieś się ulotnił.  Była wściekła na chłopaka. Zostawił ją samą. Choć miał jej pomóc.
-Nie wygłupiaj się. Naprawdę wolę Twoje towarzystwo. Oni czasem doprowadzają mnie do szału- parsknął. Sadzając ją z powrotem.
-Nie , naprawdę. Lepiej będzie jak już sobie pójdę.
-Nie ma jeszcze dziesiątej . Twój tata chyba nie każe Ci się stawiać w domu o tej godzinie- już w momencie gdy wypowiadał te słowa , żałował ich. Na twarzy dziewczyny od razu pojawił się grymas bólu i złości.
-On nawet nie wie , że tutaj jestem. Nie ma pojęcia , kiedy wychodzę i o której wracam. Nic go nie interesuje, poza kolejną puszką piwa lub butelką wódki - Philipp spoglądał na nią szeroko otwartymi oczami. Słyszał, że nie ma lekko. Ale nie miał pojęcia , że jest aż tak źle. Chciał coś powiedzieć , ale dziewczyna ciągnęła dalej - w dupie ma mnie i Dominika. Nie interesuje go czy mamy co jeść i w co się ubrać. Nie masz pojęcia jak bardzo go nienawidzę. Jak bardzo chciałabym, już nigdy więcej go nie oglądać. To on powinien umrzeć , nie mama.
-Przepraszam nie wiedziałem, że jest aż tak źle.
-To ja przepraszam - Martina była kompletnie zawstydzona swoim wybuchem. A Philippowi z minuty na minutę robiło się jej coraz bardziej szkoda. Dziewczyna spuściła głowę i usilnie walczyła z nadchodzącymi łzami.
-Chodź, przejdziemy się - chłopak wstał i pociągnął ją za sobą. Chwycił jej kurtkę i mimo jej oporu wyprowadził z klubu.
 Tina z ociąganiem poszła z nim na górę, żeby zabrał swoją kurtkę z pokoju. I już po kilku minutach wychodzili razem na zewnątrz.

  Po kilkunastu minutach spaceru, Doszła do wniosku , że wyjście z klubu było jej najlepszą decyzją w ostatnim czasie. A po godzinie zaśmiewała się do łez, popijając wino prosto z butelki. Na ich ulubionej huśtawce z dzieciństwa.
  Całkowicie zapominając o swoim ojcu, o wszystkich problemach. O Jonasie i o tym po co tak właściwie przyszła dzisiaj do klubu. Znów czuła się jak dziesięcioletnia dziewczynka, nie mająca żadnych problemów. I tylko wino w jej ręce mogło wskazywać na to , że nie jest już dzieckiem.

  Gdyby nie coraz mocniej padający śnieg, spędziliby w tym miejscu zapewne jeszcze kolejną godzinę, zupełnie nie przejmując się upływającym czasem.
  Philipp zszedł z huśtawki, ciągnąc ją za rękę. A ona ze śmiechem zeskoczyła ze swojej, tracąc równowagę. I już po chwili oboje tarzali się w śniegu niczym dwójka dzieciaków. Tina usilnie próbowała , zrzucić chłopaka z siebie. Równocześnie unikając kolejnej kulki miękkiego puchu na swojej twarzy. Dopiero atak jej nagłego kaszlu, przerwał ich beztroską zabawę.
-Wracamy- zarządził, podnosząc się . Podał jej  rękę, pomagając  wstać.  Tina  tylko skinęła głową.  Ze śmiechem  wytrzepując śnieg z wszystkich zakamarków swojej garderoby.


-Dziękuję. Nie wiem kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam - Tina  zrzuciła z szyi mokry szal. I rozpięła kurtkę.  Gdy  tylko przekroczyli próg hotelowej dyskoteki.
 Ze śmiechem  skierowała się z Philippem do baru. Próbując nie zwracać żadnej uwagi na Freitaga i resztę niemieckiej kadry, gdy koło nich przechodzili. 
-Czyżby młody Ci ją zwinął ?- doszedł ją głos jednego z zawodników. Na co tylko parsknęła, ledwo powstrzymując się od komentarza.
 Usiadła na wysokim krześle czekając na zamówienie  chłopaka. Który uparł się że po szaleństwie na śniegu.  Potrzebują oboje grzanego wina.

  
 Upiła kilka łyków, gdy barman podał jej w końcu wino  i poczuła jak alkohol przyjemnie rozgrzewa ją od środka. 
 Philipp chwycił ją za rękę i pociągnął w kierunku wolnego miejsca. Znajdującego się zaraz za stolikiem niemieckiej kadry. Poczuła szybsze bicie serca. Gdy Freitag podniósł się niespodziewanie i zagrodził im drogę. 
-Chyba jesteś mi coś winna - rzucił, mierząc nieprzyjemnym spojrzeniem Philippa.  Dziewczyna prychnęła.  Wypity alkohol dodał jej odwagi. Podniosła dumnie głowę i spojrzała mu w oczy.
-Mnie się wydaje , że to raczej Ty jesteś mi coś winny- podniosła głos, żeby usłyszeli ją też inni zawodnicy. Philipp parsknął śmiechem. Doskonale wiedząc co chce powiedzieć.
-Ja Tobie?- Freitag zaśmiał się, robiąc krok w jej kierunku. Tina wstrzymała oddech. Tracąc na moment całą pewność siebie. Philipp szturchnął ją lekko, dodając odwagi.  
- Wydaje mi się że jesteś mi winny  jakieś  wyjaśnienia. I Twoim kumplom też - ciągnęła, nie spuszczając z niego wzroku-  powiedz mi , bo chyba nie pamiętam. Kiedy ja do cholery z Tobą spałam? 
 Przy stoliku zapadła nagła cisza. Wellinger nagle wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Freitag stał przed nią . Chyba pierwszy raz, nie wiedząc co powiedzieć. 
-Mało tego. Podobno opowiadasz wszystkim , że jestem niezła.  Zastanawiam skąd o tym wiesz? -zaśmiała się kolejny raz  -  Już wiem. Ty po prostu ciągle marzysz o tym,  że lądujemy razem w łóżku. Wyobrażasz sobie seks ze mną. I tak bardzo Cię to kręci. Że pomału zaczynasz się gubić w tym co jest fikcją , a co rzeczywistością.
 Pociągnęła łyk wina i chwyciła Philippa za rękę. Zostawiając Freitaga samego , przy ogólnym rozbawieniu całego towarzystwa.




czwartek, 7 lutego 2019

8



- Nie spodziewałem się tu dzisiaj Ciebie - szepnął jej do ucha. Powodując przyjemny dreszcz rozchodzący się po jej ciele.
- A ja byłam pewna , że Cię tu spotkam - zaśmiała się, trochę nerwowo. Zaskoczona swoją,  aż tak gwałtowną reakcją, na jego widok.
- I właśnie dlatego tu przyszłaś - chwycił ją w pasie, ciągnąc w kierunku windy. Dziewczyna lekko prychnęła. Ale nie mogła się z nim nie zgodzić. Przecież przychodząc tutaj dokładnie na to liczyła.


  Freitag przepuścił ją w drzwiach . Lustrując jej sylwetkę. Uśmiechnął się pod nosem gdy zauważył. Że ma na sobie sukienkę z tamtej wystawy.
 Więc naprawdę przyszła tutaj licząc na spotkanie z nim. Popchnął ją lekko, opierając o ścianę windy. Jego usta od razu odnalazły jej. A ręka wsunęła się pod cienki materiał sukienki, zadzierając ją do góry. Znów czuł szybko ogarniające go podniecenie, gdy był tak blisko niej. 

 Dziewczyna szarpnęła się nieznacznie. Słysząc czyjeś prychnięcie. Oboje od razu  spojrzeli w tym samym kierunku.
  Winda zatrzymała się już na ich piętrze. A przed jej otwartymi drzwiami zauważyła Philippa z jakimś nieznanym jej chłopakiem. Dawny  przyjaciel patrzył na nią z kpiącym uśmiechem. A ona czuła jak zaczynają płonąć jej policzki. Jedyne na co miała ochotę w tym momencie. To zapaść się po prostu pod ziemię.
 Chwyciła Freitaga za rękę i pociągnęła za sobą na korytarz. Żeby jak najszybciej zniknąć Philippowi z oczu.
- To nie ta Twoja przyjaciółka ? - usłyszała za sobą głos tego drugiego.
- Nie. To tylko kolejna  naiwna....- nie słyszała więcej. Bo Freitag wprost wciągnął ją do swojego pokoju. I zresztą nie musiała. Mogła sobie sama dopowiedzieć ostatnie słowa Philippa.


-Napijesz się czegoś?- oderwał się od niej niechętnie. Nie spuszczając z niej wzroku. Tina kiwnęła głową , zrzucając  z siebie kurtkę. Usiadła na łóżku. Czuła się coraz gorzej. Do nieznośnego zimna, zaczęły dołączać dreszcze . Które raczej  nie były spowodowane widokiem Freitaga w tak bliskiej odległości. Pomału zaczęła zdawać  sobie sprawę z tego, że przyjście do pokoju skoczka było cholernie złym pomysłem.
  Freitag  chyba zauważył jej nie najlepsze samopoczucie. W jego wzroku dojrzała coś, co mogłoby uchodzić za troskę. Gdy przy niej usiadł. podając jej do ręki kieliszek wina.
-Dobrze się czujesz ?
-Tttak- zająknęła się, szczękając zębami- jest mi tylko trochę zimno. Zaraz wszystko będzie ok.
  Upiła kilka łyków wina, mając nadzieję , że ją rozgrzeje. Odłożyła kieliszek na stolik, rozglądając się w około za czymś do przykrycia.
-Nie wyglądasz najlepiej- dziewczyna stłumiła prychnięcie po jego słowach. Freitag delikatnie dotknął jej czoła -  i chyba masz gorączkę. Połóż się na chwilę.
-Nie powinnam tutaj dzisiaj przychodzić - jęknęła, kładąc się. Brunet owinął ją kołdrą, Ciągle się w nią wpatrując. Chwyciła do rąk kieliszek. Ale chłopak zaraz zabrał go z jej rąk.
-Wino to chyba nie jest najlepszy pomysł dzisiaj. Zrobię Ci lepiej coś gorącego.
-Nie musisz. Pójdę już .Nie mogę tutaj przecież zostać - prychnęła słabo. Spróbowała się podnieść. Ale już po chwili opadła bez sił na poduszkę. Westchnęła ciężko. Zostanie tutaj nawet nie wchodziło w grę. Jutro była sobota. Jej ojciec miał wolne. Zapewne zauważyłby jej zniknięcie. Do tego, Dominik będzie się niepokoić. A tego bała się najbardziej.
-Chyba nie masz wyjścia- posłał w jej stronę uśmiech  - jesteś na mnie skazana , przynajmniej przez kilka godzin, dopóki nie poczujesz się choć trochę lepiej.
-Nie na to liczyłeś - spróbowała się zaśmiać. Choć sytuacja w której się znalazła nie wyglądała najlepiej.
 Freitag wybuchnął śmiechem. Miała rację. Nawet przez myśl nie przeszło mu, że będzie musiał się nią zajmować. Przynajmniej nie w ten sposób.
-Liczyłem na to, że w końcu wyląduję z Tobą w łóżku. Co chyba mi się udało- przesunął ją delikatnie i położył się obok. Martina westchnęła cicho. Gdy przyciągnął ją do siebie próbując ogrzać. Ułożyła się wygodniej , kładąc głowę na jego ramieniu. Przymknęła oczy i  pierwszy raz od kilku lat miała wrażenie ogarniającego ją spokoju i bezpieczeństwa.


  Richard poruszył się nieznacznie, nie chcąc obudzić śpiącej przy nim dziewczyny. Powolnym ruchem wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer Severina. Musiał trochę się namęczyć , żeby skłonić przyjaciela do wynajęcia drugiego pokoju na tą jedną noc. Sev jak zwykle trochę marudził , ale w końcu dał się przebłagać. Po uprzednim zapewnieniu, że to już na pewno ostatni raz w tym sezonie.
  Freitag parsknął słabo, po słowach przyjaciela. Żeby na śniadaniu pojawił się bez żadnych śladów na ciele i w stanie lepszym niż poprzednio. Bo Werner już na pewno nie będzie tego tolerował.
Jak jakiś dzieciak obiecał , że będzie się pilnował. I z ulgą wyłączył telefon.

  Przecież nie mógł przyznać się kumplowi, że wcale nie czeka go żadna upojna noc. Tylko najzwyklejszy sen  obok chorej , ledwo mu znanej dziewczyny.
 Sev i cała reszta ekipy, chyba nie daliby mu żyć . Gdyby się dowiedzieli, że panna którą sobie przyprowadził na noc. Zasnęła w jego ramionach. A on tak zwyczajnie na to pozwolił.

  Zerknął na nią z boku, mimo wszystko uśmiechając się do siebie. Była ładna. Nie jakoś nadzwyczajnie piękna. Ale lubił na nią patrzeć. Do tego było w niej coś takiego, co sprawiało że zaprzątała jego myśli częściej niż inne poznane dziewczyny. O których zapominał, gdy tylko wychodziły z jego pokoju.
 Może dlatego, że wszystkie inne same pchały mu się do łóżka. Wystarczyło jedno słowo z jego strony, aby mógł z nimi robić wszystko to na co miał ochotę. A z nią było trochę inaczej. Czasem wydawało mu się , że to ona mogłaby zrobić z nim to co chce. Że to jemu bardziej zależy, na seksie z nią. A nie odwrotnie. Ona nie była, kolejną fanką która zrobiłaby wszystko dla swojego idola.

 Pogładził ją delikatnie po policzku. I ułożył się wygodniej. Dziewczyna od razu zmieniła swoją pozycję , jeszcze mocniej się do niego przytulając. Uśmiechnęła się przez sen. Chyba całkiem zadowolona z tego gdzie się znajduje.


  Martina  przebudziła się, gdy na dworze było jeszcze całkiem ciemno. Na początku nie potrafiła sobie przypomnieć gdzie jest i co tak właściwie tutaj robi. Dopiero po chwili, usłyszała obok siebie ciche pochrapywanie Freitaga. I wpadła w panikę. Lekko się uspokoiła, zerkając na zegarek. Dochodziła dopiero czwarta nad ranem i w domu na pewno jeszcze nie zauważono jej zniknięcia.

 Wysunęła się z jego objęć, starając się go nie obudzić. Podniosła się. nadal odczuwając lekkie zawroty głowy, ale było już o wiele lepiej niż wczorajszego wieczora. Zmrużyła oczy, próbując przyzwyczaić je do ciemności panującej w pokoju. Rozglądnęła się w poszukiwaniu swojej kurtki, gdy jej wzrok padł na portfel skoczka pozostawiony na szafce. Pierwszy raz w życiu się zawahała.
-To nie w porządku- szepnęła sama do siebie. Nie mogła tego zrobić. Nie jemu. Nie kolejny raz.     Ubrała buty oraz kurtkę i dopadła do drzwi. Chwyciła klamkę, przypominając sobie Dominika.    Lodówka świeciła pustkami. A ona nie miała nawet jednego euro. Westchnęła cicho, odwracając się.
  Szybko wyszarpnęła jeden banknot. Musiało wystarczyć. Nie była w stanie zabrać mu więcej. Już i tak czuła, ogarniające ją wyrzuty sumienia. Wyszła na korytarz, walcząc sama ze sobą. Troska o brata, mieszała się z wściekłością . Dwadzieścia euro ściskane w palcach, wypalało jej dziurę w ręce. Potrząsnęła głową, próbując pozbyć się poczucia winy. Weszła do windy. Wmawiając sobie , że nie miała wyjścia. Pierwszy raz w życiu, to jednak do niej nie przemawiało.




  Richard przebudził się, mając wrażenie że coś jest nie tak. Czegoś mu brakowało. A może bardziej kogoś. Westchnął ciężko, gdy uświadomił sobie, że miejsce przy nim jest puste. Wstał i podszedł do drzwi łazienki. Nasłuchując czy dziewczyny nie ma w środku. Niestety za drzwiami panowała cisza.   Otworzył je rozglądając się w okół. Jakby miał nadzieję , że ujrzy ją gdzieś w kącie.
 Nagle ogarnęło go jakieś dziwne uczucie, którego do końca nie potrafił sprecyzować. Prychnął nerwowo, trzaskając drzwiami.
-Zniknęła. I po problemie. Jeszcze  musiałbym dłużej się nie zajmować- warknął. Ciągle jednak nie mogąc pozbyć się tego dziwnego uczucia. Które mieszało się ze strachem czy nic jej nie jest.

 Szybko wysłał Severinowi wiadomość, że jest już sam. Gdyby kumpel miał ochotę wrócić. W sumie nawet liczył, na szybkie pojawienie się przyjaciela w pokoju. Może zajmie go jakąś rozmową, bo jak na razie. W jego głowie co chwilę pojawiały się natarczywe myśli, czy oby na pewno z Tiną jest wszystko dobrze. I niezbyt mu się to podobało. Jeszcze tego brakowało, żeby jakaś dziewczyna nie chciała wyjść mu z głowy. Co to , to nie. On się na to nie pisał. Nie miał ochoty wiązać się z jedną panną. Nie, to na pewno nie było dla niego. Jakieś randki, trzymanie się za rączki i inne takie pierdoły.

 Odetchnął z ulgą, gdy usłyszał trzask drzwi. I w pokoju pojawił się Severin. Przyjaciel zmierzył go od góry do dołu, jakby sprawdzając czy na pewno jest cały.
-Widzę, że dzisiejsza noc była dosyć spokojna?- zaśmiał się nie spuszczając z niego wzroku.
-Powiedziałem , że będę się pilnować- mrugnął do niego Freitag - ile jestem Ci winny za pokój?
-Daj spokój. To nic takiego - Sev nie miał najmniejszej ochoty , brać od kumpla kasy. Freitag już jednak trzymał w ręce otwarty portfel. Wpatrując się w jego zawartość ze zdziwieniem. Znów brakowało mu pieniędzy. Może tylko dwudziestu euro, ale brakowało. I dziś był pewien , że ich nie zgubił. Nie siedział wczoraj w klubie. W jego kieliszku nadal znajdowało się wino. Które wlał do niego wczorajszego wieczora . Nie wziął do ust nawet kropli alkoholu.
  Zaklął pod nosem. Było tylko jedno wytłumaczenie. Jedna możliwość. Ona. Przecież ostatnio, zauważył brak gotówki, właśnie wtedy gdy była u niego.
-Wszystko ok ?- Severin przyglądał mu się z zainteresowaniem.
-Taaa- burknął. Ciągle nie chcąc dopuścić do siebie myśli , że to ta mała. Nie wyglądała na złodziejkę. Ale tak właściwie jak powinna wyglądać złodziejka? Przecież nie będzie miała tego wypisanego na czole. A o niej, tak naprawdę niczego nie wiedział .Musiał znaleźć Philippa. Dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Czegokolwiek. O ile młody w ogóle będzie chciał z nim rozmawiać. Wyciągnął pieniądze z portfela i wcisnął przyjacielowi do ręki - trzymaj.
-Przecież gadałem..
-Nie wygłupiaj się. Bierz. Tylko...
-Nie ma mowy- Severin przerwał mu ze śmiechem, doskonale wiedząc co chce mu powiedzieć - miało być ostatni raz.
-Jeszcze tylko jutro. Błagam.
-Nie gadaj, że umówiłeś się kolejny raz z tą małą?  -  przyjaciel spojrzał na niego z niedowierzaniem.
-Z nikim się nie umawiałem. Ale mam nadzieję , że wpadnie tutaj jutro po konkursie - Freitag pociągnął kumpla do wyjścia , chcąc jak najszybciej skończyć ten temat.
-Ty masz nadzieję, że ona tutaj wpadnie? - Sev ledwo powstrzymywał śmiech- chcesz kolejny raz spotkać się z tą samą dziewczyną? To coś nowego.
-Daj spokój. Muszę tylko coś sprawdzić.
-Sprawdzić? A może Ty pomału się w niej zakochujesz?
-Zakochuję ? Ja? Odbiło Ci zupełnie - Freitag prychnął oburzony.  Sev obdarzył go tylko kpiącym spojrzeniem i razem wyszli z pokoju.



-Możesz mi coś więcej o niej powiedzieć?- Richard złapał Philippa na korytarzu przed wyjściem na zawody. . Rozglądnął  się nerwowo, czy aby na pewno nikt go nie słyszy. Jeszcze tego mu brakowało. Żeby kumple się dowiedzieli , że wypytuje o jakąś małolatę.
-A co? Ona sama nie może tego zrobić?- młodszy skoczek obdarzył go nieprzyjemnym spojrzeniem, niezbyt skory do jakichkolwiek rozmów na jej temat.
-Szkoda nam czasu na rozmowę- zaśmiał się Freitag, na co ten tylko prychnął i odwrócił się by odejść. Chyba trochę przesadził. Chwycił chłopaka za ramię, zanim zdążył dotknąć klamki- dobra , wyluzuj. Podoba Ci się czy jak?
-Nie. Nie podoba mi się.
-To w czym problem?
-Nic o niej nie wiem. Przyjaźniliśmy się siedem lat temu. Potem nasz kontakt się urwał. Spotkałem ją na ostatnim TCS. To tyle.
-Dlaczego? Co się stało?
-Zmarła jej mama. Martina odcięła się od wszystkiego i wszystkich.
-Nie próbowałeś jakoś do niej dotrzeć?
-Miałem jedenaście lat. Byłem dzieciakiem. Jej zawalił się cały świat. Co ja mogłem?
-A jacyś Wasi wspólni kumple? Nigdy z nikim o niej nie rozmawiałeś?
-Przecież mówię , że odcięła się od wszystkich. Naprawdę nic o niej nie wiem- chłopak wzruszył ramionami. Richard zrobił krok w jego kierunku. Nie spuszczał z niego wzroku. Był pewny , że Philipp nie jest z nim do końca szczery.
-Daj spokój. Jestem pewny , że ....
 -Dobra. Zadzwoniłem dziś rano do kumpla. Sam chciałem się czegoś o niej dowiedzieć - chłopak przerwał mu zrezygnowany - Chodzą słuchy, że nie ma lekko. Rzuciła szkołę. Zajmuje się młodszym bratem. Trzyma tylko z tym Jonasem. Niczego  więcej się nie dowiedziałem . Zresztą co Cię to w ogóle obchodzi? Masz jakieś większe plany wobec niej?
-Odbiło Ci?- Freitag parsknął śmiechem. Pomysł młodszego chłopaka był tak absurdalny, że nawet nie miał pojęcia jak mógł wpaść na coś takiego.
-To po co o nią wypytujesz? Z tego co wiem, już ją zaliczyłeś. I to chyba nie raz. Więc ?
-Muszę się z nią jutro zobaczyć. To trochę skomplikowane. Dasz radę ją tutaj ściągnąć?
-Nie sadzę. Wczoraj się trochę z nią spiąłem. Raczej nie będzie miała ochoty ze mną gadać. Ale może będziesz miał szczęście i wpadnie tutaj z tym całym Jonasem - Philipp odwrócił się i wszedł do swojego pokoju. Zostawiając Freitaga samego. Z kolejnymi dziwnymi myślami, które wdzierały mu się do głowy.




wtorek, 29 stycznia 2019

7



 
    Martina chodziła nerwowo po pokoju, czekając aż na dole w końcu zapadnie cisza. Kompletnie nie spodziewała się dzisiaj  zawodów w Oberstdorfie. I dopiero Dominik uświadomił ją, że odwołany w grudniu konkurs. Przenieśli właśnie do nich .  I teraz zamiast godzinnych kwalifikacji. Musiała znosić wrzaski z dołu przez o wiele dłuższy czas.

 Od kilkudziesięciu minut  była ubrana i gotowa do wyjścia. A na dole zapanował w końcu upragniony spokój.
    Jeszcze raz przejrzała się w lustrze. Makijaż trochę poprawił jej dzisiejszy wygląd. Niestety samopoczucie nadal nie było najlepsze.  Uśmiechnęła się jednak , spoglądając na nową sukienkę. Freitag miał rację. Pasowała na nią idealnie.

  Przeszła do pokoju brata po swój telefon . Chłopiec zabrał go jej wcześniej  żeby móc śledzić dzisiejsze zawody.
-Obiecaj , że będziesz na siebie uważać- westchnął Dominik , przyglądając jej się z boku.
-Obiecuję- uniosła dwa palce do góry. I zaśmiała się - a Ty zmykaj do łóżka.
 Zmierzwiła mu włosy i  szybko wyszła z pokoju. Po cichu zbiegła po schodach, nasłuchując czy ojciec na pewno już zasnął. Odetchnęła z ulgą, gdy usłyszała jego chrapanie.
   Właśnie zakładała buty, gdy usłyszała za sobą czyjś głos. Odwróciła się przerażona, nie mając pojęcia że ktoś tu jeszcze jest.
-Randka?- facet dzięki któremu jakiś czas temu  uniknęła kolejnego uderzenia . Opierał się o ścianę . I lustrował ją z góry do dołu.
-Powiedzmy- chciała się zaśmiać. Ale jego obecność, jakoś ją krępowała. Miała wrażenie, że rozbiera ją wzrokiem. I wcale jej się to nie podobało - co pan tutaj jeszcze robi?
-Mów mi Chris. Chyba nie jestem jeszcze taki stary- zrobił krok w jej kierunku, zmuszając ją do oparcia się o drzwi. Zacisnęła dłonie w pięści, szykując się na najgorsze- chyba się mnie nie boisz?
-A powinnam? - zmrużyła oczy wpatrując się w niego z coraz większym strachem. Bała się go. Bardziej niż własnego ojca. Bo do bicia już się przyzwyczaiła. A teraz zaczęła się obawiać czegoś znacznie gorszego. Niż kolejny siniak na jej ciele.
-A jak myślisz?- nachylił się nad nią. Stał tak blisko niej. Że czuła jego oddech na swoim policzku. Wzdrygnęła się . Błagając w myślach , żeby sobie poszedł.
-Muszę już iść- wydukała. Poruszyła się nerwowo. Próbując dosięgnąć do swojej kurtki - i pan chyba też powinien.
- Mam nadzieję , że niedługo się spotkamy - rzucił jeszcze , nadal nie spuszczając z niej wzroku.
   Odsunął się od niej w końcu , pozwalając jej otworzyć drzwi. Poczekała , aż wyjdzie. I popędziła do okna. Wyszła z domu dopiero wtedy, gdy jego sylwetka zniknęła w oddali.



-Spotkałaś go od tamtych zawodów?- głos Jonasa wyrwał ją z zamyślenia. Ciągle myślała o całym tym Chrisie. I aż ciarki przechodziły jej po plecach. Jak przypomniała sobie wzrok jakim na nią patrzył. Dlatego nie bardzo wiedziała , o kim on mówi.
-Ale kogo?
-No Freitaga. Pytam czy widziałaś go od tej akcji w klubie - na samą myśl o skoczku oblała się rumieńcem.  Dobrze , że szli akurat jakąś ciemną uliczką. I chłopak nic nie zauważył. Jeszcze tego jej brakowało , żeby zaczął się z niej nabijać.
-A nie mówiłam Ci? - starała się , żeby jej głos brzmiał normalnie. Nie miała pojęcia czy to jej się udało - zaprosił nas na obiad , jak wpadliśmy na niego w centrum handlowym.
-Obiad?- Jonas wybałuszył oczy i wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.
-Wylądowaliśmy w McDonaldzie, bo Domi o to prosił.
-Wnioskuję więc, że się nie zorientował?
-Chyba nawet nie zauważył- parsknęła radośnie. A chłopak pociągnął ją za rękę. W zupełnie innym kierunku niż zamierzali na początku. Szarpnęła się, gdy doszło do niej o co chodzi- Ty chyba nie zamierzasz...
-A czemu nie? - przerwał jej ze śmiechem - Zwinęłaś mu trzysta euro, a on się nie połapał. Przecież te nadęte dupki nawet nie wiedzą ile mają w portfelu.
-No tak, ale...
-Nie panikuj. Nie zostawię Cię ani na moment. Tylko błagam, Freitaga zostaw już w spokoju. Z miejscowym to jednak większe ryzyko.
-Myślisz , że z kolejnym pójdzie mi tak samo łatwo?
-Myślę , że tak właśnie będzie- zaśmiał się mierząc ją z góry do dołu.
  A ona w sumie nie miała żadnego argumentu przeciw. A tak naprawdę jedyne na co miała dzisiaj ochotę, to pojawić się w hotelowym klubie. Mimo, że nie powinna. Mimo, że znów ryzykowała. Bardziej niż kiedykolwiek.



-Philipp będzie?- Jonas rozglądnął się po wnętrzu hotelowej dyskoteki. Po jego minie widziała, że ma nadzieję na nieobecność chłopaka. 
-A skąd ja mam to wiedzieć? - prychnęła.  Jej też nie na rękę było towarzystwo dawnego przyjaciela. Mimo, że gdy Jonas tylko o nim wspomniał. Zatęskniła za nim. 
-Myślałem że odnowiliście kontakt.
-Zwariowałeś? Po co niby miałabym to robić? - na twarzy chłopaka pojawił się słaby uśmiech po jej słowach. 
-Skoczę po coś do picia  - zaproponował  i zniknął jej z oczu. Zanim zdążyła zaprotestować.

     Tina z zaciekawieniem rozglądnęła się w około.  Pomału zaczęło do niej docierać , że nie ma co liczyć na porządną imprezę. Bo jutro miały się odbyć kolejne zawody. Więc raczej nikt nie będzie dziś zbytnio szalał . Pewno zawodnicy posiedzą chwilę w swoim towarzystwie. I tyle. 
  Przez moment zaczęła żałować, że tutaj przyszli. Bo tak naprawdę, dziś mogło jej się nie udać. 
Już miała się podzielić swoimi spostrzeżeniami z Jonasem , który właśnie wrócił. Gdy obok ich stolika przeszedł Philipp. Nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. A była pewna , że ją zauważył. 
Niewiele myśląc zerwała się i dogoniła chłopaka. 
- A Ty co ? Poznałeś mnie po siedmiu latach. A po miesiącu już nie ? - stanęła przed nim mrużąc oczy. 
- Nie mam dzisiaj czasu z Tobą rozmawiać Martina - rzucił, chcąc odejść. Nigdy nie zwracał się do niej pełnym imieniem. Więc od razu wyczuła, że jest wściekły. Tylko kompletnie nie miała pojęcia dlaczego. 
-Jasne , nie będę Ci się narzucać. W końcu teraz jesteś coraz bardziej znany. Więc po ci towarzystwo kogoś takiego jak ja- warknęła odwracając się.  W sumie to i lepiej. Nie będzie jej przeszkadzał. Nie odeszła nawet paru metrów, gdy chwycił ją za ramiona. I odwrócił do siebie. 
-I kto to mówi? Dziewczyna , umilająca czas sławniejszym  skoczkom. Mnie wolałaś olać, bo jestem jeszcze nikim - warknął. 
- Co Ty pieprzysz Philipp?- była wściekła. Siłą powstrzymywała  się, aby nie dać mu w twarz.  Nie chciała jednak niepotrzebnie wywoływać sensacji. 
-Naprawdę myślałem, że jesteś inna - prychnął i ją puścił. Zanim się odwrócił rzucił jeszcze ze złością- Twój kochaś powinien zaraz zejść.  Więc może powinnaś spławić kumpla?
 Zaśmiał się ironicznie i zostawił ją samą. Stała przez chwilę wpatrując się w jego plecy. Co to miało być do cholery? Jakaś scena zazdrości po latach , czy coś? I tak właściwie o co? Przecież do niczego większego nie doszło, między nią a Freitagiem. Bo to zapewne o to Philippowi chodziło. Zresztą nawet gdyby się z nim przespała. Philipp nie miał prawa , jej niczego wypominać.  Dopadła do niego i szarpnęła go za ramię. Chłopak był wyraźnie zirytowany jej widokiem.
-Co Ty odwalasz ? Chyba nie jesteś zazdrosny?  -warknęła wściekła.
-Zazdrosny ?- prychnął - zastanawiam się tylko dlaczego to robisz? Szukasz atencji? Chcesz pochwalić się przyjaciółkom? A zresztą nie moja sprawa. Jeśli podoba Ci się takie życie.
-Nie twoja sprawa co robię ze swoim życiem.
-A może Ty jesteś tak naiwna , że liczysz na jakąś wielką miłość z jego strony? Rozczaruję Cię. Jesteś tylko jedną z wielu. Jedną z kolejnych zabawek w karuzeli pucharu świata  - w oczach chłopaka widziała złość, zmieszaną z litością. Jego ostatnie słowa sprawiły, że czuła pod powiekami zbierające się łzy.
-Pieprz się Raimund - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Więcej nie była w stanie powiedzieć. Najzwyczajniej w świecie bała się, że się przed nim rozpłacze.
-Naprawdę się ucieszyłem spotykając Cię ostatnio. Myślałem , że nadal jesteś najfajniejszą dziewczyną w okolicy. Że znów zaczniemy się widywać....- przerwał, spoglądając na nią ze złością- ale wiesz co? Nie chcę. Nie mam ochoty na znajomość z Tobą.
 Znów odszedł zostawiając ją samą. Prychnęła wściekła. Powstrzymywane łzy , aż piekły ją pod powiekami.  Bez łaski, nie ma ochoty z nią rozmawiać, nie będzie się narzucać. Nadęty dupek. Myśli, że jest od niej lepszy. Odwróciła się na pięcie i wróciła do Jonasa. Usiadła, ocierając coraz bardziej wilgotne oczy. Miała ochotę wyć ze złości. Nie do końca wiedziała co zabolało ją bardziej. Cała ta kłótnia z dawnym przyjacielem. Czy jego słowa o Freitagu.
   Złapała do rąk piwo, wypijając je duszkiem. Jonas spojrzał na nią zaskoczony.
-Co jest Tina? Aż tak Cię wkurzył?
-Idiota. Myśli, że jest kimś bo coś tam już kiedyś wygrał - warknęła, chwytając jego piwo. Upiła kilka łyków gdy złapał ją za rękę.
-Odbiło Ci?
-Przepraszam - podsunęła mu piwo z powrotem- po prostu mnie wkurzył. Oddam Ci jak coś załatwię.
-To nie chodzi o piwo. Chcesz to wypij. Mam jeszcze parę euro.  Ale Ty prawie nic nie jadłaś przez ostatnie dni. Głodzenie się , raczej nie współgra z alkoholem.
-Nic mi nie będzie- westchnęła- jestem tak wściekła, że nawet nie czuję że to alkohol.
-Mam nadzieję, że się nie mylisz - pokręcił głową, gdy znów chwyciła jego piwo. Sam wstał i poszedł po kolejne.


-Wydaje mi się, że przyjście tutaj dzisiaj, było bezsensu- rzuciła gdy wrócił, coraz bardziej wkurzona i zniecierpliwiona - tracimy tylko czas, powinniśmy chyba zmienić lokal.
-Może masz rację.
-Pójdę do łazienki. I będziemy się zbierać- westchnęła. Czas mijał, a ona nie załatwiła ani centa. Marnowała czas, na picie piwa. W prawie pustym dzisiaj klubie. Podniosła się i szybkim krokiem wyszła na zewnątrz.

 Stanęła przed lustrem, oddychając głęboko. Czuła się coraz gorzej. Było jej zimno i bolały ją wszystkie kości. Do tego zaczęło jej się nieprzyjemnie kręcić w głowie. Próbując opanować coraz większe zawroty głowy wyszła z toalety.
 Uśmiechnęła się gdy zobaczyła Jonasa, czekającego już na nią  przed drzwiami klubu. Chłopak podał jej kurtkę spoglądając na nią z niepokojem.
-Nie wyglądasz najlepiej. Powinnaś pójść do domu- dziewczyna skrzywiła się po jego słowach.
-Wiesz , że nie mogę- zaprotestowała cicho- zaraz pewno poczuję się lepiej.

  Ubrała kurtkę i rozglądnęła się szybko w okół siebie. Zamarła widząc Freitaga wpatrującego się w nią. Kilka metrów dalej. Posłał w jej stronę uśmiech, gdy zauważył jej spojrzenie.
-Idź, ja jednak zostanę- rzuciła do Jonasa, prawie siłą wypychając go w kierunku wyjścia.
-Zwariowałaś?- prychnął , podążając za jej wzrokiem- przecież mówiłem, że jego masz odpuścić.
-To może być moja jedyna szansa dzisiaj- szepnęła.
-Wiesz, ile ryzykujesz?
-A wiesz ile mogę  zyskać?- wysyczała. Kompletnie nie przejmując się coraz gorszym samopoczuciem i konsekwencjami. Była zdesperowana. Do tego wypity wcześniej alkohol. Dodawał jej odwagi. 
Była pewna, że pójdzie jej tak łatwo jak ostatnio. Poczekała, aż Jonas zniknie za drzwiami. I odwróciła się w stronę skoczka. Który zmierzał już w jej kierunku z triumfującym uśmiechem.




czwartek, 24 stycznia 2019

6


-Obejrzysz ze mną zawody?- Martina drgnęła na dźwięk głosu brata. Który nagle pojawił się za jej plecami.
-Zawody?- uniosła głowę wpatrując się w niego, nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
-No skoki. Zaraz zaczyna się konkurs.
-A ojciec?- dziewczyna nie miała pojęcia co robi. Słyszała jak wrócił z pracy. Ale teraz na dole panowała niczym nie zakłócona cisza.
-Wyszedł gdzieś- mały uśmiechnął się, ciągnąc ją za rękę.
-A lekcje zrobiłeś?- westchnęła ciężko, gdy chłopiec pokiwał twierdząco głową. I z rezygnacją wyszła za nim z pokoju. Uśmiechnęła się, gdy zadowolony rozsiadł się na kanapie i włączył telewizor.
-Zrobię nam coś do picia- rzuciła i oddaliła się w kierunku kuchni.  Naprawdę nie miała siły  tego oglądać. Ale nie chciała sprawić chłopcu przykrości. Który odkąd poznał osobiście skoczka, starał się śledzić na bieżąco wszystkie relacje.  Wyciągnęła z szafki dwa kubki i nalała mleka do garnka. Włączyła gaz i stanęła przy oknie .
  Z drugiej strony oglądając zawody. Znów go  zobaczy . Może tylko na ekranie telewizora, Ale go zobaczy. Wróciła myślami do ich ostatniego spotkania w McDonaldzie. Przymknęła oczy , przypominając sobie jego pocałunki. Zadrżała na samą myśl o jego rękach, przyciągających ją do siebie. Wsuwających się pod jej bluzę , pod spódniczkę. Czuła jak oblewa ją fala gorąca.

-Co tak śmierdzi?- odwróciła się gwałtownie, słysząc brata. Postawione na gazie mleko, wylewało się z garnka zalewając palnik. Zaklęła pod nosem. Co się z nią działo, do cholery?
-Przepraszam Domi. Zamyśliłam się- chwyciła garnek i wylała resztę mleka do zlewu. Umyła go i zajęła się czyszczeniem kuchenki.
-Pospiesz się , zaraz się zacznie- mały spojrzał na nią z uśmiechem i popędził do pokoju. A ona po raz kolejny zajęła się przygotowaniem kakao.
Tym razem nie spuszczała wzroku z garnka. I odpędzała myśli o brunecie wdzierające się jej do głowy.

 W końcu chwyciła kubki z gorącym napojem i skierowała swoje kroki do pokoju. Usiadła przy bracie, odstawiając kakao na stół. Przyciągnęła brata  do siebie i nakryła ich kocem.
 Z niecierpliwością wpatrywała się w ekran, czytając kolejne nazwiska na liście startowej. Większość z nich nic jej nie mówiła. Tak naprawdę znała tylko Philippa. Nigdy jakoś specjalnie nie interesowała się sportem.
-To już?- prychnęła gdy lista z nazwiskami zniknęła z ekranu. A ona nie zobaczyła na niej tego na którego czekała. Mimo, że usilnie starała się przed tym bronić.
-Ponad sześćdziesiąt zawodników to mało?- Domi przyjrzał jej się uważnie, na jego ustach błąkał się cwany uśmieszek. Jakby wiedział o kim myśli jego siostra.
-No nie. Tak tylko pytam, Nie znam się i ....- zaczęła się plątać. Czuła jak jej policzki pokrywają się rumieńcem.
-I szukasz Richiego. Prawda?- chłopiec wybuchnął niepohamowanym śmiechem. A ona zaczerwieniła się jeszcze mocniej.
-Wcale nie- prychnęła. Czy to co się z nią działo, było aż tak widoczne. Że zauważył to jej młodszy brat.
-Nie znajdziesz go- mały ciągle się śmiał. A ona spojrzała na niego z nagłym zainteresowaniem - to mistrzostwa świata juniorów.
-Juniorów?- jęknęła , a jej twarz wykrzywił grymas rozczarowania.

  Chwyciła do rąk kubek i upiła kilka łyków. Oparła się wygodnie. I mimo braku Freitaga , spróbowała skupić się na rozgrywanych zawodach.
  Ożywiła się gdy na belce startowej pojawił się Philipp. Zacisnęła kciuki , błagając  żeby dobrze mu poszło. Nawet teraz, po tylu latach, nadal go lubiła. I chciała żeby mu się udało.
 Stęknęła gdy zachwiał się przy lądowaniu. I mimo niezłej odległości , szans na podium w dzisiejszych zawodach raczej już nie miał.

  Uśmiechnęła się pod nosem, gdy po skończonych zawodach zerknęła na brata. Z błyszczącymi oczami wpatrywał się w podium . Na którego drugim stopniu stał jakiś niemiecki zawodnik. Szkoda, że to nie Philipp, przemknęło jej przez głowę. Ale srebrny medal zawodnika z jej kraju. Też ją cieszył. Wyłączyła w końcu telewizor i pogoniła małego pod prysznic. 


Zabrała puste kubki i poszła do kuchni. Liczyła na to, że uda jej się zrobić bratu kolację. Zanim wróci jej ojciec. Nie miała ochoty go oglądać. Nie chciała , żeby jego widok zniszczył jej dość dobry dzisiaj humor . Nie pamiętała już kiedy spędzili razem z bratem, popołudnie przed telewizorem. W ciszy i spokoju. Bez pijanego ojca za ścianą. I bez awantury.

  Już prawie skończyła , gdy usłyszała zgrzyt klucza w zamku. Przeklęła i chwyciła do rąk, talerz z kanapkami. I kubek herbaty.
- Zrobiłaś kolację-  prawie była za drzwiami , gdy dobiegł ją głos ojca.
-Dla Dominika -rzuciła nawet się nie oglądając.
-Możesz mu zrobić kolejną - szarpnął ją za ramię. Zabierając z jej rąk talerz. Skrzywiła się i chciała zaprotestować. Nie zdążyła jednak. Ojciec pchnął ją na ścianę.  Straciła równowagę, prawie się wywracając . Czuła gorącą herbatę spływającą po jej nodze. Syknęła i szybko się wyprostowała.
- Posprzątaj to.
- Nienawidzę Cię- wysyczała przez zaciśnięte zęby . Patrząc mu prosto w oczy. Nie spuściła wzroku nawet wtedy , gdy jego pięść wylądowała na jej twarzy.
  Kolejne uderzenie sprawiło jednak , że zgięła się w pół. Usłyszała brzęk rozbitego talerza. Kanapki rozsypały się po podłodze. Zacisnęła zęby i walczyła ze łzami. Czując następne uderzenia.
Nagle przerwał. Uniosła słabo głowę, podążając za jego wzrokiem.
-Zostaw ją - kilka metrów od nich stał Dominik. Na jego twarzy widziała złość i nienawiść. Chwyciła ojca za rękę.  Gdy zrobił krok w jego kierunku . Nie pozwoli mu na to. Ją mógł okładać ile chciał. Jego jednak nie pozwoli mu dotknąć.
-Kazałem Ci posprzątać ten burdel - szarpnął się.  I skręcił do swojego pokoju. Dziewczyna odetchnęła z ulgą i osunęła się po ścianie na podłogę.
Dominik dopadł do niej ze łzami w oczach i zaczął sprzątać .
-Zostaw Domi.  Ja to zrobię  - jęknęła i podniosła się powoli.
Chłopiec jednak nie przestawał zbierać rozbitej porcelany i rozsypanego jedzenia.
-Nienawidzę go.  Nienawidzę. Tak bardzo chciałbym żeby umarł- zamarła słysząc głos brata. Łzy spływały mu po twarzy. 
-Nie mów tak. To nasz ojciec- zaprotestowała cicho. Wiedziała, że jej głos nie brzmiał przekonująco. Przecież sama tak myślała. Sama , tak często życzyła mu śmierci.
-Też go nienawidzisz Tina. 
-Domi...
-No co? Przecież mam rację - przerwał jej. Stanął przed nią zaciskając ręce w pięści- gdybym był starszy, gdybym miał więcej siły.
-Nawet nie myśl o takich rzeczach.
-Dlaczego on nas tak nienawidzi? Dlaczego pije i ciągle Cię bije? Dlaczego musisz przez niego robić te wszystkie okropne rzeczy?
-On po prostu pogubił się po śmierci mamy- próbowała go bronić. Tak właściwie nie wiedziała po co.
-Więc to moja wina?- mały uniósł głowę, spoglądając jej w oczy. Przeraziły ją jego słowa.Chwyciła go za ramiona, przytulając do siebie.
-Skąd Ci to w ogóle przyszło do głowy?
-No bo mama umarła, jak się urodziłem. Umarła przeze mnie - odezwał się cicho, a jego twarz znów zalała się łzami.
-Nigdy więcej tak nie mów!- podniosła głos . Zaraz jednak go ściszyła- to nie Twoja wina Domi. To nie jest niczyja wina. 
-Ale...
-Mama nie umarła przez Ciebie. Niech Ci to już nigdy nie przyjdzie do głowy - pocałowała go w czubek głowy i posadziła na krześle - poczekaj tutaj. Dokończę sprzątanie. Zrobię Ci kolację i zjemy ją razem. Ok?
 Mały pokiwał głową. Miała nadzieję, że wybiła mu  te okropne myśli. Jak coś tak koszmarnego mogło wpaść mu do głowy.   Nie zwracając uwagi na ból, zamiotła podłogę i przetarła ją mopem.
Szybko przygotowała kolejne kanapki i wręczyła bratu talerz. Sama wzięła do rąk dwa kubki herbaty. I cicho przemknęli na górę.

Uśmiechnęła się lekko gdy już zjedli. A mały ułożył się wygodnie w kącie jej łóżka. Nakryła go kołdrą i na palcach wyszła na korytarz. Z pokoju ojca dobiegało ją chrapanie. Przeszła szybko obok i zamknęła się w łazience.
Spojrzała na siebie w lustrze, ścierając resztkę krwi z kącika ust. Pod okiem zaczął się tworzyć sporych rozmiarów siniak. Oparła się o umywalkę i odetchnęła głęboko. Miała dosyć. Nie miała pojęcia jak długo jeszcze to wytrzyma. Wiedziała, jednak że musi być silna dla brata. Dla niego musiała to przetrwać.


  Wzięła szybki prysznic i wróciła do pokoju. Zgasiła światło. I ułożyła się na brzegu łóżka. Wpatrując się w małego.
-To naprawdę nie moja wina?- odezwał się nagle, otwierając oczy. Przełknęła ślinę. I przysunęła się bliżej niego.
-Naprawdę Domi. To nie jest niczyja wina- szepnęła .
-To dlaczego mama umarła? Przecież była jeszcze młoda.
-Czasem tak się dzieje. Że młodzi ludzie umierają. I nic nie możemy na to poradzić.
-Ale Ty nie umrzesz?- głos zaczął mu niebezpiecznie drżeć. A ona sama walczyła z napływającymi łzami.
- Nie umrę. Obiecuję- chłopiec wtulił się w jej ramiona.  I po kilku minutach już spał. Martina jeszcze przez kilka godzin wpatrywała się tępym wzrokiem w sufit. Próbując znaleźć jakieś wyjście z ich beznadziejnej sytuacji. Wiedziała jednak , że dopóki nie będzie pełnoletnia. Nie może nic zrobić. I ta świadomość doprowadzała ją wprost do szału.




  Martina powoli zwlokła się z łóżka, próbując opanować zawroty głowy. Był początek lutego, a ona tydzień temu wydała ostatnie pieniądze zabrane Freitagowi. Planowała wybrać się gdzieś w zeszły weekend . Ale jakaś pieprzona grypa , unieruchomiła ją w łóżku.
  Dziewczyna przez ostatnie dni była tak słaba, że ledwo dawała sobie radę . Z przygotowaniem jedzenia dla brata. Więc o jakichkolwiek wyjściach nie mogło być w ogóle mowy.
 Ojcu starała się nie pokazywać na oczy. Co nie było zbyt trudne , zważając na to, że prawie nie wychodziła ze swojego pokoju. Wiedziała , że jedno jego uderzenie, zwaliłoby ją po prostu z nóg.
 Dziś czuła się już trochę lepiej , dlatego jak tylko została sama,  zadzwoniła do Jonasa, prosząc o przyjście. Chłopak właśnie zadzwonił do drzwi, a ona poczłapała w ich stronę.
-Zrób kawę, a ja szybko się ogarnę- rzuciła tylko przez ramię. Z powrotem wchodząc po schodach.

  Wyszczotkowała dokładnie zęby. I trzęsąc się z zimna wzięła szybki prysznic. Teraz stała przed lustrem z przerażeniem wpatrując się w swoje odbicie. Wyglądała jak jakieś zombie. Podkrążone oczy i prawie przeźroczysta cera. Do tego znów schudła parę kilo. Jęknęła , gdy wciągnęła na siebie jeansy.  Skrzywiła się i wyszła z łazienki trzaskając drzwiami.

      Jonas zmierzył ją krytycznym spojrzeniem , kiedy usiadła przy nim upijając łyk kawy.
-Zjadłaś cokolwiek z tego co przynosiłem?- w jego głosie słyszała wyraźne pretensje.  Chłopak codziennie , przynosił jej coś ciepłego. Co akurat przygotowała jego mama. A ona, jak zwykle chowała wszystko dla brata. Który zjadał dopiero wtedy, gdy przysięgała , że jadła wcześniej.
-Zostawiałam dla Dominika- odezwała się cicho. Nie mogła nic na to poradzić. Tak już po prostu miała. On był najważniejszy. Nie ona i jej potrzeby.
-Musisz jeść Tina.
-On rośnie Jonas. I naprawdę bardziej potrzebuje jedzenia.
-On najbardziej potrzebuje Ciebie. Pomyślałaś o tym ?- warknął wyraźnie wściekły chłopak- jak długo dasz radę? Ile jesteś w stanie wytrzymać, nie jedząc?
-Zjem. Obiecuję. Jak tylko załatwię dzisiaj pieniądze.
-Dzisiaj? Całkiem Ci odbiło. Ledwo stoisz na nogach. Naprawdę myślisz , że dasz sobie radę?
-Muszę- jęknęła.
-Nigdzie dziś nie pójdziemy.
-Nie będziesz za mnie decydować Jonas. I tak pójdę- wstała wściekła i podeszła do okna. Odwróciła się w jego stronę i wycedziła przez zaciśnięte zęby- z Tobą czy bez Ciebie. Ale  pójdę.
   Wiedział, że nie ma sensu z nią dyskutować. I wiedział , też że pójdzie razem z nią. Nie mógł zostawić jej samej. Dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Musiał przynajmniej dopilnować, żeby coś zjadła. Zerwał się od stolika i wybiegł z mieszkania.

Martina westchnęła cicho pewna, że się na nią wściekł. Usiadła przy stoliku , upijając kilka łyków kawy.  Podniosła głowę ze strachem , gdy usłyszała trzask drzwi. Była pewna, że ojciec wrócił wcześniej. Uspokoiła się widząc przed sobą Jonasa.
-Nic więcej nie znalazłem w domu. Mama nie zrobiła jeszcze zakupów. Przepraszam- podsunął pod jej nos jabłko i jogurt- i będą stał tutaj tak długo dopóki nie zjesz.
  Westchnęła ciężko. Ale mimo wszystko , zrobiło jej się tak ciepło na sercu. Uśmiechnęła się  do niego. Był jedyną osobą, oprócz Dominika. Dla której coś znaczyła. Zerwała się z miejsca i uwiesiła mu się na szyi.
-Ogarnij się młoda- prychnął , próbując ją od siebie odsunąć. Szybko jednak zrezygnował, gdy nie chciała się od niego odkleić. Zaśmiał się w końcu , siadając przy stole z nią na swoich kolanach.
-Dziękuję Jonas- podniosła głowę, całując go w policzek. Chwyciła do rąk jabłko, odgryzając kawałek.
-Złaź, no już. Nie przesadzaj- prawie ją z siebie zrzucił, lekko zawstydzony. Dziewczyna znów się zaśmiała.  Nie mając zamiaru nawet się ruszyć.





wtorek, 15 stycznia 2019

5

  

  Pierwsze dni stycznia minęły jej w miarę spokojnie. Dzięki pieniądzom skoczka nie musiała się martwić o jedzenia dla brata. A ojciec tak jak zawsze na początku miesiąca, pił  trochę mniej. I nie rzucał się na nią z pięściami.  Wiedziała , że to tylko chwilowy spokój, spowodowany po prostu brakiem kasy na alkohol.

 Dziewczyna kilka razy dziennie, zmieniała położenie pieniędzy. Oby tylko nikt ich nie znalazł. Bo ojciec niby omijał jej pokój szerokim łukiem. Ale wolała nie ryzykować.
 Ciągle gdzieś tam w głębi dręczyły ją wyrzuty sumienia. Które znikały , jak tylko widziała zadowoloną minę swojego brata.
 Dziś zaraz po szkole planowała zabrać go na zakupy. Bo chłopiec zaczął wyrastać już z kurtki. A stan jego starych butów pozostawiał wiele do życzenia.

  Dlatego stała teraz pod jego szkołą. Czekając aż wyjdzie. Zignorowała docinki kilku dziewczyn, przechodzących obok. Udając , że nie robią na niej żadnego wrażenia.
   Odetchnęła z ulgą,  gdy pojawił się przed budynkiem. I podbiegł do niej z radosnym uśmiechem. Chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę centrum handlowego.

-Możemy teraz pójść na lody?- bąknął nieśmiało , gdy zaopatrzyła go już w zimowe buty i ciepłą kurtkę. Już chciała mu odmówić. Był środek zimy. A on zbyt często ostatnio chorował. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie w jego stronę, że pokiwała twierdząco głową. A oczy chłopca momentalnie zabłysły.

 Zaśmiała się, patrząc jak mały z apetytem pochłania trzecią gałkę lodów. Oblanych czekoladową polewą. Siedzieli na ławce w pobliżu jakiegoś sklepu z ciuchami. A ona z zainteresowaniem zerkała na jego wystawę.
-Powinnaś też coś sobie kupić- pokręciła tylko przecząco głową, po słowach brata. Przecież nie mogła sobie na to pozwolić. Bluzka na wystawie, jednak tak bardzo kusiła. Mimowolnie wstała i podeszła bliżej, przyglądając się jej z uwagą. Jej wzrok zatrzymał się na pasujących do niej jeansach. Dziewczyna zacisnęła ręce w pięści. Dlaczego  to właśnie ona? Dlaczego nie może mieć normalnego życia? Dlaczego nie może jak inne dziewczyny w jej w wieku, po prostu wejść do środka i zrobić zakupów?


    Richard nie mógł uwierzyć własnym oczom. Gdy zobaczył dziewczynę wpatrzoną w sklepową wystawę. Od zawodów w Oberstdorfie minęły ponad dwa tygodnie. I gdy tylko był na miejscu. Ciągle się za nią rozglądał.
  Nie myśląc wiele ,postanowił zaryzykować . Podszedł do niej szybkim krokiem. I zacisnął ręce na jej biodrach. Przyciągając do siebie. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie. Wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami. Na jej twarzy malowało się zaskoczenie zmieszane z przerażeniem. I chyba tylko to uratowało go przed spoliczkowaniem .
-Wyglądałabyś w niej idealnie  - szepnął jej na ucho, niby przypadkiem dotykając jest policzka ustami. Oczami wyobraźni już widział brunetkę  w obcisłej czarnej sukience z wystawy. A może raczej widział jak szybko pozbywa się jej,  z ciała dziewczyny.
Odskoczyła do tyłu tak gwałtownie, że przez moment myślał że rozwaliła sobie głowę .
- Ty faktycznie sama robisz sobie krzywdę- uśmiechnął się do niej. Gdy nie odpowiedziała , zrobił krok w jej kierunku praktycznie dociskając ją do wystawowej szyby. Pochylił się nad nią, całując ją w szyję . Wsunął ręce pod jej kurtkę. I siłą musiał się powstrzymywać, żeby od razu nie zaciągnąć ją w jakieś ustronne miejsce.


-Wszystko ok?- głos małego chłopca sprawił, że oprzytomniał. Odsunął się od niej nieznacznie i spojrzał ze złością na dzieciaka. Który śmiał mu przeszkodzić. Już miał go spławić. Gdy dobiegł go głos dziewczyny.
- Tak, Domi. Wszystko w porządku- na twarzy dziewczyny pojawił się troskliwy uśmiech.  Gdy spojrzała na chłopca. A mały w tym czasie nie spuszczał z niego wzroku. Jakby dopiero teraz zauważył z kim stoi jego siostra.
Freitag uśmiechnął się. I wyciągnął do niego rękę.
- Ty zapewne jesteś bratem Tiny? - sam był zaskoczony że nadal pamięta jej imię.
-Tttak - wyjąkał dzieciak podając mu swoją rączkę - A Ty, to znaczy , pan...
-Richard - skoczek zaśmiał się, kucając przy chłopcu - kumple mówią do mnie Richi.  Więc jak chcesz, też możesz.  Bo chyba się zaprzyjaźnimy, co ?
-Dominik - na twarzy chłopca pojawił się szeroki uśmiech. Za to Tina prychnęła nieznacznie.
-Zaproponowałbym Ci lody. Ale patrząc na Twoją buzię już jadłeś. Więc Twoja siostra pewno urwałaby mi głowę za kolejną porcję - mały pokiwał głową zawiedziony. Że akurat dzisiaj Tina zgodziła się mu  ulec. Freitagowi samemu zrobiło się jakość dziwnie. Na myśl, że ta dwójka zaraz sobie pójdzie. W tylko sobie znanym kierunku. Więc niewiele myśląc zaproponował obiad. Na co dziewczyna znów prychnęła. Ale mały od razu się ożywił.
-A może być McDonald? Bo wszystkie dzieciaki w klasie już były. A ja jeszcze nie- Richard zmierzył go zaskoczonym spojrzeniem. Naprawdę dzieciak nie był nigdy w McDonaldzie ? Może rodzice nie pozwalali im jeść fast foodów. Dlatego szybko odwrócił się w stronę dziewczyny.
-Zgodzisz się? Czy mały ma jakiś zakaz śmieciowego żarcia czy coś? Bo jeśli Wasza mama Wam nie pozwala. To zaraz wymyślimy coś innego.
-Nasza mama nie żyje- zanim dziewczyna zdążyła się odezwać, dobiegł go cichy głos chłopca. Freitag przez moment poczuł się jakby dostał czymś w głowę . Opanował się szybko.  I uśmiechnął do małego  .
- To może tata Wam nie pozwala?
- Tata się nami ....
-Idziemy - dziewczyna nagle szarpnęła chłopca za rękę. Broda małego zaczęły niebezpiecznie drżeć. A w jej oczach pojawiła się wściekłość.
-Poczekaj- złapał ją za ramię- przepraszam. O nic już nie będę pytał. Tylko zgódź się. Zobacz jak mu zależy.
  Tina przymknęła oczy. Widział jak intensywnie myśli co zrobić. Był jednak pewien że małemu nie odmówi. Gdy pokiwała głową.  Kamień spadł mu z serca. I przez moment ogarnęła go panika, któremu z nich bardziej na tym zależało. 
  Zabrał z ławki torby dziewczyny i pociągnął małego za rękę. Chłopiec spojrzał na niego rozpromienionym wzrokiem. I z uśmiechem na ustach dreptał za nim w stronę wyjścia z centrum handlowego.

 Martina była spięta i zdenerwowana. Trzymała się z tyłu. Zastanawiając się czy to możliwe, że Freitag nie zauważył braku gotówki. On jednak   co chwilę odwracał się w jej kierunku. A z jego twarzy nie schodził uśmiech . Co mogło sugerować, że jednak jej się upiekło. I może przestać się bać. Westchnęła cicho i przyspieszyła . Zrównując z nimi krok.

    Richard zatrzymał się przed niskim budynkiem McDonalda i przepuścił ich w drzwiach. Mimochodem dotknął ręki dziewczyny. Na co lekko zadrżała. I odsunęła się nieznacznie. Uśmiechnął się, widząc jak dziewczyna na niego reaguje.
   Poczekał cierpliwie , aż chłopiec się zdecyduje. I złożył zamówienie. 
  Spędził jeszcze chwilę na kłótni z dziewczyną , o to kto ma zapłacić. On nie miał zamiaru odpuścić, bo w końcu zaproszenie wyszło z jego strony. A ona upierała się , że niczego od niego nie chce. W końcu delikatnie, ale stanowczo chwycił ją za ramiona i przesunął obok. A sam zapłacił za wszystko.  Przy jej widocznym niezadowoleniu.

 Teraz wpatrywał się w nią , jak naburmuszona siedzi koło niego nad kubkiem kawy. Nawet nie patrząc w jego kierunku . Uśmiechała się tylko , gdy zerkała na brata. Który z wypiekami na twarzy pochłaniał hamburgera. 
-Może jednak coś zjesz?- odezwał się, gdy na chwilę na niego spojrzała.
-Nie jestem głodna- prychnęła tylko i na powrót zajęła się piciem kawy. Uśmiechnął się do siebie. Dziewczyna czerwieniła się uroczo , za każdym razem gdy na nią spoglądał. 
-Powiesz mi coś więcej o sobie?-rzucił. Mimo , że tak naprawdę mało go to interesowało. Nie musiał zbyt dużo  o niej wiedzieć. Nie było mu to potrzebne , do tego żeby ją przelecieć. Ale  denerwowała go cisza między nimi. 
-Miałeś nie pytać- odezwała się cicho.
-Nie pytam o Twoją rodzinę tylko o Ciebie.
-Nie musisz udawać , że Cię to interesuje. Oboje dobrze wiemy, dlaczego teraz tu jesteś i na co liczysz - posłała w jego stronę ironiczny uśmiech. Zaśmiał się, że tak dobrze go wyczuła. Zerknął na małego, ciągle zajętego jedzeniem. Położył rękę na jej nodze . Pochylił się nad nią i delikatnie przygryzł płatek jej ucha.
-A Ty niby nie? - szepnął i przesunął dłoń do góry. Wsuwając pod jej spódniczkę. Dziewczyna stłumiła westchnięcie. Znów się zaśmiał. Odsunął się nieznacznie , ale ręki nie zabrał. Delikatnie przesuwał ją w górę i w dół, po jej udzie - skąd znacie się  z Philippem?
-Przyjaźniliśmy się dawno temu- nerwowym ruchem , chwyciła jego rękę i spróbowała zrzucić ze swojej nogi. Z marnym skutkiem . Chłopak ani myślał jej zabierać.
-Przyjaźniliście? Czy może coś więcej?
-Miałam dziesięć lat, a on jedenaście- parsknęła śmiechem trochę się rozluźniając. Czyli teraz ma siedemnaście, szybko przypomniał sobie  wiek młodszego kumpla.
-A potem? Przestaliście się nagle przyjaźnić?
-Tak wyszło- prychnęła. Miał wrażenie, że nie chce dłużej o tym rozmawiać. Po chwili nerwowo zerknęła na zegarek. Na jej twarzy pojawiło się przerażenie - Domi , musimy się zbierać.
-Jeszcze chwilę , proszę- mały spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.
-Dochodzi dopiero szesnasta- wstawił się za nim Freitag.
-Dominik wiesz, że musimy wrócić zanim..- przerwała, ale małemu to wystarczyło.
-Tylko pójdę do ubikacji- chłopiec podniósł się i popędził w stronę  toalet. A on zaraz przysunął się do dziewczyny. Jego ręka wciąż tkwiła na jej udzie. Drugą,  wsunął pod jej bluzę. Kompletnie nie zwracając uwagi na innych ludzi. Przyciągnął ją do siebie. Dziewczyna jęknęła, gdy gwałtownie wpił się w jej usta.
-To jak ? Bo po Twojej reakcji wnioskuję, że liczysz na to samo- dziewczyna zarumieniła się po jego słowach. Próbując się odsunąć. Skoczek niechętnie jej na to pozwolił. Wstał, zabrał jej zakupy i poczekał aż ubierze kurtkę. Chwycił ją za rękę, splatając ich  palce ze sobą  - poczekajmy na małego na zewnątrz. Chyba nam obojgu przyda się chłodne powietrze.

  Martina wyszła przed lokal, próbując opanować przyspieszony oddech, zanim Dominik do nich dołączy. Czuła jak płoną jej policzki. A miejsce na którym Freitag trzymał rękę przez ostatnie minuty, pali ją żywym ogniem.Wyszarpnęła swoją rękę z jego. Na co chłopak zaśmiał się nieznacznie.
  Nie miała pojęcia co się z nią dzieje. Ale nie podobało jej się to. Nigdy więcej nie mogła dopuścić. Do spotkania z nim. Bo już teraz była pewna, że nie skończyłoby się ono dobrze. Nerwowo wygładziła rękami spódniczkę i zapięła kurtkę.
-Dziękuję - uśmiechnęła się do skoczka. Bo może zapraszając ich tu liczył na późniejszy seks z nią. Ale nie dało się ukryć , że sprawił jej bratu ogromną przyjemność.
-Już drugi raz mi uciekasz- szepnął rozbawiony, przytulając ją- kolejnym razem Ci nie daruję.
Czuła, że znów się czerwieni. I przeklęła się w myślach. Czy on naprawdę musiał działać na nią w ten sposób?
 Freitag pożegnał się z jej bratem. Który właśnie przy nich stanął . I oddał jej zakupy.  Musnął ustami jej policzek. I szybko się oddalił. A ona stała jeszcze chwilę wpatrując się w jego coraz mniejszą sylwetkę.
-Tina. Tata wróci za niedługo. Musimy iść do domu- chłopiec pociągnął ją za rękę. Miał rację. Ojciec nie mógł zobaczyć ich  z zakupami. Mimo , iż czuła że ryzykuje . Pociągnęła go jeszcze w stronę centrum handlowego.
-Tylko na chwilę- rzuciła gdy spojrzał na nią zaskoczony.

 Bez zastanowienia wpadła do sklepu, szybko odnalazła sukienkę o której mówił skoczek.  I wyszukała swój rozmiar. Do drugiej ręki, chwyciła jeansy i bluzkę , które przyciągnęły jej wzrok na wystawie. Pobiegła do kasy bez mierzenia. I wygrzebała z kieszeni pieniądze.
-Od razu mówiłem , że masz sobie coś kupić- chłopak uśmiechnął się , gdy wyszli ze sklepu.  A ją już dopadły wyrzuty sumienia. Drżącymi rękami wyciągnęła resztę pieniędzy. Przeliczyła szybko i aż jęknęła. Zostało jej niecałe pięćdziesiąt euro.  Bo ten cholerny dupek   powiedział jej , że będzie idealnie wyglądać w tej sukience. Idiotka z niej. Zatrzymała się gwałtownie. Musiała to oddać. Dominik jakby czytał w jej myślach. Bo od razu popchnął ją w stronę wyjścia.
-Naprawdę będziesz w niej wyglądać idealnie.
-Nie stać nas na to Domi- jęknęła.
-Więc proszę . Oddaj też moje- tupnął nogą i włożył jej w ręce swoje zakupy. Ani myślał iść dalej.
-Ty potrzebujesz tych rzeczy Domi.
-A Ty niby nie? Kiedy kupiłaś sobie coś nowego? No kiedy Tina? Ciągle myślisz tylko o mnie. A Tobie też się coś należy- prawie wykrzyczał łamiącym się głosem- więc jeśli oddasz swoje, to musisz zabrać też i moje. Bo i tak ich nie włożę.
Martina przykucnęła przy chłopcu i wzięła go w ramiona. Zamrugała szybko , pozbywając się łez. Może mały ma rację. Może jej też się coś należało.
-Kocham Cię Domi- szepnęła i pociągnęła go za rękę. Co ma być to będzie. Dawała sobie radę do tej pory. To i teraz załatwi pieniądze , jak będzie trzeba.



wtorek, 8 stycznia 2019

4



    Richard walnął się na łóżko , gdy tylko zamknęły się drzwi za dziewczyną. Jęknął cicho i spróbował skupić swoje myśli na czymś innym. Co nie do końca mu się udawało. Ciągle miał przed oczami jak stoi przed nim zawstydzona w samej bieliźnie. I już na samą myśl o tym robiło mu się gorąco.
   Czemu do cholery zadzwonił ten jej pieprzony telefon?  Gdyby nie to, zapewne w tym momencie by ją z niej zrywał . Westchnął ciężko , zaciskając powieki. Jeszcze tego brakowało, żeby przez nią nie mógł teraz zasnąć.

  Trzask drzwi oznajmił powrót Severina do pokoju. Nawet nie otworzył oczu  udając , że śpi. Nie miał ochoty odpowiadać na pytania, jaka była w łóżku. Bo i skąd niby miał to wiedzieć. Była pierwszą dziewczyną która, zwiała mu z pokoju. I na pewno nie zamierzał tego tak zostawić.

  Obudził się rano, mając wrażenie, że pęknie mu głowa. Uniósł się nieznacznie, rozglądając się po pokoju.  Łóżko obok było puste. Więc Sev na pewno wyszedł już pobiegać. Nieźle. Powinien do cholery być teraz z nim.  Powinien trenować. A nie leczyć kaca w pokoju hotelowym. Jęknął i chwycił do rąk butelkę wody. Wypił prawie połowę. I  zwlókł się z łóżka.  Powłócząc nogami skierował się do łazienki. I z głośnym hukiem zatrzasnął drzwi.
   Przed oczami znów pojawiła mu się ta mała. Zacisnął powieki, próbując pozbyć się jej ze swojej głowy i czym prędzej wszedł pod strumień zimnej wody.

   Po kilku minutach poczuł się odrobinę lepiej. Nie był jednak pewien, czy może się pokazać Wernerowi. Zerknął w lustro , nadal nie wyglądał zbyt dobrze. I wątpił czy ktokolwiek uwierzy w jakąś historię o dopadającej go grypie. Zważywszy na sporych rozmiarów malinkę na jego szyi. Zaklął głośno. Kiedy do cholery ją zrobiła?

 Gdy wyszedł, Sev siedział  na łóżku zerkając na niego z rozbawieniem. Freitag zmierzył go wściekłym spojrzeniem. Na co ten zrobił tylko minę, typu "to kompletnie nie moja sprawa". I zniknął w łazience. Po kilku minutach, usłyszał szum wody. Oznajmiający mu , że przyjaciel bierze prysznic. Usiadł na fotelu. Znów zobaczył ją przed sobą.
-Ogarnij się- warknął wściekły, sam na siebie. Obraz przed jego oczami, nie chciał jednak zniknąć. Przypomniał sobie jej rozciętą wargę. I liczne siniaki, na ciele. Które mogłyby sugerować, że  regularnie wdaje się w bójki. Prychnął pod nosem. To niedorzeczne. Nie wyglądała na dziewczynę która lubi się bić. Wydała mu się jakaś taka krucha i delikatna. Taka inna niż wszystkie.
 Jej tłumaczenie o roztrzepaniu. Też jakoś go nie przekonywało. Zostawała więc tylko jedna możliwość. Ktoś robił jej krzywdę. Mimowolnie zacisnął ręce w pięści.
-Idziemy?- Richard wzdrygnął się słysząc głos przyjaciela. Tak mocno się zamyślił, że nie zauważył nawet wyjścia, przyjaciela z łazienki.
-Taa, jasne- podniósł się ciężko. I wyszedł z pokoju, ciągle czując na sobie . Uważny wzrok kumpla.


  Gdy tylko zajęli miejsce przy stoliku .Cała reszta ekipy, obdarzyła go takim samym rozbawionym spojrzeniem. Jak Sev kilkanaście minut temu.
-Impreza się udała? - Andreas ledwo powstrzymywał śmiech, próbując nie udławić się sokiem.
-A co było nas słychać i nie mogłeś zasnąć?- odgryzł się  Freitag , chwytając kubek  z kawą. Pociągnął spory łyk, nie zwracając uwagi , że  gorący napój parzy mu język.
-Musiała być tego warta, że aż tak zaryzykowałeś - Wellinger nie potrafił już powstrzymywał śmiechu.  Zwijając się na krześle.
-I była. Założę się, że dawno nie miałeś takiego seksu  - Richard ani myślał  przyznawać się do tego, że nic między nimi nie było.
-Chyba nieźle go wykończyła, bo gdy wróciłem spał już jak dziecko- parsknął Sev.  Freitag zaśmiał się tylko. Na co  Philipp nerwowo zacisnął szczękę.
-Popatrz, a wyglądała na takiego dzieciaka- wtrącił się do rozmowy Stephan.
-Doświadczony z niej dzieciak- mrugnął do niego Freitag.
-Która to? Bo chyba coś mnie ominęło? - Karl z zainteresowaniem podniósł głowę.
-Ta mała do której próbował zarywać Philipp. A ten zwinął mu ją sprzed nosa- zaśmiał się Stephan. Na co młodszy chłopak, obdarzył go wściekłym spojrzeniem.
-Wcale do niej nie zarywałem.
-No skądże. To ja siedziałem  wpatrzony w nią jak w obrazek. Szepcząc sobie coś na uszko, A teraz wprost skręca Cię z zazdrości  -  Stephan nie miał zamiaru przestać żartować z osiemnastolatka,
-Odpieprz się . Znam ją od piaskownicy- burknął wyraźnie urażony chłopak, na co Freitag nagle się ożywił. Więc Philipp nie poznał jej wczoraj w klubie. Znali się wcześniej. Uśmiechnął się pod nosem. Na samą myśl o tym , że dziewczyna najprawdopodobniej jest miejscowa. I będzie ją miał na wyciągnięcie ręki.
-Znasz ją? Ona jest stąd? - Andreas dostał kolejnego napadu śmiechu, nagłym zainteresowaniem przyjaciela.
-No jest- prychnął Philipp. Nie mając ochoty mówić nic więcej. Był wściekły. Miał o Tinie, zupełnie inne zdanie. Nie sądził, że jest kolejną głupiutką dziewczyną gotową zrobić wszystko dla jego kumpli z kadry A.
  Ale w końcu przyjaźnili  się, gdy byli dziećmi. Ostatni raz rozmawiał z nią gdy miała dziesięć lat. Wtedy wydawała mu się najcudowniejszą dziewczyną na całym świecie. Mimo, że często sobie dokuczali. Był gotowy zrobić dla niej wszystko.
  Długo nie mógł pozbierać się po tym jak zmarła jej mama. A ona całkowicie odcięła się od wszystkich. Nawet od niego.  Z zamyślenia wyrwał go rozbawiony głos Andreasa.
-Nie wierzę. Laska naprawdę musi być niezła w łóżku, że Richiego interesuje coś więcej niż szybki numerek po zawodach.
-A kto powiedział , że coś więcej? - Freitag uniósł głowę - w końcu spędzamy trochę czasu w domu. Dobrze mieć w okolicy chętną, a do tego znający się na rzeczy panienkę.
  Philipp ze złością zmrużył oczy. Gdyby nie widok Wernera kilka metrów od nich, chyba by się na niego rzucił. A tak tylko , odsunął z hukiem krzesło. I szybkim krokiem opuścił towarzystwo.


-Przegiąłeś , młody nieźle się wkurzył - parsknął Stephan, rozbawiony całą sytuacją- chyba powróciły do niego dziecięce uczucia.
-Wyjdzie mu to na dobre. Powinien się skupić na skokach, a nie na uganianiu się za dziewczynami- prychnął Freitag.
-A Ty? Kiedy do cholery przestaniesz uganiać się za laskami i skupisz się na skokach?- nawet poważny ton Wernera nie powstrzymał, Andreasa przed kolejnym wybuchem śmiechu- jak Ty w ogóle  wyglądasz? Zdajesz sobie sprawę , że powinienem Cię dzisiaj odsunąć  ze składu?
-Przecież nic mi ....
-To, że dobrze Ci teraz idzie , nie znaczy , że nie mogę Cię wypieprzyć - Richard chyba nie widział go jeszcze tak wściekłego. Sam zdawał sobie sprawę z tego , że w nocy lekko przegiął - więc ogarnij się, albo wylatujesz.
-Jasne - burknął tylko pod nosem, wiedząc , że nie ma co z nim dyskutować.  Dokończył szybko kawę. I czym prędzej zniknął trenerowi z oczu.



   Na korytarzu minął Philippa i miał ochotę zapytać o tą małą. Ale chłopak zmierzył go tylko nieprzyjemnym spojrzeniem . I zatrzasnął drzwi swojego pokoju. Freitag zaśmiał się po nosem. Wielka afera, o jakąś małolatę. Jak mu tak zależy , niech sobie ją zabiera. Tylko wcześniej on musi ją jeszcze zaliczyć. Zresztą to może zrobić nawet wtedy, gdy będzie z jego kumplem. W niczym mu to nie przeszkadza .

 Wszedł do pokoju i pospiesznie zaczął pakować torby. Miał to zrobić wczoraj, ale przecież miał ważniejsze sprawy. Wrzucał wszystko jak popadnie, żeby nie musieli na niego czekać. Nie miał ochoty kolejny raz tego ranka, narażać się Wernerowi. Podniósł spodnie rzucone na podłogę . I od razu przypomniał sobie szczupłą brunetkę na jego łóżku. Zaklął , gdy na ziemię wypadł jego portfel, a jego zawartość rozsypała się po podłodze.
 Szybko wsunął karty oraz  pieniądze na swoje miejsce. I wcisnął portfel do torby.  Coś mu jednak  nie pasowało. Wyciągnął go z powrotem i przeliczył banknoty. Sto trzydzieści euro. Powinno być co najmniej o trzysta więcej. Trochę wczoraj wydał w hotelowym barze. No ale bez przesady.
  Przez myśl przeszło mu , że ktoś go okradł. Ale to było raczej nierealne. Przecież wczoraj bawili się w swoim gronie. A może, ta mała?  Nie, to niemożliwe. Nie wyglądała na złodziejkę. Poza tym przecież był z nią prawie cały czas. Zapewne  wypadły mu gdy płacił za alkohol.
  Wrzucił portfel z powrotem do torby i zasunął zamek. Nie zamierzał zaprzątać sobie tym głowy. To było tylko kilka euro.  A on zdecydowanie bardziej , wolał myśleć teraz o czymś innym.




  Kilka minut przed ósmą Martina odstawiła brata do szkoły. I skierowała swoje kroki do pobliskiego supermarketu. Miała wrażenie , że zdobyte w nocy pieniądze wypalają jej dziurę w kieszeni. Nie miała pojęcia, dlaczego to ją aż tak dręczy. Przecież on nawet nie uzna braku tych kilku banknotów. Dla niego to tylko kilka euro. A dla niej i brata to kilkanaście dni jedzenia.
 Wyrzuty sumienia zaczęły zanikać, z każdym kolejnym produktem wkładanym do koszyka. Na jej twarzy pojawił się nawet lekki uśmiech, na samą myśl o tym . Że będzie mogła przygotować bratu normalny obiad.

  Gdy przekroczyła próg domu, dopadły ją kolejne wątpliwości. Zrzuciła z siebie kurtkę i powoli zaczęła rozpakowywać zakupy. Przecież on jej nic nie zrobił. A ona go okradła. W sumie inni też jej nic nie zrobili. Więc dlaczego, to właśnie teraz ma jakieś głupie poczucie winy. Prychnęła pod nosem. Sam się o to prosił.  Po co  zabierał ją do pokoju. Poczuła oblewające ją gorąco na samą myśl po co.
 Zaklęła głośno gdy karton mleka wyleciał jej z rąk, lądując na palcach lewej stopy.
-Powinnaś się ogarnąć idiotko- mruknęła , zła na samą siebie- bujasz w obłokach , a obiad sam się nie zrobi.
 Nagle znieruchomiała przerażona. Co powie ojcu? Jakim cudem w domu znalazło się jedzenie. Gdy jeszcze wczoraj oberwało jej się za to , że nic nie ma. Szybko zgarnęła większość rzeczy z powrotem do torby i wyniosła do swojego pokoju. Ojciec nigdy do niej nie zaglądał. Poupychała co się dało pomiędzy ciuchami. I wróciła do  przygotowania obiadu.
   Wciśnie mu jakąś bajeczkę , że dostała kilka euro od Jonasa. I kupiła parę rzeczy na obiad. Najwyżej znów jej się dostanie. Nie dbała o to. Ważne , że Domi zje coś normalnego.