wtorek, 19 marca 2019

12



 
-Zabierzcie ją stąd - ten sam głos, który nie pozwolił jej wejść do środka. Zwrócił się do kogoś za nią. Znów się szarpnęła. Uścisk jednak nie zelżał.
-Uspokój się Tinka - cichy głos Philippa, rozległ się tuż przy jej uchu. Jego ręce pociągnęły ją do tyłu. Nie miała siły dłużej się szarpać. Pozwoliła mu odciągnąć się na bok.
-Dominik. Gdzie jest Dominik?- odezwała się ledwo słyszalnym szeptem. Z jej oczu nieprzerwanie spływały łzy. Trzęsła się z zimna. Philipp nakrył ją kurtką, zabraną z pokoju.
-W szpitalu. Moja mama jest z nim. Jest przerażony. Ma złamaną rękę i jest trochę poobijany. Ale poza tym nic mu nie jest - odezwał się Jonas. Tina poczuła jak olbrzymi kamień spada jej z serca.
-Złamaną rękę?
-Wyskoczyłem z nim przez okno. Nie miałem innego wyjścia. Na dole  był ogień. Nie chciałem czekać na straż.
-Ty?- nic nie rozumiała. Skąd się tam wziął Jonas?
-Poszedłem do domu, gdy zostawiłem Was samych. Zagadałem się z mamą. I gdy wróciłem Ciebie już nie było. Spotkałem kumpla i plątaliśmy się po ulicach. Gdy zobaczyłem ogień.
-Dziękuję, że tutaj byłeś Jonas- znów zaczęła płakać. Czuła ogarniające ją wyrzuty sumienia. Jej brat potrzebował pomocy, a ona zabawiała się w tym czasie z Freitagiem. Mimo, że przeczuwała, że coś się stało.
-Tina... - Jonas przerwał nagle. Nie patrząc jej w oczy.
-Muszę do niego iść . Zaprowadźcie mnie - musiała go zobaczyć. Musiała na własne oczy przekonać się, że nic mu nie jest.
-Poczekaj - coś w głosie Philippa ją zaniepokoiło. Znów poczuła strach , ściskający jej serce. Nagle , przypomniała sobie o ojcu. Spanikowała. Nienawidziła go. Wiele razy  życzyła mu śmierci ,  ale..
-Co z tatą? - szarpnęła Jonasa za kurtkę.
-Przepraszam Tina. Ale nie miałem więcej czasu. Nie zdążyłem Tina - coś ścisnęło ją za gardło. Poczuła bezgraniczny strach, że zostali sami. Czuła jak ziemia osuwa jej się z pod nóg. A przed oczami robi się ciemno.



    Otworzyła oczy, tępym wzrokiem patrząc przed siebie. Była w pokoju hotelowym. Takim samym jak ten w którym spędziła dzisiejszą noc z Freitagiem. Nie był to jednak, pokój Richarda. Podniosła głowę, słysząc obok siebie czyjeś głosy .
  Przy jej łóżku siedział Philipp. Cicho rozmawiając z jakimś chłopakiem. Odwrócił się w jej stronę, gdy zdał sobie sprawę z tego, że się ocknęła. Wpatrywał się w nią zatroskanym wzrokiem. Nagle wszystko sobie przypomniała. I z jej gardła wydobył się cichy krzyk.
  Philipp od razu znalazł się przy niej. Zamykając w swoim uścisku. Gładził ją po plecach czekając cierpliwie aż się uspokoi.
-Gdzie Jonas?- odezwała się nagle cicho. Nie przestając płakać. Chłopak towarzyszący jej przyjacielowi. Szybko opuścił pokój.
-Pojechał do szpitala. Jego mama musiała iść do pracy - pokiwała tylko apatycznie głową, nawet się nie odzywając .
- Przykro mi Tinka. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz - szepnął. Nie miał pojęcia co więcej może jej powiedzieć. Wkurzała go jego własna bezradność. Nie potrafił jej pomóc. Nie mógł zrobić niczego, żeby choć trochę jej ulżyć.
-Chcesz wiedzieć co czuję?- odezwała się tak cicho , że ledwo ją słyszał. Uniosła głowę, patrząc mu w oczy - strach bo zostaliśmy sami. Ale jednocześnie ulgę, bo już nikt nie będzie okładał mnie pięściami. I ta cholerne ulga sprawia , że czuję do siebie odrazę.
-To normalne Tinka....
-Normalne? - przerwała mu podnosząc głos- normalne jest , że w jakiś sposób cieszę się bo zginął mój ojciec? To jest wstrętne. Obrzydliwe. Ale ja nie potrafię inaczej. Nie potrafię, rozumiesz?

  Jej ramionami znów wstrząsnął szloch. Nagle poczuła ogarniający ją coraz większy  strach. Doszło do niej co tak naprawdę oznacza śmierć ich ojca. Zostali sami. A ona był niepełnoletnia. Zerwała się z łóżka.
-Muszę  iść po Dominika. Muszę go stamtąd zabrać. Zanim oni mi go zabiorą.
-Gdzie ? Gdzie go zabierzesz Tina? - zatrzymała się gwałtownie. Philipp miał rację. Nie miała dokąd go zabrać. Nie miała niczego. Domu, pieniędzy. Niczego. Nie miała niczego i nikogo. Osunęła się po ścianie na podłogę. Płacząc i krzycząc równocześnie.


   Od dwóch godzin chodził w kółko po pokoju. Nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca. Od momentu gdy zamknęły się za nią drzwi. Wciąż zadawał sobie pytanie co takiego się stało. Ani Philipp, ani ten drugi nie chcieli nic mu powiedzieć. Tylko od razu popędzili za nią.

   Nie potrafiąc dłużej wytrzymać. Wyszedł z pomieszczenia  trzaskając drzwiami. I skierował się w stronę pokoju młodszego skoczka. Mając nadzieję , że będzie w środku. Zapukał i nie czekając na zaproszenie wszedł do środka. W momencie gdy dziewczyna osuwała się na podłogę. Dopadł do niej sekundę wcześniej niż Philipp. Gdy spojrzała na niego. Poczuł jej strach. I jej cierpienie.

  Nadal nie wiedział co się stało. Ale czuł , że to coś okropnego. Coś , w czym ani on. Ani Philipp , Nie będą mogli jej pomóc.
-To moja wina- odezwała się nagle. Słyszał w jej głosie nieznośny ból. Podniosła się z podłogi. Nie spuszczając z niego wzroku. Wzroku, w którym widział nienawiść. Nienawiść do wszystkich w okół  - nic by się nie stało. Gdybym nie poszła z Tobą na górę. Gdybym nie była taka głupia.
-To nie jest niczyja wina. A już na pewno nie Twoja Tinka - Richard z lekką zazdrością spojrzał na Philippa, gdy dziewczyna bez słowa dała mu się zaprowadzić na łóżko.
-Pójdziesz ze mną do niego? Proszę- zwróciła się do młodszego chłopaka. Kompletnie nie zwracając na niego uwagi.
-Dam znać tylko trenerowi, że nie będzie mnie na treningu- chłopak pocałował ją w czoło, wzbudzając w nim kolejne ukłucie zazdrości i wyszedł z pokoju. Zostawiając ich samych. Freitag niepewnie usiadł przy niej na łóżku. Podniosła na niego wzrok . Choć i tak miał wrażenie, że nie zwraca na niego żadnej uwagi.
-Mogę Ci jakoś pomóc?- nadal nie wiedział co się stało. Czuł jednak , że chce jej pomóc. Chce być teraz blisko niej.
-Ty mi?- prychnęła.
-Widzę , że coś się stało. Dlatego...
-Odczep się ode mnie- przerwała mu - to najlepsze co możesz zrobić.
-Ale....
-Dopiąłeś swego.Przespałeś się ze mną. Możesz pochwalić się kolegom.  Jest tak jak miało być od początku. A co do pieniędzy. Ukradłam Ci je. Nie miałam innego wyjścia. I nie żałuję. Zrobiłabym to jeszcze raz.  Więc jeśli chcesz. Wezwij policję. Już mi nie zależy- zakończyła, patrząc mu dumnie w oczy.
  Chciał coś powiedzieć. Coś zrobić. Najlepiej wziąć ją w ramiona. I sprawić żeby zniknęły wszystkie jej problemy. Nie zrobił jednak tego. Wystraszył się. Tych wszystkich uczuć , które nagle nim zawładnęły.
-Przecież to nie chodzi o policję i te marne parę euro.
-Marne parę euro? - warknęła. Spojrzał na nią zdziwiony- no tak. Wielki Richard Freitag. Dla Ciebie to tylko parę euro. A dla nas to było....
  Przerwała. Zeskoczyła z łóżka. I założyła buty. Nie do końca rozumiał jej wybuch. Położył jej rękę na ramieniu, zanim ubrała kurtkę. Spojrzała na niego z taką pogardą. Że od razu ją zabrał. Wyszła na korytarz. Nie pozostało mu nic innego jak podążyć za nią.
-Poczekaj- ostatni raz spróbował ją zatrzymać.
-Pieprz się Freitag. I daj mi święty spokój- wysyczała przez zaciśnięte zęby, chwytając za rękę Philippa. Który właśnie do nich doszedł.


  Z niepokojem przekroczyła próg szpitalnej sali. Buzia Dominika od razu rozpromieniła się na jej widok. Coś ścisnęło ją za serce. Usilnie starała się walczyć z nadchodzącymi łzami. Uśmiechnęła się w jego stronę. I zajęła miejsce na jego łóżku. Jonas podniósł się i wyszedł na korytarz , zostawiając ich samych.
-Przepraszam , że mnie nie było- przytuliła go, uważając na jego rękę.
-Bałem się. Ale Jonas po mnie przyszedł- odezwał się cicho.
-Gdybym tylko wiedziała...
-Nie przejmuj się. Wiem , że musiałaś wyjść- przerwał jej. Wyrzuty sumienia nie dawały jej jednak spokoju. Ona zabawiała się Freitagiem, gdy jej brat.... Zacisnęła ręce w pięści.
-Powinnam być z Tobą.
-Teraz już będziesz. Teraz gdy go nie ma, będziemy już tylko razem. I wszystko będzie dobrze- wyszeptał. Tina ukryła twarz w dłoniach. Jak miała mu powiedzieć , że tak nie będzie - powiedz coś Tina. Będziemy razem, prawda? Tylko ja i Ty.
  Uniosła głowę. Chłopczyk patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Jego broda zaczęła niebezpiecznie drżeć. Przełknęła ślinę.
-Domi...- przerwała i odetchnęła głęboko- wiesz , że nie jestem jeszcze pełnoletnia . I to wszystko nie jest takie proste.
-Ale to Ty zajmujesz się mną od dawna.
-Wiem. I nadal chcę to robić. Ale nikt mi na to teraz nie pozwoli- po policzkach chłopca zaczęły spływać łzy. Tina sama zaczęła szybko mrugać oczami. Byleby się tylko nie rozpłakać. Przyciągnęła go do siebie. A on od razu wtulił się w jej ramiona.


  Przez głowę przelatywały jej tysiące myśli. Miała ochotę zabrać go ze szpitala. Uciec daleko stąd. Tak żeby nikt nigdy ich nie znalazł. Wiedziała jednak , że to nierozsądne. I nie może tego zrobić. Bez pieniędzy i dachu nad głową .  Sama , poradziłaby sobie bez problemu. Ale z Dominikiem nie miała szans. Nie mogła , aż tak ryzykować. Musiała być odpowiedzialna. Musiała przede wszystkim myśleć o nim.
-Co teraz Tina?- chłopiec odsunął się od niej. Wbijając w nią wystraszone spojrzenie.
-Nie wiem, Domi. Naprawdę nie wiem- jęknęła. Raczej nie możliwe było. Żeby im obu udało się trafić do jakiejś rodziny. Wiedziała jednak, że Domi ma szansę. Był jeszcze dzieckiem. I na pewno szybko znajdzie się dla niego jakaś rodzina zastępcza. Ona nie mogła na to liczyć.
-Ale nie zostawisz mnie, prawda?- usta chłopca, znów wykrzywiły się w podkówkę. Chwyciła go za ręce i spojrzała mu prosto w oczy.
-Tylko na chwilę Domi. Na parę miesięcy, aż nie skończę osiemnastu lat. Później będziemy już razem.
-Nie!
-Trafisz na pewno do jakiejś fajnej rodziny. Gdzie będą inne dzieciaki w Twoim wieku. A czas szybko minie- starała się by jej głos brzmiał przekonująco.
-Możesz być tam ze mną- prychnął obrażony.
-Jestem już prawie dorosła...
-Właśnie . Jesteś prawie dorosła. Dlatego możesz się mną zająć- złapał ją za słowo.
-Prawie Domi. Dlatego musimy jeszcze trochę wytrzymać.
-Ale ja nie chcę!
-Zrozum, że tak będzie najlepiej. Obiecuję, że w końcu znowu będziemy razem. A Ty obiecaj mi, że będziesz dzielny - uśmiechnęła się do niego. Chcąc dodać mu otuchy.
-Obiecuję - szepnął w końcu. Znów się do niej przytulając. Przełknęła łzy. Nie mogąc pozwolić sobie na płacz, w jego obecności. Odetchnęła z ulgą, gdy w drzwiach pokoju pojawił się Jonas z Philippem. Mały rozpromienił się lekko, na widok tego drugiego.
-Posiedzicie z nim? Pójdę porozmawiać z lekarzem- podniosła się ciężko. Kierując się w stronę drzwi.
-A Richi, Tina? - dobiegł ją nagle cichy głos brata - może on nam pomoże.
-Nie Domi. On teraz nie ma czasu- szepnęła tylko. I najszybciej jak potrafiła wyszła z pokoju.


 Oparła się ścianę, głęboko oddychając. Schowała twarz w dłoniach, a jej ramionami wstrząsnął szloch. Była bezsilna. Nie miała pojęcia co robić. Nie wiedziała co ich czeka. I jak będą wyglądały kolejne dni. Westchnęła. I otarła twarz wierzchem dłoni. Musiała się ogarnąć.

 Rozglądnęła się w poszukiwaniu pokoju lekarzy. I od razu skierowała się w tamtym kierunku. Zapukała słabo i weszła do środka.  Przedstawiła się i zajęła miejsce na brzegu krzesła. W oczekiwaniu wpatrując się w jasnowłosą lekarkę po drugiej stronie biurka.
-Przykro mi z powodu Waszego ojca- Tina z obojętnością pokiwała głową na słowa kobiety. Interesował ją tylko Domi. Nic więcej - Twój brat miał dużo szczęścia. Gdyby nie Twój kolega mogłoby się to skończyć o wiele gorzej. Tak naprawdę Dominik już dzisiaj może stąd wyjść.
-Dzisiaj?- jęknęła. Z jednej strony ucieszyła się. Z drugiej wiedziała co to oznacza. To były tak naprawdę ich ostatnie chwile razem.
-Tak. Z tego co wiem, nie macie żadnej rodziny -  Martina bezwolnie pokiwała głową- dlatego skontaktowałam się już z odpowiednim ośrodkiem. W którym będziesz mogła zamieszkać. Za niedługo ktoś powinien się tutaj zjawić.
-A Domi?- mimo, że spodziewała się tego. Ze złością zacisnęła ręce w pięści.
-Pójdzie do rodziny zastępczej. Nie musisz się martwić. To naprawdę w porządku ludzie. Mają już u siebie dwójkę dzieciaków.
-Nie martwię, tylko...- Martina przerwała. Sama nie wiedząc co powiedzieć. Bo wiedziała, że nie ma innego wyjścia, niż to.
-Wiem, że jesteś bardzo zżyta z bratem. Rozmawiałam trochę z mamą Twojego przyjaciela. Wiem, że nie mieliście łatwo. Uwierz mi, że to najlepsze rozwiązanie. Ty za niecały rok będziesz pełnoletnia. I wtedy możesz starać się o opiekę nad nim. Tylko oboje musicie wytrzymać. Musicie dać radę.
-Wiem- pokiwała głową przełykając łzy- mogę z nim jeszcze chwilę posiedzieć?
-Jasne. I później też będziesz mogła go odwiedzać. Nikt Ci tego nie zabroni- Martina uśmiechnęła się słabo. I szybkim krokiem wróciła do pokoju brata.



wtorek, 5 marca 2019

11

 

  Richard wyszedł z łazienki nie przestając się uśmiechać. Miał wrażenie , że nigdy wcześniej nie był  szczęśliwszy . Że właśnie w jakiś sposób zmienia się jego życie. I to za sprawą jakiejś dziewczyny.  Czego jeszcze kilka godzin temu zupełnie się nie spodziewał. I ciągle jeszcze próbował się przed tym bronić.

      Jedno spojrzenie w kierunku Tiny sprawiło jednak , że uśmiech zniknął mu z twarzy. Stanął  jak wryty  spoglądając to na nią, to na swój portfel leżący u jej stóp. Niedowierzanie w jego oczach, szybko zamieniło się w złość i pogardę. Więc jednak. Nie mylił się wcześniej. Cholerna mała złodziejka. A on przez moment dał jej się omotać.

-To nie jest tak jak myślisz- wydukała zaciskając nerwowo palce. Widziała, że jej nie wierzy. Ona sama by sobie nie uwierzyła na jego miejscu.
-A jak kurwa?- chłopak zacisnął nerwowo szczękę , robiąc krok w jej kierunku. Odsunęła się mimowolnie do tyłu.
-Strąciłam go , gdy brałam wino. Chciałam wszystko pozbierać, gdy...- przerwała. Jej tłumaczenia i tak było bez sensu. Nie wierzył jej. Wyminęła go i chwyciła do rąk kurtkę.
-Wybierasz się gdzieś?- chwycił ją za rękę, przyciągając do siebie.
-Puść- szarpnęła się, próbując się wyrwać. Czuła coraz większy strach.
-Ile?- zacisnęła oczy, walcząc ze łzami, gdy usłyszała pytanie - no ile jestem Ci winny za tę noc?
Nie odpowiedziała. Zamrugała szybko próbując pozbyć się łez. Nie pomogło . Same zaczęły spływać po jej twarzy.
-Pytam ile? Bo chyba nie ogarniam Twojego cennika - puścił ją, podnosząc pieniądze. Chciała uciec , ale stała jak sparaliżowana nie potrafiąc się ruszyć. Wcisnął jej do kieszeni jeansów wszystkie pozbierane pieniądze - wystarczy? Bo raz bierzesz sobie za noc kilka setek, a raz marne dwadzieścia euro. Dziś w końcu pieprzyłaś się ze mną. Więc nie jestem pewny czy wystarczy.
-Ty nie rozumiesz...
-A może dałem Ci za dużo? Sprawdź, bo może starczy na jeszcze jeden numerek?- przerwał jej , gwałtownie ją do siebie przyciągając. Znów się szarpnęła . Nie zareagował. Popchnął ją w kierunku łóżka.
-Posłuchaj mnie, proszę - dziewczyna była przerażona. Wyrwała się i skuliła w jego kącie. Podciągając  nogi pod brodę - daj mi się przynajmniej wytłumaczyć.
-Co Ty chcesz mi tłumaczyć? Próbowałaś mnie kolejny raz okraść. A ja przez moment  myślałem , że się pomyliłem. Że ostatnio źle policzyłem pieniądze. Ale jednak nie . Ty zwyczajnie mi je ukradłaś. Przepraszam. Ty nie kradniesz .Ty po prostu sama zabierasz sobie zapłatę - zaśmiał się kpiąco.

   Martina spuściła głowę. Tak naprawdę nie miała pojęcia co powiedzieć. Wiedziała , że w końcu wpadnie. Od zawsze w jakiś sposób zdawała sobie z tego sprawę. Za każdym razem ryzykowała. Bo po prostu nie miała innego wyjścia. Tylko dlaczego wpadła akurat dzisiaj. Przy nim. Dzisiaj, gdy nie miała zamiaru zabrać ani centa. Łzy nieprzerwanie spływały jej po twarzy. Przysunął się do niej i zmusił żeby na niego spojrzała.
-Jakoś nie słyszę Twoich tłumaczeń- warknął - może Ty dopiero myślisz, jaką bajeczkę mi sprzedać? A może próbujesz mnie zmiękczyć swoimi łzami?
-Nie. Po prostu.. - przerwała na moment.Przełknęła ślinę i odezwała się cicho ponownie  - nic co powiem i tak Cię nie przekona.
-Spróbuj- słyszała kpinę w jego głosie. Nie było w nim nic z chłopaka, z którym kochała się chwilę temu. Któremu była gotowa oddać wszystko. I dla którego była gotowa poświęcić wszystko. Gdy pokręciła przecząco głową, tylko się zaśmiał. Chwytając do rąk telefon  - to co? Może glinom się  szybciej wytłumaczysz?
   Dziewczyna gwałtownie zbladła. Wpadła w panikę. Czuła, że wszystko wali jej się na głowę.  Jak robi jej się gorąco. I nie może oddychać. Miała wrażenie, że zaraz zemdleje.
-Błagam. Zrobię wszystko- wyszeptała . Nie mogła na to pozwolić. Nie mogła dać się zamknąć. Co wtedy stałoby się z Dominikiem? Nie miał nikogo oprócz niej. Była dla niego wszystkim.  Tak samo jak on dla niej.
-Wszystko?- zaśmiał się ironicznie. Pokiwała głową. Była gotowa zrobić wszystko. Wszystko czego zażąda.


 Richard tak naprawdę sam nie wiedział, dlaczego aż tak bardzo się wkurzył. Przecież gdzieś tam podświadomie, jeszcze kilka godzin temu przeczuwał , że to ona. Może nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli. Ale kołatała mu się po głowie. Bo była to jedyna możliwość. I jedyne wytłumaczenie jego znikających pieniędzy. Których ubytkiem i tak zbytnio się nie przejmował. Bo nawet nie uznał ich braku. Dla niego to było tylko parę euro.

  Dlatego do końca nie rozumiał czemu, aż tak się wściekł. Przez myśl przeszła mu myśl, że przychodziła z nim do pokoju. Tylko dlatego żeby go okraść. A nie dlatego , że jej się podobał. Jak myślał na początku. I , że tak naprawdę to ona w jakiś sposób wykorzystała jego. A nie on ją. Ucierpiała jego męska duma. I chyba to właśnie doprowadzało go do szału.
 Bo poczuł się wykorzystany i rozczarowany. Rozczarowany , bo przez jakąś krótką chwilę. Miał uczucie, że ona jest inna. Niż te wszystkie dziewczyny, które zaliczał bez problemu po każdych zawodach. Że chciałby jeszcze kiedyś to powtórzyć. Że chciałby jeszcze ją spotkać.

  Złość na nią, a może i na siebie. Zupełnie nim zawładnęła. Przestał logicznie myśleć. I nie zwracał uwagi na to, że każdym kolejnym słowem ją krzywdzi.


 Patrzył na nią . Skuloną w kącie jego łóżka. I zastanawiał się co ma z nią zrobić. Gdy chwycił telefon. Żeby zadzwonić na policję. Dziewczyna wpadła w panikę. Spoglądał na nią nie wzruszony, gdy błagała go, żeby tego nie robił.
 Zaśmiał się ironicznie, nie spuszczając z niej wzroku. Ciekawe na ile jej słowa, że zrobi wszystko. Były prawdziwe. Zresztą co ona mogła mu zaoferować. Jedyną rzecz na której mu zależało. Już dostał. Przespał się z nią  bez problemu. Mimo, że wcześniej udawała niedostępną.

  Chwycił ją za nadgarstki i przyciągnął do siebie.  Brutalnie wpił się w jej usta. Tina  szarpnęła się nieznacznie. Gdy nie zareagował , poddała się jego pocałunkom.  Przywierając do niego całym ciałem. Czuł jak mocno bije jej serce. Złość zaczęła się mieszać z rosnącym pożądaniem.  Odsunął ją od siebie. Próbując nad sobą zapanować. Nie chciał kolejny raz wylądować z nią w łóżku. Choć nie. On niczego bardziej w tym momencie nie pragnął. Ale nie mógł do tego dopuścić.

  Dziewczyna nagle uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. W jej niebieskich oczach dostrzegł taki strach, że coś ukłuło go w sercu.
-Dlaczego to zrobiłaś ?- w jednej chwili reszta złości gdzieś uleciała. Ustępując miejsca temu dziwnemu uczuciu.  Którego znów nie potrafił nazwać. Nie potrafił, albo i nie chciał.
-I tak mi nie uwierzysz- odezwała się ledwo słyszalnym szeptem- przecież Ty już , mnie oceniłeś. Już z góry założyłeś kim jestem. I dlaczego zabrałam te pieniądze.
-Spróbuj to zmienić. Spraw żebym zmienił zdanie Tina- szepnął.  Znów chwycił ją za ręce. Wzdrygnęła się. Ale nie zabrała swoich dłoni.
-Ja musiałam. Nie miałam innego wyjścia- spuściła głowę. On nie spuszczał z niej wzroku. Coś w jej głosie sprawiało, że zaczynał jej wierzyć. Wierzyć, że musiała to zrobić. Chciał się jednak dowiedzieć dlaczego. Co lub kto zmusiło ją do tego.
-Ale dlaczego?
  Martina nie zdążyła odpowiedzieć. Bo rozległo się uporczywe pukanie do drzwi. Freitag nie zareagował. Ale gdy pukanie przerodziło się w walenie. Zaklął i podniósł się niechętnie.
 Otworzył drzwi nerwowym ruchem.. Widok za nimi znów wywołał u niego atak złości.
-Jest u Ciebie Tina?- dziewczyna podniosła się z łóżka słysząc głos Philippa. Z jej ust wydobył się jęk, gdy ujrzała go w towarzystwie Jonasa.
 Przyszli tutaj bo coś się stało. Była tego pewna. Przypomniała sobie wyjące syreny. I poczuła panikę ogarniającą ją kolejny raz tego wieczora.

 Freitag niechętnie wpuścił ich do środka. Odwrócił się w stronę dziewczyny i zastygł w pół kroku.
Po jej przeraźliwie bladej twarzy nadal spływały łzy. Nie to jednak było najgorsze. Jeśli kilka minut temu myślał , że się boi. To teraz była wprost przerażona.
 Nie powinien jej tak potraktować. Przegiął , nie miał prawa w ten sposób się do niej odzywać.  Podszedł  do niej, chcąc chwycić ją  za ręce. Ona jednak nie zwróciła na niego żadnej uwagi. Wyminęła go i dopadła do Jonasa.
-Powiedz , że po prostu się o mnie martwiłeś - wyjąkała - błagam Jonas. Powiedz, że przyszedłeś tu tylko dlatego bo bałeś się, że wpakuje się w jakieś gówno.
  Chłopak zacisnął szczękę. Spojrzał błagalnym wzrokiem na Philippa. Ten jednak spuścił tylko głowę, wpatrując się tępym wzrokiem w podłogę.
-Tina...- Jonas przerwał. Chwycił ją za rękę i pociągnął w kierunku wyjścia. Odwrócił się jeszcze w stronę Philippa- zabierzesz jej rzeczy?
-Co jest Jonas? Przestańcie się tak zachowywać- przerażenie u dziewczyny zamieniło się w złość. Wyrwała mu się i popędziła w kierunku windy. Dopadła do niej , naciskając przycisk. Ze złością walnęła w jej drzwi , gdy nie przyjechała.
-Poczekaj ! - usłyszała za sobą głos Jonasa. Nie zareagowała. Skierowała się w kierunku schodów. I zbiegła na dół, przeskakując po dwa stopnie na raz.
  Wybiegła przed hotel. Syknęła gdy poczuła zimny wiatr na swoich nagich ramionach.  Nie zatrzymała się jednak. Najszybciej jak potrafiła, pobiegła w kierunku domu.


   Zatrzymała się gwałtownie, kilka metrów przed budynkiem. Poczuła swąd spalenizny. Uniosła głowę, z przerażeniem wpatrując się w widok rozciągający się przed jej oczami.
 Dopadła policyjnej taśmy, którą ogrodzony był jednopiętrowy dom. Jej dom.
-Nie możesz tutaj wejść- ktoś zagrodził jej drogę. Chwytając ją za ramię. Szarpnęła się . Przerażenie dodało jej sił. Popchnęła strażaka stojącego przed nią. Usłyszała przeraźliwy krzyk. Jej krzyk, wydobywający się z jej gardła. Poczuła czyjeś ręce zaciskające się na jej pasie. Ktoś uniósł ją do góry. Ktoś próbował odciągnąć ją do tyłu. Zaczęła wyrywać się i kopać. Musiała tam wejść. Tam był Domi. Jej Domi. Jej brat.






wtorek, 19 lutego 2019

10


 
   Richard zszedł do klubu z resztą drużyny. I jego wzrok od razu zaczął się przesuwać po osobach , siedzących przy stolikach. Uśmiechnął się lekko, gdy ujrzał ją w towarzystwie Philippa kilka metrów dalej.
   Zajął miejsce , przysłuchując się rozmowie kumpli. Co chwilę jednak zerkał w jej stronę.
 Co oczywiście nie umknęło uwadze Severina.
-Coś zadziwiająco często spoglądasz w tamtym kierunku - przyjaciel nachylił się nad nim, żeby nie usłyszała go reszta. Za co Richard był mu niezmiernie wdzięczny. Nie miał ochoty tłumaczyć się kumplom, że naprawdę nic do niej nie ma. I niepotrzebne mu były kolejne docinki.
-Wydaje Ci się- prychnął. Mimowolnie znów odwrócił głowę w stronę stolika. Zajmowanego przez dziewczynę i młodszego kumpla. Zacisnął nerwowo szczękę, gdy Philipp chwycił ją za rękę. I wyciągnął z klubu.
 Usłyszał ciche parsknięcie Severina. I zmierzył go nieprzyjemnym spojrzeniem.
-Ani słowa- warknął tylko, chwytając do rąk piwo. Pociągnął spory łyk. Starając się opanować złość. Nie zadziałało. Złość rosła z każdą kolejną minutą , w której nie było jej w klubie.



-Wrócili - drgnął gdy usłyszał szept Severina. Nie miał pojęcia ile minęło czasu. Kilka minut, godzina czy dwie.  Miał wrażenie , że cała wieczność. Cała wieczność w której  to Philipp był z nią . A nie on.
  Uniósł głowę i  poczuł jak ogarnia go niepohamowana zazdrość na widok dziewczyny wchodzącej do klubu z Philippem. Raz za razem wybuchała śmiechem, kompletnie nie zwracając na niego uwagi.  Nie do końca potrafił zrozumieć dlaczego jest zazdrosny. Przecież ona nie była dla niego nikim ważnym. Nikim z kim wiązałby jakąkolwiek przyszłość. Nie była nikim szczególnym. Właśnie, była dla niego nikim. Łatwą laską, którą postanowił przelecieć. Nikim więcej.

  Dlatego zazdrość już po chwili zaczęła przeradzać się w złość. Był zły na nią. Że świetnie się bawi z kimś innym. Na Philippa, bo gdzieś ją wyciągnął . Wiedząc , że to jemu zależy na spotkaniu z nią. Ale najbardziej złościł się tak naprawdę na siebie. O tą niezrozumiałą zazdrość. Która wprost odbierała mu racjonalne myślenie.

  To dlatego , tak właściwie zaczepił ją gdy szła zająć z Philippem stolik. Miał ochotę zagrać w otwarte karty. Wygarnąć jej , że wie o jej kradzieżach. Sprawdzić jak zareaguje na jego oskarżenia.
  Niestety, to ona wygarnęła jemu. Przy ogólnym rozbawieniu całego towarzystwa, ze śmiechem , prawie wykrzyczała mu w twarz, że nigdy z nią nie spał. Jeszcze zasugerowała mu, że niby marzy tylko o tym żeby się z nią przespać. Prychnął ze złością. Gdy wyminęła go  ciągle się śmiejąc.

   Rzucił mordercze spojrzenie w kierunku Wellingera i reszty. I bez zastanowienia ruszył za nią. Nie zamierzał jej tego darować. Nie dość, że to ona prawdopodobnie go okradła. To teraz miała jeszcze czelność go ośmieszyć.
-Stój- szarpnął ją za rękę, gdy już miała zająć miejsce. Dziewczyna odłożyła wino na stolik i odwróciła się powoli . Patrzyła  na niego z kpiącym uśmiechem. Czym jeszcze bardziej doprowadzała go do szału.
-Chcesz mi jeszcze coś powiedzieć?- zrobiła krok w jego stronę. Ciągle się uśmiechając.  Miał ochotę wykrzyczeć jej w twarz, że wie. Że jest zwykłą złodziejką. Zamiast tego zrobił coś innego. Kompletnie zaskakując i siebie i ją.

 Martina wystraszyła się , gdy Freitag chwycił ją za rękę. Alkohol jednak szybko zastąpił strach, kolejnym atakiem śmiechu. Uśmiechnęła się kpiąco, przygotowana na oskarżenia z jego strony. Była gotowa wyprzeć się wszystkiego. Nauczyła się już  kłamać , patrząc komuś prosto w oczy.

 Takiego obrotu sprawy jednak nie przewidziała. Spróbowała stłumić jęk, gdy chłopak ją do siebie przyciągnął. Nie chciała dać  mu tej satysfakcji. Niestety  zorientowała się, że jest na przegranej pozycji. Gdy tylko poczuła ręce skoczka zaciskające się na jej talii. I jego usta zachłannie wpijające się w jej. Mimowolnie oplotła jego szyję rękami, wplatając palce w jego włosy. Wszystko w około niej zniknęło. Nie słyszała głośnej muzyki. Nie widziała tłumu ludzi w około. Zapomniała nawet o Philippie, wpatrującym się w tę scenę z wściekłością.

   Nie zareagowała, gdy chłopak pociągnął ją w kierunku wyjścia. Bez oporów dała mu się wciągnąć do windy. A później do jego pokoju. Czuła się jak mała, bezbronna laleczka. Gotowa zrobić dla niego wszystko. Poświęcić wszystko. Dopiero co odzyskaną przyjaźń Philippa. Własną dumę i godność. Nawet brata.
 Wszystko inne przestało mieć znaczenie. Nic się nie liczyło. Nie zaprotestowała, gdy  popchnął ją na łóżko. Przyciskając swoim ciężarem. Czuła jego usta na swoich. Czuła jego dłonie  coraz śmielej błądzące po jej ciele. Jego palce odpinające guziki jej spodni. Jego ręce pozbywające ją kolejnych warstw ubrań.
   Przez moment przemknęło jej przez głowę, że to co robi jest złe. Że nie powinna. Że zawsze tak usilnie broniła się przed przekroczeniem tej jednej granicy. Kolejne pocałunki Freitaga, spowodowały jednak , że wszystkie dręczące ją wątpliwości gdzieś zniknęły.


  Richard spojrzał na dziewczynę w swoim łóżku, całkowicie ogarnięty pożądaniem. Dostrzegł w jej oczach jednak coś co mogło uchodzić za strach. Odsunął się od niej nieznacznie, próbując nad sobą zapanować.
-Jesteś pewna?- wychrypiał . Na co dziewczyna delikatnie pokiwała głową, przyciągając go do siebie.
-Tylko trochę się boję, ja ...- szepnęła, przerywając jednak lekko zawstydzona.
-Jesteś .. - przerwał, dokładnie jej się przyglądając. Jakby to , że jeszcze nigdy wcześniej tego nie robiła. Było wypisane na jej twarzy. Dziewczyna znów kiwnęła głową, delikatnie się rumieniąc. Freitag jęknął. Tego się nie spodziewał. Kompletnie go zaskoczyła. Pierwszy raz w życiu się zawahał. Ona była inna. Nie chciał jej skrzywdzić. Nie chciał zrobić niczego. Co sprawi , że dziewczyna będzie później cierpieć. Już chciał odpuścić. Przyjrzał jej się uważnie, patrzyła na niego błyszczącymi oczami, uśmiechając się delikatnie. Musiała zauważyć jego wahanie. Przygryzła wargę i przyciągnęła go do siebie. Oplotła go w pasie nogami, rozwiewając jego i tak słabe wątpliwości.
 Cicho jęknęła , gdy wszedł w nią najdelikatniej jak potrafił. I wbiła palce w jego łopatki. Poddając mu się całkowicie. A jej ciało przechodził  dreszcz z każdym jego kolejnym pchnięciem.




Oparł się na ręce spoglądając na jej twarz. Dziewczyna leżała przy nim, z przymkniętymi oczami i zaróżowionymi policzkami. Wzbudzając w nim jakieś nieznane mu dotąd pokłady czułości.  Delikatnie dotknął jej ust palcami, obrysowując ich kontur. Otworzyła oczy i odwróciła głowę w jego kierunku, uśmiechając się.
-I co? Tak to sobie wyobrażałeś? Faktycznie jestem niezła, czy się rozczarowałeś?- parsknął śmiechem, całkowicie zaskoczony jej bezpośredniością.
-Jak na pierwszy raz , poszło Ci całkiem nieźle- zaśmiał się. Zanim zdążyła go walnąć, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Jęknęła cicho i oddała pocałunek.
Uśmiechnęła się , odsuwając się od niego. Po chwili jednak spoważniała.
-Nie zapomnij wspomnieć o tym kumplom - prychnęła, powodując u niego wyrzuty sumienia.
-Przepraszam, to było przegięcie.
-Pójdę już- podniosła się, ignorując jego przeprosiny. Chwycił ją w pasie, kolejny raz do siebie przyciągając.
-Zostań jeszcze chwilę. Proszę  - Tina spojrzała na niego zaskoczona. On sam nie poznawał siebie. Poprosił jakąś dziewczynę , żeby została dłużej w jego pokoju. Nie miał pojęcia , dlaczego to zrobił . Ale nie chciał zostać sam. Nie, to w sumie nie było to. Przecież mógł zadzwonić do któregokolwiek z chłopaków. Mógł zejść do nich do klubu. To raczej chodziło o to, że nie chciał by ona stąd wyszła. Nie chciał żeby zniknęła za drzwiami pokoju. Jak wszystkie poprzednie dziewczyny.
-Muszę wracać do domu- szepnęła, ale nie poruszyła się.
-Twój brat znowu jest sam?- Martina skrzywiła się na jego słowa. Nagle przypomniała sobie po co właściwie przyszła dzisiaj do klubu. Zaklęła cicho. Intensywnie myśląc co robić.


 Gdzieś w oddali usłyszała syreny strażackie. Ogarnęło ją jakieś dziwne uczucie. Strach ścisnął jej serce. Coś się stało. Coś złego. Zacisnęła oczy, próbując pozbyć się uczucia niepokoju. Freitag jakby zauważył, że coś jest nie tak. Podniósł się i rozlał wino do kieliszków. Dziewczyna łapczywie wypiła prawie połowę. I odłożyła resztę na podłogę przy łóżku. Alkohol nie pomógł, dziwny strach nie chciał ustąpić, wycie syren powtórzyło się. Usiadła na łóżku, szukając swoich ubrań. Nie pozwolił jej jednak na to.
 Poczuła jego dłonie na swoich nagich ramionach. Usta przesuwające się od szyi wzdłuż kręgosłupa. Przymknęła oczy. Niepokój zaczął powoli ustępować. Nie słyszała już syren, nie myślała już o niczym innym tylko o tym by znów być blisko niego. Zadrżała gdy przesunął ręce na jej piersi. Odwróciła głowę w poszukiwaniu jego ust. I kolejny raz tej nocy, całkowicie przepadła w jego ramionach.


-Pójdę pod prysznic- Freitag  uśmiechnął się, obserwując z pod przymkniętych powiek. Jak dziewczyna podnosi się leniwie i idzie do łazienki. Po chwili dobiegł go szum lejącej się wody. I jedyne o czym myślał, to żeby do niej dołączyć.
 Opanował się jednak szybko, na samą myśl o czekającym go rano treningu. Może nie mieli zawodów. Ale Werner na pewno im nie odpuści i już z samego rana pogoni ich na siłownię . A później na skocznie. A on nie mógł kolejny raz mu podpaść.

  Przeciągnął się i opróżnił do końca kieliszek. Wstał powoli z łóżka , zbierając swoje rzeczy rozrzucone po podłodze. Podniósł portfel i rzucił go na szafkę. Zaśmiał się, na samą myśl o tym, że podejrzewał dziewczynę o kradzież. Ona nie byłaby do tego zdolna. Teraz był tego pewien. Musiał się zwyczajnie pomylić przy liczeniu pieniędzy. Wciągnął na siebie bokserki. I na powrót napełnił kieliszki winem.  Uśmiechnął się gdy wyszła z łazienki, owinięta samym ręcznikiem.
-Musisz już iść?- podał jej do rąk jeden z kieliszków. Błagając w myślach, żeby jeszcze z nim została.
-Sądzę , że to wino mogę jeszcze wypić- zaśmiała się spoglądając na zegarek.
Przyciągnął ją do siebie, składając na jej ustach krótki pocałunek.  I zniknął za drzwiami łazienki.


  Martina uśmiechnęła się do siebie, na samą myśl o ostatnich godzinach. Odłożyła na bok wino. I szybko się ubrała. Stanęła na przeciwko dużego lustra. I rozczesała palcami włosy. Chwyciła do rąk kieliszek , strącając na ziemię portfel chłopaka. Zaklęła cicho i schyliła się żeby pozbierać jego zawartość.
 Wsunęła na miejsce dokumenty i karty do bankomatów. Zmrużyła oczy wpatrując się w plik banknotów w swoich palcach. Znów zaklęła. Nie mogła tego zrobić. Musiała wymyślić coś innego. Wyrzuty sumienia nie dałyby jej chyba spokoju do końca życia. Gdyby teraz zabrała mu pieniądze.  Poza tym  to tak jakby wzięła sobie opłatę za seks.


 Wyprostowała się wciąż trzymając portfel i pieniądze w rękach. Trzask drzwi łazienki sprawił , że znów wszystko znalazło się na podłodze. Uniosła ze strachem głowę, wpatrując się w chłopaka. Zbladła widząc jego wściekłe spojrzenie. I szybko spuściła głowę. Chciała coś powiedzieć. Musiała coś powiedzieć. Przecież nie chciała nic ukraść. Nie dzisiaj. Musiała mu się wytłumaczyć. A on musiał jej uwierzyć.  Znów na niego spojrzała. I już była pewna , że jej nie uwierzy.


czwartek, 14 lutego 2019

9


 
  Z samego rana Martina skontaktowała się z Jonasem,  Prosząc o podstawowe zakupy dla Dominika, za dwadzieścia euro zabrane Freitagowi. Chłopakowi udało się je przemycić do jej pokoju. Gdy ich ojciec był jeszcze trzeźwy. I bez problemu wpuścił go na górę.

  Kolejne godziny dziewczyna praktycznie przespała, próbując dojść do siebie. I modląc się , żeby ojciec dał jej spokój. Wiedziała, że na wieczorne wyjście nie ma co liczyć. Bo zapewne skończyłoby się tak jak wczoraj. Dlatego dzisiaj wolała odpuścić. I dopiero jutro zająć się pieniędzmi. Wiedziała , że bez lekarstw i tak nie będzie dużo lepiej. Ale może nie zaśnie przynajmniej w ramionach jakiegoś skoczka, zupełnie bez sił.

 Zaczerwieniła się gwałtownie na samą myśl o ostatniej nocy. Jak w ogóle mogła dopuścić do tego, że zasnęła Freitagowi w pokoju. Najgorsze było to, że jej się to podobało. Pamiętała jaki spokój ją ogarnął gdy chłopak, przyciągnął ją do siebie w łóżku. Przez moment czuła się tak, jakby znalazła kolejną  osobą która się o nią martwi. I której na niej zależy.
 Zaśmiała się gorzko. Jak coś tak głupiego mogło wpaść jej do głowy. Jak mogła choć przez moment pomyśleć, że komuś takiemu jak Freitag na niej zależy. Wiedziała , że chłopak wykazuje nią zainteresowanie tylko dlatego, że ciągle ma na nią ochotę. I gdy tylko pozwoli mu przekroczyć tą granicę, którą sobie wyznaczyła. To zainteresowanie pryśnie jak bańka mydlana. Raniąc ją dogłębnie gdy, jeszcze raz dopuści do siebie te głupie myśli. Westchnęła ciężko i naciągnęła na głowę kołdrę. Kolejny raz zapadając w niespokojny sen.



  -Lepiej się czujesz ?- Jonas zmierzył dziewczynę troskliwym spojrzeniem . Gdy otworzyła mu drzwi  w niedzielny wieczór , gotowa do wyjścia. Zarówno jej ojciec , jak i Dominik już spali. Więc oboje nie musieli się nimi przejmować.
-Powiedzmy-  posłała w jego stronę uśmiech. Jeszcze raz przejrzała się w lustrze, nie do końca przekonana czy dobrze wygląda. Niebieskie  jeansy, kupione za pieniądze skoczka leżały na niej doskonale. A  bluzka, idealnie podkreślała jej szczupłą talię i pełne piersi . Przeczesała palcami włosy i pociągnęła usta błyszczykiem. Błysk w oczach Jonasa , gdy na nią patrzył. Ostatecznie ją przekonał. I w końcu wyszli na zewnątrz.

  Dziewczyna bez namowy przyjaciela , od razu skierowała się w stronę hotelu . W którym zatrzymali się zawodnicy. Wiedziała, że to ostatnie zawody w tym sezonie na ich skoczni. I zamierzała dobrze wykorzystać tą sytuację. Miała nadzieję na większe pieniądze. Żeby przynajmniej przez najbliższe tygodnie nie musieć się o nie martwić.

   Z delikatnym uśmiechem, zajęła miejsce i rozglądnęła się z zainteresowaniem. Z jednej strony liczyła na Freitaga. Cholernie mocno chciała go zobaczyć.  Z drugiej strony wiedziała, że  znów będzie miała problem z zabraniem mu pieniędzy. I byłoby lepiej, gdyby chłopak w ogóle nie pokazał się dzisiaj w klubie. Z ulgą pociągnęła spory łyk piwa, które postawił przed nią Jonas. Nawet nie zaprzątając sobie głowy tym skąd wziął pieniądze.


    Uniosła głowę znad kufla czując , że ktoś nad nią stoi. Ze zdziwieniem ujrzała Philippa. Wpatrującego się w nią , z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Chcesz mi znowu dopiec? Czy dziś masz lepszy dzień i zadajesz się z takimi jak ja?- odezwała się pierwsza. Ze złością mrużąc oczy.
-Pogadać chciałem- wydukał. Posyłając w jej stronę nieśmiały uśmiech.
-A czym sobie zasłużyłam na zainteresowanie kogoś takiego jak Ty? - nadal była na niego wściekła. I nie miała zamiaru mu odpuszczać.
-To ja Was zostawię na moment - Jonas podniósł się dosyć niechętnie. Przy morderczym spojrzeniu Tiny. I przy wyraźnej uldze malującej się na twarzy młodego skoczka. Który od razu zajął miejsce przy niej.
-Poniosło mnie ostatnio. Przepraszam. Jesteś dorosła i to nie moja sprawa z kim sypiasz- zaczął niepewnie.
-Masz rację nie Twoja - dziewczyna prychnęła. Coraz mocniej zirytowana.
-Ale postaraj się mnie zrozumieć . Głupio mi słuchać o tym jaka jesteś niezła w łóżku.  Więc trochę się wściekłem. Jeszcze raz przepraszam - Tina patrzyła na niego z otwartymi ustami.  Coraz mocniej się czerwieniąc.
-O czym Ty mówisz? - wydukała. Ona niezła w łóżku? Skąd coś takiego przyszło mu do głowy?
-Ciągle jesteś moją małą Tinką. A nagle słucham jak mój kumpel  opowiada o seksie z Tobą.  Wybacz, poczułem się trochę nieswojo.
- Co Ty pieprzysz Raimund?! Nie sypiam z Twoimi kumplami. Kurwa, z nikim jeszcze nie spałam  - warknęła wściekła. Oblewając się po chwili rumieńcem, gdy doszło do niej, że właśnie przyznała mu się do bycia dziewicą.
- Więc Ty i Freitag?- na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, jak gdyby co najmniej  wygrał kryształową kulę  .
- Co ja i Freitag? - prychnęła - przecież ja ledwo go znam. Czy Ty naprawdę myślałeś , że od razu dałam mu się zaciągnąć do łóżka?
  Philippowi nagle ulżyło. Wierzył jej. Była tak wściekła, że nie mogłaby udawać. Więc to Richard kłamał. Chłopak parsknął śmiechem. Jakaś dziewczyny mu odmówiła. I była to ona. Jego Tinka. Przyciągnął ją do siebie i ucałował w oba policzki. Dziewczyna prychnęła zaskoczona, ciągle patrząc na niego ze złością.
-Znowu Ci odbiło?
-Przepraszam. Już myślałem , że jesteś kolejną naiwną. A Ty...
-A ja,  mimo wszystko oparłam się nieodpartemu urokowi Twojego kumpla- warknęła. Znów się zaczerwieniła. Bo wcale tak nie było. Nie oparła mu się . Nie była w stanie. Nie przespała się z nim tylko dlatego,  że Jonas wtedy zadzwonił. Gdyby nie to , zapewne byłaby kolejną naiwną, do odhaczenia na liście skoczka.
-Przepraszam - powtórzył, nadal uśmiechając się szeroko.
-Freitag naprawdę opowiada, że ja i on...- przerwała zawstydzona.
-Taaa - prychnął chłopak - chwalił się już po TCS. Zresztą wczoraj też , gdy z nim rozmawiałem.
-Rozmawiałeś?- nie wiadomo czemu, wystraszył ją ten fakt. Choć przecież rozmowa , pomiędzy kumplami z drużyny. Była jak najbardziej normalna.
-Pytał o Ciebie. Chciał żebym Cię tu dzisiaj ściągnął. Pewno, nie dajesz mu spokoju - chłopak kolejny raz parsknął śmiechem, za chwilę jednak spoważniał - nie powinnaś mu pozwolić wygadywać takich rzeczy. Cała nasza kadra myśli....
-Gdybym miała się przejmować tym co o mnie mówią - przerwała mu. Przyzwyczaiła się do tego, że o niej gadali. Że wyśmiewali się z niej i jej brata. Nie było to dla niej niczym nowym - gorsze rzeczy o sobie słyszałam. I to w gronie osób które znam. Więc nie mam zamiaru, zawracać sobie głowy plotkami w Waszej kadrze.
-Ale...
-Odpuść Philipp. Nie ma to dla mnie znaczenia. A Ty nie powinieneś się wtrącać. Nie rób sobie problemów. To Twoi kumple, a ja jestem tylko....
-Ty jesteś moją przyjaciółką Martina - teraz on jej przerwał. Znów poczuła się jak szczęśliwa dziesięciolatka. Mająca go przy sobie. Nie była nią niestety.
-Byłam , Philipp. Minęło wiele lat. Zmieniłam się. I sądzę , że gdybyś wiedział jaka jestem teraz. Nie chciałbyś mieć ze mną wiele wspólnego.
-No jaka jesteś?- chwycił ją za ręce , nie spuszczając z niej wzroku. Ona jednak szybko spuściła głowę, nie potrafiąc wytrzymać jego spojrzenia.
-To nie ma znaczenia . Mam swoje życie , a Ty swoje - zabrała  ręce i nerwowo zacisnęła palce. Błagała w myślach, żeby już sobie poszedł. Żeby w końcu zostawił ją samą. Mimo, że tak bardzo lubiła z nim rozmawiać. Tak dobrze czuła się w jego towarzystwie.


  Rozglądnęła się nerwowo w poszukiwaniu Jonasa. Zamiast przyjaciela zauważyła jednak Freitaga, wpatrującego się w nią jakoś inaczej niż zwykle.  Przez myśl przeszło jej , że chłopak wie. Że się zorientował. I właśnie dlatego wypytywał o nią Philippa. Chwyciła do rąk piwo mając nadzieję, że alkohol pozwoli jej się uspokoić. Philipp podążył za jej spojrzeniem. Prychnął, gdy zauważył na kogo patrzy.
-Mam sobie iść?
-Nie!!!- prawie krzyknęła. Całkowicie zmieniając zdanie. Nie chciała tu zostać sama. Bała się. A Jonasa nadal nigdzie nie było.
-Co tak naprawdę jest między Wami? Wyglądasz , jakbyś się go bała. Coś Ci zrobił? - chłopak był wyraźnie zaniepokojony jej zachowaniem.
-To ja zrobiłam coś głupiego - odezwała się ledwo słyszalnym szeptem. Znów odwróciła głowę w kierunku Freitaga. Zajął stolik kilka metrów dalej, razem z kilkoma kumplami. Sprawiał wrażenie zajętego rozmową, co chwilę zerkał jednak w jej kierunku.


 Gdy po kilkunastu minutach Jonasa nadal nie było. Dziewczyna dopiła piwo i podniosła się od stolika.
-Będę się zbierać. Jonas gdzieś zniknął. A ja nie chcę Ci zabierać więcej czasu. Chyba nie przeszedłeś tutaj po to by zajmować się kumpelą z dzieciństwa- zaśmiała się. Choć tak naprawdę, wcale nie było jej do śmiechu. To miała być jej noc. Miała załatwić większą gotówkę A Jonas gdzieś się ulotnił.  Była wściekła na chłopaka. Zostawił ją samą. Choć miał jej pomóc.
-Nie wygłupiaj się. Naprawdę wolę Twoje towarzystwo. Oni czasem doprowadzają mnie do szału- parsknął. Sadzając ją z powrotem.
-Nie , naprawdę. Lepiej będzie jak już sobie pójdę.
-Nie ma jeszcze dziesiątej . Twój tata chyba nie każe Ci się stawiać w domu o tej godzinie- już w momencie gdy wypowiadał te słowa , żałował ich. Na twarzy dziewczyny od razu pojawił się grymas bólu i złości.
-On nawet nie wie , że tutaj jestem. Nie ma pojęcia , kiedy wychodzę i o której wracam. Nic go nie interesuje, poza kolejną puszką piwa lub butelką wódki - Philipp spoglądał na nią szeroko otwartymi oczami. Słyszał, że nie ma lekko. Ale nie miał pojęcia , że jest aż tak źle. Chciał coś powiedzieć , ale dziewczyna ciągnęła dalej - w dupie ma mnie i Dominika. Nie interesuje go czy mamy co jeść i w co się ubrać. Nie masz pojęcia jak bardzo go nienawidzę. Jak bardzo chciałabym, już nigdy więcej go nie oglądać. To on powinien umrzeć , nie mama.
-Przepraszam nie wiedziałem, że jest aż tak źle.
-To ja przepraszam - Martina była kompletnie zawstydzona swoim wybuchem. A Philippowi z minuty na minutę robiło się jej coraz bardziej szkoda. Dziewczyna spuściła głowę i usilnie walczyła z nadchodzącymi łzami.
-Chodź, przejdziemy się - chłopak wstał i pociągnął ją za sobą. Chwycił jej kurtkę i mimo jej oporu wyprowadził z klubu.
 Tina z ociąganiem poszła z nim na górę, żeby zabrał swoją kurtkę z pokoju. I już po kilku minutach wychodzili razem na zewnątrz.

  Po kilkunastu minutach spaceru, Doszła do wniosku , że wyjście z klubu było jej najlepszą decyzją w ostatnim czasie. A po godzinie zaśmiewała się do łez, popijając wino prosto z butelki. Na ich ulubionej huśtawce z dzieciństwa.
  Całkowicie zapominając o swoim ojcu, o wszystkich problemach. O Jonasie i o tym po co tak właściwie przyszła dzisiaj do klubu. Znów czuła się jak dziesięcioletnia dziewczynka, nie mająca żadnych problemów. I tylko wino w jej ręce mogło wskazywać na to , że nie jest już dzieckiem.

  Gdyby nie coraz mocniej padający śnieg, spędziliby w tym miejscu zapewne jeszcze kolejną godzinę, zupełnie nie przejmując się upływającym czasem.
  Philipp zszedł z huśtawki, ciągnąc ją za rękę. A ona ze śmiechem zeskoczyła ze swojej, tracąc równowagę. I już po chwili oboje tarzali się w śniegu niczym dwójka dzieciaków. Tina usilnie próbowała , zrzucić chłopaka z siebie. Równocześnie unikając kolejnej kulki miękkiego puchu na swojej twarzy. Dopiero atak jej nagłego kaszlu, przerwał ich beztroską zabawę.
-Wracamy- zarządził, podnosząc się . Podał jej  rękę, pomagając  wstać.  Tina  tylko skinęła głową.  Ze śmiechem  wytrzepując śnieg z wszystkich zakamarków swojej garderoby.


-Dziękuję. Nie wiem kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam - Tina  zrzuciła z szyi mokry szal. I rozpięła kurtkę.  Gdy  tylko przekroczyli próg hotelowej dyskoteki.
 Ze śmiechem  skierowała się z Philippem do baru. Próbując nie zwracać żadnej uwagi na Freitaga i resztę niemieckiej kadry, gdy koło nich przechodzili. 
-Czyżby młody Ci ją zwinął ?- doszedł ją głos jednego z zawodników. Na co tylko parsknęła, ledwo powstrzymując się od komentarza.
 Usiadła na wysokim krześle czekając na zamówienie  chłopaka. Który uparł się że po szaleństwie na śniegu.  Potrzebują oboje grzanego wina.

  
 Upiła kilka łyków, gdy barman podał jej w końcu wino  i poczuła jak alkohol przyjemnie rozgrzewa ją od środka. 
 Philipp chwycił ją za rękę i pociągnął w kierunku wolnego miejsca. Znajdującego się zaraz za stolikiem niemieckiej kadry. Poczuła szybsze bicie serca. Gdy Freitag podniósł się niespodziewanie i zagrodził im drogę. 
-Chyba jesteś mi coś winna - rzucił, mierząc nieprzyjemnym spojrzeniem Philippa.  Dziewczyna prychnęła.  Wypity alkohol dodał jej odwagi. Podniosła dumnie głowę i spojrzała mu w oczy.
-Mnie się wydaje , że to raczej Ty jesteś mi coś winny- podniosła głos, żeby usłyszeli ją też inni zawodnicy. Philipp parsknął śmiechem. Doskonale wiedząc co chce powiedzieć.
-Ja Tobie?- Freitag zaśmiał się, robiąc krok w jej kierunku. Tina wstrzymała oddech. Tracąc na moment całą pewność siebie. Philipp szturchnął ją lekko, dodając odwagi.  
- Wydaje mi się że jesteś mi winny  jakieś  wyjaśnienia. I Twoim kumplom też - ciągnęła, nie spuszczając z niego wzroku-  powiedz mi , bo chyba nie pamiętam. Kiedy ja do cholery z Tobą spałam? 
 Przy stoliku zapadła nagła cisza. Wellinger nagle wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Freitag stał przed nią . Chyba pierwszy raz, nie wiedząc co powiedzieć. 
-Mało tego. Podobno opowiadasz wszystkim , że jestem niezła.  Zastanawiam skąd o tym wiesz? -zaśmiała się kolejny raz  -  Już wiem. Ty po prostu ciągle marzysz o tym,  że lądujemy razem w łóżku. Wyobrażasz sobie seks ze mną. I tak bardzo Cię to kręci. Że pomału zaczynasz się gubić w tym co jest fikcją , a co rzeczywistością.
 Pociągnęła łyk wina i chwyciła Philippa za rękę. Zostawiając Freitaga samego , przy ogólnym rozbawieniu całego towarzystwa.




czwartek, 7 lutego 2019

8



- Nie spodziewałem się tu dzisiaj Ciebie - szepnął jej do ucha. Powodując przyjemny dreszcz rozchodzący się po jej ciele.
- A ja byłam pewna , że Cię tu spotkam - zaśmiała się, trochę nerwowo. Zaskoczona swoją,  aż tak gwałtowną reakcją, na jego widok.
- I właśnie dlatego tu przyszłaś - chwycił ją w pasie, ciągnąc w kierunku windy. Dziewczyna lekko prychnęła. Ale nie mogła się z nim nie zgodzić. Przecież przychodząc tutaj dokładnie na to liczyła.


  Freitag przepuścił ją w drzwiach . Lustrując jej sylwetkę. Uśmiechnął się pod nosem gdy zauważył. Że ma na sobie sukienkę z tamtej wystawy.
 Więc naprawdę przyszła tutaj licząc na spotkanie z nim. Popchnął ją lekko, opierając o ścianę windy. Jego usta od razu odnalazły jej. A ręka wsunęła się pod cienki materiał sukienki, zadzierając ją do góry. Znów czuł szybko ogarniające go podniecenie, gdy był tak blisko niej. 

 Dziewczyna szarpnęła się nieznacznie. Słysząc czyjeś prychnięcie. Oboje od razu  spojrzeli w tym samym kierunku.
  Winda zatrzymała się już na ich piętrze. A przed jej otwartymi drzwiami zauważyła Philippa z jakimś nieznanym jej chłopakiem. Dawny  przyjaciel patrzył na nią z kpiącym uśmiechem. A ona czuła jak zaczynają płonąć jej policzki. Jedyne na co miała ochotę w tym momencie. To zapaść się po prostu pod ziemię.
 Chwyciła Freitaga za rękę i pociągnęła za sobą na korytarz. Żeby jak najszybciej zniknąć Philippowi z oczu.
- To nie ta Twoja przyjaciółka ? - usłyszała za sobą głos tego drugiego.
- Nie. To tylko kolejna  naiwna....- nie słyszała więcej. Bo Freitag wprost wciągnął ją do swojego pokoju. I zresztą nie musiała. Mogła sobie sama dopowiedzieć ostatnie słowa Philippa.


-Napijesz się czegoś?- oderwał się od niej niechętnie. Nie spuszczając z niej wzroku. Tina kiwnęła głową , zrzucając  z siebie kurtkę. Usiadła na łóżku. Czuła się coraz gorzej. Do nieznośnego zimna, zaczęły dołączać dreszcze . Które raczej  nie były spowodowane widokiem Freitaga w tak bliskiej odległości. Pomału zaczęła zdawać  sobie sprawę z tego, że przyjście do pokoju skoczka było cholernie złym pomysłem.
  Freitag  chyba zauważył jej nie najlepsze samopoczucie. W jego wzroku dojrzała coś, co mogłoby uchodzić za troskę. Gdy przy niej usiadł. podając jej do ręki kieliszek wina.
-Dobrze się czujesz ?
-Tttak- zająknęła się, szczękając zębami- jest mi tylko trochę zimno. Zaraz wszystko będzie ok.
  Upiła kilka łyków wina, mając nadzieję , że ją rozgrzeje. Odłożyła kieliszek na stolik, rozglądając się w około za czymś do przykrycia.
-Nie wyglądasz najlepiej- dziewczyna stłumiła prychnięcie po jego słowach. Freitag delikatnie dotknął jej czoła -  i chyba masz gorączkę. Połóż się na chwilę.
-Nie powinnam tutaj dzisiaj przychodzić - jęknęła, kładąc się. Brunet owinął ją kołdrą, Ciągle się w nią wpatrując. Chwyciła do rąk kieliszek. Ale chłopak zaraz zabrał go z jej rąk.
-Wino to chyba nie jest najlepszy pomysł dzisiaj. Zrobię Ci lepiej coś gorącego.
-Nie musisz. Pójdę już .Nie mogę tutaj przecież zostać - prychnęła słabo. Spróbowała się podnieść. Ale już po chwili opadła bez sił na poduszkę. Westchnęła ciężko. Zostanie tutaj nawet nie wchodziło w grę. Jutro była sobota. Jej ojciec miał wolne. Zapewne zauważyłby jej zniknięcie. Do tego, Dominik będzie się niepokoić. A tego bała się najbardziej.
-Chyba nie masz wyjścia- posłał w jej stronę uśmiech  - jesteś na mnie skazana , przynajmniej przez kilka godzin, dopóki nie poczujesz się choć trochę lepiej.
-Nie na to liczyłeś - spróbowała się zaśmiać. Choć sytuacja w której się znalazła nie wyglądała najlepiej.
 Freitag wybuchnął śmiechem. Miała rację. Nawet przez myśl nie przeszło mu, że będzie musiał się nią zajmować. Przynajmniej nie w ten sposób.
-Liczyłem na to, że w końcu wyląduję z Tobą w łóżku. Co chyba mi się udało- przesunął ją delikatnie i położył się obok. Martina westchnęła cicho. Gdy przyciągnął ją do siebie próbując ogrzać. Ułożyła się wygodniej , kładąc głowę na jego ramieniu. Przymknęła oczy i  pierwszy raz od kilku lat miała wrażenie ogarniającego ją spokoju i bezpieczeństwa.


  Richard poruszył się nieznacznie, nie chcąc obudzić śpiącej przy nim dziewczyny. Powolnym ruchem wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer Severina. Musiał trochę się namęczyć , żeby skłonić przyjaciela do wynajęcia drugiego pokoju na tą jedną noc. Sev jak zwykle trochę marudził , ale w końcu dał się przebłagać. Po uprzednim zapewnieniu, że to już na pewno ostatni raz w tym sezonie.
  Freitag parsknął słabo, po słowach przyjaciela. Żeby na śniadaniu pojawił się bez żadnych śladów na ciele i w stanie lepszym niż poprzednio. Bo Werner już na pewno nie będzie tego tolerował.
Jak jakiś dzieciak obiecał , że będzie się pilnował. I z ulgą wyłączył telefon.

  Przecież nie mógł przyznać się kumplowi, że wcale nie czeka go żadna upojna noc. Tylko najzwyklejszy sen  obok chorej , ledwo mu znanej dziewczyny.
 Sev i cała reszta ekipy, chyba nie daliby mu żyć . Gdyby się dowiedzieli, że panna którą sobie przyprowadził na noc. Zasnęła w jego ramionach. A on tak zwyczajnie na to pozwolił.

  Zerknął na nią z boku, mimo wszystko uśmiechając się do siebie. Była ładna. Nie jakoś nadzwyczajnie piękna. Ale lubił na nią patrzeć. Do tego było w niej coś takiego, co sprawiało że zaprzątała jego myśli częściej niż inne poznane dziewczyny. O których zapominał, gdy tylko wychodziły z jego pokoju.
 Może dlatego, że wszystkie inne same pchały mu się do łóżka. Wystarczyło jedno słowo z jego strony, aby mógł z nimi robić wszystko to na co miał ochotę. A z nią było trochę inaczej. Czasem wydawało mu się , że to ona mogłaby zrobić z nim to co chce. Że to jemu bardziej zależy, na seksie z nią. A nie odwrotnie. Ona nie była, kolejną fanką która zrobiłaby wszystko dla swojego idola.

 Pogładził ją delikatnie po policzku. I ułożył się wygodniej. Dziewczyna od razu zmieniła swoją pozycję , jeszcze mocniej się do niego przytulając. Uśmiechnęła się przez sen. Chyba całkiem zadowolona z tego gdzie się znajduje.


  Martina  przebudziła się, gdy na dworze było jeszcze całkiem ciemno. Na początku nie potrafiła sobie przypomnieć gdzie jest i co tak właściwie tutaj robi. Dopiero po chwili, usłyszała obok siebie ciche pochrapywanie Freitaga. I wpadła w panikę. Lekko się uspokoiła, zerkając na zegarek. Dochodziła dopiero czwarta nad ranem i w domu na pewno jeszcze nie zauważono jej zniknięcia.

 Wysunęła się z jego objęć, starając się go nie obudzić. Podniosła się. nadal odczuwając lekkie zawroty głowy, ale było już o wiele lepiej niż wczorajszego wieczora. Zmrużyła oczy, próbując przyzwyczaić je do ciemności panującej w pokoju. Rozglądnęła się w poszukiwaniu swojej kurtki, gdy jej wzrok padł na portfel skoczka pozostawiony na szafce. Pierwszy raz w życiu się zawahała.
-To nie w porządku- szepnęła sama do siebie. Nie mogła tego zrobić. Nie jemu. Nie kolejny raz.     Ubrała buty oraz kurtkę i dopadła do drzwi. Chwyciła klamkę, przypominając sobie Dominika.    Lodówka świeciła pustkami. A ona nie miała nawet jednego euro. Westchnęła cicho, odwracając się.
  Szybko wyszarpnęła jeden banknot. Musiało wystarczyć. Nie była w stanie zabrać mu więcej. Już i tak czuła, ogarniające ją wyrzuty sumienia. Wyszła na korytarz, walcząc sama ze sobą. Troska o brata, mieszała się z wściekłością . Dwadzieścia euro ściskane w palcach, wypalało jej dziurę w ręce. Potrząsnęła głową, próbując pozbyć się poczucia winy. Weszła do windy. Wmawiając sobie , że nie miała wyjścia. Pierwszy raz w życiu, to jednak do niej nie przemawiało.




  Richard przebudził się, mając wrażenie że coś jest nie tak. Czegoś mu brakowało. A może bardziej kogoś. Westchnął ciężko, gdy uświadomił sobie, że miejsce przy nim jest puste. Wstał i podszedł do drzwi łazienki. Nasłuchując czy dziewczyny nie ma w środku. Niestety za drzwiami panowała cisza.   Otworzył je rozglądając się w okół. Jakby miał nadzieję , że ujrzy ją gdzieś w kącie.
 Nagle ogarnęło go jakieś dziwne uczucie, którego do końca nie potrafił sprecyzować. Prychnął nerwowo, trzaskając drzwiami.
-Zniknęła. I po problemie. Jeszcze  musiałbym dłużej się nie zajmować- warknął. Ciągle jednak nie mogąc pozbyć się tego dziwnego uczucia. Które mieszało się ze strachem czy nic jej nie jest.

 Szybko wysłał Severinowi wiadomość, że jest już sam. Gdyby kumpel miał ochotę wrócić. W sumie nawet liczył, na szybkie pojawienie się przyjaciela w pokoju. Może zajmie go jakąś rozmową, bo jak na razie. W jego głowie co chwilę pojawiały się natarczywe myśli, czy oby na pewno z Tiną jest wszystko dobrze. I niezbyt mu się to podobało. Jeszcze tego brakowało, żeby jakaś dziewczyna nie chciała wyjść mu z głowy. Co to , to nie. On się na to nie pisał. Nie miał ochoty wiązać się z jedną panną. Nie, to na pewno nie było dla niego. Jakieś randki, trzymanie się za rączki i inne takie pierdoły.

 Odetchnął z ulgą, gdy usłyszał trzask drzwi. I w pokoju pojawił się Severin. Przyjaciel zmierzył go od góry do dołu, jakby sprawdzając czy na pewno jest cały.
-Widzę, że dzisiejsza noc była dosyć spokojna?- zaśmiał się nie spuszczając z niego wzroku.
-Powiedziałem , że będę się pilnować- mrugnął do niego Freitag - ile jestem Ci winny za pokój?
-Daj spokój. To nic takiego - Sev nie miał najmniejszej ochoty , brać od kumpla kasy. Freitag już jednak trzymał w ręce otwarty portfel. Wpatrując się w jego zawartość ze zdziwieniem. Znów brakowało mu pieniędzy. Może tylko dwudziestu euro, ale brakowało. I dziś był pewien , że ich nie zgubił. Nie siedział wczoraj w klubie. W jego kieliszku nadal znajdowało się wino. Które wlał do niego wczorajszego wieczora . Nie wziął do ust nawet kropli alkoholu.
  Zaklął pod nosem. Było tylko jedno wytłumaczenie. Jedna możliwość. Ona. Przecież ostatnio, zauważył brak gotówki, właśnie wtedy gdy była u niego.
-Wszystko ok ?- Severin przyglądał mu się z zainteresowaniem.
-Taaa- burknął. Ciągle nie chcąc dopuścić do siebie myśli , że to ta mała. Nie wyglądała na złodziejkę. Ale tak właściwie jak powinna wyglądać złodziejka? Przecież nie będzie miała tego wypisanego na czole. A o niej, tak naprawdę niczego nie wiedział .Musiał znaleźć Philippa. Dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Czegokolwiek. O ile młody w ogóle będzie chciał z nim rozmawiać. Wyciągnął pieniądze z portfela i wcisnął przyjacielowi do ręki - trzymaj.
-Przecież gadałem..
-Nie wygłupiaj się. Bierz. Tylko...
-Nie ma mowy- Severin przerwał mu ze śmiechem, doskonale wiedząc co chce mu powiedzieć - miało być ostatni raz.
-Jeszcze tylko jutro. Błagam.
-Nie gadaj, że umówiłeś się kolejny raz z tą małą?  -  przyjaciel spojrzał na niego z niedowierzaniem.
-Z nikim się nie umawiałem. Ale mam nadzieję , że wpadnie tutaj jutro po konkursie - Freitag pociągnął kumpla do wyjścia , chcąc jak najszybciej skończyć ten temat.
-Ty masz nadzieję, że ona tutaj wpadnie? - Sev ledwo powstrzymywał śmiech- chcesz kolejny raz spotkać się z tą samą dziewczyną? To coś nowego.
-Daj spokój. Muszę tylko coś sprawdzić.
-Sprawdzić? A może Ty pomału się w niej zakochujesz?
-Zakochuję ? Ja? Odbiło Ci zupełnie - Freitag prychnął oburzony.  Sev obdarzył go tylko kpiącym spojrzeniem i razem wyszli z pokoju.



-Możesz mi coś więcej o niej powiedzieć?- Richard złapał Philippa na korytarzu przed wyjściem na zawody. . Rozglądnął  się nerwowo, czy aby na pewno nikt go nie słyszy. Jeszcze tego mu brakowało. Żeby kumple się dowiedzieli , że wypytuje o jakąś małolatę.
-A co? Ona sama nie może tego zrobić?- młodszy skoczek obdarzył go nieprzyjemnym spojrzeniem, niezbyt skory do jakichkolwiek rozmów na jej temat.
-Szkoda nam czasu na rozmowę- zaśmiał się Freitag, na co ten tylko prychnął i odwrócił się by odejść. Chyba trochę przesadził. Chwycił chłopaka za ramię, zanim zdążył dotknąć klamki- dobra , wyluzuj. Podoba Ci się czy jak?
-Nie. Nie podoba mi się.
-To w czym problem?
-Nic o niej nie wiem. Przyjaźniliśmy się siedem lat temu. Potem nasz kontakt się urwał. Spotkałem ją na ostatnim TCS. To tyle.
-Dlaczego? Co się stało?
-Zmarła jej mama. Martina odcięła się od wszystkiego i wszystkich.
-Nie próbowałeś jakoś do niej dotrzeć?
-Miałem jedenaście lat. Byłem dzieciakiem. Jej zawalił się cały świat. Co ja mogłem?
-A jacyś Wasi wspólni kumple? Nigdy z nikim o niej nie rozmawiałeś?
-Przecież mówię , że odcięła się od wszystkich. Naprawdę nic o niej nie wiem- chłopak wzruszył ramionami. Richard zrobił krok w jego kierunku. Nie spuszczał z niego wzroku. Był pewny , że Philipp nie jest z nim do końca szczery.
-Daj spokój. Jestem pewny , że ....
 -Dobra. Zadzwoniłem dziś rano do kumpla. Sam chciałem się czegoś o niej dowiedzieć - chłopak przerwał mu zrezygnowany - Chodzą słuchy, że nie ma lekko. Rzuciła szkołę. Zajmuje się młodszym bratem. Trzyma tylko z tym Jonasem. Niczego  więcej się nie dowiedziałem . Zresztą co Cię to w ogóle obchodzi? Masz jakieś większe plany wobec niej?
-Odbiło Ci?- Freitag parsknął śmiechem. Pomysł młodszego chłopaka był tak absurdalny, że nawet nie miał pojęcia jak mógł wpaść na coś takiego.
-To po co o nią wypytujesz? Z tego co wiem, już ją zaliczyłeś. I to chyba nie raz. Więc ?
-Muszę się z nią jutro zobaczyć. To trochę skomplikowane. Dasz radę ją tutaj ściągnąć?
-Nie sadzę. Wczoraj się trochę z nią spiąłem. Raczej nie będzie miała ochoty ze mną gadać. Ale może będziesz miał szczęście i wpadnie tutaj z tym całym Jonasem - Philipp odwrócił się i wszedł do swojego pokoju. Zostawiając Freitaga samego. Z kolejnymi dziwnymi myślami, które wdzierały mu się do głowy.




wtorek, 29 stycznia 2019

7



 
    Martina chodziła nerwowo po pokoju, czekając aż na dole w końcu zapadnie cisza. Kompletnie nie spodziewała się dzisiaj  zawodów w Oberstdorfie. I dopiero Dominik uświadomił ją, że odwołany w grudniu konkurs. Przenieśli właśnie do nich .  I teraz zamiast godzinnych kwalifikacji. Musiała znosić wrzaski z dołu przez o wiele dłuższy czas.

 Od kilkudziesięciu minut  była ubrana i gotowa do wyjścia. A na dole zapanował w końcu upragniony spokój.
    Jeszcze raz przejrzała się w lustrze. Makijaż trochę poprawił jej dzisiejszy wygląd. Niestety samopoczucie nadal nie było najlepsze.  Uśmiechnęła się jednak , spoglądając na nową sukienkę. Freitag miał rację. Pasowała na nią idealnie.

  Przeszła do pokoju brata po swój telefon . Chłopiec zabrał go jej wcześniej  żeby móc śledzić dzisiejsze zawody.
-Obiecaj , że będziesz na siebie uważać- westchnął Dominik , przyglądając jej się z boku.
-Obiecuję- uniosła dwa palce do góry. I zaśmiała się - a Ty zmykaj do łóżka.
 Zmierzwiła mu włosy i  szybko wyszła z pokoju. Po cichu zbiegła po schodach, nasłuchując czy ojciec na pewno już zasnął. Odetchnęła z ulgą, gdy usłyszała jego chrapanie.
   Właśnie zakładała buty, gdy usłyszała za sobą czyjś głos. Odwróciła się przerażona, nie mając pojęcia że ktoś tu jeszcze jest.
-Randka?- facet dzięki któremu jakiś czas temu  uniknęła kolejnego uderzenia . Opierał się o ścianę . I lustrował ją z góry do dołu.
-Powiedzmy- chciała się zaśmiać. Ale jego obecność, jakoś ją krępowała. Miała wrażenie, że rozbiera ją wzrokiem. I wcale jej się to nie podobało - co pan tutaj jeszcze robi?
-Mów mi Chris. Chyba nie jestem jeszcze taki stary- zrobił krok w jej kierunku, zmuszając ją do oparcia się o drzwi. Zacisnęła dłonie w pięści, szykując się na najgorsze- chyba się mnie nie boisz?
-A powinnam? - zmrużyła oczy wpatrując się w niego z coraz większym strachem. Bała się go. Bardziej niż własnego ojca. Bo do bicia już się przyzwyczaiła. A teraz zaczęła się obawiać czegoś znacznie gorszego. Niż kolejny siniak na jej ciele.
-A jak myślisz?- nachylił się nad nią. Stał tak blisko niej. Że czuła jego oddech na swoim policzku. Wzdrygnęła się . Błagając w myślach , żeby sobie poszedł.
-Muszę już iść- wydukała. Poruszyła się nerwowo. Próbując dosięgnąć do swojej kurtki - i pan chyba też powinien.
- Mam nadzieję , że niedługo się spotkamy - rzucił jeszcze , nadal nie spuszczając z niej wzroku.
   Odsunął się od niej w końcu , pozwalając jej otworzyć drzwi. Poczekała , aż wyjdzie. I popędziła do okna. Wyszła z domu dopiero wtedy, gdy jego sylwetka zniknęła w oddali.



-Spotkałaś go od tamtych zawodów?- głos Jonasa wyrwał ją z zamyślenia. Ciągle myślała o całym tym Chrisie. I aż ciarki przechodziły jej po plecach. Jak przypomniała sobie wzrok jakim na nią patrzył. Dlatego nie bardzo wiedziała , o kim on mówi.
-Ale kogo?
-No Freitaga. Pytam czy widziałaś go od tej akcji w klubie - na samą myśl o skoczku oblała się rumieńcem.  Dobrze , że szli akurat jakąś ciemną uliczką. I chłopak nic nie zauważył. Jeszcze tego jej brakowało , żeby zaczął się z niej nabijać.
-A nie mówiłam Ci? - starała się , żeby jej głos brzmiał normalnie. Nie miała pojęcia czy to jej się udało - zaprosił nas na obiad , jak wpadliśmy na niego w centrum handlowym.
-Obiad?- Jonas wybałuszył oczy i wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.
-Wylądowaliśmy w McDonaldzie, bo Domi o to prosił.
-Wnioskuję więc, że się nie zorientował?
-Chyba nawet nie zauważył- parsknęła radośnie. A chłopak pociągnął ją za rękę. W zupełnie innym kierunku niż zamierzali na początku. Szarpnęła się, gdy doszło do niej o co chodzi- Ty chyba nie zamierzasz...
-A czemu nie? - przerwał jej ze śmiechem - Zwinęłaś mu trzysta euro, a on się nie połapał. Przecież te nadęte dupki nawet nie wiedzą ile mają w portfelu.
-No tak, ale...
-Nie panikuj. Nie zostawię Cię ani na moment. Tylko błagam, Freitaga zostaw już w spokoju. Z miejscowym to jednak większe ryzyko.
-Myślisz , że z kolejnym pójdzie mi tak samo łatwo?
-Myślę , że tak właśnie będzie- zaśmiał się mierząc ją z góry do dołu.
  A ona w sumie nie miała żadnego argumentu przeciw. A tak naprawdę jedyne na co miała dzisiaj ochotę, to pojawić się w hotelowym klubie. Mimo, że nie powinna. Mimo, że znów ryzykowała. Bardziej niż kiedykolwiek.



-Philipp będzie?- Jonas rozglądnął się po wnętrzu hotelowej dyskoteki. Po jego minie widziała, że ma nadzieję na nieobecność chłopaka. 
-A skąd ja mam to wiedzieć? - prychnęła.  Jej też nie na rękę było towarzystwo dawnego przyjaciela. Mimo, że gdy Jonas tylko o nim wspomniał. Zatęskniła za nim. 
-Myślałem że odnowiliście kontakt.
-Zwariowałeś? Po co niby miałabym to robić? - na twarzy chłopaka pojawił się słaby uśmiech po jej słowach. 
-Skoczę po coś do picia  - zaproponował  i zniknął jej z oczu. Zanim zdążyła zaprotestować.

     Tina z zaciekawieniem rozglądnęła się w około.  Pomału zaczęło do niej docierać , że nie ma co liczyć na porządną imprezę. Bo jutro miały się odbyć kolejne zawody. Więc raczej nikt nie będzie dziś zbytnio szalał . Pewno zawodnicy posiedzą chwilę w swoim towarzystwie. I tyle. 
  Przez moment zaczęła żałować, że tutaj przyszli. Bo tak naprawdę, dziś mogło jej się nie udać. 
Już miała się podzielić swoimi spostrzeżeniami z Jonasem , który właśnie wrócił. Gdy obok ich stolika przeszedł Philipp. Nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. A była pewna , że ją zauważył. 
Niewiele myśląc zerwała się i dogoniła chłopaka. 
- A Ty co ? Poznałeś mnie po siedmiu latach. A po miesiącu już nie ? - stanęła przed nim mrużąc oczy. 
- Nie mam dzisiaj czasu z Tobą rozmawiać Martina - rzucił, chcąc odejść. Nigdy nie zwracał się do niej pełnym imieniem. Więc od razu wyczuła, że jest wściekły. Tylko kompletnie nie miała pojęcia dlaczego. 
-Jasne , nie będę Ci się narzucać. W końcu teraz jesteś coraz bardziej znany. Więc po ci towarzystwo kogoś takiego jak ja- warknęła odwracając się.  W sumie to i lepiej. Nie będzie jej przeszkadzał. Nie odeszła nawet paru metrów, gdy chwycił ją za ramiona. I odwrócił do siebie. 
-I kto to mówi? Dziewczyna , umilająca czas sławniejszym  skoczkom. Mnie wolałaś olać, bo jestem jeszcze nikim - warknął. 
- Co Ty pieprzysz Philipp?- była wściekła. Siłą powstrzymywała  się, aby nie dać mu w twarz.  Nie chciała jednak niepotrzebnie wywoływać sensacji. 
-Naprawdę myślałem, że jesteś inna - prychnął i ją puścił. Zanim się odwrócił rzucił jeszcze ze złością- Twój kochaś powinien zaraz zejść.  Więc może powinnaś spławić kumpla?
 Zaśmiał się ironicznie i zostawił ją samą. Stała przez chwilę wpatrując się w jego plecy. Co to miało być do cholery? Jakaś scena zazdrości po latach , czy coś? I tak właściwie o co? Przecież do niczego większego nie doszło, między nią a Freitagiem. Bo to zapewne o to Philippowi chodziło. Zresztą nawet gdyby się z nim przespała. Philipp nie miał prawa , jej niczego wypominać.  Dopadła do niego i szarpnęła go za ramię. Chłopak był wyraźnie zirytowany jej widokiem.
-Co Ty odwalasz ? Chyba nie jesteś zazdrosny?  -warknęła wściekła.
-Zazdrosny ?- prychnął - zastanawiam się tylko dlaczego to robisz? Szukasz atencji? Chcesz pochwalić się przyjaciółkom? A zresztą nie moja sprawa. Jeśli podoba Ci się takie życie.
-Nie twoja sprawa co robię ze swoim życiem.
-A może Ty jesteś tak naiwna , że liczysz na jakąś wielką miłość z jego strony? Rozczaruję Cię. Jesteś tylko jedną z wielu. Jedną z kolejnych zabawek w karuzeli pucharu świata  - w oczach chłopaka widziała złość, zmieszaną z litością. Jego ostatnie słowa sprawiły, że czuła pod powiekami zbierające się łzy.
-Pieprz się Raimund - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Więcej nie była w stanie powiedzieć. Najzwyczajniej w świecie bała się, że się przed nim rozpłacze.
-Naprawdę się ucieszyłem spotykając Cię ostatnio. Myślałem , że nadal jesteś najfajniejszą dziewczyną w okolicy. Że znów zaczniemy się widywać....- przerwał, spoglądając na nią ze złością- ale wiesz co? Nie chcę. Nie mam ochoty na znajomość z Tobą.
 Znów odszedł zostawiając ją samą. Prychnęła wściekła. Powstrzymywane łzy , aż piekły ją pod powiekami.  Bez łaski, nie ma ochoty z nią rozmawiać, nie będzie się narzucać. Nadęty dupek. Myśli, że jest od niej lepszy. Odwróciła się na pięcie i wróciła do Jonasa. Usiadła, ocierając coraz bardziej wilgotne oczy. Miała ochotę wyć ze złości. Nie do końca wiedziała co zabolało ją bardziej. Cała ta kłótnia z dawnym przyjacielem. Czy jego słowa o Freitagu.
   Złapała do rąk piwo, wypijając je duszkiem. Jonas spojrzał na nią zaskoczony.
-Co jest Tina? Aż tak Cię wkurzył?
-Idiota. Myśli, że jest kimś bo coś tam już kiedyś wygrał - warknęła, chwytając jego piwo. Upiła kilka łyków gdy złapał ją za rękę.
-Odbiło Ci?
-Przepraszam - podsunęła mu piwo z powrotem- po prostu mnie wkurzył. Oddam Ci jak coś załatwię.
-To nie chodzi o piwo. Chcesz to wypij. Mam jeszcze parę euro.  Ale Ty prawie nic nie jadłaś przez ostatnie dni. Głodzenie się , raczej nie współgra z alkoholem.
-Nic mi nie będzie- westchnęła- jestem tak wściekła, że nawet nie czuję że to alkohol.
-Mam nadzieję, że się nie mylisz - pokręcił głową, gdy znów chwyciła jego piwo. Sam wstał i poszedł po kolejne.


-Wydaje mi się, że przyjście tutaj dzisiaj, było bezsensu- rzuciła gdy wrócił, coraz bardziej wkurzona i zniecierpliwiona - tracimy tylko czas, powinniśmy chyba zmienić lokal.
-Może masz rację.
-Pójdę do łazienki. I będziemy się zbierać- westchnęła. Czas mijał, a ona nie załatwiła ani centa. Marnowała czas, na picie piwa. W prawie pustym dzisiaj klubie. Podniosła się i szybkim krokiem wyszła na zewnątrz.

 Stanęła przed lustrem, oddychając głęboko. Czuła się coraz gorzej. Było jej zimno i bolały ją wszystkie kości. Do tego zaczęło jej się nieprzyjemnie kręcić w głowie. Próbując opanować coraz większe zawroty głowy wyszła z toalety.
 Uśmiechnęła się gdy zobaczyła Jonasa, czekającego już na nią  przed drzwiami klubu. Chłopak podał jej kurtkę spoglądając na nią z niepokojem.
-Nie wyglądasz najlepiej. Powinnaś pójść do domu- dziewczyna skrzywiła się po jego słowach.
-Wiesz , że nie mogę- zaprotestowała cicho- zaraz pewno poczuję się lepiej.

  Ubrała kurtkę i rozglądnęła się szybko w okół siebie. Zamarła widząc Freitaga wpatrującego się w nią. Kilka metrów dalej. Posłał w jej stronę uśmiech, gdy zauważył jej spojrzenie.
-Idź, ja jednak zostanę- rzuciła do Jonasa, prawie siłą wypychając go w kierunku wyjścia.
-Zwariowałaś?- prychnął , podążając za jej wzrokiem- przecież mówiłem, że jego masz odpuścić.
-To może być moja jedyna szansa dzisiaj- szepnęła.
-Wiesz, ile ryzykujesz?
-A wiesz ile mogę  zyskać?- wysyczała. Kompletnie nie przejmując się coraz gorszym samopoczuciem i konsekwencjami. Była zdesperowana. Do tego wypity wcześniej alkohol. Dodawał jej odwagi. 
Była pewna, że pójdzie jej tak łatwo jak ostatnio. Poczekała, aż Jonas zniknie za drzwiami. I odwróciła się w stronę skoczka. Który zmierzał już w jej kierunku z triumfującym uśmiechem.




czwartek, 24 stycznia 2019

6


-Obejrzysz ze mną zawody?- Martina drgnęła na dźwięk głosu brata. Który nagle pojawił się za jej plecami.
-Zawody?- uniosła głowę wpatrując się w niego, nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
-No skoki. Zaraz zaczyna się konkurs.
-A ojciec?- dziewczyna nie miała pojęcia co robi. Słyszała jak wrócił z pracy. Ale teraz na dole panowała niczym nie zakłócona cisza.
-Wyszedł gdzieś- mały uśmiechnął się, ciągnąc ją za rękę.
-A lekcje zrobiłeś?- westchnęła ciężko, gdy chłopiec pokiwał twierdząco głową. I z rezygnacją wyszła za nim z pokoju. Uśmiechnęła się, gdy zadowolony rozsiadł się na kanapie i włączył telewizor.
-Zrobię nam coś do picia- rzuciła i oddaliła się w kierunku kuchni.  Naprawdę nie miała siły  tego oglądać. Ale nie chciała sprawić chłopcu przykrości. Który odkąd poznał osobiście skoczka, starał się śledzić na bieżąco wszystkie relacje.  Wyciągnęła z szafki dwa kubki i nalała mleka do garnka. Włączyła gaz i stanęła przy oknie .
  Z drugiej strony oglądając zawody. Znów go  zobaczy . Może tylko na ekranie telewizora, Ale go zobaczy. Wróciła myślami do ich ostatniego spotkania w McDonaldzie. Przymknęła oczy , przypominając sobie jego pocałunki. Zadrżała na samą myśl o jego rękach, przyciągających ją do siebie. Wsuwających się pod jej bluzę , pod spódniczkę. Czuła jak oblewa ją fala gorąca.

-Co tak śmierdzi?- odwróciła się gwałtownie, słysząc brata. Postawione na gazie mleko, wylewało się z garnka zalewając palnik. Zaklęła pod nosem. Co się z nią działo, do cholery?
-Przepraszam Domi. Zamyśliłam się- chwyciła garnek i wylała resztę mleka do zlewu. Umyła go i zajęła się czyszczeniem kuchenki.
-Pospiesz się , zaraz się zacznie- mały spojrzał na nią z uśmiechem i popędził do pokoju. A ona po raz kolejny zajęła się przygotowaniem kakao.
Tym razem nie spuszczała wzroku z garnka. I odpędzała myśli o brunecie wdzierające się jej do głowy.

 W końcu chwyciła kubki z gorącym napojem i skierowała swoje kroki do pokoju. Usiadła przy bracie, odstawiając kakao na stół. Przyciągnęła brata  do siebie i nakryła ich kocem.
 Z niecierpliwością wpatrywała się w ekran, czytając kolejne nazwiska na liście startowej. Większość z nich nic jej nie mówiła. Tak naprawdę znała tylko Philippa. Nigdy jakoś specjalnie nie interesowała się sportem.
-To już?- prychnęła gdy lista z nazwiskami zniknęła z ekranu. A ona nie zobaczyła na niej tego na którego czekała. Mimo, że usilnie starała się przed tym bronić.
-Ponad sześćdziesiąt zawodników to mało?- Domi przyjrzał jej się uważnie, na jego ustach błąkał się cwany uśmieszek. Jakby wiedział o kim myśli jego siostra.
-No nie. Tak tylko pytam, Nie znam się i ....- zaczęła się plątać. Czuła jak jej policzki pokrywają się rumieńcem.
-I szukasz Richiego. Prawda?- chłopiec wybuchnął niepohamowanym śmiechem. A ona zaczerwieniła się jeszcze mocniej.
-Wcale nie- prychnęła. Czy to co się z nią działo, było aż tak widoczne. Że zauważył to jej młodszy brat.
-Nie znajdziesz go- mały ciągle się śmiał. A ona spojrzała na niego z nagłym zainteresowaniem - to mistrzostwa świata juniorów.
-Juniorów?- jęknęła , a jej twarz wykrzywił grymas rozczarowania.

  Chwyciła do rąk kubek i upiła kilka łyków. Oparła się wygodnie. I mimo braku Freitaga , spróbowała skupić się na rozgrywanych zawodach.
  Ożywiła się gdy na belce startowej pojawił się Philipp. Zacisnęła kciuki , błagając  żeby dobrze mu poszło. Nawet teraz, po tylu latach, nadal go lubiła. I chciała żeby mu się udało.
 Stęknęła gdy zachwiał się przy lądowaniu. I mimo niezłej odległości , szans na podium w dzisiejszych zawodach raczej już nie miał.

  Uśmiechnęła się pod nosem, gdy po skończonych zawodach zerknęła na brata. Z błyszczącymi oczami wpatrywał się w podium . Na którego drugim stopniu stał jakiś niemiecki zawodnik. Szkoda, że to nie Philipp, przemknęło jej przez głowę. Ale srebrny medal zawodnika z jej kraju. Też ją cieszył. Wyłączyła w końcu telewizor i pogoniła małego pod prysznic. 


Zabrała puste kubki i poszła do kuchni. Liczyła na to, że uda jej się zrobić bratu kolację. Zanim wróci jej ojciec. Nie miała ochoty go oglądać. Nie chciała , żeby jego widok zniszczył jej dość dobry dzisiaj humor . Nie pamiętała już kiedy spędzili razem z bratem, popołudnie przed telewizorem. W ciszy i spokoju. Bez pijanego ojca za ścianą. I bez awantury.

  Już prawie skończyła , gdy usłyszała zgrzyt klucza w zamku. Przeklęła i chwyciła do rąk, talerz z kanapkami. I kubek herbaty.
- Zrobiłaś kolację-  prawie była za drzwiami , gdy dobiegł ją głos ojca.
-Dla Dominika -rzuciła nawet się nie oglądając.
-Możesz mu zrobić kolejną - szarpnął ją za ramię. Zabierając z jej rąk talerz. Skrzywiła się i chciała zaprotestować. Nie zdążyła jednak. Ojciec pchnął ją na ścianę.  Straciła równowagę, prawie się wywracając . Czuła gorącą herbatę spływającą po jej nodze. Syknęła i szybko się wyprostowała.
- Posprzątaj to.
- Nienawidzę Cię- wysyczała przez zaciśnięte zęby . Patrząc mu prosto w oczy. Nie spuściła wzroku nawet wtedy , gdy jego pięść wylądowała na jej twarzy.
  Kolejne uderzenie sprawiło jednak , że zgięła się w pół. Usłyszała brzęk rozbitego talerza. Kanapki rozsypały się po podłodze. Zacisnęła zęby i walczyła ze łzami. Czując następne uderzenia.
Nagle przerwał. Uniosła słabo głowę, podążając za jego wzrokiem.
-Zostaw ją - kilka metrów od nich stał Dominik. Na jego twarzy widziała złość i nienawiść. Chwyciła ojca za rękę.  Gdy zrobił krok w jego kierunku . Nie pozwoli mu na to. Ją mógł okładać ile chciał. Jego jednak nie pozwoli mu dotknąć.
-Kazałem Ci posprzątać ten burdel - szarpnął się.  I skręcił do swojego pokoju. Dziewczyna odetchnęła z ulgą i osunęła się po ścianie na podłogę.
Dominik dopadł do niej ze łzami w oczach i zaczął sprzątać .
-Zostaw Domi.  Ja to zrobię  - jęknęła i podniosła się powoli.
Chłopiec jednak nie przestawał zbierać rozbitej porcelany i rozsypanego jedzenia.
-Nienawidzę go.  Nienawidzę. Tak bardzo chciałbym żeby umarł- zamarła słysząc głos brata. Łzy spływały mu po twarzy. 
-Nie mów tak. To nasz ojciec- zaprotestowała cicho. Wiedziała, że jej głos nie brzmiał przekonująco. Przecież sama tak myślała. Sama , tak często życzyła mu śmierci.
-Też go nienawidzisz Tina. 
-Domi...
-No co? Przecież mam rację - przerwał jej. Stanął przed nią zaciskając ręce w pięści- gdybym był starszy, gdybym miał więcej siły.
-Nawet nie myśl o takich rzeczach.
-Dlaczego on nas tak nienawidzi? Dlaczego pije i ciągle Cię bije? Dlaczego musisz przez niego robić te wszystkie okropne rzeczy?
-On po prostu pogubił się po śmierci mamy- próbowała go bronić. Tak właściwie nie wiedziała po co.
-Więc to moja wina?- mały uniósł głowę, spoglądając jej w oczy. Przeraziły ją jego słowa.Chwyciła go za ramiona, przytulając do siebie.
-Skąd Ci to w ogóle przyszło do głowy?
-No bo mama umarła, jak się urodziłem. Umarła przeze mnie - odezwał się cicho, a jego twarz znów zalała się łzami.
-Nigdy więcej tak nie mów!- podniosła głos . Zaraz jednak go ściszyła- to nie Twoja wina Domi. To nie jest niczyja wina. 
-Ale...
-Mama nie umarła przez Ciebie. Niech Ci to już nigdy nie przyjdzie do głowy - pocałowała go w czubek głowy i posadziła na krześle - poczekaj tutaj. Dokończę sprzątanie. Zrobię Ci kolację i zjemy ją razem. Ok?
 Mały pokiwał głową. Miała nadzieję, że wybiła mu  te okropne myśli. Jak coś tak koszmarnego mogło wpaść mu do głowy.   Nie zwracając uwagi na ból, zamiotła podłogę i przetarła ją mopem.
Szybko przygotowała kolejne kanapki i wręczyła bratu talerz. Sama wzięła do rąk dwa kubki herbaty. I cicho przemknęli na górę.

Uśmiechnęła się lekko gdy już zjedli. A mały ułożył się wygodnie w kącie jej łóżka. Nakryła go kołdrą i na palcach wyszła na korytarz. Z pokoju ojca dobiegało ją chrapanie. Przeszła szybko obok i zamknęła się w łazience.
Spojrzała na siebie w lustrze, ścierając resztkę krwi z kącika ust. Pod okiem zaczął się tworzyć sporych rozmiarów siniak. Oparła się o umywalkę i odetchnęła głęboko. Miała dosyć. Nie miała pojęcia jak długo jeszcze to wytrzyma. Wiedziała, jednak że musi być silna dla brata. Dla niego musiała to przetrwać.


  Wzięła szybki prysznic i wróciła do pokoju. Zgasiła światło. I ułożyła się na brzegu łóżka. Wpatrując się w małego.
-To naprawdę nie moja wina?- odezwał się nagle, otwierając oczy. Przełknęła ślinę. I przysunęła się bliżej niego.
-Naprawdę Domi. To nie jest niczyja wina- szepnęła .
-To dlaczego mama umarła? Przecież była jeszcze młoda.
-Czasem tak się dzieje. Że młodzi ludzie umierają. I nic nie możemy na to poradzić.
-Ale Ty nie umrzesz?- głos zaczął mu niebezpiecznie drżeć. A ona sama walczyła z napływającymi łzami.
- Nie umrę. Obiecuję- chłopiec wtulił się w jej ramiona.  I po kilku minutach już spał. Martina jeszcze przez kilka godzin wpatrywała się tępym wzrokiem w sufit. Próbując znaleźć jakieś wyjście z ich beznadziejnej sytuacji. Wiedziała jednak , że dopóki nie będzie pełnoletnia. Nie może nic zrobić. I ta świadomość doprowadzała ją wprost do szału.




  Martina powoli zwlokła się z łóżka, próbując opanować zawroty głowy. Był początek lutego, a ona tydzień temu wydała ostatnie pieniądze zabrane Freitagowi. Planowała wybrać się gdzieś w zeszły weekend . Ale jakaś pieprzona grypa , unieruchomiła ją w łóżku.
  Dziewczyna przez ostatnie dni była tak słaba, że ledwo dawała sobie radę . Z przygotowaniem jedzenia dla brata. Więc o jakichkolwiek wyjściach nie mogło być w ogóle mowy.
 Ojcu starała się nie pokazywać na oczy. Co nie było zbyt trudne , zważając na to, że prawie nie wychodziła ze swojego pokoju. Wiedziała , że jedno jego uderzenie, zwaliłoby ją po prostu z nóg.
 Dziś czuła się już trochę lepiej , dlatego jak tylko została sama,  zadzwoniła do Jonasa, prosząc o przyjście. Chłopak właśnie zadzwonił do drzwi, a ona poczłapała w ich stronę.
-Zrób kawę, a ja szybko się ogarnę- rzuciła tylko przez ramię. Z powrotem wchodząc po schodach.

  Wyszczotkowała dokładnie zęby. I trzęsąc się z zimna wzięła szybki prysznic. Teraz stała przed lustrem z przerażeniem wpatrując się w swoje odbicie. Wyglądała jak jakieś zombie. Podkrążone oczy i prawie przeźroczysta cera. Do tego znów schudła parę kilo. Jęknęła , gdy wciągnęła na siebie jeansy.  Skrzywiła się i wyszła z łazienki trzaskając drzwiami.

      Jonas zmierzył ją krytycznym spojrzeniem , kiedy usiadła przy nim upijając łyk kawy.
-Zjadłaś cokolwiek z tego co przynosiłem?- w jego głosie słyszała wyraźne pretensje.  Chłopak codziennie , przynosił jej coś ciepłego. Co akurat przygotowała jego mama. A ona, jak zwykle chowała wszystko dla brata. Który zjadał dopiero wtedy, gdy przysięgała , że jadła wcześniej.
-Zostawiałam dla Dominika- odezwała się cicho. Nie mogła nic na to poradzić. Tak już po prostu miała. On był najważniejszy. Nie ona i jej potrzeby.
-Musisz jeść Tina.
-On rośnie Jonas. I naprawdę bardziej potrzebuje jedzenia.
-On najbardziej potrzebuje Ciebie. Pomyślałaś o tym ?- warknął wyraźnie wściekły chłopak- jak długo dasz radę? Ile jesteś w stanie wytrzymać, nie jedząc?
-Zjem. Obiecuję. Jak tylko załatwię dzisiaj pieniądze.
-Dzisiaj? Całkiem Ci odbiło. Ledwo stoisz na nogach. Naprawdę myślisz , że dasz sobie radę?
-Muszę- jęknęła.
-Nigdzie dziś nie pójdziemy.
-Nie będziesz za mnie decydować Jonas. I tak pójdę- wstała wściekła i podeszła do okna. Odwróciła się w jego stronę i wycedziła przez zaciśnięte zęby- z Tobą czy bez Ciebie. Ale  pójdę.
   Wiedział, że nie ma sensu z nią dyskutować. I wiedział , też że pójdzie razem z nią. Nie mógł zostawić jej samej. Dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Musiał przynajmniej dopilnować, żeby coś zjadła. Zerwał się od stolika i wybiegł z mieszkania.

Martina westchnęła cicho pewna, że się na nią wściekł. Usiadła przy stoliku , upijając kilka łyków kawy.  Podniosła głowę ze strachem , gdy usłyszała trzask drzwi. Była pewna, że ojciec wrócił wcześniej. Uspokoiła się widząc przed sobą Jonasa.
-Nic więcej nie znalazłem w domu. Mama nie zrobiła jeszcze zakupów. Przepraszam- podsunął pod jej nos jabłko i jogurt- i będą stał tutaj tak długo dopóki nie zjesz.
  Westchnęła ciężko. Ale mimo wszystko , zrobiło jej się tak ciepło na sercu. Uśmiechnęła się  do niego. Był jedyną osobą, oprócz Dominika. Dla której coś znaczyła. Zerwała się z miejsca i uwiesiła mu się na szyi.
-Ogarnij się młoda- prychnął , próbując ją od siebie odsunąć. Szybko jednak zrezygnował, gdy nie chciała się od niego odkleić. Zaśmiał się w końcu , siadając przy stole z nią na swoich kolanach.
-Dziękuję Jonas- podniosła głowę, całując go w policzek. Chwyciła do rąk jabłko, odgryzając kawałek.
-Złaź, no już. Nie przesadzaj- prawie ją z siebie zrzucił, lekko zawstydzony. Dziewczyna znów się zaśmiała.  Nie mając zamiaru nawet się ruszyć.